#AMgMB

Krótko...

Chciałem rano wyprasować swoją koszulkę pewnej firmy z nadrukiem Jokera. Byłoby fajnie, gdyby nie powrót rodziców z weekendowych "rekolekcji", którzy mi ją SPALILI, bo ponoć zobaczyli tam diabła.

Niedługo zamawiam drugą, ale dalej jestem wkurzony i nie mogę w to uwierzyć.

#KFTRH

Kiedy miałam 4-5 lat (lata 90) poszłam z mamą na pocztę, która była na sąsiednim blokowisku. Kiedy znudziło mi się już stanie w kolejce zapytałam rodzicielkę czy mogę wyjść na plac zabaw, który był dwa bloki dalej niż poczta.

Zgodziła się, poszłam się bawić. Kiedy zaczynało robić się ciemno grzecznie wróciłam na pocztę, ale mamy już tam nie znalazłam. Do domu nie mogłam wrócić, bo był całkiem daleko i jeszcze ruchliwa ulica po drodze. Kierowana dziecięcą logiką wróciłam na plac zabaw skoro tam miałam być i czekam. Zrobiło się już ciemno i do huśtającej się małej mnie przyszedł nieznany mi Pan... I zaprowadził do domu.

Mama wróciła do domu później, bo mnie szukała. Nie chcę wiedzieć co wtedy przeżywała i co myślała jak mnie zobaczyła całą i bezpieczną w domu, ale po latach powiedziała, że nie wiedziała czy mnie wtedy miała sprać za pójście z obcym mężczyzną czy wyściskać i pochwalić za znajomość adresu. Łomotu nie było, a ja dopiero po latach zrozumiałam jakie miałam szczęście.

Dziękuję Anonimowemu Panu, mam nadzieję, że dobrze mu się wiedzie.

#UHvje

Historia sprzed kilkunastu lat. Rodzice mają działkę z domem, a to wszystko graniczy z lasem z wysokimi drzewami, a jadąc tam na dwumiesięczne wakacje zabieraliśmy ze sobą nasze koty, aby też mogły się wyszaleć i przypomnieć sobie, że są drapieżnikami.

Pewnego dnia zauważyłam, że od dawna nie widziałam jednego z kotów, a zawsze wracały, poszłam na poszukiwania do lasu aż usłyszałam na swoje kici kici głośne miauki dochodzące... z wysokiego drzewa. Miejska kocia pierdoła raz wlazła i nie potrafiła zejść.

Po dniu "a może jednak zejdzie" mama poszła do miejscowej straży pożarnej z amerykańsko-filmowym problemem "kotek utknął na drzewie". Strażacy przyjechali, przystąpili do akcji, ale kotek uciekał im na coraz wyższe gałęzie. W międzyczasie obok domu przejeżdżała karetka i ratownicy widząc wóz straży, postanowili zapytać czy wszystko w porządku i zostali podziwiać akcję.

Udało się, kotek cały, mała ja z radością trzymam go w objęciach i wpadam na bladego ojca, który właśnie wrócił po tygodniu nieobecności i pierwsze co został to straż pożarna i karetka na podjeździe.
Długo nie mógł się uspokoić, że chodziło tylko o kotka na drzewie.

#qe74x

Tak w skrócie
Jak miałem ok. 15 lat, złapałem dorosłego złodzieja który coś tam ukradł ze sklepu.
Nigdy nie odmawiałem nikomu pomocy, czy to pomóc nieść zakupy sąsiadce, czy kogoś przed kimś obronić, nie ważne.
Zawsze byłem uprzejmy dla ludzi, zawsze starałem się żyć z każdym w zgodzie
Interesował mnie od zawsze Angielski, lubiłem się go uczyć, ostatnio pomyślałem, że chce iść na studia, znaleźć dobrą pracę i założyć idealną rodzinę. Nigdy nie byłem idealny - ale jakoś bardziej wolałem np. odwiedzić babcię niż ćpać z kumplami.

Jakiś czas temu na ulicy napadł mnie nawalony ''znajomy'' ze szkoły, bez problemu sobie poradziłem.
Za niedługo zacznę odsiadywać wyrok za pobicie. Mój kraj taki piękny.
Nie wiem czego władze tego kraju oczekują od ludzi, skoro sami na siłę tworzą potworów.
Po wszystkim będę chciał wyjechać - wolę pracować na zmywaku za granicą niż być kimś w tak chorym kraju ;)

#P36ED

Szukałem wakacyjnej pracy i znalazłem ofertę w dosyć ekskluzywnej myjni samochodowej. Pomyślałem, że warto spróbować. Na rozmowie pracodawca spytał się czy przyjechałem autem, ponieważ jeżeli dbam o własne auto, to będę też dbał o samochody innych. Pokazałem mu swój samochód, był zachwycony jego czystością. Zostałem przyjęty, pracowałem trzy miesiące i zarobiłem dużo kasy.

Auto posprzątałem, bo siostra zwymiotowała kilka dni wcześniej i stwierdziłem, że warto posprzątać całe.

#Qb4hn

Mam 18 lat i nienawidzę mojej rodziny.

Na początku wakacji znalazłam malutkie kociaki, jeszcze z zamkniętymi oczami. Było ich pięć. Postanowiłam, że będę dokarmiać kotkę. Zostawiałam obok legowiska kawałek szynki, kiełbaski czy pasztetu i trochę mleka. Zawsze wszystko znikało. Tak przez około tydzień, aż trzy kociaki zniknęły. Pewnie je przenosi do innego gniazda. Dwa pozostałe strasznie piszczały. Postanowiłam, że jeśli będą tak gdy wrócę od ciotki, to zaopiekuje się nimi. I były tam. No i co robić? Poszłam szybko do domu po pudełko po butach i jakiś ręcznik. Położyłam kociaki do tymczasowego legowiska i sru do lecznicy pytać jak się takimi szkrabami opiekować. To pani lekarz weterynarii mówi: "Co 2-3 godziny po 6 ml mleka krowiego, lub dla kociaków jak przeżyją tydzień, to przyjść znowu". Mleko dała pani za darmo, pokazała mi jak je karmić i życzyła powodzenia. Podziękowałam i poszłam do domu.

Kociaki piszczały całą drogę. Jadły całkiem dobrze. Karmiłam je strzykawką 3ml. Potem ściereczką po genitaliach (to samiczki), by zrobiły siusiu i po brzuszku pogłaskać, by lepiej trawiły i tak co 3 godziny, a jedno kamienie z 20-30 min. Przeżyły. 2 tydzień to kaszką manną dla niemowląt, jeden jadł dobrze, drugi nie chciał. Trzeba na musa. Nocki odpuszczałam. Miałam je w suterynie (takie piętro pod domem, zazwyczaj z kotłownią) w pudełku. Ciągle piszczały. Karmienie o 22 godzinie ostatnie, a o 5 rano pierwsze. Chodziłam niewyspana. Nie chciało mi się już nimi opiekować, ale dałam radę.

Najgorsze było rodzeństwo, zaczęli mi dokuczać z tego powodu, tak samo rodzice. Bo po co mi to? Tylko piszczy i śmierdzi! Wyglądają jak szczury! Było trzeba ci tej biedy?
W czwartym tygodniu kupowałam karmy dla kociąt z kawałkami mięsa lub paszteciku. Powoli dawałam im to w pokrywki aby same jadły. I jadły. Pierwszy raz gdy to zobaczyłam, to się popłakałam. Tydzień temu kociaki skończyły 2 miesiące i są prześliczne. Są łaciate jak krówki  (biało-czarne). Jedna to Kropka, a druga Kropelka.
A rodzina: Co za głupie imiona? Gorszych nie było?

Wczoraj przyjechała ciotka z dziećmi 7 i 8 lat. Poszłam do łazienki i słyszę mamę:
- Chodźcie zobaczyć jakie mamy kociaki. Są przecudowne!
Poszli wszyscy pochwalić się. Już im nie przeszkadzał zapach i piski. Ja szybko kończę i na dół. Dali je dzieciom. Mama wychwala mnie ciotce. Mówi jak wszyscy pomagali. Kropelka jednego z dzieciaków udrapnęła, ten rzuca ją o ziemię. Rozbija jej głowę o betonową podłogę, on w ryk, ja w ryk. Kropelka nie żyje. Ciotka szybko opatrzyć kuzyna "bo się czymś zarazi". Nikogo nie obchodzi zamordowanie Kropelki. Drugi kuzyn przestraszył się i upuścił kociaka. Ten wpadł do pudełka.

Rodzina olała sprawę i poszła balować, a ja na pogrzeb :|

#8vMSO

Hej.
Od jakiegoś czasu czytam tutaj różne wyznania. Niestety, ale gdy poznałam tę stronę internetową była ona zupełnie inna.
Teraz pod każdym wyznaniem jest przynajmniej jeden komentarz typu:
- To nie jest anonimowe!
- Po co to piszesz?!
- Aha. Strasznie ciekawe. Emocje jak na grzybach.
- Tyle ludzi już o tym pisało, po co jeszcze Ty?
Naprawdę nie jest to miłe. Pisząc taki komentarz pod czyimś wyznaniem możecie pogorszyć jego stan psychiczny, lub zniwelować dystans do siebie. Nawet nie wiecie jaki macie na to wpływ.
Może autor chciał się "wygadać"? Może po prostu było mu ciężko?
Postawcie się na jego miejscu.

I nie mówię tu o ortografii. Trzeba poprawiać ludzi, aby nie kaleczyli języka.

Przemyślcie to. Czy nie lepsza byłaby ta strona, gdyby nie było niepotrzebnego "hejtu"? Nie wiem czy mogę to nazwać konstruktywną krytyką.

Mam wrażenie, że wcześniej wchodziłam na "anonimowe" a teraz wchodzę na "anonimowy hejt".

Proszę. Pomyślcie co możecie zrobić drugiemu człowiekowi, zanim napiszecie taki raniący komentarz.

Cześć.
Dodaj anonimowe wyznanie