Może jestem z pozoru normalnym, 25-letnim facetem, ale jest we mnie coś, czego bardzo się wstydzę. Nie wie tego nikt i tę tajemnicę zabiorę ze sobą do grobu. W sumie teraz dowiecie się tylko Wy...
Co noc zasypiam ze smoczkiem. Nie potrafię bez tego wytrzymać, ba... nie potrafię bez niego zasnąć. Zastanawiam się tylko, czy jest to jakaś forma uzależnienia i czy nie powinienem udać się z tym do specjalisty...
Jestem dwudziestoparoletnią dziewczyną. Od jakiegoś czasu jestem singielką, a jak wiadomo, chociaż może nie wszystkim, kobiety też swoje potrzeby mają. Tak, o TE potrzeby mi chodzi.
Jako że przygody na jedną noc i spotykanie się z facetami tylko na raz nie są w moim stylu, skazana jestem i dosłownie i w przenośni zaspokajać te potrzeby "na własną rękę". Lubię sobie przy tym obejrzeć jakiś fajny, krótki film w internecie. Tak... Dla pobudzenia zmysłów.
Jako że trzymam cały ten precedens w sekrecie, filmy te oglądam sobie zawsze używając zakładki Incognito. Myślę, że wszyscy wiedzą, jak ona działa, a jeśli nie, krótko wyjaśniam - po prostu nie zapisuje ona adresów przeglądanych stron w historii wyszukiwarki, wiec nikt nie zobaczy, co wcześniej oglądałam, jeśli zdarzy mu się użyć mojego laptopa.
Poza oglądaniem filmów dla dorosłych w internecie nie używam tej zakładki praktycznie nigdy. Nic więcej nie mam raczej do ukrycia.
Mój mózg skojarzył więc otwieranie zakładki Incognito z oglądaniem filmów tak bardzo, że moje palce automatycznie po jej otwarciu wpisują adres ulubionej strony z tymi to filmami. Dosłownie z automatu.
Zrobiły tak też i dzisiaj w pracy, kiedy mój szef przyszedł do mnie i poprosił mnie, żebym sprawdziła prywatnego maila, bo coś na niego wysłał.
A ja nie chcąc zostawić śladów swojego prywatnego adresu e-mail w historii wyszukiwarki, by niepotrzebnie ją zaśmiecać, otworzyłam zakładkę Incognito. I tak jak za każdym razem - automatycznie wpisałam adres ulubionej strony i wcisnęłam enter...
Tak. Szef stał wtedy za mną.
Nie wiem, kto był bardziej zmieszany, kiedy na ekranie zamiast strony Gmaila pojawił się wielki czarny... atakujący młodą szczupłą blondynkę.
Chyba muszę zmienić pracę.
Zacznę od początku, żeby jasne było, że nie jestem leniwa...
Robimy generalny remont mieszkania, a ponieważ jestem alergikiem, z chłopakiem przeprowadziliśmy się na ten czas do siostry.
Spakowaliśmy tylko po kilka par bielizny i innych ubrań, bo nie ma potrzeby więcej.
Jestem w ciąży i moje libido podskoczyło na najwyższy z możliwych poziomów. Mój ukochany pracuje dużo, więc z jego potrzebami jest wręcz przeciwnie, więc ja tylko czekam, aż nadarzy się okazja.
Dziś byliśmy sami w domu, a on poszedł pod prysznic, nagle krzyczy z łazienki:
- Kochanie, a wiesz, że ja już nie mam majtek...
Ja ucieszona, zrzuciłam z siebie ubrania, zostawiłam tylko bieliznę i biegnę czym prędzej. Otwieram drzwi... I w tym momencie on dokańcza swoje zdanie:
- ...więc mogłabyś zrobić jutro jakieś pranie...
Moje libido spadło już chyba do zera :/
Właśnie wróciłem z urlopu. Po dosyć długim okresie, kiedy byłem tutaj tylko czytelnikiem, postanowiłem założyć konto i podzielić się moim wyznaniem.
Urlop spędzałem ze swoją dziewczyną oraz niestety jej ciotką i kuzynką.
Wybierały się w miejsce niedaleko nas w tym samym czasie i jakoś tak ktoś niefortunnie zaproponował im podróż razem z nami, przez całą Polskę. Wiadome - w samochodzie wygodniej.
Kobiety tej szczerze nie znoszę, jest strasznie natrętna i uważa się za centrum wszechświata.
Kiedy wyruszaliśmy w drogę powrotną, zauważyłem po jakimś czasie, że nie ma zapiętego pasa. Grzecznie ją o to poprosiłem, powiedziałem, że jest to nawet przy stłuczce niebezpieczne dla reszty pasażerów. Ciotunia jednak zaczęła swoje: "że z tyłu nie trzeba".
Przypomniał mi się wtedy sposób na przekonanie takich osób do swojej racji: Jadąc z prędkością 5-10 km/h wciskacie pedał hamulca do podłogi i obserwujecie co się z ludźmi dzieje, a na koniec mówicie, żeby sobie wyobrazili co będzie przy 90 km/h. Zawsze działa.
Poczekałem niedługo, aż wszyscy usnęli i jak napisałem, tak zrobiłem. Tylko że przy prędkości około 60 km/h...
Cioteczka złamała na zagłówku przedniego fotela nos i straciła dwie jedynki. Jest on wystarczająco twardy, bo w środku jest monitor DVD.
Nigdy się nie przyznam, że to hamowanie to jednak nie była próba uratowania życia kota, który wybiegł na drogę. Chyba trochę przesadziłem, ale jak zawsze poskutkowało.
Pamiętajcie, że zapięte pasy to podstawa bezpiecznej podróży. Często jeśli nie macie zapiętych pasów poduszki powietrzne wyrządzą wam więcej krzywdy niż pożytku, a nieprzypięci pasażerowie zwykle zabijają swoim ciałem resztę osób w samochodzie.
I proszę: nie wierzcie w historie typu "znajomy szwagra mojego wujka to przeżył, bo nie zapiął pasów". Nawet jeśli są prawdą, to jest to znikomy procent w stosunku do ilości ludzi, którzy zginęli przez brak pasów.
Dlaczego nie warto chodzić na wagary.
Historia dzieje się kilka lat temu, jak jeszcze uczęszczałem do liceum. Mieszkałem tylko z mamą, ponieważ rozwiodła się z moim ojcem gdy byłem jeszcze mały. Wiedziałem wtedy mniej więcej, że z kimś się moja mama spotyka, ale nic więcej poza tym. Nie przeszkadzało mi to, nawet się cieszyłem, że chce sobie ułożyć życie na nowo.
Pewnego czwartkowego poranka po prostu poczułem niesamowitą niechęć pójścia do szkoły. Jedynym wyjściem wtedy nie budzącym podejrzeń było normalne wyjście jak do szkoły, ale po przejściu paru ulic zawrócenie do domu, gdy mama zdąży już wyjść. Wszelkie inne próby symulacji choroby czy błagania nigdy nie przechodziły, a o wolnym dniu od szkoły czy wolnej godzinie lekcyjnej zawsze informowałem ją dzień wcześniej. Trzymałem się planu: wyszedłem z domu i po około 10 minutach zacząłem kierować się z powrotem do domu, będąc przekonany, że mamy już dawno nie będzie, bo zawsze wychodzi punktualnie 7:30.
Mimo wszystko zachowałem wszelkie środki ostrożności wchodząc po klatce pod drzwi swojego mieszkania. Będąc pod drzwiami i trzymając klucz dosłownie milimetry od zamka usłyszałem jednoznaczne dźwięki dochodzące ze środka. Tak, do mojej mamy przyszła jej nowa sympatia i szaleli w najlepsze. Zszokowany odszedłem i czym prędzej udałem się do szkoły, nie odzywając się praktycznie do nikogo.
Rodzicielka o tym nie wie do tej pory, a od tamtego dnia nigdy więcej nie pomyślałem nawet o pójściu na kolejne wagary.
Zapewne wszyscy słyszeliście teraz o aplikacji Pokemon Go. Gra polega na łapaniu Pokemonów, ale w tym wypadku trzeba wyjść na zewnątrz. Odkąd gra stała się popularna, słyszano o ofiarach śmiertelnych, a pewna dziewczyna odnalazła trupa. Ja również znalazłam coś ciekawego.
Z nudów i zwykłej ludzkiej ciekawości postanowiłam tę oto grę ściągnąć. Mieszkam za miastem blisko lasu, więc nie miałam żadnych problemów z poruszaniem się. Wszystko było fajnie, dopóki nie weszłam do lasu i aplikacja pokazała kolejnego Pokemona ukrytego za drzewami. Pewnie teraz snujecie różne domysły co mogłam tam znaleźć oprócz Pokemona.
Otóż zaciekawiona dziwnymi dźwiękami , które stamtąd dochodziły, postanowiłam dyskretnie zobaczyć co tam się dzieje. Nigdy nie pomyślałabym, że znajdę tam swoją siostrę uprawiającą seks ze swoim chłopakiem. Między nimi oczywiście był Pokemon. Ale odpuściłam go sobie, wycofując się jak najszybciej z lasu z ogromnym rumieńcem na twarzy.
Nie wiem, czy kiedykolwiek znowu zagram w tę grę i czy spojrzę siostrze i jej chłopakowi w oczy :D
Lato, jadę łódzkim tramwajem.
Przy drzwiach na wózku inwalidzkim siedzi bardzo ładna młoda blondynka.
Jest umówiona z motorniczym, że ją zniesie, gdy będzie chciała wysiąść (słyszałam, jak rozmawiali).
Nagle wsiada pijany koleś i podchodzi do owej pani. Prawi jej jakieś beznadziejne komplementy, mówi, że musi jej pilnować i takie tam bzdety. Blondynka spokojnie z uśmiechem odpowiada, że sobie poradzi i niewzruszona patrzy na drogę.
W pewnym momencie gościu zacząć się do niej dobierać.
Ona odepchnęła jego rękę, on zaczął ją wyzywać od szmat.
Kobieta, jak dotąd opanowała, rzuciła w jego stronę soczystą wiązanką, dała mu z liścia, a na koniec dodała "To, że mam niesprawne nogi nie znaczy, że ręce też".
Facet się odczepił i na następnym przystanku wysiadł.
Brawa dla pani.
Wstyd dla facetów, którzy byli w tym tramwaju i nie zareagowali.
Karma wraca, panowie!
Co tu dużo mówić... wczoraj zdjęto mi stały aparat, po 3 latach leczenia.
Dziś rano wybiłam sobie na rolkach dwie jedynki i dwójkę.
Dzień jak co dzień. Byłem na siłowni, a po skończonym treningu naszła mnie ochota na coś dobrego. Miałem chęć na burgera, więc zadzwoniłem do lokalu i zamówiłem dwie porcje na wynos.
Po umyciu zorientowałem się, iż nie mam czystych majtek na przebranie. Odziałem więc czysty dres i pojechałem odebrać zamówienie nie zakładając żadnych.
Dojeżdżam na miejsce, lokal pełny ludzi. Wchodzę, rozliczyłem się i zostałem poinformowany, iż za dwie minuty burgery będą gotowe. Żeby nie marnować tych dwóch minut skorzystałem z okazji, aby się załatwić. Nie zastanawiając się wszedłem do ubikacji, wyciągnąłem małego księcia, no i zacząłem sikać. Nic dziwnego, normalny codzienny proces. Stało się jednak coś nieoczekiwanego.
Gdy poczułem, że to już koniec, jak to zwykle bywa schowałem go do spodni. No i w tym cały problem. Nie do majtek, których nie miałem, a do spodni. Niestety moje uczucia kolejny raz zawiodły i spora część moczu znalazła się tam gdzie nie trzeba. Dres był szary - efekt tragiczny. Głowa spanikowana. Pełny lokal ludzi, trasa WC-kasa pomiędzy wszystkimi stolikami, a ja wyjdę z łazienki z mokrymi portkami w wiadomym miejscu. Podejrzenia będą jednoznaczne i słuszne. Jeśli wyjdę i zacznę się krępować i ukrywać plamę, wszystko będzie oczywiste. Umyłem wiec obficie ręce, nie susząc ich, wyszedłem z wysoko podniesioną głową i uśmiechem na twarzy, ruszając rękami i chlapiąc woda na swój dres.
Czy ktoś uwierzył? Nie wiem. Ale ja wiem, że już lepiej założyć stare majtki, niż iść gdziekolwiek bez.
Mam 21 lat. Mieszkam w Wrocławiu, ale postanowiłem na weekend przyjechać na wieś do moich rodziców.
Przychodzi niedziela - a co się z tym wiąże?
Oczywiście, zupa Bogów. ROSÓŁ.
Mama zawołała mnie na obiad, ale byłem akurat zajęty, więc zaproponowałem, że zjem trochę później.
Skończyłem to co miałem zrobić, schodzę na dół. Nikogo nie ma, a na stole leży miska z rosołem. Myślę sobie - kochana mama, pewnie nałożyła mi już mojej ulubionej zupy, żebym nie musiał sam się trudzić :)
Biorę tę miskę i jem. Zupa była tak dobra, że zjadłem całą miskę, po czym położyłem się przed telewizorem. Przychodzi mama, a ja chwalę i mówię, że dawno takiego rosołu dobrego nie zrobiła, no deliszys po prostu. Makłowicz byłby dumny. A mama mnie się pyta: Michał, gdzie są resztki dla psa?
Jak się domyślacie, zjadłem resztki z obiadu, które miały iść dla psa dla psa, po 12 osobach. Miseczka również należała do naszego psa. Od tamtej pory nie jem rosołu. Dzięki, zły losie!
:(
Dodaj anonimowe wyznanie