#Ly0qS
Jednym z wymienionych symptomów były wklęsłe sutki. Z bijącym sercem podniosłam koszulkę i zobaczyłam, że problem dotyczy też mnie! Byłam przerażona, ale w mojej głowie pojawił się plan na uzdrowienie.
Na szafce obok lodówki stał flakonik z wodą święconą, którą dziadki przywiozły z pielgrzymki do Fatimy. Gdy nikt nie patrzył, przez następne dni nalewałam wodę na ręce i wmasowywałam w moje dwa piegi prosząc o uzdrowienie.
#VPCBP
Mam jednak w klasie dziewczynę, która sporo schudła dzięki ćwiczeniom.
Podziwiam to, no ale... Właśnie.
Nie mogę w jej pobliżu zjeść drożdżówki, babeczki czy pączka, bo zaraz słyszę "No, widzę, że się bardzo zdrowo odżywiasz". A gdy przyniosę jakiś owoc czy kanapkę z szynką słyszę "O, X nie je drożdżówki? Toż to jakieś święto!".
Ponadto strasznie gloryfikuje osoby ćwiczące. Szkoda tylko, że kosztem tych szczupłych z natury. Na porządku dziennym jest słyszenie, jakimi partaczami są osoby chude z genów, a jak cudowne i wytrwałe te ćwiczące.
Ja rozumiem, że trening jest ważny, wymaga wyrzeczeń i wysiłku. Ale to chyba sprawa każdej osoby czy chce ćwiczyć czy nie? Poza tym to nie wina chudych osób, że są chude.
A zaglądanie komuś w jedzenie to już jakaś paranoja.
Niestety jeszcze parę ładnych lat tego posłucham, bo do końca szkoły daleko...
#ZgL56
Sama jak wrzucałam to pilnowałam żeby najczęściej były to dwu lub pięciozłotówki.
Dni sobie mijały, ja wrzucałam dwójki i piątaki, aż pewnego dnia zobaczyłam, że mój brat mi coś wrzuca. I od razu takie wtf. Wydało mi się to tak podejrzane, że postanowiłam wyciągnąć cały hajs i sprawdzić, bo coś jest nie tak.
I było. To co mi brat wrzucał to reszta, która mu została po kupieniu chipsów albo czegoś innego z moich piątaków, albo dwójek. Po tym co wrzucałam zostały same 10, 20 i 50 groszówki...
Hajsu zabrał sporo, i nigdy go nie oddał.
#pXv6e
Niekoniecznie chciałam, żeby oglądał mnie tak jak mnie stworzył, więc jako mądre i zaradne dziecko stwierdziłam, że wystarczy myśleć o czymś nudnym. Uznałam, że wtedy uzna mnie za mało ciekawą i zwyczajnie niegodną jego uwagi.
Przez jakiś czas, jak tylko zbliżała się sytuacja, w której chciałam się obejść bez widowni, powtarzałam sobie w głowie ostatnią lekcję polskiego.
Nie wiem, czy uwolniłam się tym od wszechobecnego podglądacza, ale przynajmniej nie musiałam uczyć się na sprawdziany.
#GSjTQ
Ogólnie rzecz ujmując miałam ogromne problemy z zasypianiem w wynajętym przez nas domku. Drugiej nocy już tak się wierciłam w łóżku, że postanowiłam, że nie będę już tak hałasować i się męczyć - wyjdę na spacer. Godzina 5 rano. No nic. Ubrałam się, wzięłam komórkę i wychodzę. Moim planem było aby przynajmniej do godz. 9 pospacerować i już nie wracać do domku, aby nie hałasować znajomym. Przeszłam się wzdłuż i wszerz głównych uliczek. Ani żywego ducha, miejscowość taka bardziej imprezowa, to i pewnie wszyscy dopiero pousypiali niedawno. Zresztą to w końcu 5-ta rano :D Stwierdziłam, że nie byłam jeszcze po drugiej stronie ośrodka, zwłaszcza przy linii brzegowej. No cóż... no to idę.
Jak się okazało jednak nie wszyscy spali. Mijam szerokim łukiem jakiegoś chłopaka wyglądającego na "wczorajszego". Zaraz jak go ominęłam skręciłam w stronę plaży. Wychodzę na plażę rozglądam się - a tu ten sam chłopak! Jak szybko wydedukowałam, cofnął się i wcześniejszą uliczką musiał wyjść na tę plażę. No cóż. Myślę sobie, a co tam. Kto mu zabroni iść też na plażę? No to tak jak sobie zaplanowałam, poszłam nad brzeg jeziora i wzdłuż brzegu zaczęłam oddalać się od miasteczka w stronę lasu. Tak. W stronę lasu. Włączyłam GPSa w komórce i mapkę, coby się nie zgubić i dalej. Idę. Raz była ścieżka, raz jej nie było. Idę jak taka idiotka przez ten las, bo lubię takie wędrówki, a jak już się możecie domyślać - nagle słyszę jakiś trzask za sobą. Tak wrzasnęłam jak jeszcze nigdy w życiu - to ten chłopak za mną polazł. Milion myśli na minutę - uciekać? Uderzyć go? Co robić?
W pierwszym odruchu odskoczyłam na kilka metrów i tak czekałam na rozwój wydarzeń. Jeszcze bardziej mnie zdenerwował, gdy okazało się, że zapytał mnie którędy do miasteczka - na co mu odpowiedziałam czy ma mnie za totalną idiotkę, przecież dopiero stamtąd wróciliśmy i że go poznaję.
Ta historia mogłaby się skończyć tragicznie, ale tak nie było. Na raz oceniłam sytuację - zadyszkę i zaczerwienienie chłopaka. Kilka skleconych na szybko słów wytłumaczenia. Okazało się, że chłopak imprezował dosyć mocno w nocy i też nie mógł zasnąć. Śledził mnie z początku, bo przynajmniej 'coś się działo', a potem to już nie wiedział jak do mnie zagadać, żeby mnie nie przestraszyć. Spędziłam z nim parę dobrych godzin spacerując po okolicy (już w rejonie miasteczka) i naprawdę dziękuję po dziś dzień, że tak to się skończyło :)
Dla ciekawych: tak, poprosił mnie o numer telefonu. i chciał utrzymać ten kontakt. Nie zgodziłam się. Więcej się nie spotkaliśmy :P
#KvJb6
Mam w domu robaki. Konkretnie pluskwy. Żywią się one krwią i żerują w nocy. Mam ten problem od paru miesięcy. Wiem, to strasznie obrzydliwe. Też tak uważam.
Pewnie pomyślicie o mnie, że mam w domu sam bród i syf, bo przecież jak można sobie pozwolić na takie coś w domu. Ale tak nie jest. Nie jestem wcale bogaty, ledwo dajemy radę, w dodatku jestem zdany tylko na rodziców bo jestem niepełnoletni i nadal się uczę. Ale w domu utrzymujemy duży porządek. Sprzątamy regularnie i bardzo dokładnie.
Najgorsze, że ten problem ma cały mój blok i okolica, więc ryzyko sprawienia sobie takiego problemu jest duże. To jest plaga. Nie daję już rady. Nie śpię po nocach.
Stosujemy środki przeciwko nim, ale nie spisują się w stu procentach. Zawsze gdzieś udaje im się przetrwać. Zamawialiśmy nawet parę razy usługę dezynsekcyjną - gazowanie mieszkania.
Wykańcza mnie to psychicznie, a ja czuje się bezradny. Co więcej - jak jakiś trędowaty, bo nie dość że powoduje to ślady na ciele, to w dodatku boję się kogokolwiek odwiedzać.
Wyprowadzka niestety nie wchodzi w grę, bo nie mamy na to pieniędzy, a lokatorzy bloku odmawiają wspólnego działania gdyż każdy się tego wstydzi.
To jest jeden wielki koszmar, który pojawia się prawie każdej nocy...
#87iwH
Dowiedziałam się, że kiedy był w podstawówce nie przyszło mu do głowy masturbowanie się ręką, więc próbował sił z kubkiem...
#vedGs
Przypomniało mi się o tym jednak tuż przed losowaniem. Ale wysłałam w sms-ie numery, które bym skreśliła, żeby nie było, że jakbym trafiła w liczby, to nikt by mi nie uwierzył. Szóstki bym nie miała, ale trójkę już owszem. Spróbowałam puścić w następnym losowaniu, ale już się nie udało.
I tutaj przechodząc do meritum. Leżymy w łóżku z lubym, przytulamy się słodko na łyżeczkę... Zasypiamy... A on zamiast czułego "dobranoc Kochanie", mówi do mnie: - Niech ci się świnia przyśni!
Taki romantyk!
Ps. Nie, nie przyśniła mi się. Dalej nie jestem bogata.
#9o1iV
Trwało to kilka godzin.
Około godziny 21 postanowiliśmy zbierać się na stancje. Ale faza na losowe niemieckie słówka nam nie przeszła.
Na przystanku tramwajowym stało sporo ludzi, a tablica elektroniczna z czasem odjazdu i numerem tramwaju AKURAT wtedy się zepsuła. Co za tym idzie musiałem sprawdzić tradycyjny, papierowy rozkład jazdy umieszczony w wewnętrznej części wiaty przystankowej. Po przepchnięciu się przez hordy zagranicznych wycieczek, mówieniu przepraszam w różnych językach (w tym po niemiecku..) udało mi się sprawdzić rozkład jazdy. Okazało się, że nasz tramwaj jedzie dopiero za 15 min. Wtedy z moich ust wyleciało najbardziej plugawe słowo jakie znałem, mianowicie (napiszę fonetycznie, bo do tej pory nie mam zielonego pojęcia jak to poprawnie napisać, ale z prawidłową intonacją najmniejszego problemu nie mam :D) "DURŚFAL". Po niemiecku - krwawa biegunka lub po prostu sraczka. Dopiero po chwili ogarnąłem, że przed chwilą przechodziłem koło niemieckiej wycieczki, która jakoś dziwnie ucichła.
Wyobraźcie to sobie...
Przyjeżdżacie na wycieczkę do obcego kraju, czekacie na tramwaj i nagle do waszych uszu dociera, niczym nieskrępowana, SRACZKA.