#bYQLV
Wszystko przez kobietę, która myślałem, że mnie kocha i potrzebuje, której chciałem i dawałem wszystko.
Jestem zawodowym kierowcą. Niepijący, niepalący, nie awanturujący się, cierpliwy i wyrozumiały. Ponoć jestem przystojny bardzo i dbam o swoją sylwetkę. Zawsze myślałem o swojej rodzinie. Kiedy było źle, odmawiałem sobie wszystkiego. Kiedy byliśmy w lekkim dołku finansowym, schudłem aż 30 kg, żeby moje dziecko i była miały wszystko co chciały i żeby nic im nie brakowało, a ja będąc w trasie głodowałem. Jeździłem po dwa tygodnie, a wracałem na pełne 4 dni do domu. Nigdy nie usłyszałem, żebym przestał jeździć czy zmienił pracę. Nawet wtedy jak dostałem ofertę pracy za mniejsze pieniądze, ale byłbym codziennie w domu, nie zgodziła się, więc posłuchałem jej zdania. Jednak zaczęło się psuć.
Zaczęły się kłótnie o byle co, o to że jestem i wróciłem, o przywiezione brudne rzeczy. Brak przywitania, zwykłego przytulenia, całusa, najzwyklejszego cześć. W życiu jej nie uderzyłem, choć ona robiła to regularnie. Częste wyzywanie nawet przy swojej rodzinie, gdzie mi przez gardło nawet słowo, że jest głupia nie umiało przejść. Częste spanie samemu w pokoju dziecka i brak jakichkolwiek emocji pozytywnych z jej strony. Na brak pieniędzy nie mogliśmy narzekać. Miała wszystko, co chciała. Drogie telefony, samochód, który jej kupiłem, markowe ubrania, biżuteria, wakacje i ferie zimowe. Nic nam nie brakowało. Lecz słysząc któryś raz z rzędu słowa "pakuj się i wypier*alaj" nie wytrzymałem.
Utrzymywałem ją jeszcze długo po wyprowadzce. Pracowała w domu. Zajmowała się domem i dzieckiem. Kiedy byłem w domu, opiekowałem się dzieckiem, sprzątałem, gotowałem. Miała czas dla siebie. Nie wiem, co zrobiłem nie tak. Ja chciałem, chciałem tylko dobrze dla niej, bo ją kochałem... Pomogła mi dopiero pani psycholog uporać się z bólem. Jednak jeden ból minął, a urodził się kolejny...
Boję się samotności. Mieszkam sam dwa lata i kiedy zamykam drzwi, żyję w strachu pustego mieszkania. Tego, że nie mam dla kogo żyć, brakuje mi wspólnych posiłków, tego, że dla kogoś mogę posprzątać czy nawet wyprasować koszulę drugiej osobie. O seksie dawno zapomniałem, a o ciepłym uścisku miłości tym bardziej. Jestem emocjonalnym wrakiem człowieka, który uśmiechem zakrywa swój ból. Weekendy wolę spędzać w trasie, wracam tylko wtedy, kiedy mam widzenia z dzieckiem, które nastawiła przeciwko mnie.
Może jestem silny z zewnątrz, ale w środku jestem emocjonalnym wrakiem. Nie chcę słów współczucia ani słów typu, że użalam się nad sobą. Chciałbym wiedzieć, co robię źle...
Boję się samotności.
Smutna historia, współczuję partnerki. W tej sytuacji polecam jakoś otworzyć się na drugą osobę, napisz może ogłoszenie matrymonialne. Nie wiem w jakim wieku jesteś ale są aplikacje dla samotnych gdzie na pewno ktoś Ci sie spodoba.
Wizja stabilizacji finansowej dla kobiet jest ważna więc uważaj na to żeby nie wpakować się w to samo. Powodzenia
Wierzę, że lęki należy przepracować. Dotrzeć do źródła. Poobserwować chociażby na psychoterapii, skąd wziął się strach przed samotnością, której skutkiem zapewne było również trwanie w tak niezdrowej relacji. Wydaje mi się, że bezmyślne wpadanie w kolejny związek, nie rozwiąże problemu, a jedynie powierzchownie zagoi rany i na jakiś czas odwróci uwagę. Jeżeli autor chce naprawdę zmienić coś w swoim życiu powiniem zadbać o powrót do równowagi emocjonalnej. Chyba nie ma w życiu nic ważniejszego.
W wieku zdecydowanie dobrze rokującym, bo przed 30 😉 w pierwszej linijce jest napisane
Nie zgadzam się do końca z Sarasvati. Przecież on chodził/chodzi do psychologa, poradził sobie ze stratą żony, ale nie może sobie poradzić z samotnością, uczuciem pustki. Rozumiem go doskonale. I to nie jest przecież tak, że rzuca się od razu w nowy związek, bo już minęło dwa lata jak żyje sam, a to długo! Autor jest młodym, uczuciowym i wrażliwym facetem, moim zdaniem to najwyższy czas rozejrzeć się za drugą połówką, byleby nie podobną do pierwszej żony...
Smutne co piszesz. Czasem zbyt wiele dobroci sprawia, że najbliżsi zaczynają to wykorzystywać. Ciągle im mało.
Samotnosc jest brutalna. Kazdy w swoim zycii ma okazje jej zakosztowac, ale tez kazdy znajduje inny sposob na zwalczenie jej. Autorze. Pomysl w czym jestes dobry, co Cie interesuje, co chcialbys jeszcze w zyciu zrobic i do czego dazyc. Zapytaj sam siebie co nadaloby Twojemu zyciu sens. Piszesz ze zarabiasz, wiec masz srodki. Wystarczy wyjsc z samochodu i pojsc w odpowiednim koerunku. Kiedy sam ze soba poczujesz sie dobrze, to i wtedy znajdziesz sie wsrod ludzi, a moze nawet... tą jedyną kobietę na cale zycie. Wierze, ze taka na Ciebie czeka!
skąd jesteś? moglibyśmy czasem popisać czy coś.tez jestem cholernie samotna.moze jakoś razem udałoby nam się pozbierać???
Dolny Śląsk jak można się skontaktować z Tobą?
ewel78910@wp.pl
Niestety Panie Kolego taki mamy zawód. Ciagle jesteaymy w trasie i nie mamy czasu dla naszych bliskich. Moje życie prywatnie tez prawie nie istnieje na całe szczęście moja żona jest inna. Każdy chce mieć wszystko ma czas, towar w sklepie i bułeczki na sniadanie a nas nikt nie widzi a jak nie może wyprzedzić ciężarówki to wyzywa nas od zawalidróg i brudasów.
Ile ja bym dala za takiego faceta...
byłeś za dobry. to twój największy błąd. może i była zepsuta od początku, ale na pewno zepsułeś ją jeszcze bardziej, rozpieszczając ją, dając jej wszystko i utrzymując nawet po rozstaniu. jeśli w związku pieniądze wychodzą na pierwsze miejsce, to w głowie od razu powinna zapalić się ostrzegawcza lampka. mówię to jako kobieta. gdyby mój chłopak próbował uszczęśliwiać mnie kasą i drogimi prezentami, to nie miałabym o nim zbyt dobrego zdania.
nie jest zły, ale jeśli jedyne co ma do zaoferowania kobiecie to pieniądze, to chyba co nie tak. Jest różnica pomiędzy dbaniem o kobietę, a kupowaniem jej miłości. Autor chciał zmienić pracę by być w domu, ale jego była wolała pieniądze, więc już wtedy powinien zauważyć, że coś tu jest nie tak, a on zamiast tego podporządkował się temu co ona chciała i jeszcze bardziej obrzucał ją kasą i prezentami. Jego największym błędem było bycie cipą i robieniem wszystkiego by uszczęśliwić kogoś innego, zatracając przy tym samego siebie. Bo związku nie da zbudować się tylko na pieniądzach i jednostronnym staraniu.
Jak czytam twoje wyznanie to az serce mi pęka :(
Jest tyle kobiet, które są bite czy ponizane przez wlasnego mężczyznę a ta kobieta miala wszystko i jeszcze jej źle:( masz zbyt dobre serce , nie poddawaj się bo na pewno kiedys , we wlasciwym momencie bedziesz mial dla kogo żyć:) walcz o siebie
Bo jak to mówią, jak się ma miękkie serce, trzeba mieć twardą d*pę. Swoją drogę w życiu trzeba być trochę egoistą, bez przesady, ale czasami trzeba podjąć decyzję dobrą dla siebie np. zmienić pracę, która męczy mimo sporych zarobków.
Samotnosc boli, jest straszna ale tak naprawdę zawsze jesteśmy sami. Nie będę teraz rozwijać tej tezy. Zanim zaczniesz wchodzić w związki naucz się być sam. Zaakceptuj ten fakt i bądź sam ze sobą. Nie odwracajac od siebie uwagi telewizją internetem czy czymkolwiek. Badz. Masz teraz świetne warunki ku temu.