Wpadła do mnie koleżanka, nie zapowiadając się wcześniej. No OK, co mi szkodzi oderwać się na pół godziny od sprzątania. Byłam wtedy na urlopie, dzieciak w szkole, a mąż w pracy. Sprzątałam właśnie łazienkę, którą mam razem z WC. I właśnie ten mój kibelek poszedł pod odstrzał mojej koleżanki.
Była bardzo zdziwiona, że czyszczę toaletę W ŚRODKU. Stwierdziła, że ona generalnie kibelka nie myje, bo i tak przyjdą znajomi i się do niego załatwiają. Ja zrobiłam klasyczną "rybkę", bo nie wyobrażam sobie nie wyczyścić toalety. Ale OK. Gadka-szmatka i zaprosiła mnie z rewizytą, bo przecież urlop mam.
Przyjechałam po kilku dniach do tego brudasa. Szok i niedowierzanie. Od progu czuć było dziwny zapach. Tak jakby szambo wybiło. Staram się nie zrazić, bo to moja pierwsza wizyta w jej "nowym" lokum. Po jakimś czasie idę do kibelka. A tam masakra. MASAKRA!! Ludzie!! Tak na starych dworcach nie śmierdzi! Kibel brązowy, kabina prysznicowa też miała kolor dziwny, ciemny i bliżej nieokreślony. Płytki wokół kibla brązowe. Na umywalce włosy, resztki jedzenia, stare gąbki i milion innych rzeczy. Kawalerka. Mini mini. Jedna osoba i taki burdel, syf, kiła i mogiła. Serio, nie wiem jakich ona ma teraz znajomych, ale żeby zasrać nawet kafelki, to trzeba być mistrzem.
Irytuje mnie wiele dźwięków, a szczególnie grzmoty podczas burzy. Raz nie wytrzymałem i na całe mieszkanie wydarłem się: "Zamknij się, kurwa!".
A potem przyszła sąsiadka i mnie opierdoliła, że jak można tak się drzeć i kląć na dodatek.
Miałem kiedyś kumpla. Koleś był zamknięty w sobie, małomówny i co za tym szło, nie miał wielu znajomych. Z kolei mi udało się stworzyć dosyć zgraną paczkę, do której postanowiłem wtrącić swojego drogiego kolegę. Szybko się przed wszystkimi otworzył i w ten sposób nasze towarzystwo zwiększyło się o jedną osobę. To było jakoś na początku liceum.
Sielanka jednak szybko się skończyła. Zaczęły się między nami kłótnie, co prawda o pierdoły. Większość z nas brała je na dystans, w tym nasz kochany neofita, z którym zresztą przez większość czasu się sprzeczałem. Zyskiwał on coraz większą popularność - zaczął chodzić na imprezy, krąg jego znajomych (podobnie i moich) zwiększał się. Wtedy stało się coś dziwnego. Zauważyłem, że moja wspaniała paczka traktuje mnie z coraz większym chłodem. Początkowo nie wiedziałem za bardzo o co chodzi, jednak mój wspomniany na samym początku kumpel wziął mnie na stronę i powiedział słowa, które do dziś pamiętam: "Dzięki, już nie jesteś mi potrzebny. Wiesz, że jestem od ciebie we wszystkim lepszy i mogę ci wszystko zabrać, prawda?". Przyznam, że zostały wypowiedziane w tak niesamowicie podniosły sposób, że wybuchłem śmiechem i odpowiedziałem mu coś w tylu "Spoko". On się odwrócił, powiedział "zobaczysz" i wróciliśmy do reszty paczki.
Najpierw odeszła ode mnie dziewczyna. Mój kochany kumpel powiedział jej, że ją zdradzam i jako dowodu użył fotki, którą zrobił na ulicy - było to zdjęcie mnie z moją koleżanką, której nie widziałem od końca podstawówki. Nie chciała nawet słuchać moich wyjaśnień, po prostu poszła. Później koledzy z paczki mi powiedzieli, że nie chcą się zadawać ze "zdradzającym c***em" i zerwali ze mną cały kontakt. Stopniowo wszyscy znajomi, bliżsi i dalsi, odchodzili, aż zostałem sam. Poza rodzicami nie miałem do kogo gęby otworzyć, tylko oni mi wierzyli. To wszystko wydarzyło się pod koniec drugiej i na początku trzeciej klasy liceum.
Udało mi się pójść na studia w innym mieście, tam ewentualnie znalazłem jakiś znajomych, ale to bardziej relacja w stylu "witanie się na korytarzu" niż wielka przyjaźń. Ostatnio byłem odwiedzić rodziców i spotkałem mojego ukochanego znajomego. Nienagannie ubrany, widać, że powodzi mu się w życiu. Uśmiechnął się do mnie i powiedział "I jak? Przekonałeś się, że każdy dobry uczynek zostanie odpowiednio ukarany?", zaśmiał się i wsiadł do auta, gdzie zobaczyłem swoją byłą dziewczynę - od liceum naprawdę wyładniała. I zacząłem się zastanawiać, czy koleś naczytał się za dużo komiksów, czy miał coś nie tak z głową...
Daria, maniaczka fit diet opartych na eliminacji glutenu, laktozy, cukru i wszystkiego tego, co uwielbiam jeść.
Jako że była to swojego czasu moja współlokatorka, znałam wszystkie teorie spiskowe na temat tego, że zachoruję, bo jem na śniadanie tosty albo że dostanę cukrzycy, bo uwielbiam pić Kubusia.
Gdyby nie fakt, że uwielbiała ustawiać diety wszystkim dookoła, pewnie byłaby z niej całkiem fajna dziewczyna, ale niestety ciągłe jej pieprzenie, że jak możesz to jeść, gdy jadłam moją ulubioną tajską krewetkową, doprowadzało mnie do szaleństwa.
Pewnego razu miarka się przebrała.
Panna Daria znów zostawiła taki syf w kuchni po swoim fit gotowanku, że postanowiłam się trochę zemścić.
Dziewczyna nigdy nie wspominała, że jest chora, że cokolwiek z tego jej szkodzi tak realnie, więc myślałam, że laska to po prostu członek sekty Lewandowskiej, którą ubóstwiała ponad wszystko.
Postanowiłam udowodnić jej prawdziwą szkodliwość mleka krowiego i dolałam jej go do jej kartonika mleka kokosowego. Chciałam na następny dzień udowodnić jej ile są warte te jej słówka.
Jakoś po powrocie z siłowni jak zwykle zrobiła sobie regeneracyjny koktajl mleczno-owocowy.
I tutaj dopiero zrozumiałam moją głupotę. Dziewczyna przez dwa kolejne dni puszczała tak śmierdzące bąki, zajmowała wiecznie łazienkę i zostawiała po sobie taki odór, że nie można było tego znieść.
W ramach troski zapytałam się jej, czy mogę wypić jej mleko kokosowe, bo w sumie to zaczyna podobać mi się jej idea żywienia. Było obrzydliwe.
Daria po paru dniach czuła się lepiej, a ja do dzisiaj mam wyrzuty sumienia.
Nikt nigdy się o tym nie dowiedział, a dziewczyna do dzisiaj myśli, że otruła się tym obiadem, co zjadła na mieście przed siłownią.
P.S. Tak, możecie mnie hejtować.
P.S.2 Nigdy więcej czegoś takiego nie zrobię
Popełniłam ogromny błąd - wyszłam z domu bez śniadania. Niestety aby je sobie zrobić, musiałam udać się przedtem do sklepu. Trochę mnie poniosło, bo zakupy były dość ciężkie, w dodatku zaczynał się upał, a ja bardzo źle znoszę temperaturę powyżej 25 stopni. Praktycznie całe lato mam ochotę przeleżeć w wannie wypełnionej lodem, odmierzając przy okazji czas do ukochanej zimy.
W drodze do domu poczułam, że za moment zacznie mi kapać z nosa, niestety chyba pierwszy raz od bardzo długiego czasu wyszłam z domu bez chusteczki. Szybko zalałam się krwią z nosa, a jedyne co mogłam zrobić to powstrzymać kapanie dłonią. Co gorsza, nie dość, że nie miałam się czym wytrzeć, to jeszcze założyłam tego dnia białą sukienkę. Wyglądałam, jakbym miała za chwilę umrzeć. Cała twarz we krwi, o ubraniu już nie wspomnę.
Mijało mnie sporo osób, podchodziłam do niektórych, żeby poprosić o jedną chusteczkę, ale usta zakleiła mi krew, więc moje mówienie przypominało bełkot. Najzabawniejsza była kobieta w słuchawkach, która na mój widok zaczęła... uciekać. A także starsza pani, która szeptała pod nosem coś o "szatańskich dopalaczach" i "niewychowanej młodzieży".
W połowie drogi musiałam oprzeć się o jakiś budynek, bo było mi zbyt ciężko i zbyt słabo. Nikt się nie zatrzymał, nie zapytał co się stało. Byłam bardziej niewidzialna niż Harry Potter pod swoją peleryną niewidką.
Dopiero pod domem jakiś mężczyzna w samochodzie zatrzymał się na poboczu i dał mi całą paczkę chusteczek. I chociaż za tę jedną jedyną reakcję dziękuję.
Kiedy byłem mały, myślałem, że wojny domowe toczą się po prostu w domach. Czołgi rozjeżdżają łazienki, żołnierze przebiegają przez salon i atakują przeciwników w sypialniach, i tak dalej.
Wakacje to jak wiadomo czas szaleństw, a ja już od dawna myślałam, żeby zaszaleć i zmienić sobie kolor włosów. Tak więc gdy pewnego dnia byłam z mamą w drogerii, a moim oczom ukazała się farba w kolorze, który uważałam za najpiękniejszy na świecie, pomyślałam "czemu by nie...?" i nabyłam to cudo.
Po powrocie do domu zapoznałam się dokładnie z instrukcją. Ten, kto kiedykolwiek trzymał w dłoni farbę wie, że wszędzie, i na opakowaniu, i w ulotce piszą, aby przeprowadzić próbę uczuleniową przed przystąpieniem do farbowania. Z tego co wiem mało kto przeprowadza takie testy, więc i ja stwierdziłam "młody organizm, nie mam praktycznie na nic alergii, więc czemu miałabym mieć na to, a phi". Dodam, że wcześniej parę razy malowałam włosy zmywalnymi farbami, tzw. szamponetkami i nic nigdy mnie nie uczuliło, więc czemu niby tym razem miałoby być inaczej?
Tak że szczęśliwa i zrelaksowana przystąpiłam do dzieła. Wszystko było super.
Było. Aż do następnego ranka, kiedy budząc się uświadomiłam sobie, że swędzi mnie cała skóra głowy. Myślę sobie "to pewnie dlatego, że słabo farbę spłukałam" i wstaję udając się do łazienki, by z porannego smoka przeistoczyć się w dzienną królewnę. Wchodzę pewnie do łazienki, patrzę sobie w lustro, a tam istny armagedon na głowie. Wszystkie włosy w inna stronę. Nie byłoby w tym nic dziwnego, bo mam krótkie włosy i tak czasami jest, gdyby nie to, że część tych włosów była sztywna, jakby spryskana lakierem. Macając skórę głowy wyczułam parę miejsc, z których sączył się płyn i już wiedziałam, że coś jest nie tak.
W ciągu dnia płyn ciągle leciał z tych paru miejsc, a do tego doszła opuchlizna skroni. Myślę sobie "no trudno, mam uczulenie, pomęczę się parę dni i przejdzie, gorzej już chyba wyglądać nie będę" (wyglądałam jak dziecko z wodogłowiem). Och, jak bardzo się myliłam...
Następnego ranka nie wyglądałam już jak dziecko z wodogłowiem, tylko jakbym przytyła 50 kg, a do tego była żulem spod Żabki. Pięknie, mówię wam. Cała spuchnięta. Z mamą pojechałyśmy na pogotowie, dostałam receptę na maść i lek na alergię. "Dobra, teraz już gorzej na pewno nie będzie". Zgadnijcie, kto był w błędzie po raz kolejny?
Wieczorem moja twarz wyglądała już jakbym przytyła 100 kilo, opuchlizna cały czas rosła i rodzice stwierdzili, że teraz pora na izbę przyjęć. Przyjechaliśmy i szybko przyjęli mnie na oddział, dostałam zastrzyk z jakimiś sterydami, tabletki i kroplówkę.
Teraz jest 2 dzień mojego pobytu w szpitalu i dostaję 3 kroplówkę, a do was, anonimowcy, apel! Wykonujcie próby alergiczne, reakcje alergiczne są naprawdę niebezpieczne, w moim przypadku nie było tak źle, ale słyszałam o przypadku śmiertelnym, również po malowaniu włosów.
PS Jeśli jesteście ciekawi jak wyglądam, wpiszcie w Google "reakcja alergiczna spuchnięta twarz". Tak, jestem takim Chińczykiem aktualnie.
Mój kolega zwierzył mi się, że często robi sobie dobrze. Powiedziałam mu, że ja też się czasem zaspokajam, a ten jak nie wstał i jak mnie nie strzelił w głowę z plaskacza!
- Za co?! - pytam zdziwiona.
- Jesteś obleśna, laski nie mogą takich rzeczy robić.
No dzięki za podwójne standardy, kumplu.
Witam, z kolega nikomu o tym nie mówiliśmy, ale przypadkowo przez nasze dobre chęci... komuś się zmarło.
Spotkaliśmy menela z rozciętą nogą. Zabraliśmy go na SOR, zszyli mu ranę (o dziwo był ubezpieczony), dali receptę i wypisali. Wykupiliśmy mu leki przeciwbólowe, no i to był błąd... Wziął ich za dużo, napił się i kita...
Usiadłam do komputera w domu, bo chciałam coś sprawdzić. Mój kochany mąż zapomniał jednak pozamykać swoich ulubionych stronek porno, o których do tej pory nie wiedziałam. Nawet trochę mnie podkręcił pomysł pooglądania porno z moim mężem, żeby urozmaicić nasze życie łóżkowe. Śmieszna gra słów, bo jak włączyłam pierwszy filmik to okazało się, że to jest właśnie "porno z moim mężem".
Na jego koncie było wstawionych około 20 filmików, a na każdym posuwał inną dziewczynę. Ostatni wrzucił kilka dni wcześniej, a to wcale nie był jakiś archiwalny film, bo akurat dzień wcześniej powiesiłam nowe zasłony, które widać na filmie.
Dodaj anonimowe wyznanie