Byłam w pracy, kiedy zadzwonił telefon z przedszkola, że moje dziecko zachorowało i jest w szpitalu. Pojechałam się z nim zobaczyć i dowiedzieć się, co i jak. Po tym pojechałam do domu spakować potrzebne rzeczy, które miał przejąć mąż i pojechać do szpitala, żeby towarzyszyć naszemu maluchowi, bo ja musiałam jeszcze pojechać na jakiś czas do pracy, a on mógł mieć już wolne.
Jak weszłam do mieszkania, widziałam przez okno, że podjeżdża na parking. Szybko wrzucałam do torby potrzebne rzeczy. Zapukał do drzwi, ja szłam właśnie z kuchni z kubkiem, wodą mineralną i innymi takimi. Krzyknęłam "Otwarte, wejdź do środka". Wszedł i stał w przedpokoju. Myślę sobie "Kurde, co jest? Spieszymy się, a on sobie stoi w przedpokoju i czeka aż sama wszystko spakuję" i krzyczę "Wejdź w końcu do tego salonu. Pomóż mi trochę". I wchodzi.
Odwracam głowę i już chcę mówić, żeby przyniósł ręcznik z szafy, patrzę... a tam obcy koleś. Mało tego, że obcy, to jeszcze przebrany za kurczaka... Wryło mnie. Kubek, woda, wszystko co miałam wylądowało na podłodze z brzdękiem. W przedpokoju słyszę "Wróciłem". W tym momencie Pan Kurczak rozejrzał się lekko wystraszony i zdezorientowany podobnie jak ja i... wybiegł z mojego mieszkania, potrącając jeszcze po drodze mojego męża.
Nie wiem jak do tego doszło, że Pan Kurczak zjawił się u mnie. Mimo że wizyta trwała bardzo krótko i nie zdążyliśmy się bliżej poznać, czuję, że nigdy go nie zapomnę. Mimo pierwszego szoku poprawił mi humor i rozładował stres na resztę dnia.
Regularnie co 2 dni robię małe zakupy, by wszystko w domu mieć świeże. Regularnie przy tym też czegoś zapominam, tydzień temu zostawiłem pierś z kurczaka, 3 dni temu pomidory. Z powodu, że mam 2 córki (jedna 15 lat, druga 7), tę młodszą muszę zabierać ze sobą do sklepu, bo starsza wychodzi na miasto z przyjaciółmi i nie ma nikogo w domu.
Wczoraj byliśmy znów na zakupach, była godzina 12. Po wyjściu ze sklepu miałem wrażenie, że czegoś zapomniałem, ale szedłem dalej, trudno. Jak zwykle - praca informatyka - usiadłem przez komputerem i siedziałem do 17. Wieczorem dostałem telefon z policji... Ukradłem coś?
Aa, no tak. Zgadnijcie czego, a raczej kogo zapomniałem...
Mając 30 kg nadwagi postanowiłam wrócić do sportu, ponieważ bardzo o tym marzyłam, brakowało mi tego. Wiedziałam jednak, że muszę najpierw wrócić do formy. Zaczęłam wiec biegać 3 razy na tydzień tę samą trasę. Biegałam obok budynku, przy którym zawsze spotykałam grupę młodych ludzi, którzy "melanżowali". Widząc mnie śmiali się i wyzywali "jaki tłuszcz", "gruba beczka" itp. Kończyłam trasę zawsze ze łzami w oczach.
Dzisiaj wciąż biegam tę samą trasę i nic się nie zmieniło. Z tą różnicą, że jestem teraz w świetnej formie i gram w siatkówkę reprezentując jeden z lepszych klubów, a oni wciąż siedzą w tym samym miejscu, chleją i marnują swoje życie. Tylko teraz już nikt z nich nie jest na tyle odważny, aby powiedzieć mi chociaż słowo.
Czytałam tutaj sporo historii opowiadających o pierwszym razie, który został zakłócony wtargnięciem rodziców do pokoju. Wiele osób było zdziwionych, że tak dużo rodziców wchodzi do pokoju bez pukania. Mnie to wcale nie dziwi, u mnie w domu nie ma czegoś takiego jak prywatność. Moi rodzice jej nie uznają.
Mama jest pedantką, przez co prawie raz w miesiącu grzebie nam w rzeczach twierdząc, że ona tylko sprząta. Nie dociera do niej, że sama mogę to zrobić lub że nie chcę, by grzebała w moich rzeczach. Niby rozumie, ale i tak gdy nie było mnie w domu "myszkowała" w moich rzeczach i brata. Pamiętam jaką zrobiła mu aferę, gdy znalazła w jego plecaku prezerwatywy.
Tata jest jeszcze gorszy, w ogóle nie dociera do niego, że jak zamykamy drzwi od swoich pokojów, to nie chcemy tam "nieproszonych gości". On i tak musi tam wejść nie zważając na nasze protesty. Bo to w końcu jego dom. No ale żadne z nas nie może przebrać się w pokoju, bo nie wiadomo kiedy zachce mu się nas odwiedzić. A zamknięte drzwi to wręcz dla niego zachęta. A myślicie, że jak wejdzie i zobaczy nas w bieliźnie lub bez niej to przeprosi i wyjdzie?! W życiu! Wejdzie dalej twierdząc, że czegoś potrzebuje. Nie mamy w drzwiach zamka, tak więc musimy przebierać się w łazience.
Raz gdy wróciłam ze szkoły siedział w domu w towarzystwie kolegów. Grzecznie się przywitałam i poszłam się przebrać do pokoju. Zamknęłam drzwi i liczyłam, że tylko szybko bluzkę zmienię. Zdejmuję ją, aż tu nagle tatuś otwiera drzwi mówiąc, że chce coś pokazać jego kolegom, którzy na mój widok w staniku robią w tył zwrot, a tatuś jeszcze ich zaprasza, by weszli... W życiu go tak z matką nie opierniczałyśmy jak wtedy, ale on tylko z głupim uśmiechem stwierdził, że przecież nie mam się czego wstydzić. Prośby, groźby na niego nie działały.
Mój brat zaczął przyprowadzać do domu dziewczynę. A jak wiadomo, młodzi lubią się poprzytulać, pomiziać, więc by "nie gorszyć" nas tym widokiem, zamykali się u niego w pokoju i całowali się tudzież obściskiwali. Oczywiście tatko miał to w dupie i i tak wchodził do pokoju młodych przyłapując ich może nie w dwuznacznej sytuacji, ale jednak niezbyt komfortowej. Potem na spotkaniach rodzinnych opowiadał jak to dziewczyna brata jest zła, bo obściskuje się przy nas. Tak...
Zemsta sama go za to spotkała. Niedawno za zamkniętymi drzwiami rozmawiałam na Skypie z koleżankami, aż nagle wkroczył do mego pokoju tatko, przelazł przez cały pokój, paradując przed kamerką ubrany tylko w jakieś stare majty. Koleżanki wpierw nie wiedziały co zrobić, a potem zaczęły się głośno śmiać. Tata jak tylko usłyszał, odwrócił się i zobaczył włączoną kamerkę, to szybko czmychnął z pokoju. Krzyknęłam jeszcze za nim:
- Ależ nie masz się czego wstydzić!
Może wreszcie doceni zalety pukania.
Moi rodzice poznali się w dość nietypowy sposób.
Oboje pochodzili z małego. lecz znanego miasta zwanego "miastem idealnym". Myślę, że niektórzy już wiedzą o jakim mieście mówię.
Mój dziadek, tata mojego taty, dość mocno udzielał się w "Solidarności" w czasach komuny. Mój rodziciel natomiast, gdy był nieco starszy ode mnie, bo miał 17 lat, również walczył o wolną Polskę. Ograniczał się do rozrzucania ulotek wraz z kolegami, ale to zawsze coś.
Pewnego dnia tata miał zrzucać ulotki z dachu jednego z wieżowców. Gdy wykonał już swoje zadanie. zjechał windą i wychodząc z klatki zobaczył z dwóch stron panów w długich płaszczach idących w jego stronę. Od razu zaczął uciekać. Gdy tylko skręcił za róg budynku, wrzucił torbę z pozostałymi ulotkami do kontenera na śmieci i biegł dalej. Niestety z drugiej strony budynku wybiegli milicjanci z psem i tata był bez szans.
Cała ta sytuacja działa się na osiedlu mojej mamy, która całe zajście oglądała idąc akurat do domu. Zaraz po całej akcji podeszła do kontenera i zabrała torbę, aby w razie czego milicjanci nie mieli żadnych dowodów. Gdy mój ojciec odsiedział dwa dni w więzieniu, został wypuszczony i wrócił do domu. Mama popytała znajomych, a że miasto niewielkie, to szybko namierzyła dom swojego przyszłego męża. Torbę po ulotkach oddała i tak się zaczęła ich długa znajomość.
Historia o wibratorze. Jeżeli macie takich już dość, scrollujcie dalej.
Moja 12-letnia siostra (nie mam z nią za dobrych kontaktów) znalazła ostatnio u mnie wibrator. Pojęcia nie mam, jak go znalazła, bo był naprawdę dobrze schowany. Akurat przyszłam do domu, kiedy trzymała go w ręku siedząc ciągle w moim pokoju. Błagałam na kolanach, żeby nie mówiła o nim rodzicom (są bardzo konserwatywni i przeciwni takim zabawkom). W zamian za milczenie zażądała czyszczenia za nią kuchni i kupna nowych butów. Cena dość wysoka, ale przystałam na to. Rodzice najprawdopodobniej wydziedziczyliby mnie i wygnali do egzorcysty, dowiadując się o moim sekreciku.
Po kupieniu butów siostra pierwsze co zrobiła, to poleciała naskarżyć rodzicom...
Mam 19 lat. Już umówili mnie do psychologa. Ale lepsze to niż egzorcysta, chociaż wspominali coś o szatanie :/
Kiedy byłam mała, namiętnie oglądałam wszystkie "brazylijskie" telenowele, szczególnie uwielbiałam "Zbuntowanego Anioła".
Raz zapytałam mamę, dlaczego w tych serialach zakochani całują się inaczej niż rodzice (przy mnie zawsze dawali sobie tylko cmoka, mnie też całowali w usta, taki zwyczajny jednosekundowy cmok).
Mama nie wiedziała o co mi chodzi, na co ja wtedy "pokażę ci" i rzuciłam się na nią z jęzorem i zębami :D
Pół roku temu idąc na trening zmieniło się całe moje życie.
Wyszedłem z domu, uszedłem kilkanaście metrów, a zza zakrętu wyjechał z dużą prędkością samochód, złapał pobocze i przestał panować nad samochodem. Uderzył prosto we mnie, a ja przeleciałem parę metrów. Przed uderzeniem zdążyłem jeszcze zobaczyć, że za nim, z podobną prędkością jechał drugi, ale zdążył zahamować. Mój wniosek - wyścigi. Leżąc na poboczu zobaczyłem, że ten drugi samochód omija mnie i tamten, który zatrzymał się na poboczu.
Gdy obudziłem się w szpitalu, nic nie pamiętałem i nie powiedziałem policji o moich przypuszczeniach. Twierdziłem, że nic mi nie jest i chciałem iść do domu, ale ku mojemu zdziwieniu nie mogłem spuścić nóg z łóżka. W końcu lekarze poinformowali mnie łaskawie o moim stanie: wstrząs mózgu, złamany nadgarstek (czego w tych emocjach nie czułem) i złamany kręgosłup. Mojemu sprawcy nic się nie stało, ja natomiast trafiłem na wózek. Policja zabrała mu tymczasowo prawo jazdy i wypuścili do domu. Dzięki znajomościom w prokuraturze całkiem się z tego wywinął, nie poszedł do więzienia, nie odebrali mu prawa jazdy, dostał 2 miesiące w zawiasach na dwa lata i miał wypłacić mi 10 tys. odszkodowania, a jego ubezpieczalnia miała wypłacić resztę.
Piszę to, żeby uczulić was na takie sytuacje. Dużo się słyszy o ''10 mniej ratuje życie'', ale mało kto na to reaguje. Sprawca mojego wypadku raczej się tym nie przejął, naskoczył nawet na mnie, że przeze mnie nie ma za co kupić nowego auta. Widziałem go niedawno, ma nowy, lepszy wóz i jeździ tak samo, nie zważając na nic, bo przecież nic mu nie zrobią. Ja też mam nowy wóz, a właściwie wózek, który kupiłem za odszkodowanie, resztę wydałem na przystosowanie domu, bym mógł się swobodnie poruszać i szczerze mówiąc sporo jeszcze zostało. Tylko wolałbym nie mieć pieniędzy, a być zdrowy i móc znowu chodzić. Całe może życie zmieniło się o 180 stopni. Cieszyłem się, byłem zdrowy, miałem całkiem umięśnione ciało, miałem wszystko przed sobą. Teraz po moich mięśniach zostało mało co, jedynie ręce jeszcze się jakoś trzymają, bo dużo muszę nimi robić.
Dochodząc do końca mojego wyznania proszę was, pomyślcie trochę zanim wciśnięcie mocniej padał gazu lub przyjdzie wam do głowy "wspaniały" pomysł. żeby urządzić sobie wyścig na drodze. Pomyślcie też o innych, tych, którym możecie zniszczyć życie. Jeśli już tak bardzo chcecie poczuć "wiatr we włosach", to róbcie to tak. żeby nikomu nic nie zrobić, chyba że samemu sobie.
Moja mama pochodziła z małej wioski, gdzie praktycznie nic się nie działo. Jako że była piękną kobietą (wciąż nią jest) nigdy nie mogła narzekać na brak powodzenia u płci przeciwnej. Zaraz po szkole udało jej się dostać na stołek w urzędzie, na którym siedzi do dziś. Była z Andrzejem już ponad rok.
W piękną noc sylwestrową dała się uwieść Andrzejowi, który jak się okazało został i również moim "ojcem". Co za tym idzie, miał moją mamę w dupie przez całą ciążę. Leżała podczas ciąży cały bity miesiąc w szpitalu, a on jej nawet nie odwiedził. Dobra, przyszłam na świat! "Ojciec" tak mocno się cieszył z moich narodzin, że opijał mnie sam obok kołyski. Mama nie zwlekając ani sekundy wywaliła go za drzwi.
Ostatni raz widział mnie na gwiazdkę jak miałam 3 latka. Mama nie pozwała go o żadne alimenty, zdecydowała, że sama mnie wychowa, ponieważ dobrze zarabia, ale też nie zabroniła mu kontaktu ze mną.
Co najlepszego w tej historii, Andrzej mieszka 27 km od mnie, doskonale wie, że mama założyła nową rodzinę, wybudowała dom. Z tego co wiem on również ma nową rodzinę, w tym dwójkę mojego biologicznego rodzeństwa. Ma własną firmę, jest największym deweloperem w większym mieście i śpi na kasie.
Mama spotkała go przypadkowo na mieście, z pogardą powiedział jej "cześć". Nie zapytał co u mnie, czy się uczę, nic. Rok temu zdałam maturę, dostałam się na dobre studia. Nigdy nie odczulam, że nie mam taty. Mój prawny tato daje mi więcej miłości niż Andrzej, o którym nic nie wiem.
Mega szacunek dla gości, którzy potrafią pokochać kobiety z dzieckiem!
Wczoraj przyłapałem swojego 16-letniego brata na masturbacji. W sumie nic dziwnego, nie? Sam jestem facetem i wiem, że czasami trzeba sobie ulżyć. I w sumie to ja powinienem czuć się głupio, bo wszedłem do jego pokoju bez pukania.
Gdyby nie to, że masturbował się wąchając moje brudne skarpetki, które niedawno zniknęły z mojego pokoju po tym jak rzuciłem je na podłogę.
Nie powiem, ostro się zdziwiłem. Zanim mógł coś powiedzieć po prostu wyszedłem z domu i przechadzałem się po okolicy. Po kilkunastu minutach dostałem SMS-a od niego o treści "proszę, nie mów nikomu". I nie powiedziałem. Po kilku godzinach wróciłem. Staram się go unikać i on mnie też. To wszystko jest takie surrealistyczne. Nawet nie wiem, czy chcę usłyszeć jego wyjaśnienia, może lepiej jakbym nie wiedział.
Jesteście pierwszymi, którzy o tym wiedzą. Nie mam pojęcia co robić.
Dodaj anonimowe wyznanie