Kilka lat temu do moich dziadków regularnie przyjeżdżali znajomi z dwoma kilkuletnimi wówczas synami.
Któregoś razu kazano mi na chwilę rzucić na nich okiem.
Próbowałam zachęcić ich jakoś do zabawy, czymś zainteresować, chociaż dzieci szczerze nie lubię. Byłam naprawdę miła i cierpliwa, ale... Jeden z malców zaczął szarpać za gałąź czereśni, która wisiała bardzo nisko nad ziemią. Oto scena właściwa:
- Chłopczyku (imienia nie pamiętam), przestań szarpać drzewo, bo złamiesz gałązkę i nie będzie na niej owoców.
(Zero reakcji, szarpie jeszcze mocniej, zwłaszcza moje nerwy)
- Chłopczyku, to boli drzewo, czemu tak robisz?
- A, tak żeby cię wkur*ić.
Kurtyna.
Równe 10 lat po zdarzeniu, a ja do dziś wstydzę się tego co robiłam.
Mając 13 lat pojechałam do taty na wakacje. Często zostawałam sama w domu. W tym czasie głównie oglądałam filmy z kolekcji mojego ojca. Jako, iż dojrzewałam najbardziej zaciekawił mnie film "Statek miłości". Była tam jedna ze scen, gdzie kobieta opisywała jak "robi loda''. Całą kwestię z filmu spisałam na kartce a następnie weszłam na chat. Głównie rozmawiałam z napalonymi facetami, a w wiadomościach pisałam im cały fragment filmu. Oni się podniecali i układali dalszy ciąg historii. I tak przez kilka dni.
Po 3 miesiącach rodzice odkryli co robiłam. Brak wytłumaczenia mojego zachowania i wstyd nieziemski towarzyszy mi do dziś. Nikt oprócz rodziców o tym nie wie. A ojciec przy każdej okazji, gdy pytam się go czy ma jakiś film do polecenia mówi, żebym obejrzała "Statek miłości". Zażenowanie swoim zachowaniem jest do tej pory.
Cześć, to dopiero moje pierwsze wyznanie tutaj, ale na pewno nie ostatnie. Kilka słów wstępu. Mam 16 lat, jestem raczej osobą alternatywną i cóż, mój tryb życia powoduje wiele różnych ekscesów i porażek. Wyglądam raczej jak 12-letni chłopiec, toteż raczej trzymam się z chłopakami.
A oto anonimowe wyznanie, o którym wiem tylko ja, mój gwałciciel oraz przyjaciel, który mnie we wszystkim wspierał.
Zaczęło się jakieś pół roku temu, podczas jednego z miejscowych koncertów mało znanej kapeli. Przyznam się bez bicia, akurat były urodziny kolegi, więc wypiłam kilka piw. I był tam też on, chłopak z innego miasta (przyjmijmy, że miał na imię Jan). Jako że akurat przebywał w naszej miejscowości, to przyszedł na organizowany przez nas koncert.
Początkowo wszyscy się dobrze bawili, nikt się nie kłócił, nawet bez policji się obyło. Jednakże pod koniec koncertu natarli na nas miejscowi faszyści. Jesteśmy wszyscy przyzwyczajeni do takich akcji, więc chłopcy zgrabnie ruszyli na nich z bejsbolami. Ale ja nie. Jan, wykorzystując sytuację i nieuwagę moich kolegów, złapał mnie za szmaty i zaciągnął za klub. Szumiało mi lekko w głowie, więc na początku nic nie podejrzewałam. Dopiero gdy przewrócił mnie na ziemię i zaczął zrywać ze mnie spodnie, zrozumiałam. Zrozumiałam co chciał zrobić. Samego zajścia nie będę opisywać, ale udało mu się dokonać tego, co zamierzał. Po wszystkim po prostu odszedł. Leżałam kilka minut na śniegu i nie mogłam dojść do siebie. Słyszałam odgłosy walki między chłopcami a faszystami. Nie chciałam, żeby mnie zobaczyli w tym stanie. Pozbierałam się i uciekłam do domu. Nie miałam po tym traumy ani nic. Po prostu przez pierwsze dni byłam w szoku. Na szczęście po jakichś dwóch tygodniach mnie coś tknęło i zrobiłam test ciążowy.
Tak, byłam w ciąży. Teraz nikt by mi nie uwierzył, że zostałam zgwałcona, więc postanowiłam działać na własną rękę. Powiedziałam o wszystkim koledze, on postanowił mi pomóc.
Spod ziemi wytrzasnął jakieś tabletki o działaniu poronnym. Zwijałam się w męczarniach blisko tydzień, ale mój problem zniknął.
Nie, nie mam traumy po aborcji. Miałabym traumę, gdyby ktoś mnie zmusił do rodzenia dziecka tego zboka.
Nie oceniajcie mnie źle, jestem młodą dziewczyną, która nie poradziłaby sobie z takim brzemieniem... Tak, wiem, że są okna życia. Wiem, że wiele par chętnie by to dziecko adoptowało.
Ale sama myśl o tym, że noszę w sobie dziecko potwora sprawiała, że własnymi palcami chciałam je stamtąd wydrapać. Nie mówcie mi, że jestem egoistką, bo nie jestem. Nie jestem męczennikiem i mam prawo do samostanowienia o sobie.
To chciałam Wam przekazać w moim wyznaniu. Każda kobieta i każdy mężczyzna ma do tego prawo.
Do dziś nie żałuję mojej decyzji, jestem świetnie zapowiadającą się lekkoatletką.
PS Oprawca dostał karę od chłopców.
Kilka lat temu zadzwonił telefon mojej rodzicielki. Zastrzeżony numer. Odebrałam. "Dzień dobry, z tej strony XXX z radia xxx. Wygrała pani główną nagrodę 100 000 zł".
Co zrobiłam? Byłam taka przerażona, że się rozłączyłam.
Jesteście pierwsi, którzy się o tym dowiedzieli. I pewnie ostatni.
Historia typu " Z rodziną dobrze wychodzi się tylko na zdjęciach". Kilka lat w tył moja mama założyła swoją firmę. Ja byłam wtedy uczennicą szkoły średniej, przyszedł czas kiedy brakowało mi pieniędzy i chciałam dorabiać na weekendach.
Tak też moja mama dała mi tę możliwość. Pracowałam zwykle popołudnia w soboty, chcąc utrzymywać kontakt ze znajomymi od razu po skończonej pracy czyli ok godz. 23 wychodziłam z nimi na imprezy wiadomo kończyły się zwykle 3-4 rano więc zwykle 4-5 byłam w domu, i tak kilka godzin i na 7 w niedziele do pracy :D i tak co tydzień. W końcu mama chciała bym w tygodniu przychodziła od razu po szkole, było tak że zajęcia miałam np: do 14:30 a w pracy musiałam być na 14 no i co teraz? No jak to co nie można się spóźnić do pracy.
Zawalałam przez to szkołę i tak nadszedł koniec roku 2 zagrożenia na koniec, nie było mowy o niczym innym niż poprawka w wakacje. 1000 myśli na minutę nie mogłam sobie na to pozwolić bym była rok w tył tak też przeniosłam się 2 tyg przed zakończeniem roku do zaocznego liceum gdzie miałam ustny egzamin poprawkowy i uratowałam swoją sytuację, zdałam (uff).
Mama nie była zadowolona nawet gorzej, głupie teksty leciały w moją stronę, nikt mnie nie rozumiał. No i dalej praca całe tygodnie w weekendy również co drugi tydzień szkoła, i zaczęło się "A co Ty myślisz gówniaro że grafik Ci będę zmieniała, bo Ty masz szkołę, gówno mnie to obchodzi trzeba było myśleć zanim zrezygnowałaś z technikum" i tak mijały miesiące byłam już dawno pełnoletnia i chciałam w końcu dostać umowę o pracę, aby leciały mi już lata pracy itp. Ale nie i koniec. Nie miałam co dyskutować, bo to był mój jedyny przypływ gotówki.
Do domu musiałam kupować swoje jedzenie trzymałam u siebie w pokoju, bez kasy nie miałabym nic a tu auto zalać by do pracy dojechać. W końcu przyszedł czas kiedy to nie dostawałam wypłaty, pożyczałam kasę na jedzenie i paliwo od mojego już teraz męża. I przyszedł czas buntu. Będąc w pracy z mamą od słowa do słowa kiedy będzie kasa zawinęłam się i powiedziałam, że koniec moja noga już tu więcej nie stanie.
Na drugi dzień siedząc w pokoju u siebie przychodzi partner mamy którego nienawidziłam i nienawidzę do teraz! "Jutro Cię widzę rano w firmie a jak nie to wypierdalaj z domu, bo za to że pracujesz masz gdzie mieszkać". No i tak było.
Spakowałam się i wyszłam. W między czasie ja założyłam rodzinę a moja matka splajtowała (wierzę w karmę). Próbowałam do niej wyciągnąć rękę, ale nigdy więcej tego nie zrobię. Zaprosiłam ją na swój ślub ale bez partnera, oburzyła się tym faktem. Myślałam, że przyjdzie. Ale niestety.
Mam męża, dziecko bez którego nie wyobrażam sobie życia. Uważam że dzieci powinny być ponad i tego będę się trzymać! :)
Uważajcie, właśnie opowiem wam najbardziej wstydliwą sytuacje w moim całym życiu.
Trochę o powiązanych szczegółach.
Poznałam na jednym z koncertów chłopaka. Uderzył mnie drzwiami od toi toi'a. Wtedy postanowiliśmy się lepiej zapoznać. Na pierwszym spotkaniu opowiadaliśmy trochę o sobie i o swoim życiu. Po jakimś czasie związaliśmy się ze sobą i to on zrobił ten pierwszy krok.
Mieliśmy także obfite życie seksualne, jednak ja nie byłam tak bardzo doświadczona w robieniu przyjemności mojemu chłopkowi. Postanowiłam się nauczyć. Włączyłam internet i wpisałam "Jak się robi loda". Wyskoczyło mi kilka filmików, więc otworzyłam pierwsze lepsze. W kilku z nich powtarzał się ten sam aktor.
Niecały dzień później moja druga połowa zaproponowała mi wyjazd z jego przyjaciółmi nad morze. Po dojechaniu na docelowe miejsce miałam zapoznać jego kumpli. Wtedy jeden z nich wydał mi się dziwnie znajomy. Po przywitaniu się powiedziałam mu dokładnie to:
- Jestem w stu procentach pewna, że gdzieś cię już widziałam. Jeszcze gdybym wiedziała gdzie.
Wtedy wszyscy zebrani w salonie spojrzeli się na mnie jak na idiotkę. Usłyszałam donośny rechot mojego chłopaka z kuchni.
Kiedy wszyscy przestali się śmiać, wytłumaczyli mi powód ich reakcji.
Ten "znajomy" mi chłopak jest gwiazdą porno.
Dziś obchodzę rocznicę. Rocznicę wypadku.
Wracałam do domu. Następnego dnia miałam grać w ogólnopolskim turnieju siatkówki plażowej. Miałam walczyć o złoty medal, wtedy najważniejszy dla mnie. Moja partnerka czekała na mnie na boisku, żeby wspólnie poćwiczyć, rozegrać jeszcze kilka ostatnich akcji.
Nie dojechałam. Pijany kierowca bez uprawnień wjechał we mnie. Karetka, szpital, blok operacyjny... Ledwo mnie odratowali. Rokowania? Nie będziesz chodzić. Pora zaprzyjaźnić się z wózkiem. Zero siatkówki czy też biegania. Szok, rozpacz i depresja.
Rok ciężkiej rehabilitacji, wyrzeczeń, bólu i łez. Po co? Po to, by dziś po raz pierwszy od tamtego dnia stanąć na podium i odebrać srebrny medal na ważnym i dużym turnieju siatkówki plażowej.
Wniosek. Walczcie o swoje marzenia, nawet wtedy, gdy wszystko jest przeciwko. Bo warto.
Zapytacie pewnie co z kierowcą? Ma to wszystko gdzieś, i ja też będę mieć, ale dopiero po rozprawie sądowej, gdy bardzo duże odszkodowanie wpłynie na moje konto.
Historia krótka i treściwa.
Dzisiaj szłam ulicą, nagle poczułam coś na głowie.
To była kupa.
Nie. To nie była ptasia kupa.
To była ludzka kupa.
Podsumowując: jakiś miły pan rzucił we mnie gównem z okna i zaczął się śmiać.
Ach, ci dowcipnisie :/
Słowem wstępu, w moim telefonie ekran na którym, odbiera się połączenie i ten który służy do wyłączania budzika są łudząco podobne (różnią się tak naprawdę tylko tym, że zamiast zielonej i czerwonej słuchawki jest "wyłącz" i "drzemka", no i nie ma ikony ludzika).
Wziąłem dziś wolne w pracy z zamiarem porządnego wyspania się. Nagle budzi mnie telefon o 5. Patrzę - jakiś Adam do mnie dzwoni (szczegółem jest to, że nie mam w kontaktach żadnego Adama, bez dopisanego nazwiska). I tak o to włączając drzemkę, przez ok. 15 sekund darłem się do telefonu "Adam, haaaaalo, Adaaam!!!".
Słowo "Adam" i "Alarm" są do siebie zbyt podobne. Zwłaszcza o 5 rano.
Wczoraj znalazłam telefon. Zadzwoniłam pod nr "mamuś".
- Dzień dobry, tu XYZ, znalazłam ten telefon, z kim mam przyjemność?
- Witam, aaa to syna telefon.
- Rozumiem, ale z kim mam przyjemność?
- Z jego mamą.
(...)
- Przepraszam, ale nie mam transportu, czy mogłaby pani podać mi ten telefon?
- Ok, to gdzie go dostarczyć?
- A mogłaby pani do mnie do domu?
- Eh, w porządku, to gdzie pani mieszka?
- No, przecież, że w mieście ABC (w którym się znajdujemy).
- Eh, ale gdzie?
- No mówię, że w ABC.
- Tak zdaję sobie sprawę, ale mi chodzi o adres pani domu...
- Pani jest bezczelna!
Ręce i cycki opadają.....
Powiedziałam, że chyba się nie dogadamy i telefon jest do odebrania na komendzie.... O masakra.
Dodaj anonimowe wyznanie