#2MLLc

Przechodzę sobie ostatnio ulicą z włączoną muzyką na telefonie (nigdy tak nie robię, ale wtedy coś mnie tchnęło), akurat leciała piosenka polskiego, znanego, rockowego zespołu z charakterystyczną emotką w logo. Wsłuchiwałam się i szłam tak przed siebie ze spuszczoną głową.

Nie zauważyłam nawet kiedy z naprzeciwka szli policjanci. Chciałam zatrzymać muzykę, ale telefon jak na złość nie chciał się odblokować. Nagle w piosence słychać "Ale nie każ mi wybierać, bo jeszcze wybiorę źle", na co jeden z policjantów:
- No i chłopak ma rację! Dobrze śpiewa!
Spojrzałam tylko na niego, przystojny, dobrze zbudowany, czarujący uśmiech. Jego kolega nawijał, a ten się przy mnie zatrzymał i poprosił o tytuł piosenki, żebym wpisała mu w notatniku w telefonie (swoją drogą nie wiedziałam, że ktoś tego używa :P), a on uznał, że też poleci mi jakąś piosenkę! Nie zareagowałam nawet, dałam mu swój telefon, wpisał, nawet nie reagowałam na jego uśmieszki, bo miałam zły dzień.

Jak się potem okazało, pan Policjant wpisał mi swój numer telefonu. Zaczęło się niewinne pisanie, dzwonienie.

Po długim czasie umówiliśmy się na 'randkę'. Zgadnijcie: koszulkę jakiego zespołu miał na sobie? :)

#Xh0ik

Zanim przejdę do sytuacji właściwej opiszę mniej więcej swoje warunki mieszkaniowe:
Nasz dom składał się pierwotnie z 2 pokoi oddzielonych przedpokojem, jednak, gdy bratu mamy urodziło się dziecko przedzieliliśmy "duży" pokój na pół, regipsową ścianką (przez którą słuchać było kto i ile razy puścił bąka).
- Ja z mamą spałam w jednej części (piętrowe łóżko ja na górze, mama na dole)
- W drugiej części ciocia, wujek i kuzynka
- A w małym (teraz już dużym) pokoju babcia z dziadkiem
Historia właściwa:
Pewnego pięknego ranka, obudził mnie dziwny, mlaszczący dźwięk. Gdy mój rozespany, nieogarniający rzeczywistości mózg, ocknął się na tyle, by zacząć analizę, doszłam do oczywistego wniosku:
a) moja, śpiąca niżej mama się masturbuje... T_T
lub
b) wujek i ciocia uprawiają seks (co słychać przez cieniutką ściankę)

Rozbudziłam się natychmiast i leżę sztywno jak decha (moje łóżko tak skrzypi, że aż strach, zrozumieją jeszcze, że nie śpię, zrobi się niezręcznie) i myślę zrozpaczona: co zrobić, jak możliwie subtelnie, bez przypału acz wyraźnie dać mamie (bo uznałam, że to jednak ona) do zrozumienia, że jej nastoletnia córka nie śpi i są rzeczy, których słyszeć nie chce. Po ok 10 minutach stwierdziłam, że coś jest nie tak.
Mama wstała, ja również i razem zaczęłyśmy szukać źródła dźwięku.
Okazało się że mlaszcze: MÓJ KRÓLIK. Po krótkiej dyskusji uznałyśmy, że może ma coś z zębami nie tak.

Więc nasz puchaty, nieprzestający mlaskać zwierz, został wsadzony w pudełko i tak przetransportowany do weterynarza. Pani weterynarz otworzyła królikowi pyszczek...
Zabrzmiały werble, widownia wstrzymała oddech, a z uroczej, niewinnej i teraz szeroko otwartej mordki...

Wypadł okrągły mały bobek--> czytaj KUPA, którą nasz słodziak, postanowił nad ranem skonsumować. A że jako sierota, nie poradził sobie z tym skomplikowanym zadaniem, niewinnie wyglądająca (acz podstępna) kuleczka przykleiła się biedakowi do podniebienia, nie mógł sobie poradzić dlatego mlaszcząc na alarm, postawił mnie, mamę i weterynarza, w nieco niezręcznej sytuacji.

Wyobraźcie sobie trzy kobiety, ze zdumieniem obserwujące toczące się po blacie g**no, które właśnie wypadło z pyszczka śnieżnobiałej uszatej istotce. o.O
Za wyjęcie królikowi kupy z pyska zapłaciłyśmy 15 zł.

PS.
W drodze powrotnej mama powiedziała mi, że sądziła, cytuję, że to ja "dziko" się masturbuję, a ona po 20 minutach stwierdziła, że dźwięk jednak z dołu pochodzi... Tak czerwona od dawna nie byłam, najwyraźniej z mamą obie mamy identyczne skojarzenia...

#zFfBr

Mam 20 lat i ostatnio mój chłopak uczył mnie wiązać buty. Spytacie dlaczego? Ano jedyne, czego nauczyli mnie rodzice, to chodzenie i mówienie.

Kiedy byłam mała, moim rodzicom coś się przedstawiło w głowie i dosłownie jedyne co robiłam do 18 roku życia to: siedziałam, uczyłam się, jadłam lub spałam. I NIC więcej. Dosłownie. Nie mogłam nawet się bawić, bo to zbędne. Nic ugotować (nawet wody), bo się poparzę. No dosłownie jedno wielkie NIC. Nawet nauczanie miałam indywidualne.

Jak miałam ok. 14 lat, dostałam komputer. I wtedy zaczęły się moje przyjaźnie z obcymi ludźmi.

Mając ponad 17 lat poznałam swojego teraźniejszego chłopaka. Do mojej 18 tylko pisaliśmy i rozmawialiśmy przez Skype. Bo miałam całkowity zakaz wychodzenia z domu.

Kończąc 18 wyprowadziłam się z domu do chłopaka, to on nauczył mnie wszystkiego. Z rodzicami nie mam żadnego kontaktu i nie chcę mieć.

Dziękuję i mam nadzieję, że nie zanudziłam Was.

#NAM4A

Już jako dziecko zaczynały interesować mnie komputery. Programowałem dosyć skomplikowane rzeczy, gdy moi rówieśnicy nie potrafili sformatować tekstu. Nie uczyłem się najlepiej, ledwo zdawałem do kolejnych klas. Nie zdałem matury, pojechałem do Londynu.

Koleżanki mojej mamy zawsze się z niej śmiały. No bo jak to tak, syn się nic nie uczy, tylko siedzi przed komputerem, bez matury nic nie osiągnie. Ich dzieci zawsze przynosiły świadectwa z paskiem, wyróżnienia i nagrody. Mamie było przykro. Oni poszli na studia, ja wyjechałem.

Dzisiaj mam 25 lat, nie znam historii, nie wiem jak rozróżniać gady od płazów, nie wiem jak zbudować dom. Moi licealni znajomi wiedzą, przyszli nauczyciele, farmaceuci, inżynierowie.

Teraz moja mama śmieje się ze swoich koleżanek. Ich dzieci mają problemy ze znalezieniem pracy, pieniędzmi na zakup mieszkania. Ja po 6 latach spędzonych za granicą, zdobyłem doświadczenie. Podobno bez matury miałem nic nie osiągnąć. Cóż... Nie chodzi mi o pochwalenie się, i tak nikt mnie tutaj nie zna. Jako programista zarabiam 6 tysięcy funtów miesięcznie, a muszę odrzucać oferty z Polski za "tylko" 12000. Mam dopiero 25 lat, a wszystko to dzięki rozwijaniu swojej pasji i nie podążaniu za szkolnymi schematami.

Nie słuchajcie innych. Nauczyciele często mnie poniżali, że do niczego się nie nadam, koledzy się ze mnie nabijali, że nie potrafię grać na WF, dziewczyny nie chciały być z "nerdem". I starajcie się tak decydować o swoim życiu, żeby później nie żałować.

#gc1am

Pracuję w policji.
Ostatnio przydzielono mi ulicę pełną tak zwanych 'Sebków'. Praca jak praca, trzeba wypełniać. Pierwszy obchód spokojnie, drugi też, trzeci - widzę grupkę wymienionych wcześniej osobników. Chcąc, nie chcąc podchodzę by sprawdzić ich jakże nieskazitelny stan trzeźwości. Jestem coraz bliżej gdy nagle do moich uszu dochodzi:
- Kolejna suczka.
Pierwsza myśl? Niewychowane gówniarze, więc podeszłam bliżej, kiedy nagle Sebix 1 uklęknął:
- Suniu! (cmok, cmok) - Suniu chodź do pana. - I w tej jakże niespodziewanej chwili, zza moich pleców wyłoniła się suczka. Wygłaskana przez grupę.
Po długiej chwili postanowiłam iż się odezwę.
Nagle Seba 2 powstał, uśmiechnął się do mnie i mówi:
- Dzień dobry szanowna pani policjantko, w czym mogę pomóc? 

Okazało się iż Sebastiany 1,2,3,4,5 byli naprawdę mili i przyjemnie się z nimi rozmawiało. Mam nadzieję, że grono Sebastianów Kultury się powiększy.

PS. Dziękuję za te chusteczki do nosa panie 5. :)

#xYkjk

Anonimowe, bo wiecie o tym tylko Wy.

Kiedy byłam w czwartej klasie szkoły podstawowej radziłam sobie z nauką raczej przeciętnie. Mimo wszystko okropnie się starałam i kiedy jakiekolwiek rozwiązanie zadania przychodziło mi do głowy, moja ręka leciała w górę. Czułam dumę gdy udawało mi się odpowiadać poprawnie, a gdy się pomyliłam, zapamiętywałam na przyszłość jak powinna wyglądać prawidłowa odpowiedź. To normalne, prawda?

Moi rodzice nie zauważali moich starań. Chcieli mnie zmienić. Oni chcieli ideału, jakim nie byłam i nigdy nie będę.

Postanowili załatwić mi "korepetycje". Tzn. ich znajoma miała przychodzić na około dwie godziny dziennie i powtarzać ze mną materiał.

Nie ma sprawy. Ale jak to wyglądało w praktyce?

Wracałam do domu ze szkoły. Ona już tam była i siedziała przy moim biurku, najczęściej korzystając Z mojego komputera. Kazała mi jeść obiad. Zrobione. Następnie przysiadała ze mną do nauki. Siedziała u mnie od +/- 13 do około 23, maksymalnie do 1 w nocy. Przerwę na pójście do ubikacji miałam raz na dwie godziny. Nie mogłam jeść nic w trakcie naszej nauki. Za każdym razem gdy czegoś nie rozumiałam, ona mnie biła. Miałam pełno siniaków na rękach czy nogach. Krzyczała na mnie, a gdy płacząc nie umiałam się uspokoić, zaczynała mnie okładać pięściami.

Od tego czasu zaczęłam się zapadać w głąb siebie. Nie rozmawiałam z nikim. Ta cała chora sytuacja trwająca około rok/dwa tak bardzo zniszczyła mnie i moja psychikę, ze teraz na lekcjach boję się udzielać. Gdy znam odpowiedź na zadane pytanie, nigdy się nie zgłoszę do odpowiedzi. Bo co jeśli ktoś znowu mnie uderzy?

Pytacie gdzie w tym wszystkim byli rodzice? W pokoju obok. Właśnie tak. Nie reagowali na moje skargi, krzyki i płacz po nocach. Liczyło się dla nich tylko to, że miałam lepsze oceny.

Po co to piszę? Właściwie nie wiem, chyba chciałam się tym z kimś podzielić. Za 3 dni zacznie się szkoła, teraz będę już w drugiej gimnazjum. Odczuwam paniczny lęk związany ze szkoła, a to wszystko przez zwykłe "korepetycje".

Wnioski wyciągnijcie sami.

#IOy4H

Mając 18 wracałam z imprezy pociągiem. Niestety nie zdążyłam na ostatni i na dworu musiałam spędzić godzinę w oczekiwaniu na następny. Na dworcu kręciła się okoliczna elita, która peron uznawała za miejsce spotkań. 4 Sebixy. W jednej łapie papieros, w drugiej piwo, dosłownie na cały ryj się wydzierający.

Trochę się wystraszyłam idącej ekipy w moją stronę. Podeszli do mnie i usiedli obok. Myślałam, że serce wyskoczy mi zaraz. Powiedzieli jakie są ich imiona, porozmawiali, zapytali czemu siedzę tutaj sama o tak później porze (było ok 3 w nocy). Po krótkiej rozmowie zapytali dokąd jadę, odpowiedziałam że w stronę Warszawy. Okazało się, że pomyliłam perony. Ekipa dresów szła obok mnie prowadząc mnie na przeciwny peron.

Stwierdziłam, że są bardzo uprzejmi. "Nie taki dres straszny jak go malują". Jednak się pomyliłam. Nigdy nie chwalcie dnia przed zachodem słońca. Sebixy mnie okradły. Zabrali moja torebkę gdzie miałam kartę kredytową, parę złotych i telefon komórkowy, no i dokumenty.

#Bn3q5

Słowem wstępu: Mężczyzna, 23 lata, dzieci brak, abstynent.

Od ukończenia 18 lat nie wypiłem ani kropelki alkoholu. Po prostu tak jest zdrowiej (wiem że „kieliszek wina” wielkiej krzywdy by mi nie zrobił, ale po co). Nikomu nie wadze, nie namawiam, nie psuje imprez. Po prostu nie pije i już, umiem bawić się bez tego.
Moja partnerka za moją namową również przestała pić.

A teraz kilka „miłych” komentarzy sąsiadów i byłych przyjaciół:
„Dorosły facet i nie pije, piz*a jakaś.”
„Pij, wyjdzie ci na zdrowie.”
„Nie pije bo pewnie po odwyku, kiedyś chlał pewnie.”
„Nie umie się bawić, nie wypił ze mną ani kieliszka.”
„Jego facetka nie lepsza, kobieta po 20 i jak dziecko się zachowuje”
„Czy oni nie rozumieją, że taka abstynencja jest niezdrowa?”

Także ten, w Polsce najwyraźniej nie da się być zdrowym, dojrzałym, towarzyskim człowiekiem bez picia. Serio ludzie, aż tak trzeba się wciskać w cudze życie?

#GPYHW

Miałam ostatnio bardzo zły dzień. Mega wkurzona na cały świat pojechałam na działkę. Mam tam drzewo pod, którym usiadłam i nagle...jabłko spadło mi na głowę. Wzięłam to jabłko, zamachnęłam się przed siebie i rzuciłam z całej siły. Na efekt długo nie trzeba było czekać, przyszła zapłakana sąsiadka z mega spuchnięta twarzą.
Takim oto sposobem nauczyłam się piec ciasto (na przeprosiny), a sąsiadka chodziła przez parę dni z podbitym okiem.

#aNxnx

W naszej klasie dwie osoby chorują na chorobę Hashimoto. O tej chorobie pewnie słyszeliście, również na anonimowych.
Chorzy na nią mają niedoczynność lub nadczynność tarczycy.
Osoby chore na nadczynność mają zwykle kłopot z przytyciem, a z niedoczynnością mają kłopot ze schudnięciem.

W naszej klasie jestem ja, z niedoczynnością, i moja koleżanka z nadczynnością.
Gdy koleżanka na każdym kroku "skarży się" na swoją chorobę, na to, że nie może przytyć - wszyscy jej współczują i akceptują fakt, że już zawsze taka będzie.

Gdy ja, nie wytrzymując docinek, powiem, że przez chorobę mi trudniej schudnąć, mówią: "Ty się tu nie zasłaniaj chorobą, jesteś tak tłusta, że spokojnie się tłuszczem zasłonisz!".


Nie ma sprawiedliwości.
Dodaj anonimowe wyznanie