Nie wiem jakim cudem to się stało, ale po sytym melanżu usnąłem w aucie. Spało się wyśmienicie, skórzane i regulowane fotele, dużo miejsca itp. Powiem, że dobrej klasy auto.
Niby nic takiego, gdyby nie to, że auto stało na parkingu dosłownie 5 metrów obok mojej klatki oraz nie było moje. Sąsiad rano się mocno zdziwił, jak zobaczył mnie na tylnym siedzeniu w swoim wozie... Do dziś nie wiem jak się tam dostałem.
Dwa lata temu poznałem najwspanialszą przyjaciółkę, idealną w każdym aspekcie. Jest wysoką, piękną brunetką o piwnych oczach, a co najważniejsze - inteligentną kobietą.
Rok temu rozpoczął się nasz ''związek'', poznała mnie z swoimi rodzicami, chodziłem do niej na coniedzielne rodzinne obiadki i zostałem bardzo polubiony.
Miesiąc temu jej mama przyjechała do mnie z płaczem i powiedziała mi, że nie może mnie oszukiwać, usłyszałem historię o tym, jak Martyna została złapana na seksie z jej najlepszą przyjaciółką, o tym jak grzeszy i że spłonie w piekle.
Powiem wam, że wiedziałem od początku o jej orientacji i udawałem, a co najlepsze, sam mam chłopaka i Martyna też (nadal) udaje przy moich rodzicach. Mam nadzieję, że mnie nie złapią...
Niechcący rozbiłem dziewczynie jej paletkę cieni. Dziś śpię z otwartymi oczami.
Jestem w długoletnim związku z chłopakiem, którego kocham nad życie.
To wyznanie piszę z łazienki. Siedzę na nocniku córki. Spytacie dlaczego...
Dlatego, że mój przyszły jeszcze narzeczony, upchał pierścionek w Raffaello. Połknęłam w całości, kocham Raffaello! Mam jednak nadzieję, że ten wieczór zakończy się happy endem. Życzcie mi powodzenia...
To uczucie, kiedy ksiądz na lekcji mówi, że dzieci z in vitro są dziećmi grzechu, a ty z twoim bratem siedzicie obok.
Chciałam się pochwalić. Dziś mija równy rok, jak przestałam się samookaleczać.
Nie mam kolegów, którym mogłabym się pochwalić, ale mam was, anonimowa rodzino.
Trzymajcie za mnie kciuki, bo to jest jak nałóg.
Mam koleżankę, z którą znam się od podstawówki. Będzie 20 lat.
Koleżanka to atrakcyjna i inteligentna osoba, a mimo to sama - sama od wielu, wielu lat. Więc w czym problem?
Koleżanka to czasem diabeł wcielony. Żaden facet nie wytrzymał z nią dłużej niż pół roku. Co gorsza, świat jest mały i się kręci, a plota podróżuje z prędkością światła, więc gdy tylko kogoś nowego poznaje, przedstawia się, to słyszy: "O Jezu, to TY???", więc już z góry wie, że została skreślona.
Rzecz podobnie ma się ze znajomymi. Krótko dają radę. Czemu więc ja nie uciekłam? Długo się znamy, można rzec, że przywykłam.
Koleżanka kiedyś się leczyła, teraz uparcie odmawia, psychiatrycznie. Nie chciała powiedzieć na co konkretnie, ale sądzę, że zdiagnozowano u niej zaburzenie typu borderline. Jestem za tym, żeby spokojnie i stopniowo przekonać ją do powrotu na terapię. Wciąż się opiera, ale jakby mniej.
Każdy powinien mieć szansę na normalne życie. Bo, kurde, wiem, że się męczy i myślała nad samobójstwem. Bo wiem, że mściwy były mieszał jej w głowie i przekonywał, że powinna się jednak zabić, bo i tak nie ma dla niej miejsca w społeczeństwie. Bo, cholera, będę o nią walczyć.
Bo przypadkiem przeczytałam jej pamiętnik, o czym ona nigdy się nie dowie.
Miałam kiedyś bardzo wyuzdaną koleżankę. Za czasów studenckich wynajmowałyśmy razem pokój i tak się złożyło, że dzieliłyśmy również łóżko. Pewnego dnia przeprowadziła wieczorem do naszego mieszkania nowo pozwanego kolesia, wypiłyśmy trochę alkoholu i postanowiła przenocować go w... naszym łóżku. Cóż, łóżko duże, więc zgodziłam się.
Budzę się nad ranem i czuję, że ktoś obija się swoimi pośladkami o moje... odwracam się i widzę, że kolo zabawia się z moją koleżanką w pozycji na tzw. łyżeczkę ;)
Czułam się, jakbym uczestniczyła w trójkącie.
Chciałem tylko powiedzieć, że za każdym razem, jak słyszę kogoś z Białegostoku (łatwo poznać, bo tak zaciągają), to nie mogę powstrzymać w sobie śmiechu. Wasz akcent to nic złego, brzmi po prostu wyjątkowo zabawnie!
W październiku zeszłego roku zaczęłam nowy kierunek studiów, a że to mój drugi, to nie byłam zbyt przejęta pierwszym dniem i na zajęcia przybyłam chwilę spóźniona. Na szczęście grupa stojąca pod właściwą salą jeszcze nie weszła, zbliżając się do nich wypatrzyłam chłopaka, który czegoś szukał w torbie. A że od razu mi się spodobał, podeszłam do niego i powiedziałam "Hej", on odpowiedział "Dzień dobry", skomentowałam to krótkim "wyluzuj, coś taki sztywny", tylko się uśmiechnął i wyciągnął z torby klucze od sali... To był nasz prowadzący ćwiczenia.
Cóż, dziwnie rozpoczęła się nasza znajomość, ale okazało się, że jednak nie jest taki sztywny ^^
Co prawda nie jesteśmy po ślubie i nie mamy gromadki dzieci, ale byliśmy w stosunkowo krótkim, aczkolwiek płomiennym związku.
Dodaj anonimowe wyznanie