#YJvca
Mieszkam ze współlokatorką. Mam też kota, który chodzi swobodnie po mieszkaniu, nie ma z nim żadnych problemów. To duży, silny kocur, ale bardzo przytulaśny i miły. Niestety teraz leży u weterynarza i czeka na operację lub ta już trwa, jutro go odbieram. A wszystko za sprawa chorej madki i jej bachora.
Zaczęło się niewinnie, moją współlokatorkę odwiedziła koleżanka z kilkuletnim dzieckiem. Siedziały w kuchni przy kawie, ja tuż obok gotowałam sobie obiad. Zauważyłam, że dziecko interesuje się kotem, ale sądziłam, że do niczego złego nie dojdzie. Współlokatorka z koleżanką zajęte plotkowaniem przy kawce, dziecko biega po domu. W pewnym momencie usłyszałam miauknięcie za kanapą (stoi na środku salonu, więc z kuchni nie widać co dzieje się za nią w salonie). Podbiegłam sprawdzić i przyłapałam gówniarza na gorącym uczynku. Znalazł sobie świetną zabawę, brał rozbieg i z rozpędu rzucał się całym ciałem na kota, próbując go przygnieść. Wydarłam się na dzieciaka, kota zamknęłam w swoim pokoju i zwróciłam uwagę matce, ale jedyne co powiedziała to "Oj tam, Bartuś chce się tylko bawić. Bartusiu, nie ruszaj kotka" i wróciła do plotek. Już chciałam zrobić awanturę i ją wyprosić, ale stwierdziłam, że może przesadzam i to tylko wypadek, a ja zwyczajnie mam obsesję na punkcie mojego kota. Nie wiem czemu tak pomyślałam. I czuje się z tym cholernie źle.
Gdy wróciłam do gotowania, siłą rzeczy na chwilę spuściłam wzrok ze wszystkiego co działo się wokół. Nagle odwracam się i widzę kota wbiegającego do salonu i lecącego za nim dzieciaka. Musiał widzieć jak go zamykałam i go wypuścił, gdy nikt nie patrzył. Zdążyłam tylko krzyknąć, gdy oczom ukazał się taki widok - bachor rzuca się na kota, ale kot się wyślizguje i w końcu ma dość, bo rzuca się dzieciakowi na twarz z pazurami. Pewnie wiecie, że koty czasem, jednocześnie trzymając i gryząc, charakterystycznie kopią tylnymi łapami. Więc właśnie tak został potraktowany "Bartuś", konkretniej jego twarz. Trzymałam garnek z wrzątkiem, wiec zanim go odstawiłam i podbiegłam, madka była pierwsza. I w celu "ratowania swojego dziecka" z całej siły kopnęła mojego kota w pysk (obcasem). Dzieciak ryczy, twarz podrapana, a kot się odsunął i zaczął krwawić. Madka w histerii typu "trzeba dzwonić po pogotowie! ten kocur skrzywdził moje dziecko". Nieważne, ze bachor miał po prostu podrapaną twarz, a kot - jak się okazało - złamaną szczękę i wybite zęby...
Zamiast dzwonić po pogotowie (ze względu na zadrapania na twarzy!), kazałam im się wynosić z domu. Wyszli. Współlokatorka była w takim szoku, że nawet się nie odezwała. Kota natychmiast zawiozłam do weterynarza. Niestety złamanie było dość poważne. Milky, tak się nazywa, teraz pewnie jest już operowany, a ja się tak strasznie martwię. Najchętniej zrobiłabym to samo tej idiotce, a dzieciaka trzymała na smyczy, skoro jest niebezpieczny dla zwierząt.
Mój mały kuzyn biegał za moim kotem i ciągnął go za ogon, wyrywał futerko więc zabralam kota. Co za to dostałam? Opieprz od jego mamy "niech się dziecko pobawi nic złego nie robi", i kubkiem od małego w twarz.
Ale bym gówniarzowi rękę wykręciła za uderzanie mnie w twarz. A starszemu w pysk, aż by iskry poszły. A spróbowałaby mnie jakaś madka opieprzyć.
Tylko tu wkracza moja mama, która by mi chyba oczy wydrapała za podniesienie na nią głosu a co dopiero pójście z łapami. W odwecie schowałam gówniarzowi samochód, była wojna aż dzieciak się po podłodze rzucał i dostał jakiejś białej gorączki, koniec końców musiałam ustąpić, trzaskając drzwiami.
Ukamienować!
Ale oczywiście odpowiedziałaś madce, że dzieci się wychowuje??!
I, że jak nic złego nie robi, skoro krzywdzi zwierze? A rzucanie w innych kubkami, to już też szczyt złego wychowania...
"Ale on jest nerwowy, to dziecko jeszcze bądź mądrzejsza" To święte dziecko jest.
Totalnie chore. Strach się bać co będzie za kilka lat :/
Ale straszne. Olać uwagę, zabrać kota i mieć w dupie.
Współlokatorka jest świadkiem. Na Twoim miejscu kazałabym za operację płacić madce. Sama też mam kota i tak bym zrobiła. O ile wcześniej nie zabiłabym bachora na miejscu.
Crimsoneye, proszę pomyśl. To nie jest wina dziecka, że rodzice nie potrafią go wychować. Dziecko dopiero poznaje świat, ono może nie zdawać sobie sprawy, że kota to boli. Od tego są rodzice, żeby reagować i uczyć dobrego zachowania wobec zwierząt. Tez nie wiemy czy w dzieciństwie nie traktowaliśmy źle zwierząt, podczas gdy teraz je kochamy...Nie raz spotkałam się z sytuacja, że mama tłumaczyła dziecku, że "to zwierze boli i, że nie wolno tak robić"
To tym bardziej matka powinna zapłacić za leczenie kota, skoro ona spowodowała najgroźniejsze obrażenia. Powinna pokazać bachorowi, że za swoje postępowanie ponosi się konsekwencje.
To samo pomyślałam. Masz świadka, że prosiłaś o pilnowanie dzieciaka
Dużo zdrowia dla Milkiego ❤
Pusta madka. Jak bachor nie szanuje zwierząt, to i kiedyś jej nie uszanuje
Dużo zdrowia dla kotka, sama mam kocurka, w październiku miał złamaną nogę tak poważnie, że trzy miesiące mu się zrastała. Ale to nie to samo, co Twój kotek przeżył przez tą chorą babę. Będzie dobrze ;)
Rodzice i dziadkowie pilnowali mnie od najmłodszych lat, bym nie zrobiła żadnemu zwierzęciu krzywdy np. mocno kota nie głaskała, nie ciągnęła psa za ogon, jak brać zwierzęta na ręce. Gdy miałam jakieś 5 lat, moja rówieśniczka wzięła swojego kota na ręce - zamiast chwycić go rękoma za brzuch to złapała za głowę... O matko bosko, ale żem wtedy jej awanturę zrobiła! A gdy trochę podrosłam i byłam świadkiem, jak starszy kolega kopnął pieska, stanęłam w obronie psiaka i pogoniłam chłopaka jakimś kijem 😂 o, tak sobie przypomniałam jak ja traktowałam zwierzaki, gdy byłam małym szkrabem.
Co do wyznania... Jeżeli małe dziecko TAK się bawi ze zwierzątkiem, to to zasługa wyłącznie jego opiekunów. Taką madkę z wyznania powinna spotkać jakaś kara, głupie babsko. Mam nadzieję, że kotek wyzdrowieje. Trzymam za niego kciuki wraz z moją piątką wspaniałych kocurów. 💜🐱🐾
Zgadzam się z Tobą, wreszcie ktoś myślący. Wszyscy zwalają winę na dziecko, a prawda jest taka, że każdy z nas mógł źle traktować zwierzeta z niewiedzy, ale nasi rodzice zadbali o to, byśmy dobrze traktowali zwierzeta. Tu widzę tylko i wyłącznie winę madki...Współczuje dziecku madki idiotki i temu biednemu kotu...W sumie ostatecznie to ona tez wyrządziła krzywdę niepotrzebnie kotu...
@Vampire7 Widzisz, niekoniecznie. Dla normalnego dziecka niechec zwierzecia, jego strach i proby ucieczki sa jasnym sygnalem, ze cos jest nie tak. Ja w dziecinstwie nie potrzebowalam, aby ktos mi tlumaczyl, ze zwierzeta maja uczucia. Wystarczylo, ze raz zlapalam za mocno jamnika babci za ogon, ten zaczal piszczec i uciekl. Tyle mi wystarczylo, zeby dostrzec, ze moje zachowanie bylo zle, bo wystraszylam zwierzaka. A bachor z wyznania mimo zwracania uwagi, strachu i ucieczki kota, zupelnie nie zwrocil na to uwagi. To przeciez nie noworodek, cos na temat swiata musi kumać. Takze moim zdaniem nie mozna usprawiedliwiac tego dzieciaka. Robil zle celowo.
Smutno mi się zrobiło, ale fragment o podrapanej twarzy bachora poprawił mi humor :)
Szczególnie, że kot faktycznie potrafi nieźle załatwić. Potwierdza właściciel małego demona
ale tamta kobieta powinna poniesc konsekwencje, czy da sie zglosic ten incydent na policje w koncu kot ma operacje, czyli zostala wyrzadzona krzywda i jest to „udowodnione” swiadek tez jest tylko kolezanka musialaby sie zgodzic. Przepraszam, ze chaotycznie, ale krew mnie zalala jak to przeczytalam, bo sama mam kota i niewyobrazam sobie zeby ktos sprobowalby zrobic krzywde mojemu kocikowi. Zycze zdrowka dla kota.
Zajebiscie, niech dziecko cierpi, bo ma matkę idiotkę...Super, nie ma to jak się cieszyć, że "dziecko dostało za swoje". Serio? Czy Wy nie byliście nigdy dziećmi? Dzieci się wychowuje, dziecku się mówi, że tak nie można traktować zwierząt, bo je to boli. Skąd dziecko może to wiedzieć? Dziecko uczy się świata, tak samo się musi nauczyć doświadczeniem, że "gorące = ból". No, ale jak "madka" przyzwala na takie "zabawy", to dziecko nie wie, że robi źle przecież...
No ja jak byłam dzieckiem i ktoś mi powiedział, że robię źle, to było mi wstyd. A nie, że czekam, aż wszyscy się odwrócą, żeby znowu zacząć. Bachorowi się należało, przynajmniej się dwa razy zastanowi, jak potraktować zwierzę.
Zwierzęta mają swoich właścicieli i tylko oni mają prawo decydować o ich losie (o skrajnych przypadkach i zaniedbaniach nie mówię). Wkurza mnie niesamowicie takie gadanie "a bo synuś/córka nic nie zrobi", "to tylko kot/królik /pies nie człowiek, nic mu nie będzie"
Dzieci tez NIE ludzie
Matko, aż mi się słabo zrobiło przy czytaniu o obrażeniach kotka...
Mam dokładnie to samo jak przyjeżdża mój kuzyn, kot chowa się przed nim w najgłębsze zakamarki domu. Na szczęście moja mama się wydarła na dzieciaka i już nie zbliża się do kota, a sam kot syczy na jego widok :)