Cóż... Chyba ostatnio zepsułem jakiemuś młodemu metalowcowi podryw. Chociaż nie wiem, kto był tu podrywany.
Stoję sobie na przystanku oparty o słupek z rękoma w kieszeniach i czekam na autobus. Ja - długie podgolone po bokach włosy, broda, stara ramoneska, glany, koszulka kapeli. Niedaleko mnie na ławce siedzi jakaś panna - typowa młoda fanka metalu. Glany, trochę kolczyków, naszywki na wojskowej torebce, nawet ładna panna. Nad nią skacze jakiś niewiele starszy, ale góra 18-, 19-letni fan metalu. Ubrany tak jak ja, tyle że wyraźnie ode mnie młodszy.
Ja tak siedzę i jednym uchem podsłuchuję o czym gadają, chociaż ciężko nazwać to podsłuchiwaniem, bo rozmowa chyba intencjonalnie była głośna, żeby ludzie dookoła słyszeli... No i młody się chwali, że zrobił sobie mały tatuaż i już planuje następny (o ile rodzice dadzą kasę) i generalnie pieje nad swoją odwagą i tym jaki jest cool. I niejeden na pewno nie miałby tyle jaj co on... Przy tym co chwilę spoglądał na mnie, i jak wspominałem - gadał głośno, chyba żebym słyszał o co mu chodzi.
W tym momencie zadzwonił do mnie telefon. Odebrałem. Dłonią pokrytą tatuażami. Młodemu nagle mina zrzedła, panna parsknęła śmiechem, ja w sumie też ledwo się powstrzymałem.
Wczoraj, po powrocie z pracy, zastałem moją narzeczoną w odświętnym ubraniu, na stole czekała kolacja. Tak o, bez okazji. Na pierwszy rzut oka. Pod koniec posiłku, oznajmiła mi radosna nowinę... Ciąża!
Zastanawiam się, jak zareaguje na wieść o tym, że jestem bezpłodny. Walizki już spakowałem.
Zbliżał się długi sierpniowy weekend, na który mieliśmy wybrać się z ukochanym w Karpaty. Wszystko już dogadane, pokój wynajęty. Trzy dni przed wyjazdem Bartek zadzwonił odwołując tak długo wyczekiwane wakacje, jego brat wylądował w szpitalu. Sytuacja losowa, zrozumiałam. Chciałam przyjechać, ale usłyszałam, że mogę to zrobić dopiero jak Kamil się lepiej poczuje.
Kilka dni później siedziałam sobie w kuchni, gotowałam obiad i słuchałam radia. Akcja wakacyjna, dziennikarz zaczepia ludzi na plaży i pyta jak im mija czas. Nagle słyszę znajomy głos:
- Jest super! Przyjechałem z kumplami i bratem na męski wypad, wiesz, opalanko, piwko, no i piękne dziewczyny w bikini!
Ojjj nie wyszło mu to kłamstewko...
Warto zaznaczyć, że mam specyficzną cechę, mianowicie jestem najbardziej przypałowym człowiekiem jakiego znam. Historia jaką chce opowiedzieć jest sprzed kilku dni.
Dosyć często biegam, cały czas jedną wybraną trasą, jednak ostatnio postanowiłem ją zmienić i biegnąć w stronę przystanku. Kiedy miałem jakieś 100 m do przystanku, widzę, że stoi autobus w godzinach rannych, czyli jak zwykle przepełniony, no to delikatnie zwalniam, żeby kierowca skumał, że wcale nie biegnę na niego, jednak kierowca najwyraźniej myśli, że tak zwolniłem, bo opadam z sił (warto zaznaczyć, że kierowca widział mnie biegnącego jedynie na autobus). To zaczynam machać żeby jechał, niestety kierowca źle zinterpretował moje machanie, pewnie pomyślał, że mam na myśli coś w stylu - "czekaj, bo zaraz umrę"- no i dalej czeka.
W swojej bezsilności minąłem ten autobus, mina kierowcy, który patrzył na mnie jak na debila, zostanie ze mną na długo.
Kilka lat temu trafiłem do gimnazjum. Nowy budynek, nowa klasa, nowi nauczyciele, etc. Ale nie o tym mowa. Zawsze na amerykańskich filmach widziałem, jak młodzież zjeżdża po poręczy w dół schodów. W mojej starej szkole poręcz była taka, że nie nadawała się do zjechania, miała sporo takich "grzybków", które wystawały i tak dalej.
Natomiast w nowej szkole poręcz była idealna. Przyczepiona do schodów od dołu, gładziutka, bez żadnych wybojów. To był drugi dzień mojej nauki w szkole, los sprawił, że kończyłem wtedy zajęcia jako ostatnia klasa, więc od razu pomyślałem o poręczy. Postanowiłem więc, że przeczekam, aż wszyscy zejdą na dół, w tym czasie udawałem, że zagłębiam się w lekturę gablotki z historią szkoły. Gdy wszyscy zeszli, postanowiłem zjechać. Usiadłem na poręcz, puściłem się i... nie zauważyłem, że poręcz kończy się słupem aż do sufitu...
Obudziła mnie woźna, gdy usłyszała jak coś uderzyło o metalowy słup i zrobiło hałas na całą szkołę.
Urodziny mojej koleżanki przypadają zaledwie 3 dni po moich. Obie jesteśmy z tego samego rocznika. Z racji tego, że nasi rodzice się bardzo dobrze znają jeszcze z czasów liceum, to i my przyjaźnimy się od piaskownicy. Postanowiłyśmy zrobić wspólną imprezę osiemnastkową. Zwykła skromna impreza - rodzina i najbliżsi znajomi. Wszystkich było z 40 osób. Nikt nie narzekał.
Niestety nie przewidziałyśmy jednego - że nasi tatusiowie doprowadzą się do takiego stanu, że opowiedzą nam historie z przed 19 lat.
Uwierzcie - słuchanie ojca koleżanki, który opowiadał jak posuwał moją mamę, w formie zabawy, na jednorazową zamianę partnerek, nie należy do przyjemnych. Tym bardziej, że owa impreza była podobno 9-10 miesiecy przed moim urodzeniem.
Zażądałam testów potwierdzających ojcostwo mojego taty... :)
Mój dziadek jest mistrzem. Od zawsze wiedziałam, że w młodości wyprawiał różne dziwne rzeczy, ale ostatnia jego historia powaliła mnie na łopatki.
W podstawówce dziadek przygotował sobie kilka wersji planu lekcji - inną na każdy dzień. Dlaczego? Bo kiedy chciał natychmiast po szkole wyjść na dwór, ojciec pytał go, czy się już nauczył/odrobił lekcje. A dziadek odpowiadał, że nic na jutro nie ma.
- Jak to, nic?
- No tak, bo jutro mam tylko WF, WF, prace ręczne, prace ręczne i śpiew.
I za każdym razem pokazywał w ramach dowodu tę wersję planu, z której wynikało, że następnego dnia ma tylko te przedmioty.
Podobno wydało się dopiero po dłuższym czasie, kiedy - nieopacznie - dziadek robił tę sztuczkę przez kilka dni z rzędu i jego ojciec uświadomił sobie, że to jakaś dziwna szkoła musiałaby być... co to dzień w dzień tylko biegają, śpiewają i coś tam majstrują.
Kiedy masz kilka, kilkanaście lat nie wiesz nic o świecie. Nawet jak masz kilka kilo więcej jest cudownie, nie przejmujesz się tym. Nie masz wielu znajomych, zawsze trudno zawierałaś znajomości. Kiedy jedziesz na wakacje do cioci i wujka myślisz sobie, że będzie świetnie. Też tak myślałam. Było fajnie; wieś, rowery, hulanki, swawole. Aż wujek nie zaczął być coraz bardziej śmiały. Przytulał, dotykał...Początkowo całkiem niewinnie. Aż zaczął przychodzić w środku nocy, kiedy spałam. Brał moją rękę. Budziłam się, ale nie otwierałam oczu.
Nie wiedziałam co się dzieje. Wkładał wtedy oczywistość w moją dłoń i pocierał. To był tylko początek. Później jak tylko wychodziłam gdzieś sama, np. do innego pokoju, do garażu, do stodoły szedł za mną. Strach mnie paraliżował. Wiedział, że nikomu nic nie powiem. Bo tylko dla niego nie byłam gruba, tylko piękna. Bo wmawiał mi, że przecież i tak mi nikt nie uwierzy. A poza tym, przecież to nic złego, on mnie kocha, jestem dla niego szczupła. Tak się zaczął koszmar. Długo próbowałam się od niego uwolnić. Wszyscy zastanawiali się dlaczego dla wujka byłam niemiła, przecież to taki fajny wujek, nauczy tańczyć, śmieszny, otwarty. W końcu udało mi się, chociaż dzisiaj twierdzę, że gdyby nie to, że zajadałam strach, nieśmiałość, kompleksy i po prostu szybko dojrzałam to pewnie trwałoby to o wiele dłużej.
Dzisiaj miewam koszmary przypominające mi te chwile. Wciąż jestem małą dziewczynką, która nic nie potrafi zrobić. Moi rodzice nie wiedzą, nikt nie wie. Może poza chłopakiem, któremu w końcu wytłumaczyłam po 6 latach związku, dlaczego czasami paraliżuje mnie strach i płacze po nocach. Uczę się siebie, uczę się poznawać swoje ciało na nowo. Walczę z wilczym apetytem kiedy nawarstwiają się problemy.
Zawsze myślałam, że byłam jedyną ofiarą wujka. Ale wujek wpadł. Ktoś się dowiedział, afera na wieś, na gminę, na powiat. Poszedł siedzieć.
Ja do dziś pluję sobie w brodę, nie mogę spojrzeć w lustro, bo mogłam te dziewczyny uratować. Nie miały co prawda 10, ani nawet 12 lat tylko trochę więcej, ale jednak. Nie mogę się pozbierać, a ledwo udało mi się poskładać siebie w całość, pozwolić sobie cieszyć się, że żyje. Minęło, rozpadło się. Mój tata wierzy w jego niewinność.
Dzisiaj ledwo wstałam z łóżka. Śnił mi się. Doszła nowa scena w śnie. Pyta mi się patrząc prosto w oczy i ze swoim szelmowskim uśmiechem "I kto Ci teraz uwierzy? Teraz na pewno już nikt. Powiedzą, że kłamiesz, że chcesz być w centrum zainteresowania, bo wypłynęło. Jesteś tylko zwykłą, grubą k...ą. "
I pewnie nikomu do końca życia nic nie powiem. I może kiedyś się poskładam i zacznę żyć.
Rozmawiajcie ze swoimi dziećmi. To jest cholerny problem. I najczęściej zdarza się w najbliższej rodzinie.
Kochani... Szanujmy zwierzęta, bo małe, jak i te większe istotki, mogą uratować komuś życie.
Mam rudego kota. Jest dosyć wredny, denerwujący, trochę samolubny. Istny książę.
W wakacje 2015 roku wzięłam go od przyjaciółki. Urzekł mnie swoimi wielkimi niebieskimi oczami i rudym umaszczeniem. Różnił się od swojego rodzeństwa i dosłownie gdy nasze spojrzenia się spotkały, to wiedziałam, że on wybrał mnie - ja wybrałam jego. I tak oto zaczyna się historia przyjaźni rudzielca z 16-letnią dziewczyną.
Rudy jest kotem niewychodzącym samodzielnie bez opieki ze względu na dosyć ruchliwą ulicę, stąd też jest bardzo energicznym kotem i wszędzie go pełno. Dla innych domowników potrafi być bardzo wredny. Syczy, miauczy, drapie co popadnie. Słucha się tylko mnie, dosłownie jak matki. Jest do mnie przywiązany. Zawsze gdy idę do łazienki, rudy idzie za mną. Któregoś dnia, gdy byłam chora, udałam się do toalety. Wiedziałam, że cwaniak siedzi pod drzwiami i czeka. Nagle zakręciło mi się w głowie i upadłam tracąc przytomność. Obudziłam się już w szpitalu. Mama opowiedziała mi, że kot zaczął bardzo głośno miauczeć, był niespokojny i biegał po domu alarmując wszystkich. W ten sposób szybko zareagowano.
Po tym zajściu kot już nie jest postrzegany jako niegrzeczne kocisko i jak coś przeskrobie, to przymyka się na to oko :D
W podstawówce mieliśmy bardzo garbatą nauczycielkę - to bardzo istotne w tej historii. Na ten dzień zaplanowany był fotograf, coby porobił piękne klasowe zdjęcia.
Gdy nastała ta chwila, wszyscy przyjęci szamotali się z jednego kąta w drugi. A że nie zawsze łatwo jest zapanować nad grupką małych dzieciaczków, to dosyć długo trwało poustawianie każdego w odpowiednim miejscu.
Udało się, wszyscy stoją jak powinni, ale fotograf już mocno podenerwowany, z widocznym grymasem na twarzy, krzyczy "no niechże się pani wyprostuje!!!"
Niestety, nie pamiętam jaką minę wszyscy mieli, mnie natomiast kopara opadła.
Dodaj anonimowe wyznanie