#SQXpg

Pewnego razu po lekcjach wpadłem na idiotyczny pomysł.

Podobała mi się pewna dziewczyna a mi się ubzdurało, że jak podejdę do niej i podniosę jej spódniczkę to ona się we mnie zakocha. Zamiast się zakochać strasznie się wkurzyła i namówiła swoje przyjaciółki do zemsty. Dziewczyny dopadły mnie i rozebrały. Zostałem w majtkach, butach i skarpetkach. Starałem się ukryć w krzakach i przeczekać aż na drodze zrobi się pusto ale 4 śmiejące się wniebogłosy dziewczyny przeganiały mnie z miejsca na miejsce.

W końcu dorośli nas złapali, wszyscy dostaliśmy karę a ze mnie naśmiewano się jeszcze przez kilka lat.

#rNIiX

7 lat temu urwałam kontakt z najlepszym przyjacielem. Nawet więcej niż tylko przyjacielem. Wyznał mi miłość i przetrwaliśmy w związku 2 lata.
5 października dowiedziałam się o moim nowotworze. Powiedziałam mu o tym dopiero po paru dniach i zaczęłam nalegać na rozstanie.

Może to i nierozsądne, ale doskonale wiedziałam, czego chcę. Nie byłam w stanie patrzeć jak rak wyniszczałby nas oboje. Mnie fizycznie, jego psychicznie. Spierał się, stawiał i zapewniał, że mnie nie opuści. I tego nie zrobił, bo to ja opuściłam jego.
Mój rak gościł w jego życiu przez rok. Odcięłam się od niego. Kazałam mu znaleźć kogoś innego, kogoś zdrowego, kogo nie straci przez durną chorobę. Obiecał mi, że się postara pod warunkiem, że ja zwalczę to cholerstwo. Po wielu próbach udało mi się wyrwać z sideł nowotworu.

Tydzień temu na niego wpadłam. Dosłownie zderzyłam się z nim, wybierając pomidory w sklepie. Mnie wypadły warzywa, a jemu portfel i siatka z zakupami. Pamiętam jak kątem oka patrzyłam jak wszystkie nasze zakupy krążą po sklepowej posadzce.
W ostateczności doszło do tego, że pozbieraliśmy wzajemne zakupy i musieliśmy się nimi wymienić. Nie wiem, ile staliśmy w tym sklepie, ale nie miało to najmniejszego znaczenia.
Chciałam wiedzieć co u niego. Jak ułożyło mu się życie. Czy ma do mnie uraz po mojej rezygnacji ze związku.
Okazało się, że ostatnio miał dziewczynę, ale im nie wypaliło. Radził sobie nieźle i w tamtej chwili był zbyt szczęśliwy, by rozmyślać nad naszym rozstaniem.

I wiecie co się okazało?

Wczoraj dowiedzieliśmy się, że tym razem nowotwór zaatakował jego.
Da radę to zwalczyć. Ja dałam, więc on też.
I tym razem żadne z nas nie ma zamiaru się wycofać.

#du4jg

Mam obsesję na punkcie II wojny światowej.

Tematem tym interesuję się od 4 klasy podstawowej i od tamtej pory Holocaust jest obecny w moim życiu. Moja prywatna biblioteczka liczy mnóstwo książek o tej tematyce, wspomnienia, biografie itp., a drugie tyle przeczytałam z bibliotek, artykułów.
Uczestniczyłam co roku w wycieczkach do Auschwitz, byłam obecna na wykładach byłych więźniów obozów, organizowałam sobie spacery do miejsc pamięci w moim mieście. Długo szperałam w rodzinnych archiwach i korzeniach, ciesząc się jak dziecko, gdy odkryłam to i owo.
Na praktykach zawodowych doprowadziłam (oczywiście niechcący) do płaczu staruszkę pytając o czasy wojny - niewzruszona przeczekałam, aż miła pani się uspokoi i opowie. Gdy czyta się o okropieństwach, samemu powoli się znieczula na pewne aspekty. Przez tyle lat zainteresowanie zrodziło się w obsesję.

Ostatnio dostałam pracę.
W firmie.
W niemieckiej firmie produkującej gazy.

#1ZdUm

Długo zbierałam się do opisania tego, co mi się przydarzyło, dodając po drodze parę innych historii. Myślę, że w końcu nadszedł ten czas.

Miałam chłopaka. Poznaliśmy się przez wspólnych znajomych i szybko okazało się, że bardzo dobrze się dogadujemy.
Na początku cud, miód, orzeszki, jak to zazwyczaj na początku bywa. Później okazało się, że chłopak miewa gorsze dni, "nie powiem o co chodzi, bo nie chcę cię martwić". Jak się można było domyślić, martwiło mnie to i to bardzo, więc porozmawiałam z jego przyjaciółką, która uświadomiła mnie, że chłopak jest śmiertelnie chory, a lekarze dają mu góra 2 lata życia.
Postanowiłam być dzielna i przełknąć wiadomość o chorobie, pomóc mu jak tylko będę mogła i wspierać jak tylko się da. Nie zostawię przecież człowieka tylko dlatego, że choruje, prawda?

No i to był mój błąd. Kiedy zauważył, że mi na nim zależy, a do tego martwię się jego chorobą, zaczął wykorzystywać to do scen zazdrości. Wyszłaś do znajomych? Jasne, idź sobie, ja się tu ponudzę. Śmiałaś nocować u kolegi całą grupą znajomych, bo gość przyjeżdża do kraju raz do roku raptem na kilka dni, a się przyjaźnicie? Mhm, super. Idź sobie do niego, skoro nic dla ciebie nie znaczę.

Z czasem robiło się to coraz gorsze. Urodziny u rodziny, znikam z komunikatora na kilka godzin, bo nie wypada siedzieć z nosem w telefonie - albo scena zazdrości, albo miał w tym czasie wypadek związany z chorobą i była u niego karetka. Nie mogłam się zdrzemnąć, bo zarzucał mi, że jest nieważny, bo się nie odzywam. A jeśli śmiałam odpalić jakąkolwiek grę i grać bez niego (nawet jeśli powiedział, że on nie będzie w nią grał), to następowała obraza majestatu. Żebyście widzieli awanturę jaką mi zrobił, gdy na Skypie zaczepił mnie ktoś z gildii...

Wszystko to niszczyło mnie psychicznie - chciałam wytrzymać, tłumaczyłam sobie to tym, że się boi, jednocześnie denerwowałam się i bałam o jego stan, bo choroba mogła dać o sobie znać w każdej chwili...

Do czasu, aż tak zaplątał się w swoich kłamstwach, że wszystko wyszło na jaw. Przyłapałam go na pomniejszym kłamstwie raz, drugi, trzeci, a jak pytałam, o co chodzi, to nagle milkł... I odzywał się za pół godziny, mówiąc, że miał zawał i była karetka. Zawał. Trzy razy w tygodniu, po czym karetka jechała sobie do szpitala, nie biorąc go nawet na badania.
W trakcie owego zawału widziałam go online w grze.
Po czasie wyszło też na jaw, że ściemę ze śmiertelną chorobą wciska wszystkim, choć tak naprawdę nic mu nie dolega.

Puenty nie będzie, bo nie każda chora osoba jest zła. Tyle tylko, że z jego "choroby" ja mam teraz nerwicę, depresję i parę innych przyjemnych stworzonek biorących się ze stresu w trakcie diagnozy...
I nie, nie jesteśmy razem, gdyby ktoś miał wątpliwości. Zrobił mi to, wiedząc, że ktoś już kiedyś mnie skrzywdził...

#NWlVL

Razem z moim sąsiadem z domu "bliźniaka" lubimy się powkurzać czasami. Kiedy odkurzałem, puściłem na cały dom AC/DC Highway to hell, sąsiad przyszedł do mnie i zapytał się co ja odwalam. Odparłem, że słucham muzyki i sprzątam.
Po chwili usłyszałem Stairway to Heaven... prosto od sąsiada.

#ZIYCd

Myślicie, że w życiu ucznia nie jest nigdy ciężko?

Godzina 8.30, budzę się. Lekcje na 7:15. Pierwsza reakcja - znowu zaspałam! 
Szybka reanimacja, prysznic, makijaż, umycie/wysuszenie włosów, pakowanie się, branie batona w zęby i jedziemy z koksem. Godzina 9:15. O cholera, jednak mam na 9:50! Bo dzisiaj piątek, koniec tygodnia. Dupa uradowana, dobra, przeżyję. Uradowana spokojnie ubieram kurtkę, zdążę do szkoły.

Prawie przy wejściu pod szkołę - cholera! Nie mam telefonu. A w etui kasa na picie, którego nie wzięłam (zawsze tam trzymam pieniądze) + miałam zapłacić za wycieczkę.
Bieg, płacz, jestem pod domem.
Dobra, gdzie by ten telefon był?!
Doczłapuję do wejścia.
Mama z uśmiechem otwiera drzwi, daje mi telefon. Ja szok...
- Mamo? Co ty tu robisz, nie masz 1 zmiany?
- Jest sobota, kochanie, ale jak już wyszłaś, to możesz iść po chleb. Tylko następnym razem nas tak nie budź, bo w weekend chcemy się wyspać.

#7ggvB

Jakiś czas temu wracałem z wujkiem z Giżycka, zatrzymał się przed nami biały samochód i wyrzucił przez okno zawiązaną reklamówkę.
Oczywiście wujek musiał się zatrzymać i sprawdzić co było w reklamówce.
Był tam malutki piesek. Piszczał, był przerażony, nie wiedział co się dzieje.
Mój chrzestny był strasznie zły, próbował gonić mężczyznę, który wyrzucił tę małą kulkę przez okno.
Niestety, pojechał inną drogą i tak to się skończyło.

Pies ma się dobrze. Nie jest duży, ale do najmniejszych nie należy.
Powoli przyzwyczaja się do ludzi. Boi się tylko jeździć samochodem :) .

PS Życzę temu kolesiowi, żeby ktoś go tak kiedyś wyrzucił przez okno :).

#sfD68

Krótka historia o tym, jak nie odbierać domofonów.

Siedziałam sobie sama w domu, w szlafroczku, kawusia, wyśmienity humor, akurat jakiś wolny dzień w środku tygodnia. Dzwoni do mnie przyjaciółka, która mieszka w bloku obok, że przyjdzie do mnie, bo chciałaby coś tam ode mnie pożyczyć. Dosłownie chwilę potem dzwoni domofon. Mnie udzielił się sielankowy nastrój, chciałam sobie pośmieszkować z przyjaciółki, więc podnoszę słuchawkę i niskim, ponętnym głosem mówię: "Haaalo, tu rezydencja państwa Iksińskich, zboczona pokojówka Ania"...
I teraz wyobraźcie sobie moją minę, gdy słyszę zmieszany męski głos "Eee, dzień dobry, kurier" i kolejną, gdy oblana purpurą musiałam odebrać paczkę od bardzo przystojnego, młodego kuriera.

Nie, nie jest moim mężem, niestety.

#HgzT8

Jestem najmłodszym dzieckiem w rodzinie i mam kilkoro starszego rodzeństwa. Parę dni temu skończyłam osiemnaście lat - wiadomo, ważny dzień. Spotkania z rodziną, przyjaciółmi, życzenia, prezenty, uściski, wzruszenia.
Największą niespodziankę sprawił mi mój ojciec. Składając życzenia powiedział, że skoro wszyscy już jesteśmy odchowani, nic go tu już nie trzyma i od nas odchodzi. Dzięki, tato.
Dodaj anonimowe wyznanie