W okresie gimnazjum chodziłam na dodatkowe zajęcia taneczne organizowane w szkole. Pewnego razu nauczycielka postanowiła wytłumaczyć na moim przykładzie pewną figurę. Będąc w centrum uwagi, dumna jak paw, bo tylko mi to dobrze wychodzi, rozpoczynam swój pokaz. Cisza jak makiem zasiał.
Podczas wyginania i napinania się, stało się to. Z mojej strefy intymnej wydobył się głośny dźwięk brzmiący jak pierd. Wszyscy w śmiech, nauczycielka próbuje wytłumaczyć, że to była moja stopa, a ja czerwona jak burak. Nigdy więcej się nie cieszyłam z tego, że wszyscy na mnie patrzą.
Pracuję jako ekspedientka w sklepie. Dzisiaj wpadło do sklepu trzech chłopców, oblało mnie wiadrem lodowatej wody i uciekło.
Postanowiłam zadzwonić do szefowej i zapytać, czy mogę zamknąć sklep i pójść do domu, aby się przebrać.
Szefowa nie odebrała, więc postanowiłam pójść szybko do domu, przebrać się i wrócić. Tak też zrobiłam.
Po godzinie byłam z powrotem w sklepie, lecz po dwóch godzinach byłam znowu mokra. No i znów zadzwoniłam do szefowej, ona nie odebrała, więc zrobiłam to samo - zamknęłam sklep i pobiegłam się przebrać.
Gdy wróciłam, obok sklepu stała szefowa. Zwolniła mnie. Stwierdziła, że powinnam stać i sprzedawać nawet jeśli byłam cała mokra.
Je*any lany poniedziałek.
Historia będzie dotyczyć programu telewizyjnego pt. "Jeden z dziesięciu".
Za każdym razem, gdy padało pytanie z kategorii "Dania i napoje", byłam święcie przekonana, że chodzi o narodowe trunki Danii.
Przez około 3 miesiące trwałam w tym błędnym przekonaniu, pomimo że padały pytania nie tylko o napoje.
W tamtym czasie program oglądałam praktycznie codziennie.
Mój ojciec prowadzi małą, ale fajną knajpkę na obrzeżach miasta i kocha swoją robotę. Akurat wtedy miał urodziny i jak co roku zamiast wziąć wolne, to pracował od rana do nocy. Postanowiłem zrobić mu niespodziankę życia.
Tak się składa, że jeden z moich kumpli jest Draq Queen. Potrafi się zrobić na każdą gwiazdę, więc wymyśliliśmy, że tym razem dla beki wcieli się w Magdę Gessler. Tego dnia zszedłem po schodkach do knajpy, żeby zbadać teren. Było to wczesnym popołudniem, więc na sali siedziały tylko trzy osoby. Kumpel z burzą blond loków i w ciemnych okularach usadowił się w kącie sali, a ja spokojnie oddaliłem się do kuchni. Zanim tam dotarłem, dwóch stałych klientów po kilku głębszych zaczęło sobie coś szeptać i to był znak, że plan chyba wypali.
Wchodzę, witam się z ojcem, składam mu życzenia i mówię, że w barze czeka na niego niespodzianka. W tym momencie wpada zdyszana kelnerka pani Danusia, horror w oczach, biel na twarzy i drze się:
- Panie Kaziu, ale pan nic nie mówił, że będą kuchenne rewolucje!
- A co? Nowe patelnie przyjechały? - Ojciec chciał trochę przyśmieszkować, ale nie był pewien co się dzieje. Szybko zajrzał na salę i wtedy zaczęła się jazda.
Pani Danusia kategorycznie odmówiła podania karty, więc ojciec został na linii ognia. Zaczął się tłumaczyć, że jedzenie jest dobre i ma się czym pochwalić, jeszcze moment i bym parsknął śmiechem. W końcu idzie. Ja za nim. Kumpel wstał bez słowa i podał ojcu płaszcz. Potem szalik. Ściągnął okulary i położył na stole. Ojciec już chciał odejść, żeby powiesić rzeczy celebrytki, a kumpel barytonem: Jeszcze to! i podał mu perukę. Ojciec zaczął się śmiać, bo załapał o co chodzi, wtedy na sali rozległ się huk. Pan Janek, stały bywalec, po kilku głębszych z wrażenia nie trafił na stołek. W ogóle się tym faktem nie przejmując krzyknął: a mówiłem, pani Danusiu, że te włosy to są udawane!
Moja babcia jest najlepsza. Siedzimy kiedyś przy stole i temat zszedł na krępujące sytuacje. Oczywiście temat przypadł do gustu mojemu bratu i zaczął zadawać babci różne pytania. Widząc, że babcia pokonuje go doświadczeniem, młody pyta: No a w kościele? Gdybyś tak siedziała w ławce, a tu bąk? Na to babcia bez chwili zastanowienia: To bym się obróciła za siebie i z niesmakiem na twarzy popatrzyła na osobę siedzącą za mną!
Wyznanie jak wyznanie, ale nie zdajecie sobie sprawy ile razy porada babci mi życie uratowała.
Jestem bardzo nieśmiałą osobą.
Od kiedy pamiętam, zawsze się wstydziłam powiedzieć cokolwiek mojej rodzinie jeśli chodzi o jakiekolwiek związki. Jest to główny powód tego, że jeszcze nigdy nie miałam chłopaka.
W czasach szkolnych miałam adoratorów, ale nigdy nie pozwoliłam się nikomu do mnie zbliżyć, żeby nikt z rodziny się o tym nie dowiedział. Myślałam, że jestem jeszcze za młoda, że jest to bardzo dziwne, niepoprawne.
Mam teraz 20 lat i poznałam chłopaka, jednak planując i wybierając się na spotkanie, robiłam to tak aby tylko nikt się nie zorientował.
To głupie przeświadczenie nadal we mnie jest. Wesela, spotkania rodzinne - zawsze sama, przeciwnie co do mojego rodzeństwa. Raz nabrałam odwagi i chciałam powiedzieć siostrze cokolwiek o moim życiu, ale stchórzyłam.
Próbuję wyjść na osobę, która nie potrzebuje uczuć, miłości, a życie jest dobre takie jakie jest, ale to nieprawda. Czuje się samotna, jednak nie wiem czy kiedykolwiek zrobię coś w tym kierunku.
Przecież to wszystko jest ludzkie, naturalne, jednak nie mam sensownego wytłumaczenia, dlaczego tak jest.
Zacząłem wątpić w prawdziwą przyjaźń.
A wszystko zaczęło się od momentu, kiedy mój najlepszy przyjaciel, którego znałem od piaskownicy, wyciął mi numer tylko po to, aby wpasować się w grupę "popularnych" chłopaków z naszej klasy.
Chodzę do drugiej klasy liceum. Jak na chłopaka jestem dość mizerny i mam uczesanie jak typowy Justin Bieber z czasów młodości, rurki i te sprawy. Nie, nie jestem gejem. Ani bi. Mam, a raczej miałem dziewczynę, którą straciłem właśnie przez tę całą sytuację.
Wracając do sedna sprawy.
Pewnego wieczoru, gdy odrabiałem lekcje i uczyłem się na sprawdzian, mój przyjaciel do mnie zadzwonił. Odebrałem jak zawsze i usłyszałem roztrzęsiony głos w komórce, zaczął mówić, że już nie daje rady, że to dla niego za dużo. Próbowałem się dowiedzieć o co chodzi, ale na koniec powiedział tylko, że to nie jest rozmowa na telefon i czy może wpaść. Oczywiście się zgodziłem, lekcje stanęły na drugim miejscu, przyszedł do mnie, usiedliśmy i zaczęliśmy trudną rozmowę.
Wyznał mi, że od dłuższego czasu się we mnie kocha, że nie wiedział jak mi to powiedzieć, że bardzo chciałby ze mną być, a jak go odrzucę, to się zabije. Później zaczął gadać od rzeczy, jakieś bzdury. Pomyślałem, że jest pod wpływem procentów bądź coś. Oczywiście, że nie był.
Próbowałem z nim na spokojnie porozmawiać i stwierdziłem, że przemyślę to.
Wiedziałem, że nie dam tym sobie pewności, że on sobie nic nie zrobi. Więc zanim wyszedł, złapałem go i zmuszając się do tego po prostu go pocałowałem. Cóż..
Przyjaźń była dla mnie ważniejsza od dziewczyny, mogłem się zmusić do bycia gejem tylko po to, aby mój przyjaciel po prostu przy mnie był.
Zerwałem z moją dziewczyną następnego dnia.
Po trzech tygodniach mój niby chłopak, niby przyjaciel powiedział mi, że to był taki test, czy jestem gejem. Cała klasa dowiedziała się o tym, a nawet nauczyciele, i psycholog, która zorganizowała w naszej klasie lekcję na temat tolerancji.
Nie, nie jesteśmy razem. On dostał się do swojej nowej paczki przyjaciół. Ja zerwałem z nim wszelkie kontakty. Nawet do moich rodziców doszła sprawa, że prawdopodobnie jestem gejem.
Przez pieprzone trzy tygodnie dałem się dotykać, całować i robić głupie rzeczy dla jego dobra, tylko po to aby dowiedzieć się, że to był głupi żart. A raczej test.
Straciłem dzięki temu super dziewczynę, której raczej już nie odzyskam.
Jestem pośmiewiskiem w szkole. Moi rodzice ciągle chcą mnie namówić na szczerą rozmowę, abym przyznał się do bycia gejem, którym nie jestem.
Nikomu nie powiedziałem prawdy. Bo pomimo, że naprawdę go nienawidzę, postanowiłem nie rozgrzebywać gówna, bo bardziej by śmierdziało.
Jestem zły na siebie, i na niego, ale czas leczy rany. A ludzie w końcu zapomną.
PS Jeśli to czytasz, to żałośnie całujesz. Pozdrawiam :)
Właśnie leżę i konam ze śmiechu.
Moja siostra wróciła od stylistki paznokci, siedzi na klopie i rozkminia jak zaaplikować sobie papier po dwójce, tymi szczypcami z kosmosu.
Ludzie ogarnijcie się, są pewne granice! Już wystarczy, że większość brwi robiona jest od cyrkla, a rzęsami można rozpędzać demonstracje. Za niedługo w drogeriach będzie można kupić tapetę na kilogramy. Chociaż i tak patrząc na niektóre makijaże, mam wrażenie, że to z marketu budowlanego. Nie ogarniam! I czy tylko ja mam wrażenie, że większość lasek wygląda tak samo?
Mój chłopak zrobił mi scenę zazdrości po tym, jak powiedziałam, że chciałabym przygarnąć pieska ze schroniska.
Mam kumpla - Grzesia, który jest największym psychofanem "Gwiezdnych Wojen", jaki chodzi po naszym ziemskim globie. Wszystkie filmy ma w jednym palcu, a mimo 35 lat na karku regularnie nabywa wszelkiej maści gadżety, koszulki, figurki i inne totemy związane z tradycją tego dziwnego, geekowego plemienia.
Ostatnio spotkaliśmy się z kumplami na piwku w plenerze. Był z nami Grześ, więc oczywiście wszyscy co chwilę rzucali zabawnymi złośliwościami na temat starłorsowego kultu i jego wyznawców. Kiedy byliśmy w sklepie, pani sprzedawczyni nie miała jak mi wydać 2 złotych, więc poprosiłem ją o zdrapkę za taką kwotę. Nabytek od razu wręczyłem Grzesiowi i rzekłem naśladując ekscentryczną mowę Yody:
- Przyjmij to, młody padawanie. Niechże ci artefakt ten jasną stronę mocy okaże...!
8000 złotych, które wygrał przeznaczył na podróż do USA na największy konwent fanów "Gwiezdnych Wojen". Zrobił to chyba tylko po to, aby codziennie wysyłać mi zdjęcia. Grześ na baranach Chewbakki, Grześ mierzwi cycek księżniczki Lei, Grześ za sterami Sokoła Millenium, Grześ obsługiwany oralnie przez Yodę.
Nieźle rozegrane, karmo!
Dodaj anonimowe wyznanie