#3IlER

Zawsze w poniedziałki mamy okienko w szkole i czekamy na kolejne zajęcia, najczęściej grając w karty lub odrabiając lekcje przy jednym ze stolików niedaleko sklepiku. Tak było i tym razem, ale przy "naszym" stole ktoś już siedział - samotna butelka Tymbarku. A Tymbark jak to Tymbark, wiadomo, że kusi żeby sprawdzić co jest napisane pod nakrętką. Już się rzucałam w kierunku butli, ale moje biochemicznofizyczne przyjaciółki zaczęły śmieszkować, że może ktoś specjalnie zostawił napój i tak, jak to kiedyś w listach w USA, przesyła w nim śmiercionośne bakterie.
- I co, może wąglika uwolnię? - roześmiałam się.

Pod nakrętką było napisane "Nareszcie wolność"...
Tymbark prawdę ci powie :D

#Z1CeG

Dawno, dawno temu, kiedy miałam jakieś 20 lat, spotykałam się z chłopakiem. Kamil był mega przystojny, wysoki brunet, wielkie, ciemne oczy, a rzęsy wywoływały u mnie zazdrość (cholera, co on we mnie widział?). Kamil oprócz świetnego wyglądu miał super charakter. Pracował, pomagał młodszemu bratu, książkami się wymienialiśmy, bo tak jak ja uwielbiał kryminały. Krótko mówiąc, gdybym miała córkę, życzyłabym sobie dla niej takiego chłopaka.

Zbliżał się nasz pierwszy, wspólny sylwester. Kamil zarezerwował dla nas miejsca w klubie w centrum miasta. Wiecie co zrobiłam? Zerwałam z nim. Bo nie stać mnie było na ciuchy. Skrzywdziłam fajnego chłopaka, bo:
a) byłam biedna
b) wstydziłam się do tego przyznać
c) nie potrafiłam się przełamać i pożyczyć kiecki.

Dziś jestem w bardzo długim związku i czasem z żalem myślę, co by było gdyby.
Kurde, jaka ja głupia byłam...

#z3bUB

Cierpię na derealizację i depersonalizację od ponad 5 lat.
Można to przyrównać do czucia się jak sterowana postać z okularów VR.
Wiem, że to moje ciało, ale jednocześnie nie mam co do tego pewności.

Codziennie czuję się, jakbym wczytywała save z gry, jakbym dopiero, o, już w tej sekundzie, znalazła się właśnie w tym miejscu. Oczywiście pamiętam co robiłam moment temu, ale wydaje się to tak odległe, jakby nie było to moje wspomnienie. Ciągłe wrażenie balansowania pomiędzy snem a rzeczywistością. Czasem mam uczucie, że nie chodzę, tylko płynę. Kiedy mówię, mam wrażenie, że ''mój'' głos płynie jakby z innego wymiaru. Potrafię przesiedzieć nawet godzinę, powtarzając w myślach słowa "i znowu, i znowu, i znowu...". Ciągłe uczucie déjà vu, bezsilność.
Zerkanie w lustro i nie potrafienie dostrzeżenia samej siebie.
Zastanawianie się w trakcie rozmowy, czy to ktoś skończył coś mówić, czy ja. Bo nie jestem w stanie rozróżnić swojego głosu od cudzego.

To tylko cząstka tego, z czym borykam się na co dzień.
Przechodzi mi na szczęście, leczę się. Jednak dzieje się to bardzo, bardzo powoli.
Mam wrażenie, że za wolno jak na moją wytrzymałość...

#HoXZ3

Gdy byłam mała zastanawiałam się, czy można myśleć po angielsku. Pewnego razu podeszłam do mojego kolegi z klasy (urodził się w Niemczech, później przeprowadził do Anglii i teraz mieszka w Warszawie) i zapytałam się w jakim języku teraz myśli, a on spojrzał na mnie jak na jakąś idiotkę i zaczął się śmiać. Do teraz nie dowiedziałam się w jakim języku myśli i wciąż się nad tym zastanawiam. :D

#yPgcQ

Sytuacja wydarzyła się w to lato. Pewnego wieczora wracając z pobliskiego sklepu, na parkingu przed blokiem usłyszałem rozpaczliwe miauczenie. Przeszedłem się po parkingu i pod jednym z samochodów siedział kilkumiesięczny, wychudzony kotek. Miał ładne, białe, zadbane futerko i ciemny ogonek. Nie wiem, czy komuś uciekł, czy ktoś go wyrzucił, w każdym razie zrobiło mi się go bardzo szkoda. Gdy podszedłem bliżej, od razu zaczął uciekać. Jako że w domu sam mam kota, postanowiłem, że przyniosę mu chociaż trochę kociego jedzenia. Zostawiłem mu trochę karmy na sreberku i odszedłem parę kroków, a kotek niepewnie podszedł do karmy i po chwili ją całą zjadł, znikając między samochodami.

Następnego dnia rano, wychodząc do pracy już go nie widziałem, ale zostawiłem na parkingu trochę kociego żarcia, na wypadek gdyby wrócił. Po dwóch dniach znowu usłyszałem jego miauczenie, więc znowu przyniosłem mu trochę karmy. Kotek wyraźnie bał się ludzi, przed każdym uciekał, dlatego zostawiałem mu po prostu karmę i nie próbowałem go na siłę łapać.

Trwało to jakieś dwa, może trzy tygodnie, praktycznie codziennie się "spotykaliśmy", karmiłem go, a po paru dniach zaczął mnie rozpoznawać i wręcz czekać na mnie. Nawet zaczął coraz śmielej do mnie podchodzić, dawał się głaskać, czasem mnie lekko ugryzł dla zabawy.

Bardzo chciałem go zabrać do domu, ale moja mama się nie zgodziła - miała rację, mamy dużego kota, który jest "królem" naszego domu, i po prostu baliśmy się, że nie zniesie intruza na swoim terenie i zrobi małemu krzywdę.

No ale coś trzeba było zrobić. Moja dziewczyna znalazła w internecie adres fundacji, która zajmuje się zabieraniem małych zwierząt z ulicy i szukaniem dla nich domu.
Tego dnia postanowiliśmy, że zadzwonimy do tej fundacji i poszukają dla kotka schronienia. Baliśmy się, że może nie przeżyć zbyt długo sam na ulicy. Spotkaliśmy go, nakarmiliśmy, pogłaskaliśmy, nawet zrobiliśmy mu kilka zdjęć, po czym poszliśmy do mnie, aby zadzwonić. Już mieliśmy wykręcać numer, ale dziewczyna powiedziała żebym sprawdził, czy kotek dalej jest gdzieś na parkingu. Przez okno widziałem jak wyleguje się na parkingu, jednak coś mnie zaniepokoiło. Wokół niego zebrało się trochę ludzi, jakiś pan nawet go "głaskał", co wydało mi się dziwne, ponieważ kotek uciekał przed wszystkimi poza mną. I dopiero wtedy to do mnie trafiło. Zobaczyłem wokół niego kałużę krwi, a kot w ogóle się nie ruszał. Został przejechany przez samochód. Byłem w szoku. Dopiero co go karmiłem i głaskałem, miałem znaleźć mu dom... I nagle nie ma po co już szukać.

Piszę to wyznanie po to, abyście nie zwlekali z pomocą takim zwierzakom - istnieją fundacje czy organizacje które zajmują się bezdomnymi, małymi zwierzętami. Gdybyście widzieli zwierzę w potrzebie - zadzwońcie. Ja do dziś żałuję, że nie zdążyłem.

#nGtT3

Autobus. Ranek. Lekki tłok. 99% pasażerów wkurzonych, bo jedzie do pracy lub do szkoły, jedynie 1% zadowolony - to naprany gostek wracający z jakiejś imprezy.
Drzwi się zamykają, autobus rusza z przystanku i..."Dzień dobry, bileciki do kontroli!". Jeden z kontrolerów podchodzi do imprezowicza. Gostek lekko się prostuje, po czym robi przed oczami kanara zmęczony gest Obi-wana, mówiąc: "Nie potrzebujesz sprawdzić tego biletu!". I nie uwierzycie, obaj kanarzy ryknęli śmiechem. Machnęli ręką nie tylko na mistrza "Jedi", ale odpuścili też spisywanie biednego dziewczęcia złapanego ciut wcześniej. Wysiedli na następnym przystanku, a nasz imprezowicz spał dalej :)

#ycQCO

Święta Bożego Narodzenia jakoś 3 lata temu.

Siedzimy całą rodziną przy stole, mój 6-letni kuzyn siedział obok swojej mamy - mojej cioci i coś "majstrował" przy swoim siusiaku. Ciocia zapytała czy mały może chce siku, na co on oznajmił głośno z uśmiechem:
- Nie mamo, ja tylko sprawdzam czy on jest długi i czy stoi.

Miny całej rodziny i pół godziny śmiechu bezcenne :')

#rXhAQ

Z podstawówki.

Zawsze się dość dobrze uczyłem. W klasie byłem 3 pod względem ocen - dwóch lepszych kolegów to były prawdziwe orły - średnia zawsze powyżej 5, ja oscylowałem zawsze w okolicach 5. Z jednym wyjątkiem - język niemiecki. Pierwsze 10 lat życia spędziłem w mieście pod zachodnią granicą - gdzie zwykłą anteną łapało się niemieckie kanały, a że poziom bajek w porównaniu do TVP był jak niebo a ziemia (ach, te pierwsze anime), więc własnym sumptem nauczyłem się języka na takim poziomie, że poprawiałem nauczycielkę w szkole (która była geograficzką po kursach, więc...). Oceny 5, 6... rzadko jakaś 4 się trafiła. Kolegom tłumaczenia i zadania dyktowałem na zawołanie.

Koniec 8 klasy. Oczekiwałem, że dostanę szóstkę z niemieckiego. Okazało się, że jedyną szóstkę dostał kolega, który ma najlepszą średnią. Jak nauczycielki spytałem że jak, co  wtf?,  to odpowiedziała, że jemu jest potrzebna do jakiegoś tam stypendium, a ona nie może na koniec szkoły szóstek rozdawać. I gówno mogłem z tym zrobić - bo to były czasy, gdzie jeszcze nauczyciele mieli więcej władzy niż uczniowie ;)

#ne00a

Było tu o różnych fetyszach, więc będzie i mój. Jeszcze nikomu się do tego nie przyznałam i prawdopodobnie nigdy tego nie zrobię poza tą stroną, ale podnieca mnie czkawka. Tak, dobrze czytacie.

Z jakiegoś nieznanego mi powodu jest to dla mnie bardzo prywatna i wręcz intymna sprawa, dlatego szlag mnie trafia, gdy ktoś dostaje czkawki, bo wybitnie niezręcznie mi z myślą, że ktoś ze znajomych albo, o zgrozo, z rodziny może być w sytuacji, która mnie podnieca. Sama też nie lubię w towarzystwie dostawać czkawki, ale nie dlatego, że inni mogą się z tego śmiać, tylko właśnie dlatego, że to dla mnie tak intymna rzecz, że głupio mi ją pokazywać światu. Równie dobrze mogłabym się komuś pokazać nago. Czkawka jest dla mnie na tyle podniecająca, że żadne pornosy nie mogą równać się z filmikami na YT, na których ludzie po prostu nagrywają swoją czkawkę.

Naprawdę nie wiem, ile jest osób z takim fetyszem, ale bez względu na liczbę podobnych do mnie osób nie zamierzam nikomu wyjawiać tej tajemnicy.
Dodaj anonimowe wyznanie