#07AN5

Dzisiaj sobie uświadomiłem, jak bardzo jesteśmy zje*ani z moimi współlokatorami.
Wyobraźcie sobie taką sytuację: 4 facetów, każdy ma 25 lat, kończących studia, razem w jednej łazience. Jeden goli miejsca intymne pod prysznicem, drugi myje zęby, trzeci sra. Czwarty siedzi na pralce i nie robi nic, przyszedł sobie pogadać z resztą, co będzie sam siedział. A o czym rozmawialiśmy? Wspominaliśmy stare czasy i kłóciliśmy się, która klasa była najlepsza w Metinie.

Tak że pozdro, mam nadzieję że nie jest dla nas jeszcze za późno.

#EH7Fi

Dziś znalazłem swój "dziennik" z moich gówniarskich lat.
Jedyną rzeczą, która wyróżniała się na tle wszystkich głupich dziecięcych przemyśleń był cytat: "Dzisiaj byłem u babci i wujek zaprosił mnie do łazienki, żeby porobić dorosłe rzeczy. Wujek pokazał mi swojego siusiaczka, był naprawdę duży i włochaty".

#ajnF8

Jestem nauczycielką.
Naczytałam się w głupich babskich pismach, żeby spróbować sextingu, aby urozmaicić małżeństwo. Wysłałam sprośną, obrzydliwą wiadomość do ucznia zamiast do męża.

Jeśli niedługo będzie głośno w mediach o nauczycielce-pedofilce - to ja.
Nie wiem co robić.

#stTdD

Wierzę w Obcych, UFO i te sprawy. W młodości czekałam na spotkanie trzeciego stopnia, trafienie na tunel czasoprzestrzenny lub ślizganie się po wymiarach .
Ta historia jest o tym... prawie ;-)

Na studiach zaczytywałam się w literaturze SF. Czytałam dniami i nocami, żyłam wymyślonymi światami i rozglądałam się za Innymi!
Pewnej nocy, ciemnej, ponurej, pozbawionej księżyca i gwiazd (sorry, taki mamy klimat) wybudził mnie ze snu dziwny dźwięk... Leżałam, wsłuchując się w ciemność. Dźwięk narastał. Zbliżał się wyraźnie. Zerwałam się z łóżka do okna. To ONI. Wreszcie! UFO!

Emocje podniosły mi ciśnienie. Wzruszenie ścisnęło za gardło...
Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam zarys pojazdu na pobliskiej drodze...

To był traktor.
Głębokie rozczarowanie spowodowało, że rozryczałam się i jednocześnie parsknęłam śmiechem, albowiem na szczęście posiadam zmysł autoironicznego humoru. ;)

#K3ZRP

Moja koleżanka z zawodu jest trollem internetowym, hejterem i prowokatorką jakich mało. Nie jest to zwykłe denerwowanie ludzi i sianie fermentu, tylko działania zaplanowane i celowe. Ona ma w pokoju na półce istne tomy na każdy temat. Kilkanaście ogromnych notatników, każdy po kilkaset stron, opisane na okładce hasłami: religia, feminizm, molestowanie, aborcja, imigranci i terroryzm, pedofilia, złodziejstwo, alkoholizm, narkotyki, polityka, weganizm i eko itd. Czyli takie tematy, które dzielą ludzi i zaczynają wojny internetowe. A ona wesoła pije herbatę, je ciastka i niczym Lucyfer patrzy na to wszystko; widziałem tę scenę i się martwię o jej zdrowie psychiczne. Ma ona też masę kont na wszelkich portalach społecznościowych, że niby to piszą zwykli ludzie. A tak naprawdę każda postać to wykreowany przez nią bohater i ona sama nakręca te wojny.

Uważam, że to obsesja. Kto normalny traci czas na pisanie setek wyznań, komentarzy i tworzenie kilkudziesięciu kont (na samym pewnym słynnym portalu społecznościowym ponad 60 kont, z których lajkuje wypowiedzi innych i swoje i pisze durnoty).

Żeby w szkole się tak przykładała...

#owkcP

Mam to do siebie, że zdarza mi się mieć tzw. zastój umysłowy vel zaćmienie umysłu vel wczesnoporanną niedyspozycję rozumu, nazywajcie jak chcecie. Ale dzisiaj przeszłam samą siebie.

Godz. 5.45, ja w sklepie, kupuję jedzonko do pracy (wszakże przez te 8 godzin żołądek musi być doceniany), pani kasjerka już mi skasowała produkty, a ja się zagapiłam na nią i słyszę: "dwanaście, trzynaście". Otrząsnęłam się z tego zagapienia i w tym momencie owej wczesnoporannej niedyspozycji rozumu, dopowiadam: "czternaście"... Chwila konsternacji, pani kasjerka patrzy na mnie, ja na nią i wtem mówi: "Płaci pani 12 złotych i 13 groszy. Czternastki tu nigdzie nie ma".

Jak do tej pory to jest mój rekord :]

#XkR0Q

Od dziecka miałam kompleks na punkcie zębów. Chociaż były dość równe, zawsze wydawało mi się, że są lekko pożółkłe, akurat tak, żeby było to zauważalne i lekko żenujące, kiedy trzeba uśmiechnąć się szeroko do zdjęcia. Wstydziłam się tego okropnie i robiłam wszystko, żeby tylko ukryć tę niedoskonałość lub ją usunąć, ale niestety - pasty, płukanki i paski wybielające nie przynosiły zadowalających efektów w moim przypadku. Byłam w tym temacie tak bardzo zafiksowana i przewrażliwiona, że kontrolowałam stan uzębienia tylko w domowej łazience, a w innych miejscach (nawet u koleżanek czy na wycieczkach szkolnych) unikałam chociażby otworzenia ust przed lustrem.

Pod koniec września przeniosłam się na studia do wynajmowanego mieszkania. Jak co wieczór, przystąpiłam do rytualnych oględzin paszczy - i wtem, zaskoczenie. Moje zęby były... no, może nie białe jak z reklamy gabinetu dentystycznego, ale znośne. Takie akurat naturalnie jasne, w odcieniu jak np. u kilkuletniego dziecka. Długo nie mogłam zrozumieć, co się stało. Halucynacje? Magia? Boska interwencja?

Przyczynę odkryłam, kiedy wróciłam do domu na długi weekend - otóż w łazience u moich rodziców zawsze montowane były żarówki starego typu, kupowane w pobliskim sklepie elektrycznym. Nigdy nie zwracałam na to uwagi, ale nadawały wszystkiemu żółtawy odcień... a w tym moim zębom.

W skrócie - żarówka o białym świetle wyleczyła mnie z hodowanych przez prawie dwadzieścia lat kompleksów. Można? Można...

#gatEv

Gdy byłam dzieckiem, wzięłam udział w obozie zimowym w górach organizowanym przez moją osiedlową parafię. Byłam bardzo podekscytowana, w końcu mogłam spędzić czas z moimi rówieśnikami. Bardzo mi zależało, by w końcu się pozbyć łatki nudnego nerda i znaleźć jakichś przyjaciół, dlatego starałam się być cool (cokolwiek to dla mnie wtedy znaczyło).

Wszystko przebiegało zgodnie z planem, zostałam ulokowana w pokoju z moimi dwiema koleżankami i animatorką, która była jedną z fajniejszych z grupy opiekunów na tym wyjeździe. Niestety, nie była bez wad, a jej największą było to, że potrafiła spędzać godziny w łazience. Na początku nie myślałam, że to będzie dla mnie aż tak duży problem, jednak życie za bardzo mnie nienawidzi.

Pewnego ranka obudziłam się z ogromnym parciem na pęcherz. To nie byłe zwykłe siku - to był zew wszystkich wodospadów Ziemi pod wodzą upierdliwego Posejdona. Tak bardzo mi się chciało, że przez moment nie byłam w stanie się ruszyć z łóżka, bo bałam się, że popuszczę. Zebrałam swoją siłę woli i zrywam się szybko z łóżka. Spoglądam na łazienkę i widzę nieszczęsne światło w oknie łazienki i puste łóżko animatorki. Zaczynam panikować, a co gorsze, robiąc hałas przy wstawaniu z łóżka obudziłam swoje koleżanki, które zaczęły mnie zagadywać. Nie mogłam się skupić na odpowiedziach, czułam, jak moje mięśnie zaczynają drżeć od zbyt silnego zaciskania. Dziewczyny zauważyły agonię w moich dziecięcych, spanikowanych oczkach i zaczęły się pytać, czy wszystko w porządku. Ja starałam się odpowiedzieć nonszalancko, że tak - ale nie zdążyłam. Dziewczyny patrzyły na mnie w szoku, a ja nie mogąc powstrzymać strumienia zesikałam się na podłogę, robiąc wokół siebie wielką kałużę. Dźwięk mojego sikania roznosił się echem po całym pokoju parę dobrych sekund, aż z łazienki wyszła animatorka. Popatrzyła na mnie i zmartwiona zapytała "Ojej, co się stało? Sok ci się wylał na podłogę? Daj, pomogę ci zetrzeć." Wzięła chusteczki leżące na stoliku obok mnie... i zaczęła ścierać moje szczochy. Byłam w takim szoku, że nie mogłam się ruszyć. Obserwowałam z przerażeniem, jak na twarzy animatorki pojawia się grymas obrzydzenia, gdy dociera do niej zapach mojego "soku".

Do końca obozu nie byłam w stanie spojrzeć jej w oczy, a dziewczyny z pokoju musiały przysiąc na małe paluszki, że nikomu nie powiedzą.
Tak się skończyło dla mnie bycie cool i niesłuchanie Posejdona, gdy puka do drzwi.

#OWnLV

To głupie, ale myślałam, że mój kot jest kleptomanem. Od kiedy się pojawił, zaczęły ginąć różne rzeczy, a potem pojawiały się na jego posłaniu. Po pewnym czasie, gdy kot zaczął wychodzić, na jego posłaniu zaczęły się pojawiać rzeczy, które nie należały do nikogo z naszego domu.
Było to żenujące, ale musiałam latać po sąsiadach i pytać, czy nic im nie zaginęło. Na szczęście większość uwierzyła w to, że to kot i nawet później się śmiała z tego wszystkiego. A jeśli przez 4 miesiące przedmiot nie odnalazł właściciela, to wędrował do mojej córki, a ta robiła z nim co chciała.

Ostatnio obudziłam się w nocy z bólem brzucha i poszłam do kuchni. W połowie drogi usłyszałam szmery, więc zaczęłam się skradać myśląc, że mąż i córka znowu grają do późna i będę mogła ich trochę przestraszyć.
Tak, hałas robili oni, ale nie, nie grali. Zamiast tego układali na posłaniu kota różne rzeczy. Zdecydowanie nie nasze.
Dodaj anonimowe wyznanie