Jakiś czas temu udało mi się zarobić na moje własne pierwsze autko. Wiadomo, kawał blachy za kilka tysięcy, nie ma co oczekiwać cudów. Zawsze jednak dbałem o ten samochód jak tylko potrafiłem.
Pewnego dnia, gdy wracałem do domu, zauważyłem, że przyjechała do nas w odwiedziny ciocia, która zaparkowała na moim miejscu. Nie robiłem z tego problemu, zaparkowałem obok.
Gdy ciocia odjeżdżała, wyszliśmy z rodzicami odprowadzić ją na zewnątrz. Pożegnała się z nami, wsiadła do auta, wrzuciła wsteczny i ( jak już się pewnie domyślacie) z całym impetem przyładowała w mój samochód. Byłem w szoku. Ciotka zestresowana, oczywiście zaczęła przepraszać, ja już nic nie mówiłem, w końcu wsiadła i odjechała. Efekt - zostałem z wgniecionym bokiem i oderwanym zderzakiem w rękach.
Chwilę po wszystkim uzgodniłem z rodzicami, że po prostu dowiem się, ile będzie kosztować naprawa, ciotka zwróci mi pieniądze i po sprawie.
Oczywiście pieniędzy nigdy nie zobaczyłem, okazało się potem, że ciotka wiele razy dopytywała się rodziców, ile ma mi zwrócić. W odpowiedzi usłyszała od nich, że wcale się nie gniewam i w sumie to nie chcę pieniędzy. Natomiast od matki podczas kłótni usłyszałem, że chcę "zarobić na cioci" i że to przecież rodzina.
Wnioski dwa: nigdy nie załatwiajcie własnych spraw przez kogoś, nawet jeśli są to wasi rodzice.
Ja i moja przyjaciółka, jak byłyśmy w gimnazjum, stworzyłyśmy zeszyt. Oprawiony w czarny papier normalny zeszyt do szkoły. Jednak służył nam on by zapisywać w nim bardzo brutalne i krwawe morderstwa i sposoby śmierci osób, które znałyśmy. Poprzedzone to było krótkim, ale bardzo wulgarnym opisem tej osoby. "Zabiłyśmy" tak niesamowicie dużo ludzi. Opisy śmierci były zgodne z charakterem osoby. Jak jakaś dziewczyna była pusta to śmierci dla niej było wlewanie prosto do gardła roztopionego plastiku.
Był chłopak, który był bardzo, bardzo gruby. Utopiłyśmy go w wannie pełnej tłuszczu. Na szczęście żadne z tych zdarzeń nigdy nie miało miejsca i nie będzie mieć... I jest to jedna z wielu okropnie dziwnych rzeczy które razem robiłyśmy podczas naszej edukacji...
Chodzę do 2 klasy gimnazjum i jak by to powiedzieć... mój wychowawca jest dziwny, nawet bardzo. Ma dziwne poczucie humoru, często seksistowskie, rasistowskie i po prostu nie na miejscu.
Ostatnio dostałam 5 z matematyki, z czego bardzo się ucieszyłam. Mój wychowawca skomentował to w taki sposób: "Nie rozumiem czemu dziewczynki tak bardzo starają się mieć najlepsze oceny. Przecież i tak wiadomo, że skończą jako matki przy garach bez pracy. Według mnie szkoła powinna być zakazana dla kobiet. One (kobiety) są za głupie, by cokolwiek osiągnąć".
Wiem, że nie jest to jakieś porywające wyznanie, ale bardzo zdenerwowały mnie te słowa i musiałam je z siebie wyrzucić. Przez ludzi takich jak mój nauczyciel dziewczyny czują się jako te gorsze, bezwartościowe.
Jako mała dziewczynka oglądałam telewizję, rzuciła mi się w oczy reklama, na której kobieta po zaciśnięciu w dłoni kawałka waty i kilku stokrotek otrzymała podpaskę.
Jako rezolutne dziecko od razu podłapałam ten pomysł. Z kawałkiem waty w ręku pobiegłam do ogrodu, żeby ujrzeć tę niesamowitą przemianę.
Jak możecie się domyśleć, podpaski w swojej ręce nie ujrzałam.
Prawdopodobnie to jedno z największych rozczarowań mojego dzieciństwa.
Do tej pory zastanawiam się, co ja miałam wtedy w głowie...
Kocham wąchać łapki i uszki mojego psa.
Szczególnie po spacerach w mrozie.
Wiele miesięcy temu o szóstej rano obudziło mnie głośne walenie do drzwi. Półprzytomny poszedłem otworzyć – i wtedy rozpoczął się najgorszy koszmar w moim życiu.
Policja. Czterech rosłych facetów okazało papier – nakaz przeszukania i zabezpieczenia wszystkich nośników danych znajdujących się w moim posiadaniu. Według informacji Interpolu, przez moje IP wiele miesięcy wcześniej ściągnięty został plik z pedofilią, co zostało skrzętnie przez międzynarodowe organa zarejestrowane. Załapałem się na wielką i nieustającą akcję tropienia i odławiania sieciowych zboczeńców. Zabrali mi wszystko – ogromną ilość płyt DVD, CD, laptop, komputer stacjonarny, pendrive'y, nawet starą kamerę z kasetami.
Niestety. Co prawda pedofilem nie jestem, ale przez długi czas byłem singlem bez pracy i net to było moje życie – ściągałem z niego wszystko. Filmy, gry, oprogramowanie, pornografię, muzykę... do wyboru, do koloru, potężne piguły danych, które potem wypalałem na płytkach CD i DVD, ten przysłowiowy „internet na dyskietce”, to właśnie byłem ja. Miałem tym zapchane półki, szafki, szuflady... terabajty danych. A jako że „osiołek”, czyli eMule, hulał nawet w nocy jak spałem, różne pliki trafiały na moje twarde dyski. Naprawdę różne. Zwyrodniałe rzeczy kasowałem, ale... miałem tego za dużo, by ogarnąć wszystko. Biegły badał to ponad rok. Niestety kilkanaście plików uznał za „gorące”. Tyle im wystarczyło.
Nie chcę mówić o długich godzinach na komisariacie, o kolejnych procesach, gdzie prokurator robił ze mnie ostatniego zboczeńca, desperackiej walce, by nie iść siedzieć, porównywaniu, analizie, odrzucaniu dowodów, odroczeniach... Została mi ostatnia apelacja, ale nie mam już nadziei, że coś da – zasłużyłem sobie głupotą na wszystko co najgorsze. Wiem co będzie, jak pójdę do celi „za dzieci” - pewnie już stamtąd nie wyjdę. No cóż. I tak bym musiał żyć z „łatką”, bo mieszkam w małej mieścinie, gdzie wszyscy się znają – takiej hańby nie zniosę.
Czasami żałuję, że naprawdę nie jestem pedofilem – wtedy chociaż miałbym świadomość, że więzienie ma sens, że sprawiedliwości stało się zadość i chory psychicznie potwór trafi tam gdzie jest jego miejsce. A może właśnie kimś takim jestem?
Nie chcę litości, możecie też wylać na mnie wiadro hejtu, pytać jakim idiotą trzeba być, by zrobić coś takiego, wyzywać od pedofili itp., nie rusza mnie to już wcale. Nim cokolwiek ktokolwiek napisze, to wiedzcie, że wszystko co najgorsze powtarzam sobie w zasadzie codziennie, bardzo często do lustra – nienawidzę tego kolesia, jego głupoty i wszystkiego co zrobił.
Za pomocą komputera i myszki zniszczyłem sobie życie.
W wieku 8 lat wpadłam z kuzynką na genialny pomysł... Zrobimy konkurs na najbardziej śmierdzącą miksturę. Kuzynka pomieszała patyki, błoto, liście itp. z nadzieją wygranej. Jednak to moja mikstura okazała się zwycięską... Tak się akurat złożyło, że miałam ochotę wyjść za potrzebą. Domyślcie się co się znalazło w mojej miksturze. I tak oto stałam się zwycięzcą.
Błoto, liście, patyki i tajemniczy składnik G dodał odpowiedniego aromatu, który zagwarantował mi pierwsze miejsce.
Nie bójcie się eksperymentować. Obecnie pracuję w laboratorium i analizuję żywność.
Veni, Vidi, Vici!!!
Pierwszy raz zobaczyłem ją na imprezie u kolegi ze studiów. Od samego początku miło rozmawiało mi się w jej towarzystwie. Z czasem zaczęliśmy spotykać się częściej, a ja, ogłupiony miłością do niej, spędzałem czas jedynie w jej towarzystwie. Robiliśmy razem wszystko. Rozmawialiśmy, uprawialiśmy sport, uczyliśmy się, czytaliśmy.
Zapomniałem o rodzinie, o hobby i o kumplach. Oddałem się jej, a ona była mi wierna. Zacząłem jednak zauważać, że ten związek mi szkodzi i podjąłem decyzję - urwałem kontakt, kiedy po raz setny uświadomiła mi, że jestem nikim. Cały czas dawała o sobie znać, a ja przekonywałem się do niej, marzyłem o tym, by znów poznać jej smak.
Byłem skonsternowany, ale wtedy poznałem drugą niewiastę - zdecydowanie bardziej empatyczną, cieplejszą. Dawała mi to, czego pierwsza nie umiała mi zagwarantować, a ja wreszcie poczułem, że ktoś mnie kocha. Poczułem, że jestem kimś, że mogę czuć się dobrze w czyimś towarzystwie. Kochała mnie, ja kochałem ją. Było mi przy niej tak ciepło i błogo, że kiedy pewnego dnia odeszła bez słowa, załamałem się. Siedziałem w pokoju i płakałem.
Pewnego dnia uznałem jednak, że świat nie kończy się na dwóch. Wyszedłem z domu i ruszyłem w świat, aby poszukać kolejnej miłości. Spotkałem ją. Pociągała mnie najmocniej i po dwóch poprzednich wydawała się być kimś, kto uleczyłby mój ból. Sęk w tym, że była bardzo niedostępna. Odrzucała mnie, ilekroć razy próbowałem się do niej zbliżyć.
Poznajcie moje trzy miłości.
Pierwsza to amfetamina, druga to morfina, trzecia to śmierć.
Ostatnio coraz częściej słyszy się o skandalicznym zachowaniu kontrolerów biletów. Byłam świadkiem jednego z nich: niby dość lajtowego, ale takiego, które zmroziło mi krew w żyłach, zniesmaczyło mnie i odebrało wiarę w jakiekolwiek morale i wartości "kanarów". Odnoszę wrażenie, że większość z nich to bardzo puści, zdesperowani ludzie, którzy sami sobie kreują sytuacje do nadużywania przemocy i wypisania mandatu za wszelką cenę.
Przechodząc do historii: w piątek wieczorem, po ciężkim dniu pracy, z nastawieniem na weekend weszłam sobie do autobusu. Przejechałam kilka przystanków, za oknem zauważyłam znajomych kontrolerów, przyszykowałam miesięczny. W tym momencie do pojazdu weszła starsza kobieta (prawdopodobnie babcia) z wnusią około 6 lat. Ledwie zdążyły wejść. Babcia zdążyła tylko powiedzieć dziecku, żeby usiadło sobie obok jakiejś kobiety, ale ono odparło, że samo się wstydzi, bla, bla.
Babcia powiedziała dziecku, że zaraz weźmie je na kolana, tylko skasuje bilet. Wtem dopadł ją kanar, żądając biletu. Nie słuchał tłumaczeń kobiety i ludzi dookoła, twierdzących, że dopiero wsiadła, że trzyma bilet w dłoni, już miała skasować. On w końcu odpuścił, babcia bilet skasowała, poszedł dalej, narzekając, że gdyby wiedział, że tu tylu ludzi, to by nie wsiadał. Nie udało mu się nikogo spisać, zeszły dwa przystanki. Babcia z dzieckiem wysiadły.
Autobus jeszcze stoi na przystanku. Spoglądam za okno, a tam kanar dogania tę babcię i pyta, czy ten bilet jednak skasowała. Kobieta pokazała mu skasowany bilet, a on - już poza pojazdem - podarł go na kawałki, rozrzucił dookoła siebie i zaczął ciągnąć ją na bok, żeby jednak spisać. Kobieta była bliska płaczu, ale trzymała się przy dziecku.
Przykry widok, to raz. Dwa, bezprawie jak ch**.
Studniówka 2018. Niewinnie udałem się do ubikacji za potrzebą. Byłem już trochę wcięty. Kiedy mój mały odmawiał posłuszeństwa, zacząłem komentować jego zachowanie. "Dawaj, malutki, wiem, że dasz radę. Postaraj się".
Z kabiny obok wyszedł wicedyrektor. Nigdy nie zapomnę tego wzroku. :v
Dodaj anonimowe wyznanie