#qq5md
No więc: w wieku 12-13 lat byłam na tydzień na wakacjach u mojej przyszywanej kuzynki w niewielkiej wsi. Znałyśmy się od dawna, dużo się odwiedzałyśmy, nocowałyśmy, więc mniej więcej znałam otoczenie i ludzi.
Któregoś dnia postanowiłyśny się przejść, przy okazji pójść do niewielkiego sklepiku na lody, bo było naprawdę gorąco.
Po jakimś czasie zadowolone idziemy z tymi lodami dalej (sklep był niedaleko domu kuzynki, a my chciałyśmy się jeszcze przejść). Idziemy akurat rzadko używaną drogą asfaltową, otacza nas las. Nagle zauważyłyśmy, że z naprzeciwka idzie jakaś starsza kobieta. Nic w tym dziwnego, bo przecież to jednak jest droga, więc można kogoś spotkać. Tak więc ani trochę się tym nie przejęłyśmy, idziemy dalej.
Gdy kobieta była jakieś 10-20 (już nie pamiętam dokładnie) metrów przed nami zobaczyłyśmy, że trzyma coś za plecami. Spojrzałyśmy na siebie trochę zdziwionym wzrokiem. Ona oprócz tego też jakoś dziwnie szła, jakby utykała.
I nagle stało się. Babka wyciągnęła zza pleców SIEKIERĘ i zaczęła nas gonić! My oczywiście rzucamy lody i przerażone uciekamy.
Wrzeszczała coś za nami, ale z tego przerażenia nie pamiętam dokładnie co, ale chyba, że jakaś Jadwiga (?) jej coś tam powiedziała, że my jesteśmy głupimi gówniarami, że musimy umrzeć, że w nocy ktoś umrze...
Na całe szczęście kobieta już nie była taka młoda, więc po jakimś czasie się zmęczyła, jednak my sprintem biegłyśmy dalej dobry kawałek do domu kuzynki.
Dopadłyśmy drzwi całe przerażone, zapłakane i zasmarkane. Niestety były zamknięte, ale kuzynka miała klucz.
Otworzyłyśmy i weszłyśmy do środka. Byłyśmy same. Ona cała trzęsie się ze strachu (zawsze wszystko mocno przeżywała), ja próbuję ją uspokoić.
Jeszcze przed powrotem jej rodziców, ustaliłyśmy, że nikomu o tym nie powiemy. W sumie nie wiem dlaczego, to pewnie jeszcze przez te emocje.
A najdziwniejsze, że później ani ja, ani ona nigdy więcej nie widziałyśmy tej kobiety. Może była z innej miejscowości, jednak to było jak najbardziej chore...
Może to jakaś psychicznie chora kobieta? Chociaż to dziwne,że później w ogóle jej nie spotkałyście.Tak czy siak,umarłabym chyba ze strachu.:O
Może ją złapali i zaprowadzili do szpitala
Troche dziwne :/
Wbijać
Wbijać zwijać 😂
Nawet bardzo dziwne. Ja umarłabym ze strachu :/
Głupio, że nie powiedziałyście nikomu.. Ona mogła później tak zaatakować kogokolwiek innego. I niekoniecznie ten ktos zdołałby uciec.
u mnie w miescie kiedys grasowala cpunka ktora lubila gonic ludzi z strzykawka...
Lata '90 ubiegłego wieku. Z kolegami grywaliśmy w piłkę, a że w tamtych czasach nie mieliśmy orlików to kopaliśmy piłkę na trawnikach między jednym, a drugim blokiem. W naszym sąsiedztwie mieszkał taki starszy facet, alkoholik nota bene. Jak sobie wypił to zaczynały się wyzwiska, groźby i ogólne niezadowolenie z naszej obecności. Wieczorami wychodził za swój blok, na nasze "boisko" i rozsypywał tam gwoździe, szkło, byle byśmy się pokaleczyli i tam nie grali. Kiedyś wybiegł na nas z siekierą i gonił nas między blokami. I to była scena rodem z horroru. My, małolaty uciekaliśmy ile sił w nogach, a pijaczyna koło 60 truchtał sobie z siekierą za nami. Najgorsze w tym było to, że cały czas był naprawdę blisko.
Jakiś czas później zmarł na zawał.
Już myślałam ze ktoś jednak umrze w nocy zgodnie z jej przepowiednia
Powinnyście to komuś powiedzieć, ta kobieta może być niebezpieczna
Spotkałam kiedyś babkę pod galerią krakowską, która zaczęła wyzywać mnie bez powodu.
Paliłam papierosa, nikomu raczej nie przeszkadzałam (około 12, w środku tygodnia, stałam dalej od wejścia) - na początku nie ogarnęłam, że chodzi jej o mnie. Coś tam ględziła, że wyglądam jak wieśniara i powinnam spier$%# skąd przyszłam. Po nieco przydługiej tak pieszczotliwej przemowie zwyzywałam ją tak samo, jak ona mnie. Chciała dzwonić po policję - a proszę bardzo, ja mam czas. Zadzwoniła (albo udawała) i powiedziała, że jest pod Monte Cassino. Podałam jej dobry adres, po czym odeszłam na dworzec, a ona za mną. Jakoś ją zgubiłam. :D Ale zestresowała mnie, nie ma co.
Najlepsze jest to, że "tak, jestem ze wsi" :D
Pozdrawiam ludzi z Krakowa :)
Od siostry, która pracuje w galerii, dowiedziałam się że ta baba (chuda,wręcz zasuszona,źle ubrana) stoi i wyzywa różnych ludzi i jest psychiczna. Gdybym to wiedziała, to bym zadzwoniła po ludzi z kaftanami, ale nie miałam numeru, ani dostępu do internetu. :(
Niedawno jak wieczorem wsiadałam do tramwaju pod galerią krakowską właśnie, spotkałam też "szaloną kobietę". Gdy tramwaj się zatrzymał, zaczęła wyzywać nie wiadomo kogo i nie wiadomo od czego, później w tramwaju usiadła sobie i jeszcze głośniej gadała do siebie używając wielu wulgaryzmów, wyzywając wszystkich i nikogo zarazem, haha :D Nagle wstała i zaczęła iść w moją stronę, wystraszyłam się, siadła za mną i nadal tak przeklinała... Potem znowu się przesiadła, tym razem obok mnie :( Uznałam że będę ignorować jej obecność i to ją chyba speszyło bo nic się nie odzywała
Co kto lubi. Może ona akurat lubiła małe dziewczynki.
Pewnie kobita wróciła do zakładu psychiatrycznego ;).