#In8DE

Niedawno dodałam tutaj wyznanie o koleżance, która rozbiła chomika o ścianę. Ktoś poprosił o więcej historii z nią związanych, oto jestem. Chomik nie był jej jedyną ofiarą, ale jedyną znaną mi ofiarą śmiertelną.

Podstawówka, coś koło 2-3 klasy, wycieczka. Mieliśmy chwilę wolnego czasu i mieliśmy pospacerować/odpocząć w zwykłym parku. W parku było jezioro, a w nim pływały kaczki. Na drodze były kamienie. Co wymyśliła koleżanka? Porzuca kamieniami w kaczki, bo czemu nie. Na szczęście kamyki nie były zbyt duże a koleżanka nie miała cela. Prosiłam ją żeby przestała, bo powiem pani. Ona na to, że "jeśli powiem to skończę jak one" rzucając kolejnym kamieniem. Nie powiedziałam, ale chciałam ją wystraszyć i odeszłam parę metrów, a ta pobiegła za mną, żeby się nie zgubić. Przy okazji, tak jak obiecała, rzuciła we mnie dość sporym kamieniem. Byłam przyzwyczajona, z doświadczenia wiedziałam, że lepiej to zignorować.
Kolejna sytuacja działa się u niej w domu. Koleżanka miała kota, nudziło się jej więc stwierdziła, że go wykąpie. Wzięła go do łazienki. Złapała za wszystkie łapki i zaczęła polewać najgorętszą wodą, jaką tylko dało się uzyskać. Kot wrzeszczał na cały dom. Nie wytrzymałam, wyrwałam jej narzędzie tortur i skierowałam na jej twarz. Zostałam pchnięta z całej siły w ścianę, a następnie wyrzucona z jej domu, ale nie żałuję.
Kiedyś, kiedy nie chciałam zostać z nią po lekcjach, zwyczajnie zrzuciła mnie ze schodów, mówiąc "chciałbym żebyś była kaleką, wtedy nie mogłabyś mi uciec". Tym razem skończyło się tylko na siniakach, ale wiedziałam, że jest nieobliczalna.
Gdzie byli rodzice, nauczyciele?
Moim rodzicom nie chciałam dokładać problemów, od zawsze myślałam że nie jestem ważna (to, że w wieku 9 lat codziennie dosłownie modliłam się o śmierć też nie było ważne).
Jej rodzice byli bardzo bogaci i mieli ją, krótko mówiąc, w dupie.
Nauczycielce powiedziałam raz, że mnie bije, że boję się chodzić do szkoły. Co zrobiła? Stwierdziła że to niemożliwe, bo po pierwsze X to takie grzeczne dziecko, a po drugie jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami i pewnie się pokłóciłyśmy, a teraz zmyślam, żeby dostała ochrzan. A tak w ogóle to wszystkie dzieci się biją, (to że jej rodzice sponsorowali w szkole różne rzeczy z pewnością nie ma z tym nic wspólnego).
Nasza znajomość skończyła się w 5 klasie, przepisała się do innej szkoły. Zrobiła to ponieważ, kiedy wysyłała mi groźby śmiertelnie na popularnym wtedy nk, pokazałam je siostrze i sprawa skończyła się na policji.

#5e2MV

Mam tak raz na jakiś czas, że opanowuje mnie totalne bezmózgowie. Przykład?

Najbardziej pamiętam, gdy za dzieciaka mamusia kupiła nowy fotel, taka dumna, bo aż za 200 zł. No, do bogatych nie należeliśmy. I pewnego pięknego wieczoru, gdy nikogo nie było w domu, pomalowałam rączkę fotela korektorem. Po chwili strach, że fotel ma 2 dni, matka mnie zabije! Co zrobić? Genialna ja wzięłam nóż i odkroiłam to. Gdy zobaczyłam, jak ch*ujowo to wygląda, pomyślałam, że głupia ja mogłam to zmazać płynem. Kolejny genialny pomysł się narodził! Przykleję odkrojone kawałki i umyję, ale na co przykleić? Na korektor, oczywiście!
Jak się domyślacie, nie przykleiło się, a że już późno było pomyślałam, że następnego dnia popracuję, by to ukryć. Wzięłam więc czarną skarpetkę ojca, powiesiłam na rączce fotela i poszłam się myć.
Godzinę później dostałam taki wpierdol, że nigdy nie zapomnę.

A przypomniało mi się to, gdy ostatnio, po około 12 latach, doznałam podobnego stanu i jako dorosła kobieta, mieszkająca na swoim, ogoliłam psa równie ch*jowo, i biedny pies chodzi z jakimiś gołymi plackami na grzbiecie.
Brawo ja!

#qT4Rt

Kiedy byłam mała, podciągałam bardzo wysoko rajstopy i skracałam szelki ogrodniczek, tak że wpijały mi się w krocze. Wtedy kiedy jechałam rowerkiem albo kucałam było mi bardzo przyjemnie.
Dopiero kilkanaście lat później uświadomiłam sobie, że pierwsze orgazmy miałam budując zamki w piaskownicy.

#wM444

Mój "jeszcze mąż" chce mi zniszczyć życie...
Gdy okazało się, że jestem w ciąży, to wszystko się szybko potoczyło, pod wpływem emocji wzięliśmy szybki i skromny ślub. On jest prawie 10 lat starszy ode mnie, myślałam, że jest poważny, będzie umiał zadbać o mnie i dziecko itp. Na ślubie się skończyło, nie zamieszkaliśmy razem, gdyż niezbyt było mu to na rękę (remontowanie, wizja bycia ojcem, obecność małego dziecka...). Według niego brzuch mi rósł z racji tego, że po prostu tyłam, a nie, że spodziewam się dziecka. Kilka razy usłyszałam, że lepiej będzie, jak poronię...
Gdy urodziło się dziecko ani razu mi nie pomógł, nie interesował się dzieckiem, czy czegoś potrzebuje itd., nie dał na dziecko ani grosza. Małemu nigdy nic nie brakowało, zarabiam, więc sama jakoś dawałam rady finansowo.

Po roku tego "małżeństwa" w końcu zmądrzałam i złożyłam pozew rozwodowy. No i się zaczęło... Wszystko obrócił przeciwko mnie, zrobił ze mnie najgorszą, że to ja go nie dopuszczam do dziecka, że mi rozwodu nie da, że będzie mi utrudniał życie i że odbierze mi Maluszka. Bywał też agresywny, wiele razy miałam wykręconą rękę, ale głównie to była przemoc psychiczna.

Uważa, że ma przewagę we wszystkim, że jestem na przegranej pozycji. Wspólnym znajomym opowiada na mój temat kłamstwa, a oni w to wierzą. Ciągle mnie straszy, że zaczęłam wojnę i postara się, żeby wszystko we mnie uderzyło, że pożałuję tego wszystkiego. Bardzo się boję tej sprawy rozwodowej, że zabierze mi dziecko, chociaż nie ma ku temu podstaw. On ma adwokata, ja naiwnie wierzę, że wygram opisując to wszystko, po prostu prawdą. Staram się być silna dla Maluszka, ale psychicznie mnie to wykańcza. On ani godziny nie spędził z dzieckiem i boję się, że mógłby zrobić mu krzywdę. Nie panuje nad nerwami i wszystko w jego otoczeniu obrywa, a płaczące dziecko mogłoby go również wtrącić z równowagi.
Wybory pod wpływem chwili i emocji to nic dobrego, teraz to wiem.

#HAgPm

Będzie krótko.

Impreza u wujka, wszyscy już narąbani, jeden z uczestników imprezy próbuje zejść ze schodów i przez brak barierek spada z 1 piętra. W wyniku uderzenia głową umiera kilka godzin później w szpitalu.

Kilka dni później impreza po pogrzebie, by pożegnać zmarłego kolegę. Znowu wszyscy narąbani...
Zgadnijcie, co się stało.

#0Gub5

Zapewne wielu z was kojarzy czym jest zespół jelita drażliwego, jeśli nie, to w wielkim skrócie "zjedz, a się posrasz ze szczęścia".

Moje jelita nie lubią leków każdego rodzaju. Leki = WC, zawsze. A jako że muszę brać jeden lek do końca życia o stałych porach, musiałem coś wymyślić, więc myślałem i myślałem i wymyśliłem. Zatyczkę analną własnej konstrukcji, dzięki której zyskuję zawsze jakieś 40 minut.

Tak że ten, jak spotkacie 26-letniego faceta z korkiem analnym, to mogę to być ja ;)

#lsLG4

W odpowiedzi na zarzut, że matematyka nikomu do niczego nie jest w życiu potrzebna zwykło się się mówić, że jest potrzebna choćby do najprostszych obliczeń, jak wydatki, kalorie, ilość farby potrzebna do pomalowania pokoju...
Otóż okazuje się, że niekoniecznie - czasem ludzie stosują pewne uproszczenia, dzięki którym mogą całkowicie ominąć matematykę.

Opowieść jednego z wykładowców matematyki na uczelni, na której również prowadziłem zajęcia z tego przedmiotu.

Wykładowca ów prowadził ćwiczenia i poprosił studenta o rozwiązanie zadania na tablicy. Na pewnym etapie zadania należało wykonać działanie: 1/2 - 1/4.
Student bez chwili namysłu wpisał: "-1/2".
Czujny wykładowca od razu wychwycił błąd.
- W pana obliczenia wkradł się błąd.
Student bez śladu zrozumienia wpatrywał się w tablicę. Wykładowca postanowił go naprowadzić:
- Jedna druga minus jedna czwarta to...
- ...minus jedna druga - dokończył student.

Sytuacja ciężka - student najwyraźniej z tych, którzy nie ogarniają działań na ułamkach. Ułamki w przykładzie nie są jakoś bardzo skomplikowane, a wręcz idealnie pasują do opisu przykładu, w którym żaden student nigdy się nie pomyli...
- Powiedzmy, że ma pan pół litra. Wypija pan ćwierć. Ile panu zostało?
Student, bez chwili zastanowienia, podaje prawidłową odpowiedź:
- Mało.

#vcOtH

Oficjalnie podczas jazdy rowerem nieszczęśliwie upadłam pupą na rozbite szkło. Jak było naprawdę?

Leżę sobie na łóżku, aż tu nagle odczuwam spore ciśnienie w pośladach. Wypinam więc tyłek i uwalniam pierda mordercę. Ryknęło basem, od którego drżą ściany i pęka podłoga. Srogi bączur poniósł się echem po całym mieszkaniu.
Opętańczy wyziew piekielnej otchłani dotarł do moich królików, które chyba pomyślały, że atakuje mnie jakiś demon. Przybiegły do pokoju, skoczyły na łóżko i jak jeden mąż wgryzły mi się w pośladki. Zaskoczona krzyknęłam i mimowolnie wypuściłam kolejnego potwora. Króliczy wojownicy odebrali to jako wrogie warczenie demona i zaatakowali brutalnie.
Bitwa była krótka, ale krwawa.

Podziwiam lekarza, który nie wybuchnął śmiechem, gdy opowiadałam co się stało - zrobił to dopiero jak wyszłam :D
Dodaj anonimowe wyznanie