#mYKSC

Witam Czcigodnych.
Słowem wstępu: Chcę zostać księdzem. Nawet nie było w moim życiu jakiegoś przełomowego zdarzenia, które zadecydowałoby o tej decyzji. Po prostu od dziecka wiedziałem, że będę księdzem i już. Niestety nie dla wszystkich jest to oczywiste.
W szkole nie robiłem z tego tajemnicy, w końcu każdy ma prawo marzyć i mieć cele, jakie one by nie były. Jednak ogólnie uchodziłem za pobożnego głupka. Nie raz się osłuchałem, że będę sobie "brał ministrantów" w zakrystii. Przymykałem na to oko. Wiem, że są w Kościele pedofile. Są też zwyczajni karierowicze, złodzieje i hipokryci. Są. Bardzo mi się nie podoba obecny stan Kościoła Katolickiego, zarówno na tle polityki, podejścia do wiernych, jak i do samej wiary i liturgii, która jest mi szczególnie bliska. Ludzie też to widzą i krytykują, czemu się akurat nie dziwię. Jednak boli mnie to, że nawet jeszcze nie napisałem matury, nie wstąpiłem do seminarium, a ludzie już mnie nazywają pedofilem, złodziejem, marionetką Kościoła i po prostu głupkiem. Boli mnie to. Ja po prostu chcę robić to, o czym marzyłem od dziecka. Nigdy nie miałem dużo pieniędzy, ale od małego wiedziałem, że cudzego brać nie wolno, wyłudzać też. Co do mojej orientacji seksualnej jestem spokojny (tak, dziewczyny mi się podobają, chociaż z czasem trzeba będzie z tego zrezygnować), a pedofilom to bym urwał wiadomo co. Wiadomo, nie jestem święty. Kapłanem idealnym też nie będę, choć oczywiście postaram się do tego dążyć. Ale ciężko jest, gdy dookoła słyszy się tylko krytykę, wyzwiska. Może też tak ma być. Każdy ma ten swój krzyż, jak to się mówi. Ale nie dokładajmy tego krzyża innym.
Życzę Wam, abyście znaleźli wsparcie bliskich w dążeniu do marzeń.

#iI7KW

Mieszkam w domku jednorodzinnym. W porze zimowej pierwszy raz zdarzyło się nam mieć w domu mysz. Wcześniej tego nie było z powodu posiadania kota. Niestety kota brak, mysz była, pułapki mechaniczne nie działały, cwaniara je obchodziła bokiem (sama widziałam). Trutka na myszy również nie była ruszana, nie wiem jak mądra była to mysz, ale uparcie chciała z nami zostać. Pewnego dnia mąż oznajmił, że znalazł sposób, z allegro zamówił klejące pułapki. Kawałek tekturki pokryty mocnym klejem przyszedł w ciągu kilku dni, mąż rozstawił w miejscach widywania myszy i czekamy.


Na moje nieszczęście mysz wpadła w taką pułapkę akurat w kuchni. Dowiedziałam się o tym po piskach, które z siebie wydobywała. Poszłam sprawdzić, mysz przyklejona leży bokiem, ruszyć się nie może, cała się ze strachu trzęsie i pyszczy z całych sił. Wytrzymałam godzinę w domu, potem się popłakałam nad losem zwierzaka, chciałam ją jakoś odkleić, ale jak się zbliżałam to szarpała się bardziej, raniąc sobie skórę. Wyszłam z domu i 6h spędziłam na chodzeniu po mieście. Nigdy nie miałam tak wielkich wyrzutów sumienia jak po zobaczeniu tego małego stworzonka tak przerażonego. Wróciłam do domu dopiero jak mąż wrócił i zrobił z myszą porządek. Nie wnikałam jak to załatwił. Do dziś czasem jak o tym myślę to łza napływa mi do oka.


Wszystkie klejo-pułapki usunęłam i w niedługim czasie sprowadziłam kolejnego kota, by on zajmował się szkodnikami.


PS. Nie było mi szkoda samej myszy, bo wiem, że koty je zabijają, ale ta śmierć wtedy nie jest tak okrutna niż przyklejenie się i czekanie przez kilka godzin, aż ktoś cię dobije.

#142vJ

Jestem ratownikiem, ale ratowanie tonących ludzi to rzecz, którą zdecydowanie najrzadziej robię w tej pracy. Ostatnio w kabinie przebieralni zaklinowała się jakaś dziewczynka. Coś się zepsuło z zamkiem, więc standardowa procedura otwierania drzwi od zewnątrz nie zadziałała i użyłem troszkę siły, żeby otworzyć te drzwi. Skończyło się na tym, że strzeliłem 9-latkę drzwiami w twarz tak mocno, że aż ją zamroczyło.

#znRsj

Chłopak przyszykował mi kąpiel. Z pianką i w ogóle, a zapach był bardzo... nietypowy. Kiedy już weszłam, to spytałam go, czego użył. "No wiesz, nie mogłem znaleźć żadnej soli do kąpieli, to ogarnąłem tym, co miałem pod ręką...".
No więc tak. Wzięłam romantyczną kąpiel z kapsułką do prania, a bąbelki były sponsorowane przez Alka-Seltzer i rozpuszczalną witaminę C.

#gsnrQ

Każdy ma prawo wierzyć w swoją własną wersję życia pozagrobowego.
Ja wierzę w to, że po śmierci każdy z nas otrzyma coś w stylu "statystyk życia" czyli na przykład ile razy uprawiał seks, w jakich miejscach to robił, ile łącznie godzin przespał, a jak długo znajdował się w stanie upojenia alkoholowego.

Ciekawą informacją może być też to ilu morderców przypadkowo minął na ulicy lub czy kiedykolwiek niechcący zaprzepaścił swoją szansę na zostanie milionerem, ponieważ uznał, że jakiś pomysł, na który wpadł jest głupi i na pewno nie w prowadzi go w życie.

Ja natomiast najbardziej ciekawa jestem spisu miejsc, w których zrobiłam kupę (nazwałam to oficjalnie "Gówniany Szlak") i czy ich ilość jest wystarczająca na utworzenie jakiejś góry albo przynajmniej pagórka.

Byłabym dumna z siebie jeżeli uzbierałoby się chociaż coś wysokości Łysicy (612 m n.p.m.).

#XI9w0

Jestem gruba. Do tego mam duży brzuch. Stresująca praca, którą zapijam browarkami.

Stoję przy przystanku i palę fajka. Podchodzi do mnie babcia i mówi:
- Ty ku*wo, nie pali się w ciąży!
- Wal się starucho. Nie jestem ciężarna, tylko gruba. Wypie*dalaj.
Trochę zbiło mnie to z tropu, ale kolejny mach i mam spokój.

Podjechał autobus, wsiadam. Oczywiście ludzi full, więc stoję. Kątem oka widzę, że jakiś facet wstaje i patrzy na mnie.
- Proszę, z okazji Dnia Kobiet ustąpię pani miejsce.
Myślę sobie fajnie. Miły człowiek, usiadłam. Przede mną długa droga. Wyciągam słuchawki, już miałam je włożyć, kiedy ten sam facet z naprawdę miłym wyrazem twarzy pyta:
- To chłopak czy dziewczynka?
Rozbroił mnie tym. Koleś naprawdę nie miał złych zamiarów. Pytał po prostu, bo był życzliwy. Nie miałam serca dawać mu do zrozumienia, że zamiast ciężarówce ustąpił miejsca oszustce.
- Dziewczynka.

Idzie wiosna. Chyba pora wziąć się za siebie.

#dzhCg

Ostatnio jadąc pociągiem kontroler poprosił mnie o okazanie biletu no normalna sprawa, wyciągam więc stos różnych papierków z kieszeni i zaczynam szukać biletu, mówię kontrolerowi, żeby chwile poczekał, bo muszę znaleźć właściwy bilet. 

W między czasie podaję mu legitymację, żeby potwierdzić moje uprawnienie do zniżek na tej trasie, po chwili wkurzony kontroler mówi, że robię sobie z niego jakieś jaja i natychmiast mam mu pokazać ważny bilet, odpowiedziałem mu, że bilet ważny mam i po prostu muszę go znaleźć. Po paru sekundach wreszcie mam, ale widzę jak kontroler zaczyna spisywać moje dane z mojej legitymacji.

Chce mu pokazać bilet na co ten odpowiada mi, że już za późno nie okazałem biletu w czasie kontroli i należy mi się za to wezwanie do zapłaty, całe szczęście podszedł inny kontroler, z którym dało się wytłumaczyć sprawę w sposób normalny.

Okej rozumiem, powinienem mieć bilet pod ręką w tym zawiniłem, no ale chyba to nie jest problem poczekać jednak te dwie minuty nawet aż ktoś znajdzie bilet.

#xLQHK

Jakiś rok temu kupiłem swojej dziewczynie komputer, taki jaki ja chciałbym mieć. Wszystko ze średniej półki, złożyłem specjalnie pod nią. (Energooszczędność przy jak najlepszych osiągach itp..)
Marzyła o tym.

Od pół roku jej dzień wygląda tak że po godzinie 17 siada do komputera i kładzie się spać po 1:00-3:00 rano, natomiast w weekend jest gorzej, siedzi od rana do wieczora.

Poznała jakąś tam koleżankę przez internet, która ciągle błaga ją o granie on-line.

Moja dziewczyna ma okropną wadę wzroku.
Zalecenia lekarza są takie, by nie nadużywała tego typu sprzętu. Możliwe jest nawet to, że może ten wzrok stracić.
Komputer kupiłem jej głównie do nauki (oboje jesteśmy w tej samej klasie na profilu informatycznym)…

Cały czas błagam ją, żeby się ogarnęła, wtedy dostaję tylko odpowiedzi typu "dobra", "w porządku, przepraszam.."
Nic to nie zmienia.

Boli też to, że gdy jestem u niej w dzień, to śpi często podczas mojej obecności, bo jest zmęczona. Ostatnio był Dzień Kobiet. Miałem fajne plany na spędzenie tego dnia. Ale siedziałem obok łóżka, na którym śpi od dwóch godzin dziewczyna, która już nawet nie jest tak czuła jak kiedyś...

Czuję się okropnie.
Pamiętajcie, aby nie stawiać rzeczy materialnych ponad miłością ponieważ do niczego dobrego to nie prowadzi...
Dodaj anonimowe wyznanie