Jako dziecko byłam szalenie naiwna i łatwowierna.
Dwie z moich starszych kuzynek skrzętnie to wykorzystywały, dokuczając mi albo wmawiając najróżniejsze bzdury, w które ja święcie wierzyłam.
Pewnego wieczoru, kiedy mama wycierała mnie po kąpieli, mała ja wypaliłam:
- Mamo, jak dorosnę, to zostanę dziwką! Bo ona zawodowo jeździ na koniach!
Tak, moje kuzynki wkręciły mi, że dziwka i dżokejka to synonimy.
Wiem tylko tyle, że zarobiły niezły ochrzan od mojej matki.
Moja dziewczyna zapytała mnie dzisiaj całkiem na poważnie, czy jestem gejem. Zaprzeczyłem i spytałem skąd w ogóle jej coś takiego przyszło do głowy. Okazuje się, że płakanie po śmierci kogoś z rodziny jest gejowskie i oznacza, że chce się uprawiać seks z innymi facetami.
Moja znajoma chciała nauczyć swoją 8-letnią córeczkę opiekuńczości i poczucia obowiązku i adoptowała psiaka ze schroniska, spełniając tym samym marzenie młodej o posiadaniu zwierzęcia.
Młoda, jak i cała rodzina psinkę wręcz ubóstwiała, pies z nimi spał, wylegiwał się na kanapie, nie pojechali na wakacje, bo nie było go z kim zostawić; generalnie traktowali go jak członka rodziny. Nagle młoda zaczęła się czuć źle, wymiotowała, mdlała, traciła czucie w kończynach. Lekarze, szpitale, diagnoza - rzadka choroba o ciężkim przebiegu. Młoda mogła od czasu do czasu, kiedy tylko jej stan na to pozwalał, przyjeżdżać do domu, warunkiem były dość sterylne warunki i żadnych zwierząt.
Znajoma z wielkim bólem serca dodała ogłoszenie na "spotted" pewnego miasta, że odda małą, posłuszną i wychowaną psinkę tylko w dobre ręce, ze względów rodzinnych. To była ostateczność, nikt pomimo starań nie mógł "przechować" psa do momentu wyzdrowienia małej. Odpowiedzią na ogłoszenie był jeden wielki hejt. "PIES TO NIE ZABAWKA", "JESTEŚ NIEODPOWIEDZIALNA" , "JAK TY BYŚ SIĘ CZUŁA JAKBY CIĘ ODDALI" i wiele innych, pojawiały się nawet wyzwiska.
Może warto czasem wstrzymać się z komentarzem, jeśli nie zna się sytuacji?
Co jakiś czas obdzwaniam moich bliskich i mówię im, że ich kocham. Boję się, że ktoś z nich może ukrywać depresję, a mój telefon może przypomnieć im, że są dla mnie ważni.
Mam 15 lat i nie czuję smaków. Od dziecka nic co jadłem albo piłem nie miało smaku, po prostu nic, nie wiem czemu, ale tak jest (mam węch, ale to nic nie zmienia). Zdarza się wiele sytuacji, gdzie moi znajomi pytają się dla przykładu: chcesz czekoladowy czy truskawkowy budyń ? Ach, no tak, ty nic nie czujesz (no cóż, przy czym się uśmiechają), ale ja się tym nie przejmuję, a wręcz przeciwnie, czasami odpowiem, żeby wziąć oba, to sobie wymieszam.
Ostatnio było nawet ciekawie. Kiedy bylem na noc u przyjaciółki (było jeszcze paru znajomych), oglądałem film, a mój organizm stwierdził, że zdecydowanie pora na porcelanowy tron, nie było mnie z jakieś 10 min. Kiedy wróciłem i kontynuowałem jedzenie, zobaczyłem, że koledzy podśmiechują się ze mnie kiedy jem, ja nic sobie z tego nie robiąc zjadłem do końca. Wtedy do pokoju wpadła przyjaciółka, widocznie przestraszona, bo znajomy jej powiedział, że włożyli mi kawałek psiej kupy do tortilli (no bo przecież nic nie czuję). Chciała mnie ostrzec, ale było za późno. Ja nic sobie z tego nie robiłem, powiedziałem, że było lepsze od pizzy (nie wiem jak smakuje) i powiedziałem, że następnym razem on spróbuje tortilli z odchodami.
Poszedłem przepłukać usta, dokończyłem film, przyjaciółka znajomych wypieprzyła z domu, ubrałem się, pożegnałem i poszedłem do domu.
Bez obaw, zmieniłem znajomych. Przyjaciółka też.
Jestem zdania, że nie powinno się oceniać człowieka przez pryzmat pochodzenia, wieku, wyznania, wykształcenia. Ale po trzech latach studiowania jest pewna grupa ludzi, która z każdym rokiem irytuje mnie coraz bardziej. Mowa o obcokrajowcach.
Na zajęcia z naszą grupą chodziła dwójka obcokrajowców, którzy potrafili się przedstawić, powiedzieć, jaki mamy dzień tygodnia – i to wszystko. Początkowo przeszkadzali, każąc tłumaczyć prowadzącym każde zdanie, mając w głębokim poważaniu, że przez nich omówienie nawet najprostszego tematu jest wydłużane do godziny i nie starcza czasu na trudniejsze zagadnienia. Na pytanie jednego z kolegów, co tu robią, skoro nic nie rozumieją po polsku, zaczęli trajkotać po swojemu. Wyłapaliśmy z tego szczebiotu tylko „stypendium, pieniądze, akademik”.
Nie było opcji, by obcokrajowiec nie zaliczył semestru. Sama miałam kilka poprawek, niektóre przedmioty obejmowały po prostu bardzo dużą ilość materiału, którego nie zawsze udało mi się opanować. Im oblanie nie groziło. Sami cieszyli się, że prowadzący muszą im wszystko pozaliczać. Dorabiałam w sklepie obuwniczym, a z pensji musiałam opłacić pokój w akademiku, kupić jedzenie, opłacić kartę miejską. Irytowało mnie, gdy wieczorami, po pracy, szłam do kuchni, by przygotować sobie posiłek, a stojący obok studenci – w tym właśnie obcokrajowcy – radośnie umawiali się na popijawę w klubach, bo „już im doszły stypendia i dopłata”.
Wielu z nich miało bardzo złe zdanie o Polakach. Kiedy przyrządzałam sobie jedzenie w kuchni, obok mnie jakaś dziewczyna zostawiła talerz z resztką kiełbasy. Po chwili wróciła do kuchni przerażona, spojrzała na mnie, na talerz i czym prędzej porwała go z blatu. To samo z masą innych rzeczy ~ trzymanie papieru toaletowego, mydła, ręczników, większości produktów spożywczych w pokojach z obawy, że Polacy mogą im to ukraść. I nie są to moje wymysły, ja i moi znajomi byliśmy świadkami rozmowy, jak jedna z nich mówiła do drugiej, że rodzice radzili jej tak robić, bo w Polsce każdy kradnie.
Kontroler w tramwaju przyłapał kiedyś obcokrajowca, jak jedzie bez ważnego biletu. Mówił mu, że zawsze musi mieć przy sobie bilet, a chłopak tylko „tak, tak, będy miał, zawse będy miał” – i tyle. Czy to by przeszło, gdyby typek urodził się tutaj?
Notoryczne przymykanie oczu na występki. Zarówno w akademiku (krzyki po nocach, butelki w kuchni, pety na korytarzu), jak i na uczelni (jawne ściąganie w czasie testów, brak pracy domowej). Pomijam już typowo chamskie czy wręcz bezczelne zachowania, nawet w miejscach publicznych – dotykanie, gwizdanie za dziewczynami, plucie pod nogi.
I tak, wiem, że w każdej chwili gdzieś niedaleko mnie jakiś Polak zachowuje się dokładnie tak samo, nikogo nie usprawiedliwiam. Ale ta niesprawiedliwość w ocenie i traktowaniu jest zarówno przykra, jak i wkurzająca.
Całe życie szukałem idealnej kobiety. Najpierw miałem dziewczyny ślicznotki, ale uznałem, że muszę mieć inteligentną.
Znalazłem taką, ale była strasznie niedowartościowana, więc ją rzuciłem.
Znalazłem dziewczynę inteligentną, a zarazem ładną i dowartościowaną i ożeniłem się z nią.
Niestety byłem za młody i za słaby, więc stała się jędzą bez szacunku, która tylko czekała na mój słaby ruch, aby mnie dobić.
Rozwiodłem się, następnie zakochałem w pięknej dziewczynie, która okazała się... narcyzką.
I to był punkt zwrotny, ta kobieta mnie zniszczyła, musiałem składać się od nowa - i to było dobre. W końcu jestem dojrzały, ogarnięty i nie chcę żadnej kobiety w moim życiu. Amen.
Dziś zerwał ze mną chłopak, czuję się okropnie. Tylko że nie powinnam się tak czuć. Powinnam się cieszyć. Był okropnym człowiekiem.
Zaczęło się od tego, że zaczął bić w ścianę przez jakąś grę, ale później to ja stałam się ścianą. Przy każdej kłótni wmawiał mi, że nic nie osiągnę i nie jestem warta niczego. Popychał mnie, kopał, pluł i dusił mnie mnóstwo razy. Miałam wrażenie, że moje łzy i ból sprawiają mu satysfakcję. Groził, że w nocy poderżnie mi gardło i zrobi krzywdę naszemu pieskowi. Sprawy łóżkowe też były na każde jego zawołanie, nieważne, czy płakałam z bólu, czy uciekałam od niego… Nie wiem, jak mogłam mu to wybaczyć, ale wybaczyłam, a on obiecywał, że nigdy taki nie będzie. Potem stwierdził, że problem jest we mnie, bo widzi, że już nie okazuję mu miłości. Po miesiącach męczarni on ograniczył swoje zachowania do praktycznie zera. Ja nadal nie mogłam się przełamać i stałam się obojętna dla niego. Chwilę przed zerwaniem wracały jego zachowania. Znowu zaczynał być taki jak kiedyś.
Co mam ze sobą teraz zrobić?
Nie jestem do końca normalny, zdaję sobie z tego sprawę. Od dawna. Mam trochę problemów. Z ludźmi, z relacjami. Nie rozumiem, czemu ludzie wokół mnie ciągle mają problem ze mną i w ogóle, ale nie o to mi chodzi. Chodzi o kobiety. Nigdy nie było mi łatwo. W zasadzie nie miałem wymagań, chciałem tylko być w związku, a i tak prawie żadna mnie nie chciała. Najpierw była Marlena. Dzieliło nas prawie 300 km. Prawie nigdy się nie widywaliśmy. A potem już w ogóle. Nie chciała, żebym do niej dzwonił ani pisał. Mówiła, że jestem toksyczny i narcystyczny, ale nie umiała wytłumaczyć, o co jej chodzi. Zerwała ze mną. Przez jakiś czas prosiłem, żeby wróciła, ale nic to nie dało. Prosiłem, póki mnie wszędzie nie zablokowała, a nie mogłem pojechać do niej, bo nie znalazłem jej adresu. Nie mogłem o niej zapomnieć. Przez lata. Szukałem jej, ale bez powodzenia. Potem poznałem inną dziewczynę. I od razu zapomniałem o tamtej, ale ta relacja była kalką z poprzedniej, mimo że trwała tylko kilka miesięcy, a tamta osiem lat. I znów, stała się moją obsesją. Trzy lata. Trzy lata szukałem o niej informacji. Poznałem kolejną. Momentalnie zapomniałem o poprzedniczce. Początkowo bajka. Prawie taka jak sobie wymarzyłem. Wystarczyłyby tylko drobiazgi do zmiany, a wtedy byłaby moim ideałem. Ale i tu relacja zaczęła wyglądać jak poprzednie. Nie w sensie widywania się, ale też powiedziała, że jestem niedojrzałym i toksycznym narcyzem. Nawet użyła tych samych mniej więcej słów co tamta. I ona stała się moją obsesją jak tamte, ale... Poznałem kolejną dziewczynę, a nie zapomniałem o tej. Nadal czuję te wszystkie negatywne emocje. Nie rozumiem, zawsze działało poznanie kolejnej kobiety. I obserwuję jej media społecznościowe, bywam w okolicach, gdzie robi zakupy, gdzie mieszka. Ja wiem, że to dziwne i nie rozumiem, czemu poznanie kogoś innego tym razem nie pomogło. Nowa dziewczyna nic nie wie, ale coraz trudniej jest mi ukryć to, co robię, kiedy tak znikam. Ta chora sytuacja trwa już trzy lata. Chcę przestać, ale to jest zbyt silne. Tym bardziej że ona sobie ułożyła życie, a ja nie czuję się szczęśliwy. Życzę jej, żeby rozstała się z facetem. Nie chcę, żeby była szczęśliwa, gdy ja nie jestem. Chciałbym jej pokazać, że przegrała, gdy mnie zostawiła. Chcę, żeby los ją ukarał za to, że ona mnie tak zraniła, gdy ja jej ufałem, że nigdy nie odejdzie. Była taka oddana, a tu totalnie z zaskoczenia koniec. Nie chcę, żeby obecna mnie zostawiła i skupiam się przede wszystkim na tym, żeby się dopasować. Wydaje się zadowolona. I chcę przestać myśleć o byłej...
Moi rodzice, odkąd pamiętam, byli bardzo zapracowanymi ludźmi. Ojciec wracał z pracy, jadł coś, ogarniał higienę osobistą i zasypiał przed telewizorem. W tym czasie matka przychodziła do mojego pokoju, siadała na skraju łóżka i rozmawiała ze mną. Potem kładła się obok mnie i kazała włożyć sobie rękę pod koszulkę i dotykać jej piersi. Mówiła, że to całkiem normalne, że w taki sposób zapoznam się z kobiecym ciałem i gdy kiedyś będę miał dziewczynę, nagość nie będzie dla mnie tematem wstydliwym. Później musiałem przez kilka minut całować ją w usta, dekolt i szyję. Miałem 10 lat. Gdy miałem 11 lat, doszło do tego wchodzenie na mnie. Siadała w okolicy krocza, zataczała delikatne koła biodrami i całowała w usta. Nic więcej.
Rodzice się rozwiedli, gdy miałem 12 lat, opiekę przyznano ojcu, a mi zakazano kontaktu z nią.
Do tej pory zastanawiam się, co by się stało, gdyby ojciec nie przyłapał matki na zdradzie i nie rozstał się z nią. Mam już ponad 20 lat, a tę rutynę pamiętam, jakby to wydarzyło się wczoraj. Jak przez pierwsze kilka tygodni ze strachu sztywniały mi nogi, jak ze wstydu nie mogłem spojrzeć ojcu w oczy. Jak po kilku tygodniach zrozumiałem, że jestem bezsilny i to będzie trwało.
Aż w końcu jak po dwóch latach z przerażenia zsikałem się w majtki, gdy ojciec nagle wszedł do mojego pokoju, nakrywając nas.
Dodaj anonimowe wyznanie