#pMdZw

Witajcie. Mam 24 lata, jestem na ostatnim roku studiów magisterskich na Politechnice. Od 15 roku życia musiałam się zmierzyć z problemami, o jakich większość nastolatek nie ma pojęcia. Może zacznę od początku.

Mam dwójkę rodzeństwa młodszego. Wychowywaliśmy się tylko u mamy. Ojca nie znałam. Było ciężko, ale mama jakoś dawała radę. Aż do czasu choroby mamy, a mianowicie depresji i obsesji maniakalnej. Jako 15-letnie dziewczę nie rozumiałam co się dzieje - mama płakała często, nie wychodziła przez cały dzień z łóżka, potem patrzyła, czy ktoś ją śledzi, szyfrowała wiadomości SMS, bo myślała, że ktoś je czyta. Z każdym dniem było coraz gorzej, coraz częściej odwiedzała nas opieka społeczna, ja jako najstarsza przynosiłam obiady ze szkoły, żeby coś zjeść w domu. Niestety coraz częściej nie było z nią kontaktu, przestała zgłaszać się po pieniądze do Opieki Społecznej, przez 2 miesiące żywiliśmy się śliwkami (wakacje), jabłkami i tym co nam ktoś przyniósł.

W końcu sądownie nas troje zabrali do rodziny zastępczej do pewnych państwa. Mama trafiła do szpitala. Nie było źle, przynajmniej na początku, jednak po pewnym czasie zauważyliśmy, że jesteśmy dużo gorzej traktowani niż dzieci rodzone tej rodziny, coraz częściej słyszało się rozmowy o pieniądzach, jak i na czym zaoszczędzić - zwykle na nas. Pani, która nas przygarnęła kupiła samochód, zrobiła prawo jazdy i w trakcie gdy tam byliśmy, rozwiodła się z mężem. Dla nas szok kolejny, a ja już wiedziałam, że długo tam nie możemy mieszkać. Gdy tylko skończyłam 18 lat, wystąpiłam z wnioskiem do sądu o opiekę nad młodszym rodzeństwem. Chodziłam do wszystkich instytucji, brałam opinie ludzi na mój temat, starałam się o mieszkanie socjalne.
Udało się dzięki pomocy kilku ludzi. Dzięki czemu jesteśmy razem, ja studiuję i pracuję, dzieci rozwijają się prawidłowo, a ja czuję się staro przy niektórych moich koleżankach. :)
Ważne, aby w życiu się nie poddawać, mimo iż potrafi mocno kopnąć w dupę. Życzę wam, abyście się nie poddawali i spełniali się mimo wszystko.

#auFyQ

Było lato, ciągłe upały i szłam z mamą przez park. Widzimy, że pod jedną z ławek ktoś leży, a była ona blisko kosza na śmieci i krzaków więc nie wiedziałyśmy co się tej osobie stało.

A ja, że nie jestem osobą obojętną na ludzkie cierpienie podeszłam do tej ławki, widać było tylko nogi tego pana więc zaczęłam go szturchać i pytam czy potrzebuje pomocy.

A on po chwili się podnosi i mówi, żebym mu cienia nie robiła, bo ławkę od spodu dokręca i nic nie widzi… Tak to jest jak chcesz komuś pomóc :D

#rzbcM

Wraz z kolegami i koleżankami z klasy maturalnej postanowiliśmy zrobić jakąś imprezę na zakończenie. Postawiliśmy na grill. Wynajęliśmy dom działkowca. Nie zabrakło oczywiście specjalnych trunków. Impreza trwa w najlepsze. Po paru godzinach, stoimy sobie w kilka osób przy tym grillu, gdy nagle jeden ze znajomych odwraca się i zauważa dwóch policjantów, którzy bacznie się nam przyglądają. Od 15 minut - jak funkcjonariusze stwierdzili. Przechodzili obok i postanowili sprawdzić co to za impreza. Bacznie słuchali o czym gawędzimy. A że my po prostu obgadywaliśmy nauczycieli, jeden z policjantów później zapytał: "To co tam u pani S.? Zmieniła się jakoś?" :)

#lkYAQ

Kurs prawa jazdy robiłam w większości na Fiacie Panda, jednak przez jakąś usterkę musiałam jedne jazdy odbyć na Suzuki Swifcie.

Zarys sytuacji *wieczorne godziny, ciemno jak cholera, ja zmęczona po całym dniu w szkole*
Jeżeli ktoś jeździł tymi samochodami to wie, że istnieje znacząca różnica w położeniu skrzyni zmiany biegów, tak znacząca, że nie myśląc przez rozkojarzenie/zmęczenie, złapałam instruktora (siedział odwrócony w moją stronę) za krocze przy próbie zmiany biegów. I nie, nie był to delikatny chwyt. Takiej niezręcznej godziny jak po tej sytuacji jeszcze nie przeżyłam.

#DpRy2

Ciepłe popołudnie, zmęczona po szkole z ciężką torbą idę na dworzec PKP, stoję na peronie. Szukam wolnej ławki, ale niestety wszystkie zajęte, na jednej siedział sobie typowy Sebek, więc nie chciałam mu przeszkadzać i wolałam postać. Sebek zauważył, że chyba tak nie wypada, by tak kobieta stała, więc zaproponował, bym usiadła koło niego. OK, skoro tak nalegał, zrobiłam to. Zaczął rozmowę o tym jaka dziś piękna pogoda, pytał gdzie jadę itp., itd. Nagle na torach zauważyliśmy małego kotka, który chciał przejść na drugą stronę (nie wiadomo nawet jak się tam znalazł i skąd). W tle nadjeżdżający pociąg, trąbił. Więc co się dzieje? Sebek pędzi niczym spuszczony balon w powietrze, by nie doszło do tragedii i by kotek ocalał, wskakuje na tory i ratuje życie maluchowi, ryzykując swoim! Kopara mi opadła. Potem już nigdy go nie widziałam, ponieważ odjechał tamtym pociągiem, a ja czekałam na inny...

#6ffVS

Czasy wycieczek szkolnych. Gromadka gimnazjalistów siedzi w jednym pokoju. Kilka osób już odpadło i poszło spać. W tym gronie znajdował się chłopak, jak się okazało lunatyk. Najwytrwalsi jeszcze rozmawiają.
Nagle lunatyk wstaje, podchodzi do swojego najlepszego przyjaciela, daje mu z otwartej ręki z całej siły w twarz i jak gdyby nigdy nic wraca do łóżka.

Miny tego chłopaka oraz pozostałych świadków zajścia - bezcenne.

#yIyLc

Przestroga dla dziewczyn.
Mam na imię Kasia, mam 22 lata. Mieszkam w Poznaniu. Rok temu w klubie poznałam bardzo fajnego chłopaka, miał na imię Tomek. Zauroczyłam się od razu. Spędzałam z nim każdą wolną chwilę, całe weekendy. Chodziliśmy razem wszędzie, do kina, na spacery, do restauracji. Zaproponował mi wspólne wakacje nad morzem, więc się zgodziłam. No, bo jak inaczej.

Wynajęliśmy pokój w hotelu, zameldowaliśmy się i wyszliśmy na plażę. Na korytarzu w hotelu zaczepił nas dawny przyjaciel Tomka. Zaczął rozmowę od "co wy tu robicie?". Byłam zdziwiona, bo nie wiedziałam skąd mnie zna, ale nic nie mówiłam. Kolega za chwilę powiedział "Kamila, zmieniłaś się bardzo. Nie poznałem cię. A gdzie macie synka?". Stanęłam jak wryta, spojrzałam na Tomka z zaskoczeniem. On jednak powiedział, że wyjaśni mi wszystko. Poszliśmy do pokoju. Tam przyznał mi się, że ma żonę i rocznego synka Alana. Przy okazji dowiedziałam się, że idzie do więzienia na 4 lata i chciał się wyszaleć... Tak że do wszystkich: uważajcie, komu ufacie, jak widać można się bardzo pomylić.
Chciałam być ważna, byłam zabawką.

#4fCsO

Wszystko się działo jakieś 15 lat, temu gdy miałem 7-8 lat. Jak każde dziecko interesowałem się swoim ciałem. Oglądając pewnego dnia film, usłyszałem słowa kluczowe dla tej historii: "walenie konia". Dość szybko zrozumiałem o co chodzi i gdy pewnego dnia po prostu mój mały przyjaciel się obudził... Zacząłem go walić. Najpierw delikatnie, z otwartej ręki. Potem uderzałem już z całej siły. Trochę bolało, ale przyjaciel znowu usnął.
I tak żyłem w przekonaniu, że wszystko robię dobrze, do 11-12 roku życia...

#HCFTv

Moja historia będzie o rybach...
Jako dziecko bardzo lubiłam jeść ryby, pojęcie obrzydzenie było mi nieznane, skrobanie i ich patroszenie nie było dla mnie wyczynem.

W wieku 9 lat pojechaliśmy wraz z rodzeństwem rowerami nad jezioro oddalone od domu o 2 kilometry, mój brat i dwie siostry byli doskonałymi pływakami o wypływali do takiego miejsca zwanego "kołkami" (stare pozostałości po molo z czasów niemieckich) i jeszcze dalej.

Chciałam popływać tego dnia z nimi, ale oni odpowiedzieli mi gadką "jesteś za mała", "utopisz się, my ratować cię nie będziemy", "pływaj tam gdzie masz grunt". Jako że byłam dzieckiem bardzo buntowniczym, wyszłam z założenia - ja nie dam rady?! Potrzymaj mi kółko, i wypłynęłam za nimi, skutek był taki że prawie się utopiłam. Rodzeństwo naskarżyło mamie i tacie, więc oni jako mądrzy rodzice nastraszyli mnie potworami i zmutowanymi rybami, które czyhają pod taflą wody, aby złapać takie małe dziewczynki jak ja, żeby je zjeść.

Przez kilka lat moje obrzydzenie i strach wzrosły do tego stopnia, że ryby stanowiły dla mnie temat taboo.

Sytuacja miała miejsce rok temu, tata wrócił z obfitego połowu i na stole stały dwie miski płotek, tata wyszedł na chwile do garażu, a ja weszłam do kuchni i postanowiłam popatrzeć żeby przezwyciężyć fobię.

Wszystko pięknie ładnie, powoli się asymilowałam z tymi małymi monstrami, gdy jedna wredna krowa wyskoczyła, aby mnie zaatakować, odskoczyłam, łzy w oczach, panika ręce się trzęsą, myślę sobie idealny moment, żeby stawić czoło armii tych wrednych łuskowatych świń. Założyłam rękawiczki, spojrzałam memu nemezis w puste i bezduszne oczy i zdecydowanym ruchem złapałam ją za ogon. Zdziwiony potwoór nie wiedział co zrobić w pierwszym momencie, ale w następnym wpadła na myśl żeby zatańczyć salsę. Ja panika, rzuciłam ją o ścianę i cofnęłam się wpadając na pozostałe dwie miski. wrogowie na mnie wypłynęli, cała kuchnia pod oblężeniem, poślizgnęłam się na jednej z nich, upadając i robiąc pustki w szeregach wroga, wstałam i pobiegłam do taty z łzami w oczach, ze ryby mnie zaatakowały. Tata w śmiech ja ryczę.

Ojciec wszedł do kuchni i zbladł, oczy na mnie i panika, jedyne co zdołał wydusić to   "Matka nas zabije" i jak na zawołanie właśnie wróciła z pracy. Jak zobaczyła, to wyszła i zwróciła wszystko co miała w żołądku. Od tego momentu w domu nie widuję żywych ryb, a te gotowe do spożycia, nie są podawane przy mnie.

Moja kochana Mamusiu i kochany Tatusiu, macie 19-letnią wariatkę, która boi się ataku zmutowanych ryb. To by było na tyle.
Dodaj anonimowe wyznanie