#OsTst

Okres dziki, okres zły.
Zawsze mam jakiś zapas podpasek w zanadrzu, ale tym razem Czerwona Niagara dopadła mnie dzień za wcześnie i uderzyła z taką siłą, że ledwo stałam o własnych siłach. Zaglądam do szafki i widzę, że nie mam tylko podpasek na noc (w moim przypadku są one niezbędne przez co najmniej dwa pierwsze dni, o nocy nie wspominając). Łapię za telefon i dzwonię do swojego chłopaka, który akurat jakiś czas temu wyszedł właśnie do sklepu.

Pytam, czy mógłby mi kupić podpaski, a on zaczął wymigiwać się ogromną kolejką, że już długo stoi, że duży ruch, że podpaski daleko itp. itd. Gdy wrócił, oberwało mi się po uszach, że faceci nie powinni kupować takich rzeczy, tak jak kobiety nie powinny kupować gumek (akurat nie widzę tu większego problemu). Jego ojciec dla matki podpasek nie kupował, to i on nie będzie tego robił. Ciekawi mnie, czy po porannym obudzeniu się w kałuży krwi zmienił zdanie...

#n3vBW

Jestem w zaawansowanej w ciąży i jechałam dziś autobusem miejskim. W mieście jak zwykle korki i strasznie dłużyła mi się ta podróż.

W pewnej chwili strasznie zachciało mi się siku, tak bardzo, że ciężko było mi wytrzymać. Myślałam, że dam radę, ale nagle kichnęłam, no i stało się... Mój pęcherz nie wytrzymał i popuściłam.

Żebyście widzieli moją zażenowaną minę, kiedy pasażerowie autobusu wpadli w panikę po tym, jak myśleli, że odeszły mi wody...

Było mi wstyd, ale plusem było to, że w końcu poczułam ulgę.

#syjyg

Pewnego razu, będąc jeszcze w liceum pokazałem mamie zdjęcie klasowe. Ta wskazała na jedną z moich koleżanek i stwierdziła, że to będzie jej synowa. Nie miała pojęcia, że byliśmy razem.

Za parę miesięcy jej życzenie się spełni. Ania w czerwcu wychodzi za mąż, za mojego starszego brata.

#p8WrS

Historię przypomnieli mi rodzice podczas dzisiejszego obiadu.

Miałam wtedy około 10 lat. Wiedziałam czym są prezerwatywy i do czego służą (niestety).

Jako dzieciak bardzo lubiłam grzebać rodzicom w ubraniach, często je ubierałam i udawałam, że jestem dorosła (do czego mi się wtedy spieszyło?!).

Pewnego pięknego dnia, z racji późniejszej godziny lekcji w szkole, mając pusty dom, stwierdziłam, że się poprzebieram. W tym okresie była "faza" na taki luźny, skejterski styl. A więc tym razem moim celem była szafa taty. Grzebię, grzebię, znalazłam kilka fajnych rzeczy, aż nagle... czuję jakieś małe pudełeczko. W głowie już wizja słodyczy, a więc czym prędzej wyciągam znalezisko. Tak, zgadliście, to były prezerwatywy. Nie wiem co miałam wtedy w głowie, ale werdykt był niepodważalny: tata zdradza mamę. Przecież nie było opcji, żeby moi rodzice uprawiali seks, niby kiedy i gdzie, poza tym... nie, oni i seks? Nie w tym życiu! Moi rodzice na pewno nie.

Zostało tylko jedno obmyślić plan, jak zawiadomić mamę, że muszą wziąć rozwód.
Cały dzień w szkole z natłokiem informacji nie byłam w stanie się skupić. Trzeba jakoś rozładować emocje, nie mogę być jedyną osobą, która wie. Postanowiłam wyżalić się koleżance, której rodzice są właśnie po rozwodzie. Udałyśmy się więc w najbardziej tajne szkolne miejsce, czyli toalety. Dla totalnego kamuflażu nawet zgasiłyśmy światło. Opowiedziałam jej co się stało. Zaczęłyśmy obmyślać już gdzie i z kim będę po rozprawie mieszkać.

Reszta dnia w szkole zleciała na planowaniu jak porozmawiać z rodzicami.
Kiedy wróciłam do domu, od razu zarządziłam rodzinne spotkanie w kuchni. Kazałam rodzicom usiąść naprzeciwko siebie i nie mówić nic, dopóki ja nie skończę.
Tutaj zaczyna się istne apogeum żenady. Moja wypowiedź brzmiała mniej więcej tak:
Mamo, tato. Podejrzewam, że jest to jedna z naszych najtrudniejszych rozmów w życiu. Zacznę od mamy: mamo, jesteś świetną kobietą, cudowną matką i zasługujesz na wszystko co najlepsze w życiu, dlatego musisz poznać prawdę.
Tato, ty natomiast całe życie byłeś dla mnie wzorem do naśladowania, uważałam, że jesteś porządnym człowiekiem. Nigdy bym nie pomyślała, że byłbyś w stanie to zrobić. Chcę, żebyś wiedział, że mój szacunek do ciebie spadł do poziomu 0.
Otóż rodzice, ciężko mi to inaczej powiedzieć, więc walnę prosto z mostu: mamo, tata cię zdradził i mam na to niezbite dowody!

Wtedy rzuciłam na stół opakowanie prezerwatyw. Po czym dodałam: zdecydowałam, że po rozwodzie chcę mieszkać z mamą.
Spodziewałam się płaczu i krzyków, wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy patrząc na rodziców ujrzałam, jak zerkają na siebie i się śmieją.
Zaraz po tym tata wyszedł, a mnie i mamę czekała bardzo trudna rozmowa o tym, że ludzie w wieku przed 40 również uprawiają seks w małżeństwie.

#Ps83J

Będąc w gimnazjum przypadło mi dostarczenie 2 prezentów na "mikołajki" - moja chorowita przyjaciółka nie mogła być wtedy w szkole.

Ja wylosowałam wychowawczynię.
Konserwatywna, bez poczucia humoru, wyniosła... Mogłabym jeszcze długo wymieniać podobne, trafnie opisujące ją przymiotniki. Sympatią jej nie darzyłam, lecz respekt we mnie wzbudzała, więc postawiłam na klasyczny upominek - ozdobną figurkę związaną z jej profesją.
Pora na odbiór prezentu od chorej przyjaciółki i dostarczenie go do klasy. Przez identyczny papier do pakowania, nasze podarki wyglądały łudząco podobnie. W drodze do szkoły powtarzałam sobie "tylko nie pomyl prezentów, nieogarze".

Wchodzę do klasy, rozpakowuję się i idę przywitać ze znajomymi, zostawiając wszystkie toboły na ławce. Jakiś nadgorliwiec postanowił zebrać wszystkie prezenty i ustawić pod choinką lekcję wcześniej. O zgrozo, oba były niepodpisane, co okazało się w trakcie rozdawania. Z daleka wydawało mi się, że rozpoznaję swój pakunek, który powędrował do wychowawczyni. Prezent chorej przyjaciółki trafił do klasowego żartownisia. Chyba każdy miał ochotę utrzeć mu nosa, a mikołajki były do tego wymarzoną okazją. Wśród chłopaka zebrał się wianuszek ciekawskich uczniów, czekających na rozpakowanie niespodzianki. Sama też zerkałam. Co zobaczyłam? Mosiężny globus...

W myślach modliłam się, żeby wychowawczyni nie odpakowała jeszcze swojego prezentu. Za późno. Tłumaczenia o pomyłce nie pomogły, skończyłam z pałą za niestosowne żarty.
 
Przynajmniej mina nauczycielki na widok wielkiego, gumowego penisa z dopiskiem "Pora sobie ulżyć" wszystko mi wynagrodziła :D

#qINaX

Dni mojej miejscowości, niedziela, godzina 1:34, impreza trwa, ja ledwo stojący na nogach czuję, że muszę skorzystać z toalety. Mówię znajomym, żeby poczekali na mnie w tym miejscu, a ja idę do kibla, bo się zaraz zesram. Spoko.

Idę w poszukiwaniu toalety i widzę niebieskie kibelki z napisem toi toi, stoją na samym końcu naprzeciwko sceny. Nie mając innego wyboru biegnę tam, już na miejscu czuję, że mi gówno majty pocałowało. W międzyczasie wchodzi gwiazda wieczoru - Brathanki. Wszystkie oczy zwrócone na scenę, a ja duszę klocka na samym końcu tego "stadionu" i śpiewam sobie cicho aktualny utwór "CZERWONE KORALE, CZERWONE NICZYM WINO...". Utwór się skończył, postanowiłem zakończyć sprawę. Obracam się na lewo, prawo patrzę pod siebie, za siebie, na sufit, WSZĘDZIE - nie ma papieru... Myślę co by tu zrobić, wołam. Nikt mi nie odpowiada. Wiec postanowiłem wyjść z kibla i przejść do drugiego, który stał obok, było ich pięć.

Tak więc goły od pasa w dół wychodzę, nikt nie patrzy, wszyscy są plecami, jakieś 1000 osób, i modlę się, żeby ktoś nie zaczął krzyczeć, że goły obsrany koleś idzie do kibla.
Udało się, raczej niewiele osób mnie zobaczyło, a jeśli już, to byli pijani.
Oprócz wszystkich członków zespołu, ponieważ patrzyli oni idealnie na wprost, na mnie.

Do tej pory jak słyszę "Czerwone korale" to mam jakiś dziwny dreszczyk...

#e7CIg

W wieku 9 lat straciłam ojca. Po pewnym czasie zaczęłam "przyjaźnić się'' z pewnym mężczyzną. Oczywiście nie była to przyjaźń od początku, rozwijało się to długo. Bardzo mnie wspierał, z racji swojego statusu nie mógł mi zastąpić taty, ale można powiedzieć, że tak go traktowałam. Wiedziałam, że mogę z każdym problemem do niego pójść, że zawsze mi pomoże. Mama cieszyła się, że mam w nim wsparcie, zresztą nie byłam jedyną osobą, której pomagał.

Gdy miałam 13 lat, moja mama zginęła w wypadku, potrącił ją pijany kierowca. Do tej pory, choć minie niedługo dziesięć lat, nie mogę tego zrozumieć, to była bardzo głupia i niepotrzebna śmierć. On od tego momentu był jeszcze bliżej, ufałam mu jak nikomu innemu, myślę, że kochałam go nawet bardziej niż babcię, która od śmierci mamy się mną opiekowała. Był dla mnie ideałem, najważniejszy na świecie, bałam się, że jeszcze jego stracę. I tak wspieraliśmy się wzajemnie, aż w pewnym momencie zrozumiałam, że kocham go w inny sposób. Nie powiedziałam mu tego nigdy, ale czułam, że oddałabym za niego życie, że to przeznaczenie, a on... Wykorzystał to.

Dokładnie w moje 15 urodziny bardzo brutalnie mnie zgwałcił. Mój świat po raz kolejny runął. Straciłam tak ważną osobę, ogromnie się zawiodłam. Nic nie wyrazi co wtedy czułam. Potem okazało się, że jestem w ciąży. Próbowałam trzy razy się zabić, zrezygnowałam z tego w 7 miesiącu ciąży. Postanowiłam że urodzę i wychowam. Dziś Michałek ma 7 lat. Nie wie, że jest synem starszego ode mnie o 35 lat księdza...

#ei8Rk

Jechałem sobie rowerem bez trzymania kierownicy po dalekiej od ulicy, prostej i szerokiej drodze dla rowerów.

Z naprzeciwka jechał sobie jakiś dziadek w kostiumie kolarza. Gdy mnie mijał, powiedział "Trzymaj tę kierownicę, pacanie".

Przez to, że się odwrócił w moją stronę, wjechał w drzewo, które rozdzielało drogę dla rowerów na dwie części.

#ECIyd

Wybraliśmy się z klasą do kina, na "Wołyń". Czekamy, aż pozwolą nam wejść na salę. Czeka również starsze małżeństwo, które spogląda na nas z pogardą. Gdy już wszyscy zasiedli na swoich miejscach, da się słyszeć głos starszego pana: "I po co te gówniarze tu, i tak nic nie wiedzą", na co jego małżonka "Racja, tacy jak oni nie powinni byli przychodzić".

Fajnie, że nic nie zrobiliśmy, nawet nikt głośno nie rozmawiał.
A o co mi chodzi?
Otóż podczas filmu 2 razy (!) zadzwonił owej pani telefon i jakoś nie spieszyła się go wyłączyć... Gdy zwróciłam jej z koleżanką uwagę za drugim razem, jej mąż powiedział,  że nie będzie go jakiś młodzik pouczał...
A później mówią, że "młodzież niewychowana".
Co jak co, ale szacunek dla takiego filmu to chyba wypada mieć.

#GVMLh

Mając 15 lat, bez problemu mogłam kupić papierosy i alkohol.
Teraz mam lat 30, męża i dzieci. Często zdarza mi się usłyszeć "poproszę dowód", gdy chcę kupić wino do kolacji. Ostatnio byłam na spacerze z dziećmi, zaczepiła mnie starsza pani. Zapytała, czy jest mi ciężko samej wychowywać dwójkę dzieci w tak młodym wieku, czy mam zamiar skończyć szkołę i czy ojcowie poczuwają się do odpowiedzialności za swoje pociechy....
Pani dość szybko wyjaśniłam swoją sytuację, ale nie wiem, czy się śmiać czy płakać...
Dodaj anonimowe wyznanie