#VfnP9
1. Kolega ciągle się żali na imprezach, że chciałby w końcu ułożyć sobie z kimś życie. Z mądrą dziewczyną, na lata. Zaproponowałam, aby może spotkał się z moją kumpelką (ambitna, mądra, pracuje, studiuje, moim zdaniem zwyczajna, niebrzydka). Wyśmiał mnie. Bo ona jest przy kości i studiuje jakiś gówniany kierunek – nie to co on, pan inżynier.
2. Koleżanka ciągle mówi, że będzie starą panną z kotami, bo nikt jej nie chce. Ostatnio podbijał do niej miły chłopak – nie miał szans, bo jest dwa lata młodszy. Drugi koleś też odpadł, bo jest tylko mechanikiem.
3. Znajomy. Przy kości. Ale wygadany, dusza towarzystwa. Latał dwa lata za laską z wyższej ligi, ale raczej Karyna: piwka w bramie, nieskończona szkoła, na koncie również kradzieże. Narzekał mi non stop, że ona go olewa. W międzyczasie spodobał się mojej kuzynce: cicha, spokojna, ładna. Odpada, bo „za płaska”.
Moim zdaniem takie osoby są singlami ze swojego wyboru. Swojego egoizmu i zapatrzenia we własną osobę.
Każdy ma swój system priorytetów. Ty widzisz w tych ludziach głównie to, że są mili, ambitni, weseli i tym podobne. Dla osób z którymi rozmawiasz te cechy mogą być trzeciorzędne, a bardziej będą zwracać uwagę na konkretny wygląd albo wykonywaną pracę. I mogą nie mieć wpływu na to, że po prostu nie są w stanie być w związku z kimś, kto nie spełnia ich priorytetowych kryteriów.
1. Większa wybredność to mniejsza szansa na niedopasowanego partnera i konsekwencje, które się z tym wiążą (rozwód, zostanie samotnym rodzicem, koszt emocjonalny, czasem nawet traumy). Ja też jestem wybredny i nie widzę w tym niczego złego. Jeśli będę sam - jest dobrze. Jeśli znajdę kogoś dopasowanego - też dobrze.
2. Wytłumaczenia, które dają Ci znajomi, niekoniecznie są realnymi powodami, dla których nie decydują się na relację z kimś. Przykład: ostatnia kobieta z jaką się spotykałem, fizycznie była 10/10, piękna jak najśmielsze marzenia. Niestety, nie miałem z nią o czym rozmawiać, bo po prostu była głupia, a jej osobowość była chyba z tektury. Gdy ktoś mnie zapyta o powód dlaczego się wycofałem, oczywiście tego nie powiem, zamiast tego powiem że: byliśmy niedopasowani komunikacyjnie; to nie była kobieta dla mnie; czułem, że potrzebuję czegoś innego; nie było chemii itp. Tak więc nie bierz tych komunikatów zbyt poważnie. Kolega jasno Ci powiedział, że kobieta nie podoba mu się fizycznie i to wystarczający powód. Koleżanka podała Ci gówno-pretekst, żeby zbyć temat. Znajomy przy kości nie szukał partnerki, tylko wyzwania.
Czy osoby te są singlami ze swojego wyboru? Pewnie tak. Czy to źle? Nie. Czy egoizm w doborze partnera jest zły? Absolutnie nie, jest wskazany. To dzięki niemu znajduje się partnera, który odpowiada Twoim potrzebom. Nie oczekuj od ludzi, że będą altruistycznie wchodzić w relacje z kimkolwiek, bo nie miałoby to żadnego sensu.
„Jestem singlem z wyboru. Nie mojego wyboru” - to komunikat odnoszący się do wyboru konkretnej osoby po drugiej stronie barykady, a nie jakiejkolwiek.
Czasem warto też zastanowić się, co ty masz do zaoferowania, nim ocenisz pochopnie potencjalnego partnera.
Tak właśnie jest. Internet daje poczucie nieskończonych możliwości i stajemy się bardziej wybredni. Oczywiście to tylko złudzenie możliwości, ale bardzo realistyczne. Druga kwestia, to że kobiety i faceci stali się sobie mniej potrzebni. Kobiety mają własne pieniądze, więc trudniej im docenić faceta, a faceci mają porno i łatwy seks, który w ramach wyzwolenia kobiet został znormalizowany. Po prostu nie ma presji. Mało kto potrafi myśleć strategicznie, o sobie samym po 40tce.
Jeśli sam uważasz, że dzisiejsi faceci nie mają do zaoferowania nic poza pieniędzmi, to cóż się dziwić?
Podejście zakompleksionych, słabych mężczyzn: kobieta najlepiej niech nie pracuje i, jeszcze lepiej, się nie uczy, wtedy nie będzie miała wyboru i będzie musiała podziwiać swojego "wspaniałego" wybranka za sam fakt posiadania jakiejkolwiek pracy. Słabiak poczuje się w końcu silny i ważny, przynajmniej na swoim podwórku. Zupełnie jak w zacofanych kulturach, gdzie kobiety nie mają żadnych praw.