#NqolK

Na początku miesiączkowania okres pojawia się nieregularnie. Teoretycznie wiedza powszechnie wśród dziewczynek znana. W moim przypadku tak nie było. Choć mama wyjaśniła mi, co i jak, zapomniała powiedzieć, że te 28 dni między cyklami to tylko średnia i czas może być dłuższy.

Mija 28 dni od początku pierwszego krwawienia, ja z niecierpliwością czekam na kolejne. Jednak dzień mija, kolejny również i jeszcze jeden, a tu nic. Ja przerażona, zastanawiam się, o co chodzi. I mój 13-letni móżdżek znalazł odpowiedź. No ciąża, jak nic. Ale jak? Nawet chłopaka nie miałam, nie całowałam się z żadnym. Kminię dalej i mam odpowiedź. Co powoduje ciążę? Plemniki. Kto produkuje je? Ojciec. Nie, spokojnie, nie zrobił mi krzywdy. Nie orientowałam się dobrze w sprawach poczęcia i tym podobnych, nie wiedziałam również, że plemniki na powietrzu umierają niemal natychmiast. Oto, co uznałam: znalazły się na prześcieradle w łóżku rodziców i tam sobie siedziały. Kilka dni wcześniej spałam w nim, więc musiały do mnie wejść i mnie zapłodnić. I tym sposobem noszę pod sercem dziecko własnego ojca. Niemal panika, jedyny plus taki, że przez 9 miesięcy będę miała spokój z miesiączkami.

Zanim zebrałam się na odwagę, żeby podzielić się z rodzicami tą straszną nowiną, okres się zjawił. Trochę się martwiłam, że razem z krwią "wyszło" dziecko.
Jakiś czas później, w gimnazjum już, mieliśmy na biologii okres omówiony bardziej szczegółowo niż w podstawówce i wtedy pojęłam mój błąd w pełnej krasie. Szkoda, że w 5 czy 6 klasie, jak mieliśmy o tym na przyrodzie, nie było wszystko powiedziane, a WDŻ nie istniało...
MaryL4 Odpowiedz

Ja cały czas uważam, że nie ma potrzeby na siłę tworzyć osobnych przedmiotów, wciskac tego do przyrody itd. Mi się podobało jak to było zorganizowane u mnie w szkole - dwa spotkania z pielęgniarkami i lekarką (chyba, nie pamiętam kim te panie były) w szerszym gronie (po dwie klasy, w tym chlopcy), gdzie była taka wiedza ogólna. I potem jeszcze dla dziewczynek w malutkich grupkach u pani pielęgniarki, przy herbatce, gdzie mogłyśmy o wszystko zapytać. Chłopcy też mieli takie spotkanie, ale o czym to nie wiem, choć się domyślam ;) to jeśli chodzi o dojrzewanie. A jeśli chodzi o uświadamianie dzieci, żeby nie dały się wykorzystać itd, co często jest argumentem lewicy na jakieś edukację seksualne, to my mieliśmy spotkanie z policjantem, który mówił jak najczęściej do takich przęstepstw dochodzi, jak się bronić, na co uważać. Był też ratownik kiedyś, który mówił o skutkach brania dopalaczy, narkotykow. Specjaliści po prostu wypowiadali się w swoich dziedzinach, w przyjaznym otoczeniu i z poziomu autorytetu.

Dragomir

Fantastycznie :) tak powinno być w każdej szkole, co jakiś czas powtarzane tak, by nikt nie przegapił lub miał szansę dopytać o coś jeszcze.

Tylkopoco

To powienien być osobny przedmiot. Widziałaś podstawę programową? Tam jest nie tylko edukacja seksualna, ale tez o stawianiu granic, mówieniu o emocjach, problemach psychicznych. MaryL4, czy w okresie o którym mówisz, każdy miał dostęp do interetu i pornografii w telefonie? Tu nie chodzi tylko o powiedzenie jak co działa u chłopców i u dziewczynek, ale by pokazać dzieciom normalność w tym świecie. Że to, do czego mogą mieć dostęp w sieci, to wypaczony obraz rzeczywistości. Chociażby to że konto na OF zapewni ci dostaniego życia i willi z basenem... A zapewniam cię, że policjant w jakiejś małej gminie będzie wiedział o zagrożeniach w internecie mniej od przeciętnego nastolatka. U mnie też był ratownik i mówił o skutkach brania narkotyków i pamietam że cała klasa go olewała, ale sie cieszyliśmy że przyszedł bo nie było normalnej lekcji. I oczywiście, że omówienie tego wszystkiego powinno być obowiązkiem rodzica, ale znacząca większość rodziców nie chce w ogóle na ten temat z dziećmi rozmawiać, a co dopiero dać dziecko przestrzeń na zadawanie WSZELKICH pytań. I nie mówiąc już o tym, że gdyby tylko rodzice prowadzili takie rozmowy to pewnie nadal by były dziewczynki święcie przekonane że mają okres bo były niegrzeczne i to za karę, albo że w dzień się nie zajdzie w ciąże bo plemniki śpią.

MaryL4

Tylkopoco, no był dostęp do internetu i do porno, aż taka stara nie jestem ;P może nie w telefonie, nie na taką skalę co teraz.

Nie musisz mi tłumaczyć jak duża jest skala zagrożenia itd. Ja to wszystko wiem. Tylko uważam, że przekazywanie tego dzieciom w formie nowego przedmiotu jest dużo gorsze od formy warsztatowej. Bo wybacz, ale argument, że wy olewaliście ratownika jest trochę słaby. Wy olewaliście ratownika, a my facetke z przyry, i co? Jak ktoś nie chce słuchać, nie chce brać udziału to będzie tak samo olewał ratownika jak i nauczycielkę. Drugi argument - prowincjonalny policjant mało wie o cyberprzemocy? To niech przyjdzie ktoś kto coś wie. Aktywista, prawnik, policjant. Na pewno osoba, która pracuje w danej dziedzinie wie więcej, niż przemianowana nauczycielka z przyrody czy wf-u. Na lekcji przekazywanie wiedzy wygląda tak, że program cię goni, piszesz jakieś myślniki w zeszycie, robisz plakaty, byle zdać. Nie ma miejsca na pytania, dyskusje, ćwiczenia, podział na dziewczyny i chłopaków. My byłyśmy przykładowo realnie ciekawe jak założyć tampona, do dziś pamiętam większość pytań koleżanek, które przy chłopcach by nie padły, bo przy nich nie można było użyć słowa, które chociaż trochę podobnie brzmiało do słowa „seks”, „okres” czy o zgrozo „penis”. To, że ktoś widzi inne rozwiązanie nie znaczy, że problem nie leży mu na sercu. Nie wiem czemu taką wiarę podkładacie w nowy przedmiot - tak dużo pamiętacie z lekcji? Tak dużo mieliscie nauczycieli, którzy byli autorytetami i potrafili zaciekawić? W czym to lepsze od pogadanek, warsztatów itp?

Dodaj anonimowe wyznanie