#BBaQd

Pewnego dnia było bardzo gorąco, wiec byłem tylko w koszulce i bokserkach, odwiedzili nas znajomi rodziców i dziadkowie. Wiec sobie siedzę w pokoju i rodzice pokazują mieszkanie, bo długo u nas nie byli. Siedzę rozkraczony, nie mogę z gorąca i nagle ojciec do mnie mówi przy wszystkich:
- Paweł, kasztan ci wystaje.
Ja nie wiem o co mu chodzi, patrzę - jądro wystające z bokserek, a wszyscy się na mnie patrzą.
Takiego śmiechu jeszcze nigdy nie słyszałem, prawie się udusili.

Teraz gdy mnie widzą, mówią do mnie kasztan.

#MmJeo

Mam starszą siostrę. Różnica między nami to "tylko" 11 lat. Gdy to się wydarzyło miałam jakieś 5-6 lat. A mianowicie...

Moja siostra zaczęła chodzić na randki. Często przyprowadzała chłopaków do domu. Wszyscy dawali jej jakieś drobne upominki (cukierki, kwiaty itp...). Jedni dawali nie tylko jej, ale też mi prezenty. Oczywiście bardzo mi się to spodobało, więc gdy moja siostra zmieniała chłopaka na takiego, który mi nie daje cukierków byłam bardzo zła, a że byłam podstępna i wredna, powiedziałam jej wtedy:
[Ja] - Jak nie będziesz miała tego, którego ja chcę, to będę mówić do ciebie "mamo"!

Ot, taka miła siostra ze mnie była. Teraz z tego wyrosłam. :)

#OeF1h

Historia pierwszych łóżkowych podrygów moich i mojej pierwszej poważnej dziewczyny.
Jak to młodzi ludzie, będący w związku, postanowiliśmy wykorzystać okazję, że moją dziewczynę rodzice zostawili sami w domu. Oboje wtedy byliśmy niedoświadczeni, ale chętnie się uczyliśmy.

Dziewczyna postanowiła zadowolić mnie oralnie. Już wcześniej tak się bawiliśmy, ale postanowiła, że teraz będzie "do końca". Ja zadowolony nie protestowałem, a że zdolna była, to w końcu skończyłem wprost w jej usta. Ona zrobiła spanikowaną minę, po czym podbiegła do okna, otworzyła je i wypluła całą zawartość na ulicę. Dość ruchliwą. Prosto pod nogi jakiś przechodniów.

#PVnjj

Jeśli obrzydza cię ludzkie ciało, nie czytaj tego.

Każdy o tym słyszał, wiele się o tym mówi, każdy podchodzi do tego z nutą obrzydzenia, wielu udaje, że nie dotyczy to ich osoby... I jest to moją największą tajemnicą.
Z pozoru jestem normalną, zadbaną dziewczyną - szczupła brunetka, ładnie ubrana, umalowana, zadbane dłonie....
Zaczęło się niewinnie...Gdy byłam dzieckiem/nastolatką i zobaczyłam u siebie pierwsze włosy w dziwnych miejscach - zgoliłam je, gdyż strasznie się ich wstydziłam.
Innego dnia usłyszałam od kolegi "czemu ty masz wąsy?". I tu zaczęła się kolejna walka, tym razem z wąsikiem. Wstydziłam się stanąć twarzą w twarz z ludźmi, nie patrzyłam im w oczy. Lata mijały a mi przybywało włosów. Aktualnie mam je już prawie wszędzie. Jak facet.

Miałam kiedyś chłopaka i nie wiem jakim cudem żyłam w takim ukryciu przez 2 lata. W ogóle nie chciałam się przed nim rozbierać. Golarka i pęseta były w użyciu każdego dnia, by czasem przez przypadek nie poczuł nienaturalnej szorstkości nie tam gdzie trzeba. Udawałam, że mnie to bawi, gdy w żarcie mówił "na pewno masz piękne ciało, przecież nie masz włosów tam gdzie ja więc na pewno mnie nie wystraszysz".
Tak naprawdę byłam załamana, czułam się obrzydliwie.

Na spotkaniu rodzinnym jako jedyna milczałam, gdy luźna rozmowa zeszła jakimś cudem na owłosienie. Moja starsza, jak zawsze szczera ciotka opowiadała, że zna kobietę, która ma włosy tu i tam, jakie to obrzydliwe, jak to ona na jej miejscu nie wytrzymałaby będąc takim małpiszonem... Babcia dodała, że facet by jej nie tknął, gdyby miała tam włosy, bo normalna kobieta ich tam nie ma.
Płakałam, gdy w internecie znalazłam zdjęcie dziewczyny o pięknym ciele, ale na zbliżeniu było widać jej KILKA jasnych włosków co uważałam za zupełnie normalne. Ale gdy przeczytałam komentarze o tym jakie to obrzydliwe, jaka z niej małpa...

U lekarza byłam - wyniki badań niby prawidłowe, taka moja uroda.
Na laser mnie nie stać i nie wiem jak długo utrzyma się efekt za tak ogromne pieniądze. Wstydziłabym się też iść na zabieg, bo i jak pokazać biednej kobicie pewne części ciała z bliznami i włosami jak u faceta i to tam gdzie teoretycznie powinno ich nie być?
Po depilacji (cukier/wosk/depilator) mam wypryski a co za tym idzie blizny. Pewne zdjęcie dziewczyny, która miała jak ja wypryski po goleniu trafiło nawet na pewien portal a pod nim roiło się od komentarzy, że ma syfa, że pewnie daje... komu popadnie i stąd tak ma.

Uśmiecham się, udaję, że jest dobrze a tak naprawdę przepłakałam niejeden dzień. Ludzie to wyśmiewają. Chyba myślą, że to się wybiera. W tych chorych czasach już kilka włosków czy też meszek u kobiety jest traktowane jak koniec świata. Więc jak ja mam żyć?

Nie będę pisać "morału". Sami z łatwością wyciągniecie z tego pewne wnioski.

#jqrDE

Od dziecka uwielbiałam śpiewać i próbowałam gry na różnych instrumentach. Moi rodzice uważali, że od zawsze byłam uzdolnionym muzycznie dzieckiem, a zwłaszcza tata.

Zawsze chciał, abym wzięła udział w programie "Od przedszkola do Opola" lub tego typu, uwielbiał, kiedy jadąc samochodem śpiewałam mu piosenki, które akurat leciały w radiu, czasem wyłączał radio i prosił bym sama śpiewała. Kiedy miałam 12 lat, udało mi się dostać do szkoły muzycznej. Tata tak bardzo był szczęśliwy, że od razu chciał kupić mi wymarzony saksofon i wszystko co potrzebne. Woził mnie na każde zajęcia i czekał aż skończę lub specjalnie jechał do miasta, żeby mnie odebrać. Miał na to czas, ponieważ poważnie chorował i nie mógł pracować.

Przechodząc do sedna: kiedy po 4 latach nauki przygotowywałam się do egzaminu dyplomowego, stan zdrowia mojego taty bardzo się pogorszył. Pewnego poranka było już naprawdę źle, zbierałam się do szkoły, kiedy usłyszałam głośny huk w łazience. Od razu pobiegłam pomóc tacie i zadzwoniłam po straszą siostrę. Oczywiście skończyło się na zabraniu taty do szpitala przez karetkę, a ja pojechałam wraz z siostrą za nim. Jeszcze tego samego dnia mój tata popadł w śpiączkę. Był to szok. Chciałam zrezygnować ze szkoły muzycznej bez zdawania egzaminów.
Dzięki mojej mamie i nauczycielom poszłam na egzamin. Do tej pory mój tata był już w śpiączce 2 miesiące. Kiedy zdałam egzamin i szłam już na autobus, aby pojechać do niego i się pochwalić, dostałam telefon od mamy, żebym nie jechała, że odbierze mnie siostra, a sama mam nie wchodzić do ośrodka. Od razu wiedziałam o co chodzi.

Niektórzy pomyślą może, że jestem wariatką, ale wierzę, że kiedy mówiłam do taty, on słyszał, wiedział kiedy mam egzamin i męczył się tylko po to, aby dotrwać tego egzaminu, bo wiedział, że robię to dla niego. Zmarł dokładnie w godzinę, kiedy nauczyciel powiedział mi, że zdałam dyplom.

#8hQx3

Ostatnio wiele czyta się o Sebkach dresach albo pięknych historiach z tytułu "mamy 3 dzieci" dlatego ja opowiem Wam dzisiaj najbardziej poniżającą historię z mojego życia z zupełnie innej bajki :)

Wyobraźcie sobie dorosłą dziewczynę, która siedzi na toalecie w celu zrobienia siusiu. No i tak sobie siedzę, mając zapalenie pęcherza, walczę z każdą kroplą, która nie bardzo chce wypływać, więc siłuję się sama ze sobą. Trwa to dobre parę minut, w końcu stwierdzam, że OK, to już wszystko co mogłam z siebie dać, wstaję i tu robi się dziwnie.... Bo dociera do mnie, że wcale nie siedziałam na toalecie jak mi się to wydawało, a leżę w łóżku. ... I to w dodatku nie swoim, a swojego chłopaka. Szybka obczajka, jest 5 rano, chłopak śpi w najlepsze, ale łóżko mokre... Cholera, co robić?

No i wpadłam na pomysł, że trzeba iść do łazienki przebrać się (miałam rzeczy na zmianę), wróciłam do łóżka z kubkiem soku i kiedy mój luby się przewracał na bok przez sen, ja genialna wmówiłam mu, że mnie szturchnął, przez co rozlałam całą zawartość kubka na łóżko :) W ten oto genialny sposób wyszłam z sytuacji z twarzą, a chłopak nawet nie wiedział o mojej nocnej "przygodzie", ale uwierzcie mi, nie sądziłam, że w tym wieku coś takiego może się jeszcze przydarzyć :/ I chyba śmiało mogę powiedzieć, że było to strasznie żenujące i serio miałam ochotę zapaść się pod ziemię.

#HQLt1

Dzisiaj babcia opowiedziała mi historię z czasów jej szkoły średniej. Chemii uczył ją facet, który tak na prawdę powinien być już na emeryturze. Jednak jako stary kawaler poprosił dyrektora szkoły, by go nie zwalniał, ponieważ mieszka sam i nie ma co robić w domu. Jego lekcje polegały na tym, że nie wpajał uczniom żadnej wiedzy, tylko ciągle chodził po całej klasie i wypowiadał teksty typu "umiesz?", "rozumiesz to, tępaku?" itd. Na pewnej lekcji babcia postanowiła narysować karykaturę owego nauczyciela, jak to opisywała "Z takim wielkim pryszczem, z którego wyrastały trzy włosy".

Kartka ruszyła po klasie i każdy dorysowywał coś lub dopisywał jego ulubione teksty. W końcu chemik przechwycił kartkę i bez słowa wyszedł z sali. Za chwilę przyszedł dyrektor z arcydziełem babci w ręku i dopytywał się o jego twórcę.

Uczniowie zmówili się, by nie wskazywać autora karykatury i wszyscy siedzieli cicho. Dyrektor zapewniał, że nie chce ukarać ucznia odpowiedzialnego za obrazek, tylko po prostu spodobał mu się styl rysowania i chce wiedzieć, kto ma taki talent. W końcu ktoś przyznał, że babcia jest tym wspaniałym artystą. Dyrektor zaczął wypytywać, dlaczego wokół karykatury widnieją takie "cytaty", więc cała klasa wyżaliła się na system nauczania chemika. Dyrektor wytłumaczył uczniom stan cywilny i sytuację w domu nauczyciela, ale też zapewnił, że od jutra chemik przestanie uczyć w tej szkole. Potem wszystkie klasy dziękowały babuni. :)

#wsg7L

Niektórzy ludzie niedowidzą lub niedosłyszą, a ja niedowęszę.

Przez pierwsze dziesięć lat życia miałem nieustanny katar alergiczny, więc do moich receptorów węchowych nie docierało dostatecznie dużo zapachów, żeby nauczyły się je rozpoznawać.

Prawdopodobnie pierwszym zapachem, jaki poznałem, był ten w oczyszczalni ścieków. Uroki wycieczki szkolnej.

Potem już było łatwiej, ale nadal szło powoli. Tak naprawdę nie potrzebowałem tego zmysłu, bo zastąpiłem go dotykiem i smakiem. Chociaż czucie smrodu na języku jest nieprzyjemne.

Wszystko się zmieniło ostatnio, kiedy się zakochałem. Nie po raz pierwszy, nie w tym rzecz. Perfumy mojej wybranki są dość charakterystyczne. Często czuję je, kiedy jej już nie ma w pobliżu. Oprócz tego mój nos zrobił się ambitny. Na przykład, postanowił wyczuć gumową dętkę z odległości półtora metra, zanim ją znalazłem. Od dłuższego czasu mój węch się rozwija.

Piszę to, bo właśnie po raz pierwszy w życiu poczułem zapach kwiatów wiśni.

PS. Nie jesteśmy razem. Jeszcze nad tym pracuję :)

#klvmX

Na wstępie tej historii opowiem coś o śnie. Kiedy człowiek kładzie się spać, śni o różnych rzeczach - kwiatkach, łąkach, miłości, o wszystkim, czego zapragnie. Ale nie ja. Kiedy zasypiam widzę jedynie ciemność. Cokolwiek bym nie robił, nie potrafię przywołać obrazu. "Obraz" pojawia się sam, znienacka. Jest to obraz z przyszłości, krótki, bo nie trwa nawet minuty (a przynajmniej tak mi się wydaje). Tak, mam deja vu, i to dosyć często. Widzę w śnie przyszłość, odwzorowaną co do malutkiego szczegółu.

W wieku 12 lat miałem to pierwszy raz. Dnia 5 kwietnia 2010 roku we śnie ujrzałem telewizor, a w nim wiadomości i rozbity samolot, cały w płomieniach. Myślałem, że to zły sen, ale jak się okazało był "proroczy", gdyż 5 dni później doszło do katastrofy w Smoleńsku i rzeczywiście widziałem ten samolot w telewizji.

Potem wielokrotnie miałem deja vu, ale były to błahostki, typu zdanie gimnazjum z wyróżnieniem, wygrany konkurs itd.

W zeszłym roku u mojego dziadka wykryto guza mózgu. Następnego dnia miałem deja vu - stałem przed trumną, w której leżał mój dziadek. Byłem u niego codziennie, zawalałem szkołę, bo wiedziałem ze niedługo będzie koniec. Przed operacją powiedziałem mu o swoim śnie. Okazało się, że w dzieciństwie również miał takie sny i nigdy, ale to przenigdy ukazany obraz był inny, niż był w przyszłości. Mówił, że to "dziedziczne" i jest to dar od boga. No bo kto nie chce wiedzieć, co wydarzy się w przyszłości? Po ponad 5 miesiącach w szpitalu, odszedł. Mój dziadzio, który poświęcał dla mnie cały swój czas, zniknął. Tydzień później pogrzeb, stałem przed trumną. Dziadek leżał, wyglądało jakby spał. Każdy szczegół, wszystkie napisy na kwiatach były takie same jak w moim śnie. Wtedy rozbeczałem się jak dziecko. Nie z powodu śmierci dziadka, tylko tego, że widzę przyszłość. Mimo, że miałem wielokrotnie sen, w którym wydarzyło się coś dobrego, sen z dziadziem dobił mnie kompletnie...

Kilka miesięcy temu rozpocząłem kurs na prawo jazdy. Znów miałem sen - jadę na egzaminie, rozmawiam z egzaminatorem i nagle wjeżdżam na coś ostrego, tracę gumę w oponie i wjeżdżam w chodnik, rozjeżdżając dziewczynę. Ginie na miejscu. Pamiętam doskonale jak wygląda. Blond włosy, niebieskie oczy, charakterystyczne rysy twarzy i blizna przy lewej skroni.

2 dni temu mój brat zaprosił mnie na obiad z jego narzeczoną (nie widziałem jej nigdy wcześniej - brat mieszka w Niemczech). Przyjeżdża pod dom, otwiera drzwi i z samochodu wychodzi ona - dziewczyna ze snu. Niebieskie oczy, blizna na lewej skroni...

W głębi duszy mam nadzieję, ze sen się nie wydarzy. Nigdy nie miałem sytuacji, żeby to co widziałem we śnie, nie wydarzyło się. Boję się powiedzieć bratu, komukolwiek. Nie wiem co robić.
Dodaj anonimowe wyznanie