#4iZXG
Niestety nie mogę tego wszystkiego powiedzieć o niektórych mężczyznach. I nawet nie chodzi tylko o innych seksuologów. Czasami taki kolega męża (dentysta) potrafi popisywać się wiedzą i śmiać się, bo co tam to, że po mojej stronie stoją lata nauki, doświadczenia. Po jego stronie stoi niezachwiana męska pewność siebie... Tak wspaniała, że nawet znalezione w internecie i książkach obrazki nie potrafiły go przekonać, że cewka moczowa i pochwa nie są tym samym.
Innym razem dorosłemu facetowi (kolejny znajomy) tłumaczyłam, czym w ogóle jest fetysz i że powinien trochę poczekać ze stwierdzaniem, że jego fetyszem jest bycie karmionym przez partnerkę. Dodam, że karmiła go PIERWSZY RAZ i to DZIEŃ PRZED rozmową.
Zdarzają się też irytujące kobiety, ale one albo się obrażają po kilku minutach, albo ucinają rozmowę. Jak na razie tylko panowie zawzięcie walczą ze mną i próbują obalić nawet definicje, badania i wszelkie statystyki.
#rzJOX
#jBre6
Ale o co chodzi?
Moja siostra myślała, że to angielski. Ja nie dość, że z błędu jej nie wyprowadziłem, to jeszcze "tłumaczylem" jej jako dobry, starszy brat, co oni mówią. Trwało to prawie całe wakacje i uzbrojona w taką "wiedzę" poszła do szkoły.
Najlepsze (albo najgorsze) jest to, że nie zdążyłem - w sumie zapomniałem - jej powiedzieć, że to nie angielski.
Nie odzywała się do potem do mnie ponad miesiąc i do teraz ma mi to za złe. Jak chcę jej w czymś pomóc, to uszczypliwie rzuca: "Jak z angielskim?" :D
#dqioI
Co więc robię, gdy sikam gdzieś na dworze i nie mam jak umyć rąk?
Oblizuję palce.
Nie wiem czemu, ale daje mi to wrażenie, że po tym są czyściejsze.
#dttGE
Kilka lat temu pojechałam na kolonię. Wcześniej także spędzałam wakacje w podobny sposób, jednak ten wyjazd różnił się tym, że wszystko było tam nowe – organizatorzy, uczestnicy i miejsce (jechałam o wiele dalej niż w poprzednich latach). Generalnie nieznane doświadczenie. Byłam tym podekscytowana... do czasu.
Na wspominanej kolonii był jeden chłopak, dość wycofany, cichy, czym najwidoczniej naraził się „kolegom”, nastoletnim samcom alfa, którzy za wszelką cenę chcieli wszem wobec udowodnić światu, jacy to oni nie są super. Więc zaczęli owego chłopaka gnębić. Historia, niestety, dość standardowa. Ja akurat przez to poczułam sympatię do tego chłopca, ponieważ sama byłam gnębiona (dziewczyny z mojego domku ukradły mi podpaski i ponaklejały je na kibel – nie wiem, w jakim celu, nie pytajcie – a potem były wielce oburzone, że muszą mi odkupić całą paczkę, a nie tylko tyle podpasek, ile zużyły do tej niesamowitej instalacji artystycznej).
Jednak ten chłopiec chyba miał bardziej przewalone.
To, co najbardziej mnie zaskoczyło i rozsierdziło, to fakt, że na tego chłopca uwzięła się także jedna z opiekunek. Żeby dobrze zarysować jej postać, wspomnę, iż kobiecina miała około czterdziestu/pięćdziesięciu lat, a temat, który niesamowicie ją interesował, miał związek z wszelakimi zjawiskami paranormalnymi. Babka często serwowała nam jakieś historie o duchach, tak po prostu. I byłoby to całkiem niewinne, gdyby pewnego razu nie stwierdziła, że przecież można jakiemuś niewinnemu dzieciakowi schrzanić życie. Pewnego dnia obwieściła, że widziała, jak ten gnębiony chłopiec jadł trawę i mówił w nieznanym języku (w domyśle: był opętany). Reakcji pozostałych uczestników chyba się domyślacie...
Nie wiem, dlaczego to zrobiła, czym jej ten chłopak zawinił, ale dla mnie było tego wszystkiego za wiele. Nie dość, że sama byłam gnębiona, to jeszcze ktoś, kto w teorii powinien bronić słabszych, sam tych słabszych pogrąża. Nie wiem, jak skończyła się tamta historia, ponieważ wkur***na do granic rzuciłam telefonem o bruk i zażądałam, aby NATYCHMIAST zadzwonić do mojej mamy. Pragnęłam uciec stamtąd jak najszybciej. Mama nie była zadowolona, ale odebrała mnie.
Co najlepsze, jedna z opiekunek powiedziała: „Ale wiesz, że jak wrócisz przed ukończeniem turnusu, to już nigdy z nami (tą organizacją) nie pojedziesz?”. Hm, rzeczywiście, tak strasznie chciałam z nimi pojechać kolejny raz...
Jestem tylko ciekawa, co stało się z tym chłopcem.
#045Z9
Jak to większość rodzin w tamtym czasie nie przelewało się .
Z racji tego że byly to tereny wiejskie, zawsze można było coś zarobić. Na początku prace przy zbiorach warzyw, wozów, oczywiście na akord, im więcej uzbieram, tym więcej zarobię.
Jak byłem trochę starszy to pracę na budowie, zazwyczaj przy łopacie, tam też trzeba było po kilkanaście godzin pracować.
Wspominam o tym , będąc dorosłym mam swój dom, rodzeństwo też , zawsze jest tam coś do robienia, nie umiem wolno robić, irytuje mnie jak robię coś z kimś, a ten ktoś, za długo stoi, za długo z kimś gada. Bo ja chcę zrobić jak najwięcej.
Tak samo jak sprzątam w domu, tak samo w pracy, nie potrafię wolno pracować, zawsze staram się robić jak najwięcej.
Bardzo nie lubię pracować z kimś , spowalniają mnie
#fw1fx
Dzisiaj doszłam do wniosku, że to nie ma sensu i się wyprowadzę. Że latem zabiorę się z maluchem na wakacje, zacznę robić to, co lubię. Tylko boję się, że nie dam sobie sama rady. Mieszkanie przecież zostawię dla tyrana – bo z jego pieniędzy jest cały sprzęt i wyposażenie.
Mam nadzieję, że cisza w domu go zmieni.
Musiałam to napisać, bo tak naprawdę to komu mam to powiedzieć? Koleżance, która powie: „Daj spokój, macie dziecko, dom, auto, idealne życie, finansowo również OK, nie wymyślaj”? Tiaaa, super życie... A gdzie marzenia? Gdzie uczucie? Może jestem inna, ale jestem człowiekiem i mam serce.
#5hNXe
Do drzwi zapukał mój były – zostawił mnie po pół roku pod lipnym pretekstem, że on musi pracować i nie ma czasu do mnie przyjeżdżać (mieszkaliśmy w innych miastach). Bolało mnie to, bo sama często proponowałam, że wpadnę, a on tyle razy mówił o tym, że tej pracy nienawidzi. Jednak intuicja mówiła, że coś tu nie gra.
Wczoraj jednak okazało się, że miałam rację. Przyjechał odstawiony, z kwiatami i dużą czekoladą prosić mnie, byśmy się zeszli, bo... on tak bardzo chciał trójkąciku z dwiema kobietami (namawiał do tego w bezczelny sposób już po dwóch miesiącach), a ja nie chciałam się zgodzić, więc zerwał ze mną, spróbował i teraz chce, byśmy żyli jak normalna para.
Wzięłam czekoladę i zamknęłam drzwi. Mimo że, skubany, kupił moją ulubioną, nie było mi go żal.
#iZYZv
Dziś mam 29 lat i od paru miesięcy żyję w szczęśliwym związku. Poznaliśmy się przez internet, mój chłopak jest 7 lat młodszy i co najważniejsze jest femboyem. Dokładne przeciwieństwo mnie: niski, delikatny, z długimi niebieskimi włosami. Swoją tożsamość odkrywał od dłuższego czasu, ale dopiero przy mnie zaakceptował siebie w pełni. Na co dzień nosi spódniczki mini, podkolanówki, nawet damską bieliznę. Regularnie depiluje całe ciało, maluje paznokcie i twarz, jest praktycznie nie do odróżnienia od kobiety. Na ulicy ludzie nie zwracają na nas większej uwagi (mieszkamy poza Polską).
Po raz pierwszy jestem naprawdę szczęśliwa, czuję się akceptowana mimo nietypowego stylu życia. Nasz związek to całkowite odwrócenie klasycznych ról. Ja pracuję, on zajmuje się domem. Jako ta "silniejsza strona" wyznaczam kierunek. Ale spokojnie, nigdy nie podniosłam na niego ręki. W łóżku też ja dominuję, jego sprzęt jest praktycznie nieużywany. Uprzedzając pytania: nie, żadne z nas nie bierze pod uwagę tranzycji. Mamy swój układ i tak jest nam dobrze. Na razie wiecie tylko wy, w przyszłości pewnie się nasłucham od rodziny, ale nie chcę się martwić na zapas.