Przychodzisz do domu.
Jest w miarę normalnie
Po jakimś czasie zastanawiasz się, czy masz problemy z moczem, bo od kilku dni coś ci wali sikami. Zaczynasz częściej zmieniać bieliznę.
Okazuje się, że to twój młodszy brat 2 tygodnie temu nasikał do wazonu...
Byłem ostatnio świadkiem sytuacji, po której do tej pory jestem w niemałym szoku...
Stałem na dworcu autobusowym, pozna godzina. Naprzeciwko na przystanku, stała niska, szczupła, blondynka. Niczym szczególnym się nie wyróżniała…
No ale do rzeczy, nagle zza jej przystanku wyszło jakiś 3 zataczających się kolesi, zapewne prosto z Juwenaliów. Już z daleka zaczęli coś do niej krzyczeć, oczywiście podteksty itp., ale ona tego nie słyszała, bo miała na uszach takie duże słuchawki (nie wiem jak na nie się mówi).
Na krzykach nie chcieli skończyć, jeden z "odważniejszych" zboczył trochę z trasy i poszedł w kierunku jej przystanku. Myślę sobie, kurczę, no albo jej coś zrobi, albo po prostu spróbuje zagadać...
Jest już za nią i nagle łapie ją za tyłek (!), ale ale, dziewczyna zdążyła się mu wyrwać i... kolanem prosto w krocze oraz prawym prostym powaliła kolesia dwa razy większego od siebie. Byłem w takim szoku, że nie mogłem ruszyć się z miejsca, a dwóch kompanów naszego Alvaro najwidoczniej obleciał taki strach, iż zwiali stamtąd z prędkością światła. A dziewczyna jak gdyby nigdy nic odeszła stamtąd, posyłając mi tylko chłodne spojrzenie i zostawiając tego kolesia z - jak się później okazało - złamanym nosem.
Jechałam sobie kiedyś pociągiem. Nieszczęśliwie los dał mi miejsce pośrodku poczwórnego siedzenia. Zajęłam miejsce obok tego przy oknie. Po chwili do przedziału wszedł młody chłopak, który od razu przyciągnął mój wzrok - był naprawdę przystojny! W dodatku w ręce trzymał książkę i to taką, którą uwielbiałam. Niestety, jestem nieśmiała, więc nawet to nie skłoniło mnie do rozpoczęcia rozmowy. Usiadł obok mnie, koło okna.
I tak jedziemy, droga daleka, po chwili zmęczona trudami dnia usnęłam. Nie wiem, ile spałam, ale gdy się obudziłam poczułam, że na czymś leżę. Prawdopodobnie na ramieniu. Na początku się przestraszyłam, a później, zachęcana przez moją romantyczną duszę, myślę - co za idealny sposób na nawiązanie znajomości! Zasnęłam mu na ramieniu!
Otwieram więc oczy, wybąkuje przepraszam, a tam ... Jakiś spocony, otyły pan w średnim wieku. Czar prysł. Speszona odwracam twarz, patrzę, a tuż przede mną siedzi ten przystojny chłopak. Nasze spojrzenia się spotkały, a on posłał mi czarujący uśmiech. Już, już na końcu języka miałam jakieś śmieszne zdanie, które mogłoby przekonać go do mojej osoby, kiedy on pierwszy otworzył usta i powiedział:
- Przepraszam, ale chyba się pani trochę obśliniła.
I miał rację. Nie trochę, bo pół twarzy miałam we własnej ślinie. Nigdy wcześniej nie śliniłam się w nocy, ale akurat tego dnia, w pociągu, musiałam wyglądać jak upośledzony buldog.
Również pan, na którym wcześniej się oparłam, zauważył w tym momencie, że nie oszczędziłam jego kurtki i wydał z siebie ciche "fuj". Ja zaczęłam go przepraszać, on standardowo mówić, że nic się nie stało i tak dalej.
Na samym końcu dobiła mnie pani siedząca w rogu, która podała mi chusteczkę i z miłym uśmiechem powiedziała:
- Proszę się nie martwić, każdemu się może zdarzyć. Ludzie, którzy głośno chrapią zwykle mają takie problemy. Może powinna pani zbadać zatoki?
Po tym zdaniu szybko umknęłam do toalety. A następnie na koniec składu, gdzie przesiedziałam resztę drogi.
Czytając tego typu historie zawsze myślałam, że są mocno naciągane, aż do czasu gdy przydarzyła się ona i mi...
Piękne popołudnie, jedno z nielicznych w ostatnim czasie. Wraz z koleżanką stwierdziłyśmy, że należy nam się odpoczynek w jakże wdzięcznym zajęciu, którym jest pisanie pracy magisterskiej. W celu odstresowania i chwili relaksu wybrałyśmy się na krótki spacer, ale że nie bardzo chciało nam się daleko wychodzić, ulokowałyśmy się na ławeczce nieopodal bloków. Obok nas przechodziło wiele osób: pary staruszków wracających ze spacerów, rodzice z małymi dziećmi, ludzie z piesełami.
Gdy prowadziłyśmy zaciekłą dyskusję na temat, czy ibuprofen lepiej będzie się stapiał z PEG 8000 czy 6000, nagle słyszymy JEGO głos mówiący "Hej dziewczyny!!!" Podnosimy wzrok, a tu naszym oczom ukazuje się typowy Sebek: dres z trzema paskami, porażający błysk ogolonej głowy... Ale w ręku, zamiast maczety, dzierży dwa żółte tulipany! Na dodatek kolejnymi jego słowami nie było: "Oddawajcie wszystko co macie" ale "Chcecie kwiatka? To proszę bardzo!". Po czym wręcza każdej po jednym kwieciu i odchodzi... Zdążyłyśmy wydukać krótkie "Dziękujemy", a on tylko się uśmiechnął i poszedł sobie dalej...
Drogi anonimowy dresie, jeżeli to czytasz wiedz, że poprawiłeś nam humor na cały wieczór, a tulipany mają się dobrze! :-)
Jestem rudy (proszę nie przestawać czytać). W gimnazjum moi jakże pomysłowi koledzy wymyślili dla mnie ksywę "ogniste krocze". Tak, dokładnie. Później w szkole średniej już nikt tak mnie nie nazywał, było minęło, urocze przezwisko przepadło. Miesiąc temu, pewnego kwietniowego południa siedziałem z moją dziewczyną w przyakademickiej kawiarence czekając na zajęcia.
Rozmawiamy, żartujemy, atmosfera bardzo przyjemna. Nagle otwierają się drzwi wejściowe, widzę w nich dwie znajome twarze. Dwie koleżanki z klasy gimnazjalnej wchodzą do środka, przeczesują wzrokiem wnętrze, w końcu ich wzrok zatrzymał się na mnie i wtedy jedna z nich wykrzykuje:
- Rany boskie, Aniela! Czy to nie jest przypadkiem nasze ogniste krocze?!
Na szczęście ukochana po krótkim wyjaśnieniu całej tej niezręcznej sytuacji zaczęła się śmiać, jednak zaraz przyznała, że przezwisko niestety ma się nijak do rzeczywistości :/
Czytając jedno wyznanie, przypomniałam sobie o sytuacji sprzed kilku lat. Umarł mój ukochany dziadek. Po jakimś czasie od tego wydarzenia miałam sen. Dziadek przyszedł do mnie i płakał.
Nie potrafiłam zrozumieć zbyt wiele z tego, co mówił, tak mocno płakał. W końcu udało mi się zrozumieć jedno zdanie - "okradli mnie". Obudziłam się przerażona i w środku nocy zadzwoniłam do mamy. Na drugi dzień rano mama od razu pojechała na cmentarz, stamtąd do mnie zadzwoniła. Co od niej usłyszałam?
- Rzeczywiście go okradli. Na grobie nie ma ani jednej świeczki ani kwiatka.
Sytuacja ta miała miejsce parę lat temu. Nigdy nie przepadałam za alkoholem, jednak w piętnaste urodziny "koleżanki" namówiły mnie na wódkę. Stwierdziłam, że raz się żyje. Skoro wszyscy piją to czemu ja miałabym nie spróbować? Udając dzielną obaliłam z nimi flaszkę. Owe koleżanki stwierdziły, że skoro nastroje są odpowiednie, czas wyruszyć na miasto. Co to był za poroniony pomysł...
Już po chwili wypity trunek zadziałał, a ja chwiejnym krokiem wyruszyłam z nimi do centrum. Po drodze nie obyło się bez upadania co minutę i sturlania się z górki. Koleżanki stwierdziły, że mają dość podnoszenia mnie co chwilę (były zaprawione w piciu bardziej niż ja, więc trzymały się o wiele lepiej) stwierdziły, że czas na fajkę. Zostawiły zalaną mnie pod budynkiem, w którym od starszego pana kupiły ruskie papierosy, a same schowały się kawałek dalej w krzakach. Ja, nie mogąc utrzymać się na nogach, klapnęłam pod schodami.
Podeszły do mnie starsze panie z pytaniem, czy wszystko w porządku. Odpowiedziałam, że tak, jedynie trochę źle się czuję i czekam na koleżanki, które mają mnie odprowadzić do domu, po czym puściłam soczystego bełta prosto pod swoje nogi przy akompaniamencie równie soczystego pierda. Panie zgodnie stwierdziły, że małolata pijana i trzeba dzwonić na pogotowie.
To była terapia szokowa. Ich uwagę odwróciła nadchodząca sąsiadka, a ja szybko uciekłam. Do domu odnieśli mnie znajomi owych koleżanek.
Po co to wszystko piszę? Moi rodzice byli wtedy w trakcie rozwodu. Opiekował się mną tata i z tego względu mógł nadal mieszkać w naszym domu, a to mama musiała się wyprowadzić. Gdyby tamte panie zadzwoniły na pogotowie, sprawa najpewniej trafiłaby do sądu, a tata straciłby mnie i dom, który własnymi rękoma postawił i za który sam w 100% zapłacił, na rzecz mojej mamy, która go zdradziła, wydała wszystkie jego oszczędności i próbowała mu założyć niebieską kartę, mimo że tata nigdy nie podniósł na nią czy mnie nawet głosu.
Jest mi okropnie wstyd za każdym razem, gdy myślę o tym jaką cenę mógłby zapłacić za mój szczenięcy wybryk. Tata nigdy się o tym nie dowie, a ja zerwałam kontakt z tymi "koleżankami" i od tej pory nie ruszyłam alkoholu.
Słowem wstępu: mam duży biust, jestem wysoka i niezbyt patrzę pod nogi.
Historia sprzed roku. Wakacje, żar się leje z nieba, tak więc ja, ubrana w spodenki, bluzkę na ramiączka i trampki, z okularami przeciwsłonecznymi na nosie, dziarsko kroczyłam przez miasto.
I wtedy go zobaczyłam... Mario Casas przy nim wymięka. Po prostu ideał. Razem z żarem, z nieba spadł anioł. Połączenie Chrisa Hemswortha, Freddiego Prinze'a Jr i Dwayne Johnsona.
I wtedy stało się! Nasze spojrzenia się spotkały. Podniosłam okulary, żeby mieć lepszy kontakt wzrokowy, pięknie się uśmiechnęłam i odgarnęłam włosy. Czułam się prawie jak Beyoncé, fakt faktem wersja dla ubogich, ale jednak.
Wiecie jak przy ulicy są takie barierki połączone łańcuchami, oddzielające chodnik od jezdni? Tak, potknęłam się o coś i wyrżnęłam prosto na nie. Leciałam niczym tupolew na brzozę. Mało? Biustem zahaczyłam o ww. łańcuch i tak sobie wisiałam. Z tego co zdążyłam ogarnąć, kierowcy tulili kierownice, taka beka.
A chłopak? Gdy już zbierałam się do ucieczki, prawie leżał ze śmiechu na ziemi.
Wierzcie lub nie, nigdy w życiu tak szybko nie szłam :) Tak oto zawdzięczam posiadanie pełnego uzębienia swoim cyckom.
Matura ustna z polskiego.
Dziewczyna, która zdawała przede mną, akurat jest w trakcie zaawansowanej ciąży. Kiedy ja oczekiwałem na swoją kolej, ona odpowiadała przed komisją. Bidulka, z tego całego zamieszania, tak się zestresowała, że wyglądała, jakby właśnie odchodziły jej wody. Komisja jednak nie przejęła się stanem dziewczyny i nakazała jej kontynuowanie wypowiedzi.
Potem, jak się okazało dziewczynę zabrało pogotowie. Z tego, co się dowiedziałem, to urodziła synka. :D
Uprzedzając pytania: Zdała. Ja natomiast liczę na takie szczęście w sierpniu. :D
Pewnego dnia było bardzo gorąco, wiec byłem tylko w koszulce i bokserkach, odwiedzili nas znajomi rodziców i dziadkowie. Wiec sobie siedzę w pokoju i rodzice pokazują mieszkanie, bo długo u nas nie byli. Siedzę rozkraczony, nie mogę z gorąca i nagle ojciec do mnie mówi przy wszystkich:
- Paweł, kasztan ci wystaje.
Ja nie wiem o co mu chodzi, patrzę - jądro wystające z bokserek, a wszyscy się na mnie patrzą.
Takiego śmiechu jeszcze nigdy nie słyszałem, prawie się udusili.
Teraz gdy mnie widzą, mówią do mnie kasztan.
Dodaj anonimowe wyznanie