#DpIz7

Święta zbliżają się wielkimi krokami, w związku z tym kłótnia na temat Jurka Owsiaka i WOŚP-u.

Bardzo często słyszę, że to złodziej i oszust. Przytakuję, uśmiecham się i siedzę cicho słuchając wyrzutów, tłumiąc w sobie to, co chcę za każdym razem uświadomić tym osobom.

Żadne dowody nie stłumią mojego uczucia, gdy widziałam jak mama ze łzami w oczach opowiada mi jak siedziała i ryczała patrząc na niemowlę urodzone dzień wcześniej, leżące spokojnie i cichutko pod cepapem, podłączone do maszyny, dzięki której oddycha i dzięki której jest na tym świecie już przez 16 lat. Maszyny całej oblepionej serduszkami Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Tym niemowlęciem byłam ja. Dlatego właśnie jestem wolontariuszką WOŚP-u i z dumą zbieram pieniądze, przyczyniając się do uśmiechu wielu ludzi: rodziców, którzy widzą jak ich dzieci i  dzieci, które widzą jak ich starsi już rodzice wracają do zdrowia dzięki sprzętom zafundowanym przez WOŚP.

Kochajmy, pomagajmy. A jeśli jesteś przeciwko, to Twoja sprawa. Nie musisz trąbić o tym naokoło ;)

#SAlhG

Dzisiaj idąc do kościoła na godz. 18 na swojej ulicy minęłam się z sąsiadem, który wsiadł do samochodu. Grzecznie powiedziałam "dobry wieczór" i ruszyłam w stronę głównej drogi z racji tego, że zimną o tej porze moja ulica za bardzo nie przyciąga. Idąc już główna droga słyszę, że koło mnie zatrzymuje się samochód.
- Podwieźć cię? - usłyszałam męski głos.
- Nie, dziękuję bardzo, idę z koleżanką - odpowiedziałam sąsiadowi, po czym ruszyłam w stronę domu znajomej.
- No podwieźć cię czy nie?- słyszę głos lekko zdezorientowanego mężczyzny. Odwracam się w stronę samochodu już trochę wkurzona, bo spieszyło mi się strasznie i widzę za kierownicą mojego ojca, który chyba nie bardzo wiedział co się właśnie stało.

#nhvjN

Sytuacja miała miejsce kiedy miałam ok. 11-13 lat. Moja siostra, która jest starsza ode mnie 9 lat miała wtedy chłopaka, który wkrótce stał się jej narzeczonym, a później mężem. Ale do rzeczy.

Mój obecny już szwagier co jakiś czas przejawiał wobec mnie dziwne zachowania. Byłam wtedy tak naprawdę jeszcze dzieckiem, paręnaście lat temu nie byłam tak „uświadomiona” jak obecna młodzież w tym wieku. Szwagier często lubił się ze mną „bawić”, zaczepiać mnie, żartować. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że kilka zabaw skończyło się tym, że miałam malinkę na szyi. Udawał po prostu, że mnie gryzie i tak zostawiał ślady. Ja wtedy nie wiedziałam nawet, co to jest malinka, dopóki któraś ze starszych koleżanek w szkole nie zauważyła i nie zaczęła się śmiać. Wtedy już wiedziałam, że powinnam się tego wstydzić.

Pewnego razu nocowałam u siostry. Leżałam na łóżku przed telewizorem, po chwili szwagier położył się obok mnie i też oglądał, a w międzyczasie znowu zaczął mnie łaskotać itp. Siostra brała wtedy kąpiel. W pewnym momencie powiedział „bo jak Cię złapię!” i złapał. Za krocze. Takiego wstydu jak wtedy nigdy nie poczułam. Wiedziałam już wtedy, że to coś złego. Nigdy nikomu jednak o tym nie powiedziałam, zaczęłam go odpychać przy takich „zabawach”, chyba w końcu zrozumiał, że nie będę już więcej niewinnym dzieckiem, które nic nie potrafi zrobić. Nigdy nie poruszyłam tego tematu, staram się tego nie wspominać, mam z nim normalne relacje. Do dziś nie wiem dlaczego tak się zachowywał. Jest mi wstyd, że na to pozwalałam, ale z drugiej strony wiem, że to jego zachowanie było złe.

Mają dwie córki. Mam nadzieję, że tylko ja byłam jego obiektem do tych żarcików, ale przysięgam, że jeśli kiedyś zauważę, że robi im to samo, wtedy już mu nie popuszczę.

#i4swH

Wiecie co to jest wstyd? Wstydzić się kogoś z rodziny? Ja niestety wiem...
Przykład?
Wnuki dostają od dziadków paczki na mikołaja. Tylko że zamiast ładnie podziękować... Te wnuki odkładają z tych paczek kilka rzeczy, bo im marka tych słodyczy nie pasuje... Np: ptasie mleczko inne odłożą, bo muszą mieć tylko to z WEDLA, a wafelki muszą być tylko te z napisem GRZEŚKI i żadne inne nie mogą być!

Te dzieci rodziców mają i nie są z jakieś "patologii", ale mają takiego typu wymagania, bo rodzice ich wychowują tak, że wszystko im wolno i wszystko im się należy... Wystarczy, że kiwną palcem i to mają.

Ciekawi mnie tylko jakby sobie kiedyś poradzili, jakby ich przypadkiem bieda dopadła; czego im nie życzę... Ale też nie zazdroszczę takiego wychowania i takich "luksusów".
Tylko dziadków mi szkoda...

*Historia prawdziwa z mojego otoczenia :(

#YHG8t

Byłam dzisiaj we Wrocławiu z przyjaciółką. Spędziłyśmy miło dzień i czekając na autobus postanowiłyśmy usiąść sobie na ławce w parku. Kiedy właśnie chciałyśmy zrobić sobie pamiątkowe selfie, usłyszałyśmy za sobą hałas. Okazało się, że jakiś facet za nami bezwstydnie wypiął się i zaczął srać za ławką. Nie obchodziło tego pana publiczne miejsce ani to, że byłyśmy tuż obok. Załatwił swoją potrzebę i poszedł dalej. My oczywiście zmieniłyśmy miejsce siedzenia, ale najbardziej żenujące jest to, że kilka metrów obok parku jest toaleta publiczna, za którą nie trzeba płacić.
Przestaję wierzyć w ludzi.

#mda0o

Ku pokrzepieniu serc - historia o przedświątecznym akcie dobroci :)

Studiuję zaocznie w Gdańsku, a na co dzień mieszkam w Kielcach. Właśnie po weekendowym zjeździe wracałam autem do domu. Przy wjeździe na autostradę zatankowałam za 190zł i dopiero przy kasie zorientowałam się, że nie mam w torbie portfela (jak się potem okazało - na szczęście leżał bezpiecznie zagrzebany w pościeli w wynajmowanym mieszkaniu).

W każdym razie stałam sobie radośnie na Orlenie bez gotówki, karty, żadnego dowodu tożsamości, prawka, dokumentów samochodu ani niczego przydatnego. Nie miałam po kogo zadzwonić żeby przyjechał i mnie wykupił. Ktoś z kolejki zaproponował żebym zapłaciła za pośrednictwem aplikacji mobilnej, ale jako dumna posiadaczka telefonu starego typu (może jestem dziwna, ale jakoś nie potrafię się przekonać do tego dotykowego ustrojstwa) takiej możliwości również nie miałam. W tym momencie prawie dostałam załamania nerwowego.
Uratowała mnie bardzo miła Pani Kasjerka, zakładając za mnie z własnej kasy.

Jeśli czyta Pani to wyznanie - jeszcze raz bardzo dziękuję. Są jeszcze na świecie dobrzy ludzie :)

#iuvUb

Dostałem od losu niezwykły dar: potrafię puszczać bąki i bekać całkowicie bezgłośnie.

O ile zawsze zdawałem sobie sprawę z niebezpieczeństw puszczania zabójczych cichaczy przy ludziach i pozwalałem sobie na to jedynie w samotności lub w dużej grupie uniemożliwiającej identyfikację sprawcy, o tyle bekaniem nie przejmowałam się wcale. Bekałem wesoło sam i przy kimś, przy stole, w aucie, w czasie miłych tete a tete. Po co się przejmować, skoro tego ani nie widać, ani nie słychać, ani nie czuć...

...a właśnie, co do tego ostatniego...

Ktoś życzliwy uświadomił mi niedawno, że jednak czuć, i to bardzo.

Całe życie w błędzie :/

#7MUNW

Do dziewczyny z bólem zamostkowym, po dwukrotnym omdleniu, z ciężkim trudem oddychającej, nie chce przyjechać karetka. W końcu dyspozytorka się ugina i wysyła zespół na miejsce.

W karetce dziewczyna dostaje opierdol, że kłamie, że nie chce współpracować, że nie odpowiada na pytania (jak się później okazuje, nie odpowiada na pytania, bo ma niedotleniony mózg, wszystko dochodzi do niej z opóźnieniem). Diagnoza wydana przez ratowników, a potem zespół lekarzy: symulacja. Nikogo nie obchodzi, że dziewczyna z trudem oddycha, że przy pobieraniu krwi ta dosłownie nie chce płynąć do strzykawki, bo jest zbyt gęsta, że ona bardzo źle się czuje i w końcu płacze z ogólnej niemocy i totalnego braku zrozumienia. Wszyscy mają ją gdzieś.

Na SOR-ze pustki, jedynym pacjentem oprócz niej jest pijany nastolatek. Ale nią już nikt się nie zajmuje. Tuż przed wypisaniem z SOR-u, po kilku godzinach totalnego olewania i pokpiwania z pacjentki, zmieniają się lekarze. Zjawia się Pani Doktor, której jednak coś nie pasuje. Prosi o pokazanie badań, jest zaniepokojona wynikami i ogólnym stanem pacjentki. Wysyła dziewczynę na dodatkowe badania, w efekcie ta ląduje na OIOM-ie, podpięta do aparatury walczy kilka następnych godzin o życie. Ku zdumieniu lekarzy z oddziału wygrywa ten pojedynek, ale nie wychodzi z niego całkiem zwycięsko. Choroba zostawia w jej organizmie niezłe spustoszenie.

Kilka kolejnych miesięcy to istna huśtawka, w której każdy kolejny dzień niesie ze sobą pytanie o to, czy go przeżyje. Z efektami ubocznymi walczy do dziś. Wiele z osób, będących na jej miejscu, umiera przed rozpoznaniem choroby, umiera nie wiedząc, że coś im dolega. Lekarze często bagatelizują objawy: złe samopoczucie, słabsza kondycja, ból nogi, gorsza wydajność płuc - takie są pierwsze symptomy, które w tym wypadku również nie zostały prawidłowo rozpoznane przez lekarza rodzinnego. Omdlenie to zwykle ostatni z etapów choroby, po którym najczęściej nie odzyskuje się przytomności i już nie wraca się do życia... Choroba postępuje bardzo szybko, dlatego jej prawidłowe rozpoznanie ma tu kolosalne znaczenie. Nie ma czasu na pomyłki, bo ich ceną jest niejednokrotnie ludzkie życie.

Zakrzepica zatorowo-płucna bardzo często dotyka dziewczyny stosujące antykoncepcję hormonalną. Nie bagatelizujcie jej objawów.

#4Uj1u

Czasami zdarza mi się robić zakupy na bazarze. Ostatnio postanowiłam kupić spodnie na straganie, który prowadzi taka sympatyczna para.
Biorę kilka par i idę mierzyć do auta jako przymierzalni. Już mierzę ostatnie i się decyduję na jedne. Przy zdejmowaniu straciłam równowagę i uderzyłam łokciem o ścianę, stoję w majtkach, kiedy otwierają się drzwi...  Zaskoczony właściciel zaczyna mnie przepraszać, że koleżanka go wysłała, by otworzył drzwi, bo słyszała pukanie i myślała, że się zatrzasnęłam. Ja mówię, że nic się stało, a pan, taki zadowolony: Ależ cała przyjemność po mojej stronie.
Dodaj anonimowe wyznanie