Krótka historia, jak zniszczyłem niedoszły związek.
Poznałem genialną dziewczynę. To było trzecie spotkanie, zaprosiła mnie do siebie. Wieczorem leżymy, oglądamy film i nagle czuję, że zbliża się krecik. Grzecznie zapytałem o łazienkę i poszedłem zrobić swoje. Wiecie, co będzie dalej...
Zatkała się toaleta. Próbowałem ją odetkać na wszystkie sposoby. Jak na złość w łazience nie było tzw. Ust Mariana. Minęła godzina, ona puka do drzwi - powiedziałem, że się kąpię, a tymczasem patrzyłem na wesoło pluskająca się moją kupę.
Musiałem się poddać, zawołałem ją. Przyniosła Usta Mariana i odetkała moje odchody. Wyszła i stwierdziła, że jest zmęczona, chce iść spać, a film dokończymy kiedy indziej.
Nie dokończyliśmy nigdy.
Monika, jeszcze raz Cię przepraszam!
Kochana "przyjaciółko"! Pamiętasz jak ostatnio poszłyśmy na zakupy, podczas których zginęło mi 100 zł, a ty tak bardzo mi współczułaś i pomagałaś szukać pieniędzy? W jednym ze sklepów poszłam przymierzyć ubrania i zostawiłam tobie wszystkie swoje rzeczy, a ty właśnie wtedy, myśląc że nigdy się nie dowiem, zabrałaś moje pieniądze.
Nigdy bym nie podejrzewała ciebie o coś takiego, ale moja mama była przekonana, że to ty i z jej pomocą zdobyłam nagranie z kamer z tego właśnie sklepu, w którym mnie okradłaś (panie tam były bardzo miłe i zrozumiały sprawę wiec postanowiły mi pomóc).
NAGRAŁO SIĘ WSZYSTKO, więc już skończ udawać, że jest ci przykro z tego powodu i nie wmawiaj mi ze pieniądze są na pewno gdzieś w domu i że się znajdą. Wiem, że to przeczytasz, więc daje ci trochę czasu, jeśli sama nie przyznasz się do winy i nie oddasz pieniędzy pójdę z tym na policje. Twój wybór kochana.
#2TcpG - to moje wyznanie o bracie, który mnie molestuje. Przeczekałam kilka nocy, ale on nadal to robi. Odważyłam się powiedzieć o tym rodzicom i że chciałabym spać w salonie. Nie uwierzyli mi. Spać w salonie nie mogę, bo moi dziadkowie rządzą tym domem i oni powiedzieli, że mam nie zmyślać i spać z bratem, a w salonie się nie śpi tylko przyjmuje się gości.
Brat niestety odważył się zgwałcić mnie. Na szczęście nie udało się mu. Musze przeczekać jeszcze kilka miesięcy (albo lat :( ) żeby rodzice znowu zaczęli więcej zarabiać i przeprowadzimy się gdzie indziej.
Kiedyś organizowałem grilla na działce. Parę osób, w tym moja dziewczyna (dla historii niech ma na imię Ola). Na działce niedawno wybudowaliśmy wychodek, z tym że nie był dokończony, więc jak ktoś zrobił "kuku", to trzeba było wynieść na zewnątrz, bo by śmierdziało. Wszyscy żartowali z możliwości pójścia na "dwójkę".
Wszystko szło dobrze, dopóki Ola nie poprosiła mnie na stronę i z ogromnym wstydem wyznała mi, że ma parcie. Każdy facet na pewno zna określenie "Demon nie wybiera...". Nikt wcześniej nie chodził do toalety, ona się wstydziła...
Najpierw poszła ona, potem ja po niej, mówiąc głośno, jak to mnie nie przycisnęło. Ku jej uldze i mojemu przerażeniu, że kobiety robią gorsze klocki niż facet po kebsie, musiałem wyjść z "tym" na zewnątrz. Śmiali się ze mnie wszyscy chyba z miesiąc, a i do tej pory często wspominają owego "Demona", który mnie opanował.
Nikt nie wie, że byłem bohaterem bez peleryny, przynajmniej dla Oli ;-)
Mój ojciec nie żyje od czterech lat. Zmarł na raka.
Ostatnie zakupy odzieżowe, jakie z nim pamiętam. Zbliżała się jesień. Chodziliśmy i szukaliśmy kurtki dla niego. Ja, on i moja mama. Było już wiadomo, że jego dni są policzone. Przeglądając różne kurtki w sklepie natknął się na strasznie drogą skórę, która bardzo mu się spodobała.
I wstydzę się tego do dzisiaj, ale wtedy pomyślałam "Po co chce kupić taką drogą kurtkę, jak i tak niedługo umrze?".
Jak o tym myślę, to zbiera mi się na płacz. Do dzisiaj mi wstyd za tę myśl.
Gdy miałam jakieś pięć, może sześć lat, po raz pierwszy pojechałam z rodziną za granicę. Trafiło na Egipt.
I tutaj wspomnę, że mam urodę... cóż nie wiem do końca, jak to ująć. Jasne, prawie białe włosy, ale czarne rzęsy i brwi oraz duże, jasnoniebieskie oczy.
Sytuacja wydarzyła się, gdy zostałam sama ze starszym kilka lat bratem oraz moim tatą. Czekaliśmy na mamę przed hotelem. Traf chciał, że przed tym samym hotelem zatrzymali się "miejscowi" chcący napoić swoje wielbłądy. Jeden z mężczyzn bardzo się mną zainteresował i raz po raz mnie zagadywał łamanym angielskim, choć próbowałam dać mu znać, że go nie rozumiem.
Żeby nie było, tata i brat pilnowali mnie, a mężczyzna stał w bezpiecznej odległości. Nic mi nie groziło.
W pewnym momencie odszedł, po czym przyprowadził za sobą jednego z wielbłądów. Podszedł do mojego taty i wskazał na mnie palcem i znów zaczął coś tam tłumaczyć pod nosem łamanym angielskim.
Mój ojciec, człowiek prosty, po angielsku umiał tylko "dzień dobry" i "dziękuję" (to moja mama organizowała wycieczkę), więc próbował dogadać się z nim bardziej na migi.
Jakimś cudem wywnioskował, że mężczyzna chciał, abym przejechała się na wielbłądzie i już chciał mnie na nim posadzić.
Pomylił się.
Cóż, całe szczęście był tam również mój brat, bo zapewne zostałabym sprzedana na żonę w zamian za śmierdzące zwierzę.
Braciszek wytłumaczył ojcu, czego tak naprawdę chciał od niego tubylec.
Całe szczęście, że chwilę później pojawiła się moja mama, bo niewiele brakowało a doszłoby do rękoczynów.
Brat do dziś wypomina mi, że mało brakowało, a wróciliby do domu beze mnie.
Historia miała miejsce 8 lat temu, ale dalej śni mi się w nocy, powodując ataki histerii.
Tego dnia pogoda była straszna, burza, oraz ogromny deszcz, mój mąż właśnie wracał z pracy. Niecałe 70 m od domu uderzył w ciężarówkę.
Wezwałam pomoc, sama niewiele mogłam zrobić. Samochód był w strasznym stanie, podobnie mój mąż, ale wiedziałam, że żyje.
Czekałam jakieś 6-7 minut, ale dla mnie to była wieczność. Gdy przyjechała karetka, szybko zajęli się mężczyzną z ciężarówki, nie zwracając uwagi na samochód, gdy płacząc prosiłam o pomoc dla mojego męża, jeden z ratowników powiedział do mnie "trupa nie będę wyciągał", kiwając głową w stronę naszego samochodu. Świat stanął w miejscu, a wściekłość i chęć mordu na owych ratownikach wzrastała z każda kolejną sekundą i spojrzeniem na ten przeklęty samochód.
Zrobiłam tam taki raban, że po chwili mój mąż był w karetce i drodze do szpitala, z którego został przetransportowany helikopterem do kolejnego.
Przeszedł dwie operacje, niestety lekarze musieli usunąć fragment czaszki, ale co najważniejsze żyje i ma się bardzo dobrze.
Do dziś mój ukochany dziękuje mi za to, że o niego tak walczyłam i nie dałam mu tam umrzeć.
Zastanawia mnie tylko, czy jeśli mnie by tam nie było, to po prostu by go zostawili na pewną śmierć.
Uprzedzając pytania: tak, zgłosiłam to zachowanie odpowiednim organom, lecz niewiele mi to dało, ponieważ "mąż ŻYJE".
Wakacje, idę wraz z mężem i dzieckiem deptakiem jednej z nadmorskich miejscowości w Polsce. Naszym oczom ukazała się mewa, która ewidentnie miała problem z lataniem. Błąkała się między nogami przechodniów. Chwilę się jej przyglądałam, zastanawiając się gdzie zadzwonić, aby ją zabrali. Nagle ptak wbiegł na ulicę, przed koła rodziny (2+2) w gokarcie - dzieci miały frajdę, bo goniły biednego ptaka, a rodzice dolewali oliwy do ognia, skręcając w jej stronę.
Stanęłam i zaczęłam bić brawo i gratulować im postawy i przykładu, jaki dają dzieciom. Gościu z gokarta bardzo się zdenerwował i coś do mnie wykrzykiwał, że jakim prawem go oceniam, a dzieci się przecież tylko bawią. Nie ukrywam, że z radością do niego podeszłam, wyjęłam odznakę, poczekaliśmy na radiowóz (ja byłam na urlopie, więc nie miałam przy sobie alkomatu itp.). Okazało się, że gościu był po alkoholu, dostał mandat, bana na prawko na 3 miesiące. Prawie przy nas płakał.
Tak że, drodzy anonimowi, używajcie mózgu również na wakacjach, bo nigdy nie wiecie, kiedy traficie na tajniaka.
Moi rodzice mieli interesujący sposób wyrażania swojej troski o mnie. Jakieś 8 posiłków dziennie, do tego przekąski i słodycze cały czas, nawet jak nie chciałem, czyli prawie zawsze, bo niech Kamilek ma szczęśliwe, radosne dzieciństwo. Do matury byłem chorobliwie otyły, a gdy prosiłem, żebyśmy coś zmienili, bo nie chcę tak wyglądać, to nie marudź, zjedz jeszcze, cały dzień gotowałam, zjedz, bo mamusi będzie smutno, zjedz, bo się zmarnuje, a w Afryce to dzieci są głodne. Oczywiście nie pozwolą na żaden wysiłek fizyczny, bo się potłucze, zadrapie, nogę złamie, porwą go, pobiją.
I tak sobie żyłem, zero kolegów, dziewczyn, imprez. Wszyscy w szkole cały dzień się śmieją, ktoś im zwróci uwagę to udają, że przepraszają i zaraz zaczyna się znowu. Dziewczyny nazywają cię beką smalcu, chłopaki na WF-ie pytają trenera, czy mogę nie grać w piłkę, bo i tak jestem za wolny, trener się zgadza, bo i tak jestem za gruby na grę. Jedyni dwaj koledzy stwierdzają, że nie mogą się ze mną pokazywać, bo dziewczyny się z nich śmieją, że kolegują się z taką tłustą baryłą. Oczywiście o imprezie, wycieczce mogę zapomnieć. Nawet gdyby mnie rodzice puścili, to i tak nikt mnie tam nie chciał. Gdy czasem się przemogłem i przyszedłem na jakieś spotkanie, zwykle i tak wyszedłem po pół godzinie, bo miałem dosyć wyzwisk.
Matura zdana, wyjeżdżam na studia do innego miasta. Pierwsza decyzja - schudnąć. Przez rok straciłem połowę wagi. Nauczyłem się kontaktować z ludźmi. Zacząłem żyć jak normalny człowiek. Ale zacząłem z czasem bać się jedzenia. Byłem szczupły, ale gdy patrzyłem na jakikolwiek posiłek włączał się strach. Zjem to, znowu będę beką smalcu, znowu będę co noc chciał umrzeć, znowu wszyscy się będą śmiali, lepiej zostaw to, nic nie jedz, jeśli już zjadłeś, to wyrzygaj. Dostałem anemii. Lekarz, do którego trafiłem był na szczęście bardzo zaangażowany w swoją pracę. Wysłał mnie do psychologa i dietetyka. Diagnoza - anoreksja. Jestem w trakcie leczenia. Z rodziną nie utrzymuję kontaktu, mam do nich za dużo żalu. Spotkałem ludzi z podobnymi problemami. Trochę mi z nimi lżej, wspieramy się nawzajem. W zeszłym tygodniu po raz pierwszy od dawna zjedliśmy razem dwudaniowy obiad. Nawet z małym deserem. Nikt go nie zwrócił, ja powoli przestaję się bać.
Będzie lepiej, trzymajcie kciuki.
"Jestem singlem z wyboru. Nie mojego wyboru" - często to słyszycie od znajomych, którzy nie mogą znaleźć drugiej połówki? Ja tak. Wiadomo, że niektórym ciężko jest kogoś znaleźć, nie mogą trafić na odpowiednią osobę, ale coraz więcej osób jest po prostu strasznie wybredna. Nie mówię tutaj o tym, aby obniżać standardy do minimum i brać to co jest, ale trochę pokory i samokrytyki nikomu by nie zaszkodziło, a tutaj parę przykładów.
1. Kolega ciągle się żali na imprezach, że chciałby w końcu ułożyć sobie z kimś życie. Z mądrą dziewczyną, na lata. Zaproponowałam, aby może spotkał się z moją kumpelką (ambitna, mądra, pracuje, studiuje, moim zdaniem zwyczajna, niebrzydka). Wyśmiał mnie. Bo jest za gruba i studiuje jakiś gówniany kierunek, nie to co on, pan inżynier.
2. Koleżanka ciągle mówi, że będzie starą panną z kotami, bo nikt jej nie chce. Ostatnio podbijał do niej miły chłopak - nie miał szans, bo jest 2 lata młodszy. Drugi koleś też odpadł, bo jest tylko mechanikiem.
3. Znajomy. Grubas. Ale wygadany, dusza towarzystwa. Latał dwa lata za laską z wyższej ligi, ale raczej Karyna: piwka w bramie, nieskończone gimnazjum, na koncie również kradzieże. Narzekał mi non stop, że ona go olewa. W międzyczasie spodobał się mojej kuzynce: cicha, spokojna, ładna. Odpada, bo "za małe cycki".
Więc moim zdaniem takie osoby są singlami ze swojego wyboru. Swojego egoizmu i zapatrzenia we własną osobę.
Dodaj anonimowe wyznanie