#LWBXT

Nienawidzę szowinizmu, nienawidzę, jak mężczyźni mówią "baba to tylko do garów" itd. Z moją żoną jestem już prawie 7 lat. Na studiach pracowała jako kelnerka, a później kierownik sali w restauracji. Jest niezwykle ambitna, obecnie wychowuje nasze maleństwo, robi szkołę podyplomową i planuje otworzyć swoją poradnię dietetyczną. Jest naprawdę świetna w tym co robi. Jednak zrozumiałem to dopiero ostatnio.

Wszystko zaczęło się po narodzinach synka. Ja wziąłem dodatkowe godziny w pracy, aby (jak mi się wtedy wydawało) podreperować nasz domowy budżet, a ona została w domu. Zacząłem zachowywać się jak totalny pajac. Przychodziłem do domu po pracy i zastanawiałem się gdzie jest obiad, przecież jest 15, miała tyle czasu, aby go ugotować. Zacząłem wytykać jej, że to ja zarabiam, a ona siedzi z dzieckiem (tak jakby nie dostawała macierzyńskiego), że nie mam siły ani ochoty przychodzić po pracy i ogarniać domu, skoro ona i tak tutaj siedzi. Tłumaczyła mi, że z niemowlakiem nie da się nic zaplanować, że samo karmienie go (na początku) to dobre parę godzin dziennie. Ja się tylko wkurzałem, krzyczałem, że powinna dać butelkę i po sprawie, ale ona się uparła (i bardzo dobrze! Dziękuję jej za to). Nie widziałem tego, jaki ogrom pracy ona wykonuje, że wstaje w nocy po parę razy, kiedy ja smacznie śpię, że sprząta, kiedy synek zasypia, że uczy się wieczorem. Byłem egoistą! Chciałem, aby znowu była seksowna, aby znowu się malowała, aby w domu było czysto, aby znowu się uśmiechała.

Wszystko to trwało jakieś 4 miesiace, do momentu, aż moja żona zachorowała. Miała zapalenie nerek, bardzo ostre, trafiła do szpitala, a ja zostałem z dzieckiem sam! Totalnie sam. I uświadomiłem sobie, że nie wiem co mam robić. Kiedy on je, ile je, co ile zmieniać pampersa, jak kąpać, jak usypiać, nie wiedziałem kompletnie nic. Pierwszy dzień był najgorszy, ale ja podszedłem na lajcie. Włożyłem synka do bujaka i odpaliłem Xboxa, gram w Fifę, a on zaczyna płakać! Mówię - zaraz podejdę, daj już spokój, a on jeszcze głośniej. Tak było przez cały dzień, nosiłem go na rękach, bujałem, plecy mnie już bolały, nie mogłem napić się spokojnie kawy. Trzeba było iść do sklepu na zakupy, nie wiedziałem nawet jak go ubrać. W pewnym momencie zacząłem płakać i nie dlatego, że sobie nie radziłem (choć to było oczywiste), ale dlatego, że zostawiłem swoją żonę samą. Po porodzie nie miała we mnie wsparcia, a było jej ciężko, często nie miała czasu, aby coś zjeść, a martwiła się o mnie. Wykończyła się i dlatego jej organizm się zbuntował, a wystarczyło, abym czasem podał jej malucha w nocy, abym czasem zrobił jej obiad czy śniadanie, abym ją docenił i pomógł. Bo dla mnie opieka nad niemowlęciem i domem jest dużo cięższą pracą niż moja praca za biurkiem w banku.
Dla mnie kobiety są bohaterkami, potrafią często dużo więcej niż faceci!
NoDadNotTonight Odpowiedz

Dobrze, ze dostrzegłeś problem, teraz tylko pomóc żonie i nie zapominać o tym doświadczeniu.

SpinkaJustynka Odpowiedz

Kobiety niestety maja tendencję do samoumartwiania się i robienia wszystkiego w domu i wokół dziecka. Ale nie wszystkie jesteśmy takie wspaniałe. Gdyby trafiło na mnie, ostatnie czego mogłbys się spodziewać to grzeczne tłumaczenie czemu nie ma obiadku pod nosek.
Ale wróć, na mnie by nie trafiło bo nigdy nie związałabym się z kimś, kto ma takie podejście.
Wstydź się autorze. Jesteś tak samo rodzicem jak żona. Mialam nadzieję, że faceci którzy nie poczuwaja się do wstawania do własnego! dziecka czy gotowania powoli wymieraja w poprzednich pokoleniach, ale jak widać nie.

IrisvonEverec

@SpinkaJustynka: Niestety nie wymierają. Ale to też, w niektórych przypadkach (np. moim i mojego męża) wychowania i tego, co widzi się w domu. U nas mamy były i są nadal tymi wielofunkcyjnymi mamami, do czego mój mąż się przyzwyczaił, a ja brałam przykład. Kiedy tylko ogarnęłam się do końca jakiś miesiąc po porodzie i robiłam wszystko przy dziecku i w domu (choć "ustalaliśmy", kiedy byłam w ciąży, że wszystko przy dziecku będziemy robić razem w mniej więcej takim samym stopniu zaawansowania). Staram się go tego oduczyć i zagonić do jakiejś roboty, bo gdyby był w takiej sytuacji, jak Autor wyznania, w domu byłby sajgon, dziecko spałoby dopiero, jakby samo padło ze zmęczenia (bo nie umie u niego zasnąć) i jadło w głównej mierze, co by sobie "złapało"... Muszę mu pokazać to wyznanie, może coś dotrze, bo inaczej gardło sobie zedrę... 😐😉

xyRon

Ale to podział obowiązków. Mąż też ma w domu siedzieć? Kto wtedy będzie na utrzymanie zarabiał? Wychowanie dziecka to nie jest kara. Na początku jest ciężko, ale z każdym dniem coraz lżej.

TataKazika

SpinkaJustynka autor na szczęście opamiętał się i choć o tym nie napisał to myślę że teraz już paga żonie a na pewno nie wytyka jej jak coś jest nie zrobione. Popełnił błąd ale myślę że wyciągnął wnioski. Przykre, że musiało dojść do choroby żeby to zrozumiał.
xyRon nikt nie oczekuję żeby facet rzucił pracę i siedział razem z żoną w domu. Ale wypadałoby chyba wspierać żonę, zamiast wytykać że nie ma obiadu zastanowić się dlaczego ? Zapytać jak minął dzień ? Też siedzę w domu. Starsza w przedszkolu, młodsza rok prawie ma. I choć zazwyczaj jestem w stanie wszystko ładnie ogarnąć , posprzątać i obiad zrobić, to są dni kiedy się nie da.np. Chore dziecko potrafi wszystkie plany zniszczyć. Cały czas trzeba mu poświęcić a i w nocy wstać nie raz. I mimo to że mój mąż jeździ do pracy to czasem w nocy wstawał by mi pomóc. Starałam się poradzić sama, ale czasem opadalam już z sił.

Martyna

Matka jest rodzicem tak samo jak ojciec. Sprzątać powinni oboje bo oboje dom brudzą, to samo z praniem, gotowaniem itp bo oboje tego potrzebują. Dziwie się kobietom które dają się tak wykorzystywać

IrisvonEverec

@xyRon: Podział obowiązków? Ja na tą chwilę nie mam możliwości pójść do pracy, minimum do września muszę czekać, by małą wysłać do przedszkola. I idę do pracy. Na tą chwilę piorę, sprzątam, gotuję, zajmuję się dzieckiem, psem, kotem i ogrodem, wszystko na mojej głowie. On wraca z pracy, je obiad i siedzi przed telewizorem, do zajęcia się własnym dzieckiem muszę go gonić. Pójdę spełnić marzenie o pracy, 8 godzin zapierdalam w pracy i resztę dnia w domu, jak moja matka i teściowa, a on będzie tylko uważał by nie zrobić sobie odcisków na dupie od siedzenia? Nie ma mowy. Ponadto piszesz, że wychowanie dziecka to nie kara. Nie, jeśli jest choć odrobinę dzielone to wspaniałe doświadczenie. Fakt. Z czasem jest łatwiej, to nie podlega wątpliwości. Ale dlaczego kobieta ma sama ponosić odpowiedzialność za wychowanie? Mam tu na myśli również zabawy, choroby, wizyty u lekarza, organizację wolnego czasu, naukę wszystkiego... A potem "czemu jeszcze nie umie?", "po co mam iść z wami?" i tym podobne...
Czasem się czuję jak prawdziwa Iris von Everec, tylko wszystko muszę robić sama, a on choć jest, to tak jakby go nie było...

Przepraszam, chyba mnie trochę poniosło i musiałam się wygadać...

kefir

oj nie,żyją i mają się dobrze

IrisvonEverec

@kefir: Dosłownie i w przenośni. 😂

Bielik

kwestia podziału obowiązków. ja uważam, że oboje małżonkowie powinni podobną ilość czasu w ciągu dnia poświęcać na obowiązki. czasem jest taki dzień, że ja wychodzę z siebie, a mąż wraca z pracy całkiem niezmęczony. czasem to ja miałam lekki dzień, a on po powrocie pada na twarz. mój mąż nie gotuje, nie pierze i nie prasuje, ja nie zarabiam, nie wyrzucam śmieci i nie odkurzam. taki mamy podział. moi rodzice np. pracują bardzo nieregularnie i mają taki podział, że w danym dniu zmywa i sprząta ta osoba, która w pracy była danego dnia mniej godzin

Vampire7 Odpowiedz

Mam 2 miesięcznego niemowlaka, karmie piersią i dziecko jest cudowne, ale potwierdzam, że wyczynem jest zrobić sobie śniadanie i je zjeść ;) Jeżeli dziecko śpi to spoko, można coś ogarnąć, ale często gotowanie obiadu to wyczyn nie do ogarnięcia. W tym momencie pozdrawiam serdecznie i ciepło, wszystkie samotne matki, które muszą ogarnąć wszystko same:( Ja na szczęście mam wspaniałego partnera i się dzielimy obowiązkami.

Kejlen88 Odpowiedz

Najważniejsze że się opamiętałeś bo inaczej źle by to się skończyło dla całej waszej trójki.

grzechu Odpowiedz

Te nadgodziny i marudzenie, że jest 15., a nie ma obiadu trochę mi nie pasują. Nadgodziny kojarzą mi się z dłuższym siedzeniem w pracy.

gwynbleidd

Można nadgodziny robić w dzień wolny. Ja swoje nadgodziny często przepracowuję w sobotę, która normalnie jest u mnie dniem niepracującym. I jak przychodzę w sobotę, to zazwyczaj na 4-5 godzin, nie na cały dzień, więc jeśli zacznę pracę o 8, to w domu jestem około 14.

XX2411 Odpowiedz

Wracałeś do domu o 15 i nie miałeś czasu by choć trochę zająć się dzieckiem? Twoim obowiązkiem było wstawać w nocy do dziecka, by żona mogła odpocząć.

Bulbulatorr

Że co? Kobieta nic nie robi poza zmienianiem , a on ma zarywac , przez to zasnac za , popelnic blad w pracypracy bo ksiezniczke przeroslo dorosle zycie?

urushihara

@bulbulatorr, przepraszam, ale to ja o to zapytam: że co niby? Że co?!

XX2411

@Bulbulatorr, wszystko zależy jakim chcesz być ojcem. Jeżeli tylko ojcem od przynoszenia pieniędzy to powodzenia. Natomiast jeżeli chcesz uczestniczyć w życiu dziecka, to zmień nastawienie.

PlastelinowyKubeczek

Bulbulator- jak chcesz już tak bardzo pocisnąć, to weź przeczytaj dwa razy tekst, zanim go opublikujesz. Z tego się zrozumieć nic nie da.

Kitket12 Odpowiedz

PS. A propos tego ze zona siedzi teraz w domu: autor pisze ze zona obecnie robi szkołę podyplomową i planuje własny biznes ;)
Druga sprawa : pisząc "na tych samych zasadach" chodziło mi o to, że praca w domu to nie "pomaganie partnerowi" tylko też mieszkam, więc i robię pewne rzeczy nie w ramach "pomagania".
Nie chodziło mi o to żeby "wyliczać" ile dokładnie kto zrobił, żeby było równiutko po pół :)

Kitket12 Odpowiedz

W odpowiedzi na ostatni komentarz Ankaa
może źle to ujęłam.
Ogólnie się przeciez zgadzam z tym co piszesz o pracy itp.
Cały czas chodziło mi o to, że nawet jak robisz coś przez 10 minut to powinno byc moim zdaniem na zasadzie "tyle jestem w stanie tyle zrobiłem/am" a nie coś w stylu " jaki to ja nie jestem cudowny bo POMOGŁEM żonie", a powinno to być traktowane jako coś normalnego i oczywistego. Pisałam, żechodzi mi bardziej o mentalność, niz o czasowe/ilościowe rozdzielanie zadań po równo aczkolwiek przyznaję, że nieco czepiałam się słowek ;)
Wazne ze autor zrozumiał sytuację :)

Ankaaa

Koło nicku autora głównego komentarza jest takie pomarańczowe "odpowiedz". Jak w to klikniesz, to komentarz pojawia się pod komentarzem, do którego się odnosisz i inni nie muszą go potem szukać :D
Dla mnie pomoc też jest czymś normalnym i oczywistym. Jak na przykład robię obiad i chłopak ugotuje do niego jakiś makaron albo zrobi surówkę, to uważam to za pomoc, bo jednak ja jestem głównym "wykonawcą" obiadu, ale jest to jednak dla nas normalne i zawsze w czymś mi pomaga :D Więc to rzeczywiście jest trochę czepianie się słówek, bo dla każdego ta "pomoc" może znaczyć coś innego, a autor nie sprecyzował, co tak naprawdę robi/zamierza robić ;)

Kitket12 Odpowiedz

Dobrze że w koncu zrozumiałeś co trzeba
I może teraz się czepiam
Ale " wystarczyło żebym CZASEM zrobił obiad (...) pomógł"
Czasem to znaczy ile razy dokładnie...? Nie lepiej po prostu wtedy kiedy masz okazję i jesteś w stanie to zrobić? Dla mnie brzmi to trochę jak " no dziś dwa razy w tygodniu zrobiłem obiad, odfajkowałem"
I też to "pomógł"?
Skoro dziecko jest wspolne, gospodarstwo domowe również, to serio to nie tak, że jedna osoba (obojętnie jakiej płci) coś robi a druga "pomaga". Tak samo jesz, brudzisz itp. Więc po prostu na tych samych zasadach ogarniasz dom i dziecko.
Poza tym rozumiem że można wpaść w pewnien impas i nie dostrzegać pewnych rzeczy, bywa i tak.
Ale serio chyba przeciętnie ogarnięty piętnastolatek byłby w stanie się domyślić, ze jak dziecko płacze to się raczej nie gra na konsoli...żona w szpitalu, nie wiesz jak zajmować się dzieckiem więc zamast spróbować się czegoś dowiedzieć odpalasz gry...
I serio mam wrażenie, że Twój końcowy apel jest nieco naiwny... dorośli prawdziwi Mężczyźni i tak są pewnych rzeczy świadomi, a ci drudzy jeśli muszą dowiadywać sie podstaw zycia społecznego z anonimowych to wolę nie wyobrazac sobie losu ich potencjalnych rodzin...
Z drugiej strony żona mogła postawić sprawę jaśniej, trzeba rozmawiać. Ale prosić własnego męża o coś tak oczywistego jak opieka nad dzieckiem czy domem jest nieco "upokarzające" i daje do myślenia. Zamiast pisać jaka jest ambitna i wspaniała umożliw jej rozwój osobisty i udowodnij jej co trzeba.

Ankaaa

W tej chwili głównym zajęciem autora jest praca, a żony zajmowanie się domem i dzieckiem. Jeśli mają robić wszysto po równo, to niech ona również idzie do pracy. Skoro nie pracuje, to jest raczej normalne i logiczne, że wykonuje większość prac domowych, a autor pomaga, kiedy akurat jest w domu i ma taką możliwość. On również potrzebuje chwili dla siebie i to nie może wyglądać tak, że po powrocie do domu nagle przejmuje wszystkie obowiązki żony, żeby było "po równo".

Kitket12 Odpowiedz

Hm..nie chodziło mi absolutnie o to, że ktoś pracując długo musi ogarnać dokładnie po równo tyle co osoba siedząca w domu...grunt to się dogadać.
Tylko z wyznania można wywnioskować i to w pewnym sensie przyznał sam autor też, że nie dokonca rozumiał jak robić przy dziecku COKOLWIEK i nie poustalał z zoną co trzeba skoro sam pisał, że dopiero w jej chorobie zauważył pewne rzeczy...
Ponadto nie było w moim komentarzu bezposredniej krytyki autora jako jego samego, tylko chodziło mi o pewne niuanse (podkreslenie tego że to są niuanse również znalazło się w mojej wypowiedzi).

Ankaaa

To jest odpowiedź na mój komentarz? Jeśli tak, to przypomnę, co napisałaś wcześniej.
"Skoro dziecko jest wspolne, gospodarstwo domowe również, to serio to nie tak, że jedna osoba (obojętnie jakiej płci) coś robi a druga "pomaga". Tak samo jesz, brudzisz itp. Więc po prostu na tych samych zasadach ogarniasz dom i dziecko."
Mój komentarz odnosił się do tego fragmentu. Autor wcześniej zachowywał się jak dupek i nigdzie nie stwierdziłam, że było inaczej. Jednak jeśli jedna osoba nie pracuje i zajmuje się domem i dzieckiem, to ta druga siłą rzeczy nie ma możliwości ogarniania domu na tych samych zasadach, bo musiałaby poświęcić na to cały swój czas po pracy. Jeśli żona cały dzień zajmuje się domem, a mąż po pracy ugotuje obiad, przejmie opiekę nad dzieckiem na np. 2 godziny, żeby żona miała czas dla siebie, czy coś w tym stylu, to biorąc pod uwagę ile ona spędza czasu na tego typu obowiazkach, jest to jednak pomoc, a nie ogarnianie czegokolwiek na tych samych zasadach.

Zobacz więcej komentarzy (11)
Dodaj anonimowe wyznanie