#yFGXt

Mieszkam w małej miejscowości na pomorzu. Jak to w małych miejscowościach, wszyscy wszystko i o wszystkich wiedzą. Na terenie tejże gminy jest kilka takich miejscowości, ale tylko w naszej była szkoła. Jak to na wsiach, większość dzieci nie była odprowadzana przez rodziców, tylko same chodziły lub przyjeżdżały do szkoły.

Często zdarzało się, że chodziły plotki o gwałcicielach grasujących po wsi. W tych okresach wielu rodziców tak organizowało sobie czas, aby swoją pociechę móc do szkoły zaprowadzić i odebrać.

Jedna z tych pociech była moja koleżanka z klasy Magda, która wraz z bardzo fajna rodzinką mieszkali praktycznie w lesie. Bidula miała do szkoły dobrych kilka kilometrów, jednak codziennie dzielnie je pokonywała. Kilka razy opowiadała mi nawet, że ktoś ją gonił, ale jakoś specjalnie nie chciało mi się w to wierzyć. Do czasu.

Pewnego dnia po lekcjach postanowiłam poczekać z nią na jej mamę, która miała zaraz po nią przyjechać. Czekamy, czekamy, nic. Magda wtedy zdecydowała, że sama pójdzie. Jako, że dzień wcześniej rozeszła się informacja o tym, że po wsi panoszy się kolejny gwałciciel powiedziałam jej, że pójdę z nią dla towarzystwa. Tak wiem, było to niesamowicie inteligentne, aczkolwiek jak na tamten czas nie było to dla mnie problemem. W szkole zawsze miałam miano "tej, co się niczego nie boi", więc pomyślałam, a co mi tam. Odprowadziłam Magdę pod samą furtkę i udałam się do domu.

Gdzieś pod koniec lasu zaczepił mnie jakiś Pan z zapytaniem o godzinę. Odpowiedziałam grzecznie i poszłam dalej. Zdziwiło mnie tylko, że ten Pan najpierw szedł naprzeciw mnie, a teraz idzie za mną. Zaczęłam więc jak większość ludzi przyspieszać, on też. Zaczęłam biec, on też. W pewnym momencie wyprzedził mnie, przewrócił i zdjął swój dziwny, stary płaszcz pod którym nie miał nic, był zupełnie goły.

Byłam w szoku, nie wiedziałam co robić. Pan ten położył się na mnie i chciał rozpiąć mi kurtkę. Nie wiedząc co się dzieje zaczęłam się wyrywać, ale z biegiem czasu wiem, że to go tylko bardziej podniecało. Nagle, zauważyłam swój jedyny ratunek. Kamień. Chwyciłam go i uderzyłam najmocniej jak mogłam napastnika w głowę. Osunął się na mnie. Poczułam niesamowitą ulgę, ale wiedziałam, że muszę jak najszybciej stamtąd uciekać. Jakoś dałam radę zepchnąć go z siebie i pognałam najszybciej jak umiałam do domu.

Po powrocie opowiedziałam o wszystkim ojcu. Był w szoku. Przytulił mnie mocno i powiedział, żebym więcej tak nie robiła. Wtedy pierwszy raz widziałam mojego Tatę ze łzami w oczach. Na drugi dzień udaliśmy się do szkoły w celu wszczęcia kolejnego apelu do dzieci i ich rodziców. Na dzień dzisiejszy, wiem, że źle zrobiłam, wiem jak mogło się to dla mnie skończyć. Dziękuję tylko, że ów kamień znalazł się w dobrym miejscu i dobrym czasie.

#BqUvy

Od początku liceum przyjaźnię się z pewnym chłopakiem (nazwijmy go Marcin). Marcin jest gejem. Zawsze mieliśmy ze sobą bardzo dobry kontakt, często się spotykaliśmy i odwiedzaliśmy. Wszystko sobie mówimy i ufamy sobie nawzajem.

Kilka tygodni temu Marcin odwiedził mnie w domu. Za każdym razem, kiedy w pobliżu pojawiał się mój tata, Marcin jakoś dziwnie na niego patrzył. Myślałam, że to nic takiego, jednak następnego dnia Marcin zadzwonił do mnie i powiedział, żebyśmy się spotkali, bo ma mi coś ważnego do powiedzenia.

Przyszłam w umówione miejsce. Marcin był zdenerwowany, powiedział, że nie chce już z tym zwlekać, że chciał mi powiedzieć o tym już wczoraj, ale było mu niezręcznie. Przez kilka dobrych minut naciskałam, żeby wreszcie powiedział to, co chciał mi powiedzieć. No i w końcu dowiedziałam się... Dowiedziałam się, że mój tata jest gejem. Marcin pokazał mi profil mojego taty na portalu randkowym dla gejów. Zdjęcie i wszystkie dane się zgadzały. Zapytał tylko: "to twój tata, prawda?". Ja w osłupieniu pokiwałam głową. Byłam w kompletnym szoku.

Nie mogę dopuścić do siebie myśli, że przez tyle lat tata okłamywał mnie, moją mamę, mojego brata, całą resztę rodziny, przyjaciół. Boję się mówić o tym mamie. Boję się, że mi nie uwierzy, a jak uwierzy, to nasza rodzina się rozpadnie. Kompletnie nie wiem, co mam z tym zrobić. Z Marcinem nadal się przyjaźnię i jestem mu wdzięczna za to, że odważył się powiedzieć nawet najgorszą prawdę.

#KyNBA

Jedna z dziwniejszych podróży w moim życiu.

Wraz z przyjacielem zostałem zaproszony do pobliskiego nam Cieszyna, by wraz z miejscowymi studenciakami zobaczyć sobie finał Ligi Mistrzów.

Jako że finał odbywał się przed wypłatą, a student nawet po niej groszem nie śmierdzi (szczególnie gdy utrzymuje się sam), to postanowiliśmy pojechać tam autostopem. Wszystko pięknie, gdybyśmy tylko dotarli do Cieszyna.

Po dwóch godzinach czekania z kartką z nazwą docelowej miejscowości zatrzymał się pewien przemiły starszy pan. Powiedział, że jedzie do Białegostoku do domu, a tam jego brat kursuje do Cieszyna z towarem, więc na pewno nas podrzuci. Człowiek budził nasze zaufanie, toteż nie mieliśmy oporów by pojechać tym wozem. Sama droga przy śpiewach (serio, cała dyskografia Ich Troje wyśpiewana chórem) i bardzo przyjemnej rozmowie. Dojeżdżamy na miejsce, wita nas żona kierowcy i zaprasza na obiad pod groźbą, że się obrażą. No i tutaj zgubiła nas kultura osobista. Bo po obiedzie z gośćmi nasz gospodarz nie wyobrażał sobie puścić nas bez opróżnienia jednej malutkiej buteleczki wódki, która nikomu nigdy nic złego nie zrobiła. Dalej pamiętam jak przez mgłę, pamiętam tylko, że jechałem autem.

Obudziłem się jako pierwszy, gdy przyjaciel jeszcze spał.
I tutaj kierowca:
- Dzień dobry, śpiochy!
- Dzień dobry, bardzo dziękujemy za podróż.
- A nie ma problemu, brat was bardzo chwalił!
- Wspaniały człowiek z pańskiego brata.
- Ano fakt, już niedaleko. Śpijcie dalej, obudzę was, gdy dotrzemy.


I tu największy szok. Obudziliśmy się w... Olsztynie.
Okazało się oczywiście, że Cieszyn to tylko jedno z wielu miast, do których kursował nasz kierowca. Student to jednak zaradna bestia, która ma wielu znajomych oraz członków rodziny rozsianych po kraju. Szybki telefon do kolejnego znajomego, który nas przewaletował w swoim mieszkaniu. Następnie odwiedziny u mojej ciotki w Szczecinie. Ze Szczecina do przyjaciół we Wrocławiu, a dalej już tylko do Katowic.
Tak oto zwiedziłem kilka miast, a Cieszyna jak nie widziałem, tak pewnie jeszcze długo nie zobaczę.

#bfhxm

O ciemniejszej stronie księży.

Druga klasa podstawówki, gromada ośmiolatków, lekcja religii i on - ksiądz, w bardzo podeszłym wieku, najbardziej obleśny typ, jakiego kiedykolwiek widziały oczy dziecka. Łysy, ledwo poruszający się, z widocznymi ubytkami w uzębieniu, z BARDZO nieprzyjemnym zapachem z ust oraz ciągnącą się śliną.

Przygotowywał nas do Pierwszej Komunii, z lekcji na lekcję musieliśmy uczyć się pacierzy i recytować je księdzu z pamięci. Nie był on przyjaznym typem człowieka, przeciwnie - pytał nas, czy chodzimy do kościoła, a jeśli jakiś biedak powiedział, że nie mógł być na mszy w niedzielę, dostawał srogie bęcki od kapłana. Baliśmy się go, tak jak małe dzieci mogą bać się obcych ludzi.

Pamiętam, że przypadki kiedy ksiądz brał dzieci na kolana i kazał odmawiać modlitwę były chlebem powszednim. Zdarzało się, że kazał nam dawać mu buziaki, kiedy dobrze powiedzieliśmy pacierz. Wszystko w porządku, prawda? Też tak myślałam.
Do czasu kiedy nie zaczął wkładać nam rąk pod koszulkę i przy całej klasie mówił, że Jezus żyje w naszym serduszku, jednocześnie nas tam dotykając.

Nikt nikomu nie powiedział. Przecież to ksiądz, więc widocznie tak trzeba. Wiem, że takie postacie wśród księży to margines, bo w życiu spotkałam wielu kapłanów o złotym sercu, jednak tamtego nie potrafię zapomnieć i pamiętam o nim za każdym razem, gdy usłyszę niepochlebne słowa na temat kościoła. Bo takie przypadki się zdarzają. I jako dorosła dzisiaj kobieta nigdy nie posłałabym mojej małej córeczki na taką lekcję miłości Jezusa.

#huquh

Przystępowałem do trzeciego egzaminu naprawo jazdy. Jechałem ze znanym mi egzaminatorem z poprzedniego egzaminu. Trasa znana i niezbyt trudna, był to mój trzeci raz także uliczki egzaminacyjne znałem niemal na pamięć, jednak mimo to baczną uwagę zwracałem na znaki.

Zbliżaliśmy się do starego przejazdu kolejowego, z którego już dawno żadne pociągi nie korzystały, tory w częściach były porozbierane. Jadę i przejeżdżam przez tory bez używania hamulca, w tej chwili egzaminator użył swój hamulec i auto stanęło.

- Przejechał pan znak 'stop", egzamin przerywamy - ocena negatywna!
- Ale proszę pana tego znaku już od wczoraj nie ma, zlikwidowano go ponieważ rozbierają te tory. Egzaminator jeździł na pamięć nie zdążył zauważyć, że znak zlikwidowali.
- Przepraszam bardzo pana, człowiek uczy się całe życie. Zdałem. Egzaminator przyznał się do błędu i podziękował za 'DOUCZENIE'.

#wb4wk

Dziś byłem świadkiem dość ciekawej sceny w biedronce.
Jakaś dziewczyna 14/15 lat stoi przy kasie i chce sięgnąć po większe opakowanie gum do żucia, jednocześnie patrząc w telefon, i zamiast po gumy sięga po Durex i zaczyna się rozmowa:

[Kasjerka] : A panienka nie za młoda?!
[Dziewczyna] : Na gumy?!
[K] : Ale to dla chłopaków!
[D] : To że jestem dziewczyną, nie znaczy, że nie mogę! To 21 wiek!
[K] : ALE NA MIŁOŚĆ BOSKĄ, PO CO PANI PREZERWATYWY?!

Mina tej dziewczyny bezcenna, a kobiety z tyłu jeszcze ciekawsza.

#4jXI3

Zostałam wezwana do dyrektorki z rodzicami.
Dlaczego? Zostałam zgłoszona przez moją wychowawczynię, ponieważ podczas przerwy bezczelnie ssałam krew, gram w brutalne gry i oglądam nieodpowiednie filmy, nawet czytam książki dla złych roczników.
Dowiedziała się tego od jednej uczennic.

Tłumacząc:
Ssałam zakrwawiony palec, po tym jak zacięłam się nożyczkami.
Gram w gry +18.
Oglądam horrory.
I czytam książki Stephena Kinga.
Dziewczyna, która na mnie doniosła jest moją dawną przyjaciółką i byłą mojego chłopaka.
A ja mam 18, skończone w styczniu i nie rozumiem o co chodzi.
Dodaj anonimowe wyznanie