Jestem jedynym chłopakiem w rodzinie, który nie umie tańczyć. Co wesele, to dramat, bo jak tu poznać kogoś fajnego, kiedy twoje nogi po prostu cię nie słuchają.
Jednak będąc kiedyś w klubie, trochę się gibałem w rytm muzyki bez odrywania nóg od podłogi i w końcu udało mi się poznać super dziewczynę.
Po kilku miesiącach zostaliśmy zaproszeni na ślub. Pomimo że uczciwie jej tłumaczyłem, że nie umiem tańczyć, że klub to nie parkiet weselny, ta nadal się upierała: Masz dwie nogi? Umiesz chodzić? To znaczy, że tańczyć też umiesz. I tak w kółko, aż do pamiętnego dnia.
Powiem tyle. Trochę wypiłem. Coś we mnie weszło i nieoczekiwanie stałem się atrakcją wieczoru. Wpadłem na środek sali i już po kilku minutach moja dziewczyna chciała mnie zachęcić do wypicia kawy zamiast. Jej plan pokrzyżował ośmioletni Michał, który starał się mi dać kilka lekcji hip hopu, ku uciesze reszty gości. Kiedy już leżałem na podłodze, nad moją głową pojawiła się postać na oko trzyletniej dziewczynki: Cemu lezys? Nie umies chodzić? Moja dziewczyna, czerwona ze złości odparła: No, chodzić też najwyraźniej nie potrafi! W tym momencie Michał z poważną miną odparł: Nie martw się. Kobiety takie już są.
Piona, Michał!
Podczas wieczornego mycia zębów mój chłopak oblał wodą moją rękę, po czym stwierdził "Jesteś już mokra, grę wstępną mamy za sobą".
A myślałam, że już niczym mnie nie zaskoczy...
Kiedy miałem kilka lat, odkryłem szafkę z pornosami mojego ojca. To były przeważnie gazetki, których sam zapach przenosił mnie w niebezpieczną i tajemniczą przygodę odkrywania tego co dla dzieci zakazane.
Dopiero kiedy jako nastolatek zacząłem odkrywać właściwości i możliwości mojego penisa, zrozumiałem, czego to tak naprawdę był zapach.
Udało mi się w życiu. Mam bardzo dobrą pracę, własne mieszkanie, mogę pozwolić sobie na fajne wakacje. Problem w tym, że spędzam tam bardzo długie godziny i jestem chronicznie zmęczona. Pewnego ranka byłam tak nieprzytomna, że skompletowałam garderobę, zrobiłam makijaż i pojechałam do pracy w kapciach. Kiedy weszłam do biura, koleżanki natychmiast zwróciły uwagę na moje nowe buty. Z miejsca zaczęły się komplementy, pytania o to jaki to projektant i wchodzenie mi w tyłek.
Wiedziałam, że kłamią i robią to z uprzejmości, chociaż kapcie nie były dość drogie. I wiecie co? Przez resztę dnia wspominałam swoje koleżanki z liceum. Niektóre wyszły za mąż, niektóre mają dzieci, nie wszystkie zaszły tak daleko jak ja, ale to były najszczersze super babki z poczuciem humoru. Brakuje mi tych spotkań i śmiechu aż do łez. Żałuję, że kontakt się urwał, ale nic straconego. Dziś już rozumiem, że prawdziwa, szczera przyjaźń to największy skarb.
Dziewczyny mnie na bank zrozumieją.
Otóż kupiłam sobie tą czarną maseczkę. Wiecie o czym mowa. Nakładasz to na lico, a potem za cholerę nie możesz tego odkleić, modląc się o swoje brwi, a czasami nawet o nos i resztę twarzy... No więc zamówiłam. Myślę sobie będzie kupa śmiechu jak to nie zejdzie. No i była, bo ten czarny smar najpierw nie chciał zastygnąć, a przy ściąganiu przypomniałam sobie modlitwę do św Rity od spraw beznadziejnych, a rzadko się modlę. Najgorszy był nos (gdyby zabieg wykonywał Michael Jackson, obawiam się że oderwałby z nią całą głowę). Usunięcie jednego wągra (tak jednego), uznałam za minimalny sukces, wiadomo trzeba dostrzegać pozytywy. W sumie cała moja twarz była gładka, więc po tygodniu powtórzyłam zabieg (swoją drogą kobiety to straszne masochistki urodowe).
I tutaj mogłabym już zakończyć swój wywód, ale wczoraj robiłam sobie makijaż. Promienie słońca delikatnie muskały moją twarz i wtedy zauważyłam że mam zarost. Wąsy i brodę żeby uściślić. Wiecie taki jasny meszek jak u nastolatka tylko długi! Dziękuję ci internecie, nareszcie mogę spełnić swoje marzenie i pracować w cyrku... jako goryl albinos...
Nie mam dzieci i chyba mieć nie będę, ale moja siostra ma syna. I dzisiaj ubrałam się na czarno, ponieważ odszedł z tego świata chomik mojego siostrzeńca.
Na początku obydwie z siostrą starałyśmy się zachować powagę i upewnić się, że ceremonia pogrzebowa odbywa się jak należy. Ukradkiem patrzyłam na siostrę, starając się nie roześmiać w głos. W pewnym momencie siostrzeniec wyciągnął z kieszeni pomiętą kartkę i zaczął czytać: "Kochany przyjacielu Rodżerku, pamiętam jak się razem bawiliśmy i pogryzłeś mi trochę kołdrę. I jak z mamą braliśmy cię na stół, żeby dać ci jedzonko i miałeś takie śmieszne policzki. Wiesz, będę ciebie zawsze kochał".
Teraz nie wiem, czy chcę dziecko, czy tego chomika...
Ten moment kiedy przy porannej kawie, matka po raz setny wypytuje czy masz już kogoś, a ukochany owczarek niemiecki Voltar, majestatycznie kładzie jej na kolanach mój nowy wibrator.
Kiedy pierwszy raz leciałam samolotem, byłam tak zestresowana, że zapytałam stewardesę, czy mogę uchylić okno i kiedy będzie postój.
Od najmłodszych lat byłem (jestem) bardzo szczupłą osobą, a oto historia z tym związana.
Parę lat temu, gdy raz w tygodniu wieczorem moja rodzinka oglądała serial Dr. House, w jednym z odcinków tytułowy bohater wyciągnął z pacjentki tasiemca. I młody ja przekonany, że też go na pewno posiadam, postanowiłem interweniować. Do dziś nie wiem jak wpadłem na ten pomysł, ale chcąc go zatruć wypiłem 3 łyki płynu do mycia naczyń. Jak się domyślacie, zaniepokojona mama zawiozła mnie na pogotowie, gdzie poza lekami na biegunkę lekarz musiał wykonać badania na obecność tasiemca, bo krzyczałem, że na pewno tam jest.
PS Byłem zdrowy - pozdrawiam wszystkich z bardzo szybką przemianą materii :)
Jechałam ostatnio w mocno zatłoczonym autobusie.
Na jednym z przystanków wsiadła młoda, atrakcyjna pani z dzieckiem i próbowała przecisnąć się między ludźmi nieco dalej, puszczając synka przodem. Po tym jak udało im się przejść kilka kroków jej synek odwrócił się, pokazał palcem na stojącego niedaleko faceta i zapytał głośno na cały autobus: "Mamo, a dlaczego ten pan nosi coś twardego w spodniach?".
Wspomniany pan zaczerwienił się, schylił głowę i po paru minutach ulotnił się jak tylko pojawił się na horyzoncie następny przystanek.
Dodaj anonimowe wyznanie