#2wi99
Jako że oboje rodzice pracowali, a ja byłam na tyle dorosła, że mogłam się nią zajmować, to często z radością podejmowałam się różnego rodzaju opiekuńczych czynności.
Zdarzało się, że bywałam u niej na wywiadówkach w podstawówce. Wiadomo, jakie są dzisiejsze dzieci - bardzo wrażliwe na opinię rówieśników i nie chcące "narobić sobie siary". By wkurzyć moją siostrę, zawsze przygotowując się do wywiadówki ubierałam najbardziej wieśniackie ciuchy, jakie mogłam znaleźć w domu - stary sweter, spódnica babci, kalosze, rosyjska czapka. Ubierałam się tak i mówiłam młodej, że wychodzę do szkoły. Śmiałam się na widok paniki w oczach i błagań, bym się przebrała (o dziwo ten numer przechodził przez kilka lat i do młodej jakoś nie docierało, że przecież nigdy nie wyszłabym z domu tak ubrana).
Gdy byłyśmy same w domu i ją o coś prosiłam (o posprzątanie pokoju, wyjście z psem na spacer, odrobienie lekcji), najczęściej w pierwszym odruchu odmawiała. Wysyłałam wtedy SMS-a na domowy numer. Telefon dzwonił, kazałam jej odebrać i mała słyszała wiadomość typu "Aniu, dlaczego nie słuchasz starszej siostry? Wyjdź z psem na spacer w tej chwili!". Wkręciłam ją, że to jakaś kobieta, która nas obserwuje i będzie karać za złe zachowanie.
Kiedyś moja rodzina przymierzała się do kupienia zmywarki. Temat był poruszany w domu przez kilka dni, szykowanie miejsca, sprawdzanie na necie ofert, promocji i rodzajów sprzętu. W każdym razie prawie o niczym się nie mówiło, tylko o zmywarce. Któregoś dnia zrobiłam obiad, jadłyśmy z młodą w pokoju i poprosiłam ją o wyniesienie do kuchni talerzy. Mała miała już z 8 lat i jak zawsze odpowiedziała, że sama mogę sobie wynieść. Mój patent: "Aniu, proszę, zabierz talerze i włóż do zmywarki". Młoda porwała miski i talerze, pognała do kuchni i po chwili wróciła mówiąc "N, kurde, my nie mamy jeszcze zmywarki!".
Młoda ma 6 lat, byłyśmy na mszy w kościele, w podziemiach którego jest piękna ruchoma szopka uruchamiana w grudniu. To taka atrakcja dla wszystkich okolicznych dzieci i Ania zawsze bardzo czekała, by tę szopkę zobaczyć. Po mszy powiedziałam, by poszła do księdza i poprosiła, by szopkę otworzył i jej pokazał, na co biedny ksiądz odpowiedział: "dziecko drogie, na Wielkanoc piwnice są zamknięte, przyjdź za pół roku".
Młoda uwielbiała swoją katechetkę, gdy nie chciała wyjść na dwór, to mówiłam jej, że widziałam przez okno, jak ta katechetka spaceruje niedaleko naszego domu. Ania migiem zakładała buty i leciała na spotkanie...
Dziś te wspomnienia pozostają tylko ciepłem w sercu... Pustka i żal są ogromne.