Pracuję w butiku w jednej z nadmorskich miejscowości, dzisiaj gdy siedziałam sobie spokojnie przy moim biurku oczekując na klientów w upale 30 stopni weszła kobieta z dzieckiem, chłopczyk miał z roczek, był cały rozpalony, czerwony na twarzy i ledwo reaguje na bodźce, pytam się kobiety co się dzieje z dzieckiem, ona że spokojnie, że nic, że siedzieli za długo na słoneczku i pewnie się zmęczył.
Patrzę się na nią jak na idiotkę, bo inaczej tej kobiety nazwać nie można i mówię, że dziecko jej na ramionach umiera, że może ma udar i żeby wezwać pogotowie, bo dzieciak ledwo żyje, na co ona, że przynajmniej spokojny i że zakupy może zrobić, kazałam iść jej do apteki (kilka kroków od mojego sklepu), że nawet oni jej powiedzą, że dziecko potrzebuje lekarza, wyszła wielce oburzona, ale rady posłuchała.
Kilka minut później przyjeżdża karetka na sygnale i zabiera dzieciaka, który ledwo dyszy, powiem tylko tyle, że niektórzy dziecka nie powinni dostawać do ręki, nie wiem jakim trzeba być bydlakiem, żeby tak potraktować takie maleństwo, ale błagam, gdy widzicie taka sytuację, to reagujcie, bo tutaj chodzi o ludzkie zdrowie, a nawet życie.
Wybrałam się ze swoim siostrzeńcem do sklepu. Przed tym, pozwoliłam mu wziąć 10 złotych ze skarbonki, by sobie coś kupił.
Pod koniec zakupów w jednym z supermarketów, zauważyłam że jednak nic sobie nie wybrał. Podchodząc do kasy, zapytałam dlaczego nic nie wziął. Co zrobił ten 5 letni maluch?
Podszedł do takiej skrzyneczki do której wrzuca się pieniądze na chore dzieci, i tam wrzucił swoje 10 zł. Byłam z niego dumna jak nigdy w życiu.
Niedawno zmarł mi teść. W poszukiwaniu testamentu natrafiłam na pewien album ze zdjęciami. Ku mojemu przerażeniu znalazłam nagie foty mojej teściowej. Różne pozycje, w plenerze, i w domu... Na blacie, na którym jadałam posiłek... Czy mogę wypalić sobie oczy?
Mam pecha do osób o imieniu Piotr.
- Mój tata Piotr zostawił rodzinę, gdy byłam mała.
- Mój kuzyn Piotr roznosił w gimnazjum obrzydliwe plotki na mój temat, przez co straciłam znajomych.
- Mój były chłopak Piotr zdradził mnie.
- Dziadek mojej koleżanki Piotr, przypadkiem wylał na mnie gorąca herbatę.
- X lat temu, poznałam fajnego chłopaka o imieniu Antoni. Niestety po 2 latach znajomości wyjechał za granicę i przyjaźń nie przetrwała próby czasu. Aha! Antoni oczywiście miał na drugie imię Piotr.
- Gdy dorabiałam sobie w wakacje jako niania kilkuletniego Piotrusia, zostałam przez niego pogryziona na ramieniu, bo miał stwierdzone ADHD.
Teraz jestem mężatką w 6 miesiącu ciąży. Wczoraj mąż (Krzysztof) oznajmił, że jeśli urodzi się synek, to nazwiemy go Piotr, ponieważ to takie piękne imię!
Mam nadzieję na dziewczynkę...
Przestroga na przyszłość - uważajcie na randki w ciemno...
Kiedyś umówiłem się (tu trzeba zaznaczyć mój wiek 40 lat), z bardzo ładną na pozór dziewczyną z internetu.
Ku mojemu zdziwieniu na spotkanie przyszedł transwestyta.
Myślałem, że takie rzeczy to tylko w Ukrytej Prawdzie...
Siedzę sobie w gronie kuzynki i jej koleżanki w spokoju popijając kawę. Dzieci na dworze, rozchichotane, wrzeszczące itd.
Nagle jedna dziewczynka (7 lat) przyszła do domu, wzięła ze stołu żelki i pobiegła na dwór - no cóż, zgłodniały.
Po pół godzinie dzieci przychodzą uradowane z dwoma pojemniczkami. W jednym - żelki, w drugim? Pieniądze.
Co się okazało? Z zabawkowym znakiem "stop" zatrzymywali samochody i sprzedawali JEDNEGO żelka za 2 zł! Sprzedali prawie całą paczkę.
Każdy dał, no bo jak można odmówić trójce słodkich dzieci? :)
Trzeba przyznać, że mają łeb do interesów - jeden żelek w cenie całej paczki. Ach, te dzieci...
Mowa o "bezstresowym wychowaniu" i kulturze ludzi.
Kilka dni temu razem z koleżanką czekałyśmy na busa na dworcu. Stoimy sobie, nic nie robimy, jedynie się rozglądamy. Nagle słyszymy wrzask dziecka. Odwracamy się jak na komendę i patrzymy, jak mały, może siedmioletni chłopiec krzyczy na swoją mamę. Krzyk, płacz, tupanie... Pierwsze słowa, jakie nam przyszły do głowy, to "takie są efekty bezstresowego wychowania". Matka chłopca na spokojnie, nie krzyczy na niego, jedynie mówi poważnie, żeby się uspokoił i poszedł z nią na odpowiednie stanowisko, bo niedługo przyjedzie ich bus. W końcu, nieco zniecierpliwiona, poszła parę kroków do przodu. Chłopiec coś wrzeszczał, ale po chwili pobiegł za nią.
Stoją na swoim stanowisku, dziecko nadal krzyczy, potem odbiega, potem wraca... Ludzie patrzą i kręcą głowami. W którymś momencie jedna z kobiet nie wytrzymała i dość złośliwie skomentowała tę sytuację, używając tych słów, które mi przyszły na myśl. Matka chłopca, wyraźnie tym zirytowana (chyba kilka razy je słyszała), odpowiedziała głośno:
- To nie jest bezstresowe wychowanie. Wychowuję swojego syna jak najlepiej. On MA AUTYZM. Autyzm, słyszy pani? Więc niech pani nie mówi, jeśli nie jest pani czegoś pewna.
Komentatorce zrobiło się głupio, coś mruknęła i się odwróciła. Wtedy przyjechał bus, więc koleżanka i ja wsiadłyśmy do niego.
Było mi głupio, że tak pomyślałam. Jeśli pani to czyta, to przepraszam, nawet za same myśli.
Ot, taka historia. O bezstresowym wychowaniu, którego tu nie było.
Czytałam wiele wyznań tutaj, ale takiego raczej się nie spodziewaliście i pewnie przeważająca większość z was w to nie uwierzy, ale muszę zapewnić, iż to co zaraz napiszę jest najszczerszą prawdą jaką mogę wyznać publicznie, anonimowo.
Mojej mamie powiedzieli podczas ciąży ze mną, że będzie to dziewczynka, a tu co? Urodził się "chłopczyk" - no nie do końca.
Gdy byłam dzieckiem nie zdawałam sobie z tego sprawy i zawsze rodzice ubierali mnie jak faceta. Gdy zaczęłam dorastać oraz moje ciało zaczęło się zmieniać, rodzice ogarnęli, że jest coś nie tak. Mając "to coś" - wtedy tak to nazywałam - zaczęły również mi rosnąć piersi, a mój głos przechodził lekkie zmiany, jednakże mając 16 lat, wyglądałam jak typowa dziewczyna. Podczas tego wieku szperałam sporo po necie i dowiedziałam się, że urodziłam się jako hermafrodyta - przypadki 1 na milion.
Mama nie mogła w to uwierzyć i zapewniała mnie, że uda się ze mną na operację, abym miała żeńskie narządy, ale w domu się nie przelewało. Powiedziała to ojcu, a on zaraz po usłyszeniu zaczął się pakować i powoli wyprowadzać, odszedł ode mnie i od mamy ze słowami "Chciałem mieć normalne dziecko, nie będę wychowywał dziwoląga". Mama zaakceptowała moją odmienność, zaakceptowała, że znalazłam dziewczynę - miałam faceta, ale odszedł zaraz po dotknięciu mnie w krocze.
Ojciec odszedł kilka lat temu, nie odzywał się, zerwał kontakt. Mnie i mamie przez pewien okres było ciężko - nawet zatrudniłam się na weekend, by jakoś pomóc mamie, bo sama nie dawała rady.
Ukończyłam gimnazjum, potem technikum. Aktualnie pracuję jako szef kuchni w bardzo dobrej restauracji, mam dziewczynę, która w 100% akceptuje moją odmienność i nawet nie zamierzam się zmieniać (wręcz ją to zadowala). Mamie pomagam jak tylko mogę, wspieram ją oraz czasem znajdą się wydatki finansowe.
Nie będzie w tym wyznaniu żadnej puenty, ale mogę tylko rzec, że czasem warto uwierzyć w siebie, nie zważając na odmienności oraz przyzwyczaić się do obelg jakie lecą w waszą stronę - ja mam już je głęboko w tyłku.
PS: Jakieś kilka dni temu ojciec się odezwał do mojej mamy. Słyszał ile zarabiam, słyszał, że dałyśmy sobie radę, a on jest na skraju bankructwa, i prosi nas o pomoc finansową - chce wrócić do mojej mamy. Dalej mam słowa ojca w głowie "(...) Nie będę wychowywał dziwoląga". Nie jestem nim, nie każdy rodzi się idealny, są różne odmienności, z którymi musimy sobie radzić albo o nich zapomnieć, a zawsze znajdzie się w naszym życiu garstka szczęścia.
Byłem na wycieczce w Londynie. Weszliśmy z kolegą do sklepu. Gdy wychodziliśmy, kolega na coś się zdenerwował i zaczął po polsku bluźnić na obsługę. Mówię mu:
- Cicho bądź, debilu! Tutaj co druga osoba to Polak i prawie każdy nas rozumie!
Na to pani sprzedawczyni: - Rozumiemy, rozumiemy...
Wszyscy zawsze mówili:
- Jezuniu, jakaś ty podobna do matki! Kropla w kroplę!
I to prawda jesteśmy baardzo podobne. Tylko, że jakiś czas temu dowiedziałam się buszując w papierach szukają czegoś, że jestem adoptowana.
Wniosek: Chyba zaadoptował mnie mój klon. Coś niesamowitego.
Dodaj anonimowe wyznanie