#ISei7

Jestem lekarzem. Ostatnio znalazłem też drugi etat, tak że mało czasu spędzałem w domu.
Moja żona stwierdziła, że "chyba będzie musiała rzucać się pod samochód, żeby mnie zobaczyć" (na sali operacyjnej rzecz jasna).

Co tu dużo mówić. Dwa dni po tej rozmowie trafiła do mnie na oddział po lekkim starciu z samochodem.
Na szczęście niegroźnym...

Pamiętajcie, mężczyźni. Kobiet nie można nie brać na poważnie... :D

#TuQeA

Nigdy nikomu tego nie opowiedziałam.

Moja mama kochała ojca całym sercem. Wszyscy mu zazdrościli takiej wspaniałej żony, ale on tego nigdy nie doceniał. Był dla niej zimny, często ją krytykował i pół żartem, pół serio obrażał. Kiedy byłam w gimnazjum, mama zaczęła poważnie chorować. Jej życie zależało od operacji, która była bardzo skomplikowana. Atmosfera w domu była okropna, więc postanowiłam coś z tym zrobić.

Jako że tradycją mamy było w każdy piątek kupowanie jednego kuponu w lotto, na zajęciach z informatyki razem z kolegami zrobiliśmy taki fejkowy kupon z numerami z ostatniej wygranej. Wszystko było bardzo realistyczne i na pierwszy rzut oka nie było widać, że to podróba. Mieliśmy się nim wymieniać po kolei i robić wszystkim żarty, że właśnie wygrał szóstkę w lotto.

Byłam sama w domu z tatą i wieczorem mieliśmy odwiedzić mamę w szpitalu. Idealna okazja na wkręcenie ojca. No więc sprawdzam w gazecie ten kupon i naglę udaję szok, a potem radość z wygranej. Ojciec zawsze krytykował branie udziału w takich losowaniach i miał to gdzieś, ale tym razem od razu przybiegł. Wyjaśniłam mu o co chodzi, a on wyrwał mi kupon i sprawdził. Potem... schował kupon pod majtki, pobiegł po torbę i zaczął się pakować. Zupełnie mnie ignorując, w pośpiechu pakował najważniejsze rzeczy, takie jak: swoje dokumenty, jakieś ubrania, telefon, buty. Byłam w takim szoku, że stałam w tym salonie i nie potrafiłam nic zrobić. On kiedy już nic nie zmieścił do torby, zabrał kluczki od auta i wybiegł z domu. Tak po prostu, bez słowa, zostawiając mojego trzyletniego brata i mnie chciał uciec.

Wrócił kilka godzin później i nigdy więcej nie poruszaliśmy tego tematu. Ja nie powiedziałam o tym mamie, bo bałam się, że wpłynie to na jej stan zdrowia.
Od tego zdarzenia minęło już 10 lat, a ja nadal boję się opowiedzieć o tym mamie, bo ojciec jest dla niej całym światem i boję się, że wpadnie w depresję albo zrobi coś gorszego.

#tHwxY

Czytając historię o tacie, który był w szpitalu, postanowiłem opisać historię pobytu mojego taty w szpitalu.

Moi rodzice zaraz po ślubie przeprowadzili się z wsi do miasta. I o ile mama miała małe gospodarstwo i szybko się przystosowała i polubiła miasto, tak tata pochodził z rodziny prawdziwych gospodarzy i tak też był wychowany, przez co nie lubił miasta. Ja od zawsze mieszkałem w mieście i pomimo tego, że jeździłem często z rodzicami na wieś, bo coś tam dla hobby i żeby mieć swoje zdrowe plony uprawiali, to nienawidziłem wsi. Przez to naprawdę często się z nim kłóciłem, bo on pragnął mnie wychować tak jak dziadek jego, a ja uważałem go za niewykształconego wieśniaka, który ma manie prześladowcze (jest okropnie nieufny do innych ludzi).

Pewnej niedzieli rano tato po prostu stracił przytomność jak się golił, ale po chwili ją odzyskał i myśląc, że się tylko przewrócił, dokończył golenie, nawet nikomu o tym nie wspominając. Jednak miesiąc później, jak się obudził i próbował wstać, przewrócił się i nie mógł wstać - niedowład lewej nogi, jak się później okazało całej lewej połowy ciała z wyjątkiem twarzy (w dużo mniejszym stopniu). Nie zgodził się wezwać karetki, a do auta szedł opierając się o mamę i starszego brata, walcząc o każdy krok.
W szpitalu się okazało, że to już 2 wylew (albo udar, byłem wtedy młody i nie ogarniałem sytuacji) i to wieloogniskowy.
Przez pierwsze 2 dni dostawał leki i zawsze jak przychodziliśmy był uśmiechnięty i żartował, a 3 dnia się okazało, że dostaje leki, na które jest uczulony i od dwóch dni ma ciągły ból głowy o takim nasileniu, że większość ludzi straciłaby przytomność, a on się nawet nie poskarżył.
Jak tylko pozwolili mu rozpocząć rehabilitację, ćwiczył prawie całymi dniami, pomimo tego, że sprawiało mu to ogromną trudność. Zamiast się martwić, czy wyzdrowieje, martwił się, jak radzimy sobie w domu. Ale dzięki uporowi w rekordowym czasie wyszedł z tego.
Pomimo tego, że dalej zdarza mi się z nim kłócić, to mam do niego ogromny szacunek i podziw.
I tak, napisałem to, żeby się pochwalić jakiego mam wspaniałego tatę :3

#Xq1KL

Będąc małą dziewczynką, dowiedziałam się, że mam wujka, który siedzi w więzieniu. Jak to dziecko, za bardzo się tym nie przejęłam, nie znałam go, nie obchodziło mnie to szczególnie. Parę razy rozmawiałam z nim przez telefon, ale w sumie nawet nie wiedziałam, z kim mam przyjemność mówić.

Gdy skończyłam dwanaście lat, wujek wyszedł. Któregoś dnia do nas przyjechał. Był typowym sebkiem, króciutkie włosy, markowe ubrania, dresy i niezbyt ciekawa przeszłość. Patrzyłam na niego dosyć krzywym wzrokiem, w końcu stereotypy, prawda? Lecz on był dla mnie niezmiernie miły, rozmawiał ze mną o szkole, rodzicach, moim dzieciństwie, problemach... Tak jakoś można powiedzieć, że go polubiłam. Wydawał się w porządku. Parę dni później przyjechał do nas na motocyklu. Zabrał mnie na moją pierwszą w życiu przejażdżkę. Było cudownie.

Minął rok, a moja więź z wujkiem stawała się coraz silniejsza. Pokochałam go. Któregoś dnia wyznał mi, że przesiedział prawie dwadzieścia lat za zabicie człowieka. Przeraziłam się, z początku nie wiedziałam, co mam odpowiedzieć, lecz po chwili uśmiechnęłam się i wymamrotałam:
- To przeszłość. Wierzę, że teraz się zmieniłeś, wujku.

Od tego momentu wujek stał się moim przyjacielem. Był mi bliższy od rodziców i nawet mojej przyjaciółki. Był wspaniałym człowiekiem. Jako jedyny mnie rozumiał, jemu zwierzyłam się z sekretu, o którym nikt dotychczas nie wiedział...

Rok temu zmarł. Przedawkował narkotyki. To było dla mnie niczym cios prosto w serce. Nie mogłam się po tym kompletnie pozbierać. Nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Popadłam w depresję...
Prawie wcale nie odwiedzam jego grobu. Po prostu nie mogę. Dostaję wtedy jakiegoś niezrozumiałego ataku paniki, zaczynam się trząść i zalewam się płaczem.

Bardzo ciężko było mi pisać to wyznanie, bo jest ono dla mnie bardzo bolesne, ale chciałabym, aby ludzie przełamali stereotypy i przestali postrzegać ludzi z więzień jak wiecznych złoczyńców. Owszem, to, co zrobili jest złe, ale oni już swoje wycierpieli w więzieniu, więc dajcie im spokój. Każdy zasługuje na drugą szansę, każdy ma prawo się zmienić. Tak jak mój wujek...

Spoczywaj w spokoju, wujku Janie...

#lyNDB

Mam 24 lata. Mieszkam w bloku, a obok mnie w domku jednorodzinnym sąsiad z gadatliwym psem.
Zawsze kiedy próbuję się udać do krainy snu, ten pies rasy york musi uciążliwie, głośno szczekać, utrudniając mi sen. Dodam, iż jestem postawnym, wysokim facetem.

Pewnego dnia, gdy wróciłem z pracy, chciałem zasnąć, ale pies jak zwykle zaczął ujadać. Myślałem, że po chwili skończy mnie torturować, lecz ta wielka bestia nie miała najmniejszego zamiaru. Zdenerwowany wyszedłem na balkon i nie zastanawiając się zacząłem na niego szczekać - tak, szczekać. Duży gość szczekał na małą psinkę. Wszystko byłoby okej, gdyby nie fakt, że jego właściciel w tym samym momencie podlewał kwiatki i wychylił się, słysząc jak niedorozwój szczeka na balkonie. Zapytał mnie o co chodzi, ale zamiast odpowiedzieć normalnie, zacząłem na niego szczekać. Onieśmielony moim głosem spojrzał na mnie z rozpaczą i uciekł z podwórka wraz z psem. Z zażenowaniem i burakiem na twarzy wróciłem do mieszkania.
Teraz sąsiad nie odpowiada na moje "dzień dobry". A pies ucieka, gdy mnie widzi.

#YgcbE

Opiszę Wam moją historię, która zaczęła się ok 3 lat temu, a trwa do dziś.

Byłam w maturalnej klasie. Oprócz liceum, chodziłam też do szkoły muzycznej, klasa dyplomowa. Tak więc w maju i czerwcu same matury i egzaminy. W kwietniu, kiedy maturzyści mają już luz, kiedy do szkoły chodzi się tylko poprawiać jakieś przedmioty, w piękny słoneczny dzień postanowiłam nie siedzieć na wszystkich lekcjach i ok południa udałam się na jakieś piwko w plenerze ze znajomymi. Siedzieliśmy tam jakieś 2-3 godzinki, słonko nam świeciło, piliśmy piwko i paliliśmy papierosy. Kiedy postanowiliśmy się już zwijać, wstałam i poczułam ogromny ból w klatce piersiowej. Nie mogłam złapać oddechu. Czułam, jakby lewe płuco miało mi odpaść. Oprócz okolic lewego płuca bolało mnie jeszcze lewe ramię.

Poszłam do lekarza rodzinnego. Akurat mój lekarz doskonale zna moją rodzinę, wie, że chodziłam do dwóch szkół, że matury, że miałam jeszcze inne zajęcia dodatkowe, więc od razu stwierdziła, że te bóle wywołane są przez stres. Po tygodniu nie czułam już żadnego bólu, więc olałam. Pewnie faktycznie to był stres.

Po maturze wyjechałam z chłopakiem za granicę. Rzuciłam palenie. Wszystko było ok. Do marca 2016. Byłam w pracy (fabryka chleba), kiedy znów poczułam ten sam ból, co 3 lata wcześniej. Od razu wiedziałam, że to to samo, bo ten ból czułam tylko raz w życiu. Jednak tym razem był on bliżej ramienia, dalej od płuca. Pomyślałam, że może mam jakiegoś guza. Moja babcia w taki dokładnie sposób dowiedziała się o swoim raku trzustki. Nie mogła wstać z łóżka, bo ból ramienia był tak silny. A był to przerzut. Kiedy rak został zdiagnozowany, było już za późno. Poszłam więc do lekarza i wyjaśniając cel wizyty, od razu zaznaczyłam, że jestem w grupie podwyższonego ryzyka.. Pani doktor po przesłuchaniu mnie stetoskopem, pouciskała w kilku miejscach, nic nie znalazła, więc stwierdziła: zmęczone mięśnie. Miałam się nie przemęczać. Mój chłopak miesiąc wcześniej zerwał sobie mięśnie, byliśmy bardzo zapracowani (dużo zamówień przed Wielkanocą), więc posłuchałam pani doktor i pomyślałam, że odpoczynek mi wystarczy. Cóż.

Wczoraj ból powrócił. Znowu w pracy. Poszłam znowu do lekarza rodzinnego, tym razem miałam wizytę z innym doktorem (ta sama przychodnia). Lekarz mnie osłuchał, popukał w kości i dał skierowanie na RTG. Dzisiaj piszę to wyznanie siedząc w szpitalu. Odma opłucnowa. Płuco zapadnięte do 2/3 prawidłowej wysokości. Lekarze nie pozwolili mi nawet jechać do domu po rzeczy. Wsadzili mnie do karetki i przewieźli do innego szpitala, gdzie jest specjalista od mojej choroby. Dowiedziałam się, że nie mogę latać samolotami, i że przez małą nawet nierówność na jezdni, może mi się zapaść płuco. A latałam nieświadoma od 3 lat. I prowadziłam. Śmiać się, czy płakać?

#BJGWk

Poznałam go 3 lata temu. Chodziliśmy razem do szkoły. Był rok młodszy. Szybko złapaliśmy kontakt. Pisanie godzinami. Pewnego dnia jego tata zerknął z kim on pisze na facebooku. Skojarzył moje nazwisko. Okazało się, że nasi ojcowie się znali, byli kumplami z podwórka i sąsiadami. Duże miasto, więc dosyć nieprawdopodobna sytuacja. Historia jak z bajki, prawda?

Szybko się zaprzyjaźniliśmy. Wielogodzinne spacery po szkole. Razem poznawaliśmy otaczający nas świat. Do tej pory mam milion dobrych wspomnień z nim związanych. Nie wszystkim pasowało to, że mamy ze sobą tak dobry kontakt. Dziewczyny były zazdrosne, bo uchodził za przystojniaka. Charyzmatycznego, może lekko zuchwałego. I tak minęło nam 2 lata. Próbuję to wszystko podsumować. I wiecie co? Czuję się jak kompletna idiotka.

Przez ten czas byłam zawsze na zawołanie. Robiłam za niego czasami prace do szkoły. Kupowałam wiele rzeczy. Stawiałam wypady na jedzenie. Kupiłam drogi prezent na urodziny. Wszystko oczywiście z własnej woli. Był dla mnie kimś więcej niż rodzina, niż przyjaciel. Kochałam go. Z całego serca. I to mnie zgubiło. Kompletnie. Byłam tą dziewczyną, do której wracał za każdym razem. Szkoda tylko, że przez ten cały czas czegoś szukał. A dokładniej kogoś. Ile razy próbowałam zrobić cokolwiek, by to na mnie zwrócił uwagę. Nie jestem brzydka, nie jestem gruba, nie jestem głupia. Więc co jest ze mną nie tak? Oczywiście w przerwach między kolejnymi dziewczynami byłam ja. Wmawiał mi, że nie możemy się tym chwalić itd. Po prostu byłam pocieszeniem. Byliśmy bardzo blisko. Przeżyliśmy razem "pierwszy raz". Z każdej takiej chwili cieszyłam się jak głupia.

Potrzebowałam bliskości, a jemu było z tym wygodnie. Wyniszczyło mnie to. Żyłam w fikcji. Nie słuchałam znajomych, którzy mieli go za kompletne zero. Przecież to mój ideał. Mijał czas. Ostatnio zaczęłam się buntować, rozumieć, że to nie jest normalne. Niby nie odzywałam się, ale w głębi czekałam aż to on napisze. Nie pisał. W czasie tej znajomości miałam 2 poważne operacje. Nie przyszedł do mnie ani razu w szpitalu. Mój ojciec ostro pił, aż wylądował na ulicy i żył pewien czas jako bezdomny. Teraz przechodzę rozwód rodziców. Ale ja i tak go usprawiedliwiałam. Wierzyłam w kłamstewka i jego wyolbrzymione problemy, które traktowałam poważniej niż swoje. Zniknęłam ja. Oczywiście nadal rzucałam cięte żarty i uśmiechałam się. Ale to już nie byłam ja. Raz na jakiś czas przerywałam ciszę. Czasami udając, że coś ważnego, że przypadkiem. Gdy mnie widział zachowywał się jakby nic się nie stało. A na nie umiałam dalej żyć bez jego obecności.

Dlaczego to piszę? Bo nadal staram się z tego wyjść. Bo zaniedbałam przyjaciół dla niego i nie mam się komu wygadać. Bo wiem, że byłam zaślepiona. Bo chce przestrzec przed ludźmi, którzy nie są nas warci.

#eKCnq

Jako siedemnastolatka byłam wręcz zakochana w twórczości rapera ksywką Medium. Znałam całą jego dyskografię na pamięć, a kawałki potrafiłam zaśpiewać nawet od tyłu. Bardzo wiele zmieniły w moim życiu.

W pamiętny listopadowy dzień odbywał się koncert mojego idola. Ale ja, zamiast stać w pierwszym rzędzie, podniecona jego obecnością na scenie ... leżałam zapłakana i zasmarkana w łóżku, bez szans na jakiekolwiek wyjście. Jako zakochana nastolatka uznałam to za moją życiowa tragedię, bluźniłam na los, że tak mnie pokarał, bo to miało być najważniejsze wydarzenie w moim życiu, wydarzenie, którego oczekiwałam dobre parę miesięcy, wydarzenie, które miało ZMIENIĆ WSZYSTKO.
Tu nie chodziło o zwykły autograf, zdjęcie. Muzyk miał w zwyczaju schodzić do swojej publiczności, aby zamienić słowo z zainteresowanymi. Miałam tyle pytań, chciałam mu tyle powiedzieć... Przepadło.

Niepohamowane spazmy płaczu napędzał mój najlepszy przyjaciel Mati, który w wiadomościach tekstowych starannie relacjonował mi przebieg koncertu: "o, właśnie jest twój ulubiony kawałek", "rozdaje płyty ludziom w pierwszym rzędzie!!!", "zszedł do publiki!!".

Kiedy relacja ustała, a ja zmęczona bezsilną złością i płaczem położyłam się spać, zadzwonił telefon. Pamiętam nawet dobrze godzinę, to była 23:17.
Co byście zrobili, gdyby w słuchawce rozległ się głos, którego słuchacie dzień w dzień od paru lat, który jest z wami przy większości codziennych czynności, który powiedział wam jak zmienić swoje życie, a w dodatku teraz zapytał "CZEŚĆ DZIEWCZYNO, POZNAJESZ MNIE?"
Bo ja się znowu rozryczałam i niewiele powiedziałam. Za to wiele usłyszałam i nigdy tego nie zapomnę.

Do tej pory nie wiem jak Mati go przekonał i skąd mój idol tak dużo o mnie wiedział, ale dziękuję obojgu za jedno z najpiękniejszych przeżyć.

#kZBuX

Miałam jakieś 6 lat. Dowiedziałam się z telewizji edukacyjnej o różnicach między chłopcami i dziewczynkami, poukładałam w mojej małej główce i doszłam do wniosku, że pewnej rzeczy nie powiedzieli w telewizji. Poszłam do ojca i nie zwracając uwagi, że w pokoju jest moja mama, starsze rodzeństwo i ciocia (!), zapytałam najspokojniej w świecie:
- Tata, jakiego masz dużego siusiaka?
Wybuch śmiechu, jaki po tym niewinnym pytaniu nastąpił zatrząsł wszystkimi szybami w mieszkaniu, na pewno było go słychać u sąsiadów. Od razu zorientowałam się, że to pytanie najwyraźniej było niestosowne. Ojczulek, czerwony jak dorodny pomidor i spłakany ze śmiechu, rzucił tylko krótkie:
- Nie mierzyłem!

Po dwudziestu latach niemal już o tym zapomniałam. Niemal, bo ostatnio na swoich imieninach tata, po kilku kieliszkach, opowiedział tę historię mojemu mężowi. I jego siostrze.
Ech.

#THOwu

Kolej na mnie. Otóż nigdy nie byłam świetnym pływakiem, można by rzec, że jakoś nie było mi to nigdy potrzebne do szczęścia. Zajęć na basenie okropnie bałam się, a poza tym głupio mi było, że wszyscy świetnie pływają, a ja macham przeszczepami jak paralityk.
W 6 klasie podstawówki pojechaliśmy na wycieczkę szkolną do aqua parku. Oczywiście jak to dzieciaki, zachciało nam się wyścigów: każdy zaczął płynąć kraulem, to co, ja będę gorsza? A gdzie tam, zaczęłam i ja płynąć! Po chwili wpada ratownik i zaczyna mnie na siłę wyciągać. Wielkie zdziwienie, nie wiem o co chodzi? I co?
Pan ratownik myślał, że się topię...
Na tym moja przygoda z kraulem się zakończyła :(
Do tej pory nie umiem pływać...
Dodaj anonimowe wyznanie