#qoKqG

Piątek, trzynastego. Nie jestem przesądna, ale to był najbardziej żenujący dzień w moim życiu.

Mam małą paczkę osób, z którymi się trzymam - przyjaciółkę i kumpla.
Moja przyjaciółka wyznała, że jest lesbijką i że jej się podobam.
Przyjęłam to na niespotykanym luzie.
Zaś kumpel... Powiedział to samo
Zfriendzonowałam dwie osoby.
Nigdy nie czułam się jeszcze aż tak dziwnie.
To były pierwsze osoby, którym się podobałam.
WHY?

#kGqT2

Lubimy z moich chłopakiem różne udziwnienia i ostatnio poszliśmy do klubu dla swingersów (gdzie możesz kochać się z każdym, kto jest w klubie). Wymiany z innymi parami, trójkąty, czworokąty, te sprawy. Stwierdziliśmy, że to będzie naprawdę bardzo fajne.
Nie tylko my. Spotkaliśmy tam kilku moich znajomych z pracy i jednego wykładowcę z mojego uniwerku.

#Q12Zx

Nie mam palca wskazującego prawej ręki. Straciłam go 8 lat temu.

Jak?

Był kwiecień, przed domem czekało drewno do pocięcia, a że mój brat się rozchorował to jako dobra córka postanowiłam pomóc tacie. Pomagałam tacie ciąć drewno na pile tarczowej. Pewnie nic by się nie stało, gdyby tata nie dał mi rękawic takich roboczych ("żeby sobie córka rąk nie poniszczyła").

Mieliśmy niedługo się do domu, gdy ostrze wciągnęło mi rękawicę w trakcie zgarniania trocin z blatu (robiliśmy to co jakiś czas, bo wwiewało nam je w oczy).

Potem było już szybko - dom, szpital i moje negocjacje z lekarzem ile palca ma mi zostawić (sic!).

Po wyjściu z SORu zabolały mnie słowa mojej mamy: "Przecież zawsze chciałaś być oryginalna" - nie chciałam...

Wszyscy mieli i mają do tej pory wyrzuty sumienia o to co się stało, do mnie pretensje o to, że ja do nikogo nie mam żalu i się z tym po prostu pogodziłam.

A wiecie co jest najgorsze?

Całe pół dnia cięcia drewna to ostrze piły mnie hipnotyzowało, przyciągało... Przez moment zaświtała mi myśl: "Jak by to było gdyby mi ucięło palec?"

Teraz już wiem jak to jest...

I wiecie również Wy, Anonimowi, nikomu wcześniej się do tego nie przyznałam i pewnie nikt więcej o tym już nie usłyszy.

#Dq7Dv

Dziś byłam w sklepie, aby kupić coś na prezent urodzinowy dla mojej mamy. Okazało się, że jako ekspedientka pracuje tam moja dawna znajoma, więc oczywiście trochę sobie poplotkowaliśmy.

W chwili gdy dumna pokazywałam jej zdjęcia moich dzieciaków, na ekranie otworzył się MMS od mojego męża, który lubi sobie ze mną pożartować. Tym razem zrobił zdjęcie swojego małego i podpisał "wisisz mi loda".

Wyobraźcie sobie minę mojej znajomej...

#tLek6

Wraz z początkiem II klasy liceum doszła do nas nowa koleżanka - B. Dziewczyna wydawała się sympatyczną osobą, a w bardziej damskim gronie miałyśmy okazję poznać ją na moich urodzinach, na które ją zaprosiłam.

Rodziców nie było, więc polały się procenty. Jak wiadomo, alkohol rozplątuje język. B. po jakimś czasie stwierdziła, że jest lesbijką. Żadna z nas nie przyjęła tego na poważnie. Impreza się skończyła, wszyscy goście się rozeszli i każdy zapomniał o tym zdarzeniu.

B. chyba jednak nie żartowała. Zaczęła pytać dziewczyny z klasy o to jakie noszą majtki, rodzaj stanika itp. Deklarowała przy tym zawzięcie, że nie cierpi osób hetero. Nie ma się więc co dziwić, że nikt z klasy jej nie lubił.

Miarka się przebrała podczas jednego z wf-ów, kiedy zachciało mi się dwójki (spokojnie, dupa mnie nie oszukała) i poszłam do szatnianej łazienki. Przez uchylone drzwi szatni zauważyłam B., która delektowała się zapachem spodni jednej z koleżanek. Wyciągnęłam telefon i nagrałam kilka sekund tego rytuału. Sprawę zgłosiłam do wychowawcy, bo w końcu to był pewnego rodzaju problem wychowawczy.
Wychowawca wezwał dyrektora, pedagoga szkolnego i rodziców B. Cała ta zgraja udała się do pokoju nauczycielskiego. Wychowawca pokazał B. nagranie i zapytał co to ma znaczyć. Ta się rozpłakała i zdołała jedynie powiedzieć: "no bo ja w ten sposób odkrywam samą siebie". No ręce opadły wszystkim zgromadzonym. Nie był to wystarczający argument, a B. została odpowiednio ukarana.
Ostatecznie B. przeniosła się do innej szkoły, uznając, że w naszej szkole jej się nie podobało. Chyba już wiem czemu.

#XY4oz

Jaka może być największa wpadka przed pierwszym razem? Każdy facet boi się, że finał nastąpi zbyt wcześnie, zwłaszcza że jako nastolatek naczytałem się Bravo.
Aby uniknąć tego problemu, na dzień przed "wielkim dniem", który był zaplanowany wcześniej, postanowiłem wielokrotnie rozładować napięcie.

Kiedy już nastała ta wielka chwila, przez ponad godzinę nie mogłem skończyć.

#7nGBu

O tym, jak zostałam potępiona przez zakonnice.

Historia jest dość osobliwa. Jakiś czas temu rozmawiałam z moją starszą ciocią, która jest zakonnicą w pewnym klasztorze. Jak może wiecie, w każdym z takich miejsc jest tak zwana Matka, Przeorysza czy po prostu Dowodząca Jednostką Wysłanniczek Pana Jezusa Chrystusa. Wracając do sedna, zakonnica ta chciała zobaczyć jak wyglądam, ale ze względu na to, że Facebooka nie posiada, spróbowała dowiedzieć się jaka jestem poprzez mój e-mail. No i teraz zaczyna się jazda bez trzymanki, ja nie wiem jak ona na to wpadła, ale najwyraźniej musiała znaleźć moje konto na YT, na którym czasem coś polubię lub walnę jakiś komentarz. Niestety ostatni filmik jaki polubiłam i dałam kom, to let's play Karolka kiedy grał w Outlast, a film był zatytułowany "Zgniatator Jąder ileśtamtysięcy", w dodatku było tam zbliżenie na krocze psychola z Asylum, tak że kiedy siostra to zobaczyła, od razu to powiedziała mojej cioci, ta dała mi takie kazanie przez telefon, że głowa mała. Od tamtego momentu mam codziennie wysyłane na swojego e-maila obrazki z Jezusem oraz gify z kwiatami i aniołkami.

#UykuK

W mroźny wieczór, w dzień Święta Trzech Króli, wracałam z moim chłopakiem do domu. Wchodząc do klatki zapaliłam światło i przestraszyłam się. Na klatce stał bezdomny. Straszył swoim wyglądem, nie wspominając o zapachu, jaki roznosił się po całym bloku z wiadomych przyczyn. Rozzłościł mnie fakt, że wybrał akurat nasz blok i potraktował klatkę schodową jak schronisko dla bezdomnych! Nie miałam ochoty, żeby jakiś „dziki lokator” pałętał się przy moich drzwiach i odpychał swoim zapachem, „niech idzie sobie gdzie indziej!!”, pomyślałam. Wyrzuciliśmy go. Nikt nie miał ochoty wietrzyć całej klatki po jakimś nieudaczniku życiowym, który nie potrafi poradzić sobie z problemami i jest na tyle bezczelny, że włazi tam, gdzie go nikt nie zapraszał!
Następnego dnia wychodząc z bloku, zauważyłam policję i karetkę... Bezdomny zamarzł na 20-stopniowym mrozie po tym, jak wyrzuciłam go z klatki.

TAK TO MOGŁO WYGLĄDAĆ.
LUDZIE, OGARNIJCIE SIĘ!
Jeden mały gest was nie zbawi, a komuś może uratować życie. Tej nocy zmarło z powodu zamarznięcia 7 osób…

A teraz przedstawię Wam prawdziwą historię:

W mroźny wieczór, w dzień święta Trzech Króli, wracałam z moim chłopakiem do domu. Wchodząc do klatki zapaliłam światło i przestraszyłam się. Na klatce stał zmarznięty bezdomny pan (nie śmierdział alkoholem ani papierosami) i ogrzewał sobie ręce o grzejnik. Był przestraszony i jedyne co powiedział z lekkim uśmiechem to: „nie bójcie się”. Po wejściu do domu zrobiło mi się strasznie przykro i stwierdziłam, że zaniosę mu coś do jedzenia. Zeszłam na dół, ale jego już nie było… Wyszłam z klatki, a on szedł szukać ciepła gdzie indziej, ponieważ bał się reakcji ludzi, tego, że go wygonią…
Zawołałam go. Odwrócił się… powiedziałam, żeby wszedł do klatki się ogrzać, dałam mu jedzenie i poprosiłam, żeby jeszcze chwilkę poczekał, to zniosę mu ciepłą herbatę. Zgodził się. W domu znalazłam nieużywany od dawna koc. Jako że mieszkam ze znajomymi, postanowiłam zebrać dla niego pieniądze. Wszyscy dali po 2 zł, wyszło 10 zł. Wszystko zniosłam mu na dół. Był bardzo szczęśliwy, ale pieniędzy nie chciał wziąć, więc sama wcisnęłam mu je w rękę i powiedziałam, żeby jutro kupił sobie coś do jedzenia, a noc ma spędzić na klatce, bo na dworze strasznie zimno i żeby nigdzie nie wychodził. Podziękował, a ja poszłam do domu.

Rano obudził mnie dźwięk domofonu. Chłopak odebrał i otworzył myśląc, że to ulotki.
Wyszedł do pracy. Jednak za chwilę przychodzi z powrotem do domu i daje mi przepiękną białą różę. Pomyślałam, że bardzo miło z jego strony, że wręcza mi kwiatek bez okazji, jednak to nie tak…
Różę wręczył mu ten bezdomny pan, mówiąc: „to dla tej pani, która uratowała mi życie”.

Nie bójcie się pomagać, dobro zawsze wraca.

#eLkuT

Witajcie, Anonimowi.
Od dłuższego czasu czytam anonimowe, czasem napisałam komentarz, ale teraz chciałabym podzielić się z Wami moją historią odnośnie służby zdrowia.

We wrześniu br. poddałam się operacji przepukliny pachwinowej - z prywatnego gabinetu pana ordynatora. Dostałam skierowanie do szpitala, operacja wykonana, wszystko pięknie i ładnie, ale...
Po dwóch lub trzech tygodniach, już nie pamiętam dokładnie, rana bolała cały czas, lecz dodatkowo zrobiła się sino-fioletowa i wyczułam lekkie zgrubienie. Pojechałam do szpitala (mąż mnie zmusił, nie chciałam, żeby mi tam grzebali). Okazało się, że pojawił się ropień i trzeba przeciąć i wyczyścić. Lekarze powiedzieli, abym pojechała na drugi dzień prywatnie do doktora (nie musząc zostawać trzy dni w szpitalu), więc pojechaliśmy do domu. Wieczorem tego samego dnia rana pękła, zrobiła się dziura, ropa wyleciała i to tyle, że tak powiem tytułem wstępu, ponieważ od tamtego momentu spaceruję do lekarzy po dziś dzień.

Inteligentni lekarze czyścili mi ranę, wycinali martwe tkanki, podawali leki przeciwbólowe i antybiotyki, oczywiście badań brak. 5 grudnia wykonałam sama posiew rany i okazało się, że wszczepili mi bakterie gronkowca złocistego szczepu MRSA (kto chętny może o nim poczytać). Lekarze ładnie pozbyli się mnie z gabinetu, przepisali na to antybiotyk i kazali mi się myć szarym mydłem...

Wściekłam się to delikatnie powiedziane, lecz oni byli szybsi, ponieważ powiedzieli, że dokumentacji brak, oni nie mają żadnych papierów, że ja do nich chodziłam, że mi wycinali, nic, zero. Nawet raz receptę, jak byłam w szpitalu w gabinecie zabiegowym wypisali mi na inną osobę (wiem, mój błąd, że przyjęłam - Polak mądry po szkodzie). A co do gabinetu, to raz mnie pielęgniarka wygoniła ze szpitala, bo ja mam taką bakterię i jak śmiem tu przychodzić, bo oni inspekcję mają...

Dużo nerwów zjadłam, nie poczuwali się w ogóle do odpowiedzialności, więc pojechałam do Piekar Śląskich. Tam wyleczył mnie jeden lekarz (złoty człowiek) z bakterii, ale trzeba zrobić na nowo operację, wyciąć siatkę, bo gniję w środku, a to mogą zrobić tylko lekarze "fachowcy"... Wypisał mi na szczęście pewną hmm... rekomendację i myślę, że powinno być w porządku.

Polska służba zdrowia...

#yVKYQ

To było 2 lata temu. Poznałem w liceum całkiem mądrą, ładną i miłą dziewczynę. Siedzieliśmy razem w ławce na lekcjach, gdzie klasy były łączone w jedną dużą grupę i dzielone według poziomu. Zaczęliśmy się spotykać. Pomagaliśmy sobie wzajemnie, odprowadzałem ją - wiecie, takie typowe zachowania, nie będę się rozwodzić. Byliśmy razem przez jakiś czas, jednak nagle postanowiła ze mną zerwać. Zastanawiałem się co się stało.

Jako powód podała, że jest jej zbyt idealnie...
Oj, dziewczyny, trudno wam dogodzić :D
Dodaj anonimowe wyznanie