#SDKEB

Czasem mam wrażenie, że urodziłem się w złym ciele.

Na co dzień jestem zwykłym studentem filologii, z piękną dziewczyną i udanym życiem.

Zdarzają się jednak dni, że nie chodzę na zajęcia, bo ubieram ciuchy mojej mamy albo siostry, ubieram 12 cm szpilki i paraduję tak po domu, od momentu pobudki aż do powrotu domowników. Czuję się wtedy wyzwolony, jakbym gdzieś podświadomie czuł, że wolałbym być kobietą. Po czasie mi to znika. Żeby wrócić ze zdwojoną siłą. Jak?

Ostatnio namówiłem swoją dziewczynę, żeby urozmaicić nasze życie łóżkowe, kupując wibrator. Tak naprawdę on jest dla mnie.

Paradoks? Bardzo chcę być ojcem i mieć z partnerką dzieci.

Jeszcze większy paradoks? Moja kobieca połowa ma na imię Mikaela i nosi się podobnie do Karynek, których to na co dzień nie lubię i mi się nie podobają.

Ot, takie wyznanie o tym, że od czasu do czasu chcę być kobietą.

#5d1TV

Gdy się poznaliśmy nie sądziłam, że doprowadzę siebie i swoje życie do takiego stanu.
 
Wiecie co to jest seks-przyjaciel? Cztery lata temu poznałam faceta swoich marzeń. Przystojny, dobrze zbudowany, zabawny i opiekuńczy. Nasza znajomość nabierała tempa, jednakże kończyło się tylko na namiętnych pocałunkach. Byliśmy sobie przeznaczeni i dalej jesteśmy. On kocha mnie, a ja kocham jego. 

On miał związki i ja także. W międzyczasie zdarzało nam się trafić do łóżka. Coraz częściej i częściej pragnęłam go mieć przy sobie codziennie. Pocieszał mnie, zapewniał o miłości i o nieśmiertelnym pragnieniu mnie.. Teraz jak na to patrzę uważam, że to idiotyczne, ale z drugiej strony jest moim ideałem, nie spotkam drugiej takiej osoby i powtarzam mu to za każdym razem, gdy do czegoś pomiędzy dojdzie. On tak samo jak ja nie chcesz szukać innego partnera życiowego.

Niestety los jest okrutny i nie pozwala nam być razem. Nie możemy pokazać się światu ani nikt nie może dowiedzieć się o tym, co nas łączy. Dlaczego? Mimo że tworzymy piękny związek przez cztery lata, ukrywając się i umacniając więzi, świat nie zaakceptowałby tego związku. Każdy musi sobie ułożyć plany bez większego udziału drugiej osoby.
Mężczyzna, o którego nie mogę walczyć, jest moim bratem przyrodnim. Nie mamy po 20 lat, tylko więcej. Wiemy, że robimy źle. Nie znaliśmy się przez 20 lat... A teraz? Nie możemy bez siebie żyć. A musimy, by nasza tajemnica nie została ujawniona.

Bardzo proszę bez hejtu. Wiem, że jest to okropne i tego się nie toleruje. Ale my nie mamy wyrzutów sumienia. Proszę o choć trochę zrozumienia, bo wiem, że nie tylko nam się coś takiego przytrafiło.

#Z6VYy

Pewnego wieczoru przytuliłam moją dziewczynę, mówiąc jej na dobranoc "kocham cię najbardziej na świecie".
Dzień później siedziałam na krawężniku, patrząc jak sanitariusze pakują ją do karetki i zawożą do szpitala po próbie samobójczej.
Dzisiaj wtuliłam się w zimną poduszkę, by przez całą noc do niej wyć.

Takie pożegnania bolą najbardziej.

#GqixJ

Mam 21 lat i 15-letniego brata.
Mój tata zmarł, gdy byliśmy dziećmi, więc wychowywała nas mama.

Wszystko układało się aż do momentu, gdy mój brat wrócił ze szkoły z podbitym okiem. Oczywiście moja mama szybko zainterweniowała, a sprawcami okazała się ''szkolna banda chuliganów''. Sprawą zajął się pedagog i dyrekcja, jednakże "konfidentów" spotyka kara. Od tego momentu przez 2 miesiące mój brat wracał ze szkoły z potarganymi ciuchami, bez telefonu lub bez pieniędzy. Codzienne wizyty na policji też nic nie dały. Pan policjant zapewniał nas, że robią wszystko co w ich mocy. Widziałam, jak mój brat przestaje jeść, jak szuka wymówki, aby nie iść do szkoły oraz staje się bardzo agresywny.

Po dwóch miesiącach, gdy wrócił do domu ze złamanym palcem i nosem, nie wytrzymałam. Na drugi dzień zjawiłam się pod szkołą i pobiłam całą grupkę chłopaków. Obrażenia nie były wielkie. Najcięższe to złamana ręka i podbite oko.

Mój brat odzyskał spokój i zyskał "szacunek" (chyba ze strachu przede mną, choć mam 159 cm i 53 kg), a ja zyskałam 2 lata w zawieszeniu na 3 miesiące i 90 godzin prac społecznych. W tym przypadku policja potrafiła "pomóc"...

#YJvca

Niewychowany bachor + matka niezwracająca uwagi na dziecko + zwierzę = najgorsze możliwe połączenie.

Mieszkam ze współlokatorką. Mam też kota, który chodzi swobodnie po mieszkaniu, nie ma z nim żadnych problemów. To duży, silny kocur, ale bardzo przytulaśny i miły. Niestety teraz leży u weterynarza i czeka na operację lub ta już trwa, jutro go odbieram. A wszystko za sprawa chorej madki i jej bachora.

Zaczęło się niewinnie, moją współlokatorkę odwiedziła koleżanka z kilkuletnim dzieckiem. Siedziały w kuchni przy kawie, ja tuż obok gotowałam sobie obiad. Zauważyłam, że dziecko interesuje się kotem, ale sądziłam, że do niczego złego nie dojdzie. Współlokatorka z koleżanką zajęte plotkowaniem przy kawce, dziecko biega po domu. W pewnym momencie usłyszałam miauknięcie za kanapą (stoi na środku salonu, więc z kuchni nie widać co dzieje się za nią w salonie). Podbiegłam sprawdzić i przyłapałam gówniarza na gorącym uczynku. Znalazł sobie świetną zabawę, brał rozbieg i z rozpędu rzucał się całym ciałem na kota, próbując go przygnieść. Wydarłam się na dzieciaka, kota zamknęłam w swoim pokoju i zwróciłam uwagę matce, ale jedyne co powiedziała to "Oj tam, Bartuś chce się tylko bawić. Bartusiu, nie ruszaj kotka" i wróciła do plotek. Już chciałam zrobić awanturę i ją wyprosić, ale stwierdziłam, że może przesadzam i to tylko wypadek, a ja zwyczajnie mam obsesję na punkcie mojego kota. Nie wiem czemu tak pomyślałam. I czuje się z tym cholernie źle.

Gdy wróciłam do gotowania, siłą rzeczy na chwilę spuściłam wzrok ze wszystkiego co działo się wokół. Nagle odwracam się i widzę kota wbiegającego do salonu i lecącego za nim dzieciaka. Musiał widzieć jak go zamykałam i go wypuścił, gdy nikt nie patrzył. Zdążyłam tylko krzyknąć, gdy oczom ukazał się taki widok - bachor rzuca się na kota, ale kot się wyślizguje i w końcu ma dość, bo rzuca się dzieciakowi na twarz z pazurami. Pewnie wiecie, że koty czasem, jednocześnie trzymając i gryząc, charakterystycznie kopią tylnymi łapami. Więc właśnie tak został potraktowany "Bartuś", konkretniej jego twarz. Trzymałam garnek z wrzątkiem, wiec zanim go odstawiłam i podbiegłam, madka była pierwsza. I w celu "ratowania swojego dziecka" z całej siły kopnęła mojego kota w pysk (obcasem). Dzieciak ryczy, twarz podrapana, a kot się odsunął i zaczął krwawić. Madka w histerii typu "trzeba dzwonić po pogotowie! ten kocur skrzywdził moje dziecko". Nieważne, ze bachor miał po prostu podrapaną twarz, a kot - jak się okazało - złamaną szczękę i wybite zęby...

Zamiast dzwonić po pogotowie (ze względu na zadrapania na twarzy!), kazałam im się wynosić z domu. Wyszli. Współlokatorka była w takim szoku, że nawet się nie odezwała. Kota natychmiast zawiozłam do weterynarza. Niestety złamanie było dość poważne. Milky, tak się nazywa, teraz pewnie jest już operowany, a ja się tak strasznie martwię. Najchętniej zrobiłabym to samo tej idiotce, a dzieciaka trzymała na smyczy, skoro jest niebezpieczny dla zwierząt.

#834t4

Było to jakieś 10 lat temu. W naszej parafii były 3 msze, z czego ja uczestniczyłam w tej drugiej. Jako że ksiądz aby dotrzeć na tę mszę przejeżdżał przez moją miejscowość, można było pojechać z nim.

Na księdza czekała grupa ludzi, 7 osób, w tym stare wkurwiające baby i trójka dzieci. Ksiądz stwierdził, że to tylko 3 km, więc zabierze nas wszystkich, a dzieci pojadą w bagażniku (w tym ja). Pojechaliśmy.

Wszyscy o nas zapomnieli. Zostawili nas w tym bagażniku. My panika - środek lata, ponad 30 stopni. Wołanie o pomoc nic nie dało. W końcu wyszliśmy bagażnikiem na tylne siedzenie, wyszliśmy z samochodu i poszliśmy na mszę.

Dostaliśmy opie*dol za zostawienie otwartych drzwi auta.
Dodaj anonimowe wyznanie