Jak byłam młodsza kochałam kościół. Naprawdę uwielbiałam chodzić na mszę i nawet odprawiałam swoje własne w domu!
W Boga nadal wierzę, ale jestem bardzo źle nastawiona na religie chrześcijańską. Dlaczego?
Moja mama miała męża. Był przysłowiowym katem. Rozwiodła się z nim, a następnie zaszła w ciążę po czasie z moim ojcem. Nie byli jednak razem, więc była przysłowiową panną z dzieckiem.
Kochany ksiądz jednak odmówił przyjęcia mnie do chrztu. "Bo co ludzie powiedzą? A gdzie ojciec dziecka?" Dopiero po awanturze, która mu zrobiła, zgodził się ochrzcić mnie "po cichu" Bez mszy.
Dlaczego to piszę? Bo nie rozumiem takiego podejścia do człowieka. Kobieta, która rozstała się z jej oprawcą, jest według naszej religii skazana na potępienie, jeśli zwiąże się ponownie. Czyli innymi słowy męcz się, bo spłoniesz w piekle.
A co do odmówienia chrztu "bo ludzie powiedzą..." żenada. Tylko dlatego, że byłam nieślubną zostałam od razu "wytknięta".
Ktoś mi wytłumaczy logikę religii, która szczyci się na prawo i lewo miłosierdziem?
Poznaliśmy się na studiach na drugim roku. Oboje mieszkaliśmy w obcym mieście. Od razu zaiskrzyło między nami, a zaraz po studiach zaręczyliśmy się. Zamieszkaliśmy w jego rodzinnym mieście. Dopiero wtedy poznałam jego rodziców, a później on moją matkę, która wychowywała mnie samodzielnie. Ojca nigdy nie poznałam. Byłam jednak szczęśliwa, bo moja mama polubiła przyszłego zięcia, a jego rodzice zaakceptowali mnie.
Kiedy postanowiliśmy zacząć na poważnie planować nasz ślub, zaprosiliśmy do nas na kolację naszych rodziców. Nie mieliśmy żadnych obaw dotyczących tego spotkania. Pierwsi przybyli jego rodzice, ja po swoją mamę wyszłam na pociąg. Gdy dotarliśmy do mieszkania, otworzył nam mój przyszły teść. Gdy moja mama go zobaczyła, stanęła jak wyryta i wybiegła z bloku. Nie rozumiałam jej reakcji i ruszyłam za nią. Znalazłam ją zapłakaną przed budynkiem. Nigdy wcześniej nie widziałam jej w takim stanie. Dopiero po kilku minutach zdołała się uspokoić i powiedzieć prawdę.
Okazało się, że ojciec mojego narzeczonego jest również moim ojcem. Moja mama umawiała się z nim, lecz gdy on wyjechał do pracy za granicę, zerwali. Dopiero wtedy okazało się, że mama była w ciąży. Nie utrzymywała z nim kontaktów i postanowiła wychować mnie samodzielnie.
Ja i mój ówczesny narzeczony zerwaliśmy ze sobą zaraz po tym wydarzeniu. Próbowaliśmy utrzymać jeszcze kontakt, ale bezskutecznie. Nie potrafiliśmy być tylko rodzeństwem po tylu latach. Z moim ojcem spotkałam się tylko jeszcze kilka razy. Zależy mu na mnie i żałuje, że nie wiedział o mnie wcześniej. Mama nadal jest przy mnie i nie mam jej za złe, że postanowiła mnie wychować samodzielnie. Mimo to, że od tego wydarzenia minęły już dwa lata, nadal nie potrafię odnaleźć się w życiu. Straciłam miłość i wątpię bym już znalazła kogoś na jego miejsce.
Jestem ładna i mądra - przynajmniej tak mówią. W związku z tym od zawsze kręciło się koło mnie dużo mężczyzn.
Kiedy miałam około 14 lat, poznałam X, który się we mnie podkochiwał. Od początku powiedziałam jasno, że nie jestem zainteresowana i w ten sposób stał się moim friendzone. Z czasem wyszło tak, że zaczęłam spędzać więcej czasu z nim i jego kolegami - staliśmy się można powiedzieć 'paczką'. Jakieś wspólne imprezy, wypady.
W wieku 20 lat dowiedziałam się, że wszyscy uważają mnie za lesbijkę, ponieważ go odrzuciłam a poza tym też nie byłam zainteresowana nikim innym, a także nie zdarzyło mi się z nikim, 'skur*ić'... Teraz mam 22 lata. Od roku jestem w związku z chłopakiem, który był moim 'pierwszym'.
Przykro tylko, że żyjemy w czasach w których 20-letnia dziewica to nadprzyrodzone zjawisko, z którym jest coś nie tak.
Od dzieciństwa snuje mi się w głowie Opowieść. Z początku była bardzo niewielka, potem zaczęli do niej dołączać kolejni ludzie. Opowieść sama się włączała, codziennie, w każdej chwili samotności, często równolegle do wydarzeń z mojego świata. To było jak serial. Na zewnątrz wyglądałam wtedy na zatopioną w myślach. Ostatnio Opowieść zawierała już kilkudziesięciu ludzi. W pewnym sensie przenosiłam się tam. Kiedy poszczególni ludzie mówili, czułam się nimi. Byli jednak oddzieleni, zamknięci w osobnym świecie - w Kapsule. Ja byłam obserwatorem, który uczestniczy w emocjach.
Bywały tygodnie, że Opowieści nie było. Czułam się pusta, jakby ożywiali mnie tylko ludzie z Kapsuły. Byłam fasadą. Tylko wydrążonym w środku ciałem.
Ostatnio... tama puściła. Ludzie z Opowieści wylali się do mojego świata. Wchodzą w moje ciało. Ja staje się nimi. Myślę wtedy jak oni, ale mój intelekt jest gdzieś obok. Nie tracę świadomości. Jednak to inny punkt widzenia. Moje ciało daje im istnienie.
Przełączam się na kilkanaście, kilkadziesiąt różnych osób. Z reguły te osoby nie są do mnie w niczym zbliżone - różni ich płeć, historia, preferencje. Wszystko. Czasem pojawia się najpierw emocja, potem mrowienie w klatce, a potem bach i jestem kim innym. Wtedy nie poznaję się w lustrze. Wiem, że to ciało należy do mnie jako kogoś, kto nim włada w tym świecie, ale nie ma zgodności między nim, a zasiedlającą je tożsamością.
Równocześnie ja jako ciało funkcjonuję w świecie - robię zakupy, uczę się, oglądam filmy. W głowie współistnieją myśli wielu osób wraz z zabawnymi komentarzami, które kogoś gniewają, kogoś śmieszą. Czeszę ten chaos, próbując sobie z nim poradzić.
Gdzieś tam jestem ja jako ja - czyli człowiek, który nosi imię związane z ciałem, który ma jakąś swoją historię życia, swoich przyjaciół. Ale zmianie uległa także ta podstawowa tożsamość - coraz bardziej łączy się z innymi tożsamościami. Nabiera innych cech.
To strasznie trudne i paradoksalne. Ciało jest dziewczyną, a wnętrze bywa mężczyzną. Odczucia fizyczne (np. pociąg seksualny) są wówczas nieadekwatne.
Odkrywam czasem coś na temat kogoś - jakiejś tożsamości - w taki sposób jakbym odkrywała coś z życia przyjaciela.
Najbardziej mnie przygnębia to, że jakby mnie zamknąć w beczce, nie potrzebowałabym świata. Wystarczyłoby to, co mam w głowie. To, co się działo w Opowieści było w moim życiu często bardziej realne niż wydarzenia z życia ciała.
Najgorzej, że w wyniku zmian, nie mogę już tak jak dawniej wejść do Kapsuły i być podglądaczem. Oni już wiedzą, że tam jestem. Oni chcą czegoś więcej. Znaleźli furtkę.
Nie wie o tym nikt, nawet mój obecny partner. Otóż mam trzeci sutek, który jest dla mnie dość wstydliwą kwestia. Na szczęście jest on tak usytuowany, ze moje biustonosze go całkowicie zakrywają, a obok mam średniej wielkości pieprzyk. Także w razie czego mogłabym wmówić, ze to znamię.
Kiedy miałem ok 5 lat moja siostra kupiła psa (za pieniądze z komunii). Pewnego dnia załatwił swoje potrzeby w łazience, nie, nie w toalecie, a na środku pokoju. Jako iż nie było siostry w domu, a nie chciałem zawracać głowy mamie ani tacie, więc sam posprzątałem po psie (na szczęście tylko siku).
Niestety czułem się winny, ponieważ nie powiedziałem o wybryku psa nikomu, więc wpadłem na genialny pomysł! Nasikałem na podłogę i uradowany, że nie oszukam mamy powiedziałem, że piesek nasikał w łazience i trzeba posprzątać, mama nakrzyczała na psa, że nie wolno robić takich rzeczy w domu i posprzątała całość.
Jaki ja byłem genialny w dzieciństwie!
Kiedy miałyśmy po 10-11 lat, chciałyśmy z moją najlepszą przyjaciółką nauczyć się całować. Stwierdziłyśmy, że nie ma lepszego sposobu na to, niż jak zrobimy to razem. I owszem, całowałyśmy się... przez pięć warstw bardzo grubego koca!
Sytuacja dosłownie z przed 20 minut i nie mogę się otrząsnąć...
Sobota, wychodzę na chwilę do kuchni i poczułem lekkie ukłucie w mięśniu dwugłowym skwitowałem je cichym 'ała'. Całą sytuację zobaczył tato, który ma aktualnie problemy z kręgosłupem. Zwraca się więc do mnie
- Wiesz co? Chodź, jesteś dorosły. Jak cię coś łupie to patrz...
I widzę, że sięga po coś na samą górę meblościanki w sypialni. Zdejmuje średniej wielkości pudełko i wyciąga z niego dziwny różowy przyrząd firmy MyWand (nie to nie reklama, jeszcze wtedy nie wiedziałem co produkuje ta firma).
- Gdzie cię łupie?
Zdezorientowany odpowiadam, że lekko z tyłu uda. Chwilę później przykłada mi to do nogi, a urządzenie zaczyna brzęczeć.
- Mi to pomaga - mówi.
Bijąc się z myślami, zapytałem o coś zupełnie odbiegającego od sytuacji żeby zmienić temat.
Przed chwilą z wielką paniką sprawdziłem w internecie czy to na pewno to co myślę.
Tak, to jest wibrator. Mój tato właśnie chodzi z nim po mieszkaniu i 'masuje sobie kręgosłup'. Mam tylko nadzieję, że moja mama nie zdążyła go użyć, wygląda na nowy...
Przeprowadzać się 600 km od domu.
Załadować cały samochód.
Wziąć dosłownie wszystko.
Wziąć metr głośników do laptopa.
Wziąć ruter z wi-fi do laptopa.
Nie wziąć laptopa...
Zorientować się na miejscu.
Brawo ja!
W tym wyznaniu ważne są dla fakty. Po pierwsze nazywam się Janusza. Tak istnieje takie imię, tak jest żeńskie. Po drugie mój wygląd - jestem wysoka, bardzo chuda (albo najprościej sprawę ujmując - płaska jak ta deska), mam krótkie (do ucha) włosy i dosyć mocno zarysowaną szczękę.
Sytuacja z zeszłego piątku.
Mam 23 lata, wiadomo wiek imprez, alkoholu i seksu bez zobowiązań. W piątek zachciało mi się iść do klubu, ubrałam się w obcisłe dżinsy, jakąś czarną luźną koszulkę (nie ubrałam pod nią stanika, bo miała odsłonięte ramiona, a moje piersi praktycznie nie istnieją) i trampki, bo od tańczenia w szpilkach nogi bolą. I wybrałam się do klubu.
W środku od razu wpadł mi w oku przystojniak. Zaczęliśmy rozmawiać, miał na imię załóżmy Kuba. Postawił mi drinka, trochę razem potańczyliśmy. Zwykle nie chodzę z nowo poznanymi osobami do łóżka, ale Kuba był naprawdę miły i jego słodki uśmiech mnie przekonał. Poszliśmy do niego, zaczęliśmy się całować, pieścić i wszystko szło w wiadomym kierunku. W końcu nadszedł wielki moment i Kuba zsunął ze mnie spodnie, razem z bielizną. Po czym zamarł, pobladł i spojrzał na mnie. Zaczęłam go całować, myśląc, że po prostu stracił rezon, widząc mnie gołą. Odepchnął mnie i kazał się ubierać. Był cały czerwony i spięty. Oczywiście nie wiedziałam, o co chodzi, więc zapytałam:
- Już mnie nie chcesz?
- Myślałem, że jesteś facetem. Przecież mówiłaś, że masz na imię Janusz!
Ubrałam się i uciekałam, marząc o zniknięciu z powierzchni ziemi.
Najgorsze jest to, że Kuba mieszka blisko mnie (wcześniej nie zwróciłam na niego uwagi) i widzimy się praktycznie codziennie. Chyba przeprowadzę się do innego województwa albo najlepiej kraju. I nigdy nie będę miała krótkich włosów, ani trampek.
Dodaj anonimowe wyznanie