#HYGq4

Historia miała miejsce 8 lat temu, ale dalej śni mi się w nocy, powodując ataki histerii.
Tego dnia pogoda była straszna, burza, oraz ogromny deszcz, mój mąż właśnie wracał z pracy. Niecałe 70 m od domu uderzył w ciężarówkę.
Wezwałam pomoc, sama niewiele mogłam zrobić. Samochód był w strasznym stanie, podobnie mój mąż, ale wiedziałam, że żyje.

Czekałam jakieś 6-7 minut, ale dla mnie to była wieczność. Gdy przyjechała karetka, szybko zajęli się mężczyzną z ciężarówki, nie zwracając uwagi na samochód, gdy płacząc prosiłam o pomoc dla mojego męża, jeden z ratowników powiedział do mnie "trupa nie będę wyciągał", kiwając głową w stronę naszego samochodu. Świat stanął w miejscu, a wściekłość i chęć mordu na owych ratownikach wzrastała z każda kolejną sekundą i spojrzeniem na ten przeklęty samochód.
Zrobiłam tam taki raban, że po chwili mój mąż był w karetce i drodze do szpitala, z którego został przetransportowany helikopterem do kolejnego.

Przeszedł dwie operacje, niestety lekarze musieli usunąć fragment czaszki, ale co najważniejsze żyje i ma się bardzo dobrze.

Do dziś mój ukochany dziękuje mi za to, że o niego tak walczyłam i nie dałam mu tam umrzeć.
Zastanawia mnie tylko, czy jeśli mnie by tam nie było, to po prostu by go zostawili na pewną śmierć.

Uprzedzając pytania: tak, zgłosiłam to zachowanie odpowiednim organom, lecz niewiele mi to dało, ponieważ "mąż ŻYJE".
Kocikocilapki Odpowiedz

A to nie jest tak, ze oni musza pomoc każdemu z poszkodowanych z wypadku? Nawet jeśli wydaje im się, ze ktoś wypadku nie przeżył, musza przecież zbadać tętno i jeśli ten ktoś nie żyje wystawić akt zgonu czy nie?

IrisvonEverec

Też mi się tak wydawało. No, zawsze mi tłukli do głowy w szkole i w domu, że NIKT poza lekarzem, który wykonał odpowiednie badania (!) nie może stwierdzić zgonu ot tak sobie. To okrutne i choć bardzo mi przykro z tego powodu, że spotkało to Autorkę i jej męża, to mam nadzieję, że był to odosobniony przypadek... 😨

AzucarMoreno

Oczywiście, że tak. I już napewno żaden ratownik by nie powiedział do rodziny ofiary "trupa nie będę wyciągać". Ktoś tu chyba chce być kolejnym anonimowym bajkopisarzem.

Sauika

Wydaje mi się, że ratownik również może wypisać akt zgonu.

IrisvonEverec

@Sauika: Wydaje mi się, że chyba i tak muszą takiego stwierdzonego przez siebie trupa zawieźć do szpitala, czy, jeśli np. ktoś gołym okiem jest trupem (np. ma totalnie zmiażdżoną czaszkę, że "nie ma co zbierać"), to i tak musi ktoś poczekać na przyjazd lekarza, który może wypisać taki akt zgonu. Głowy nie dam, że tak jest, ale taką wiedzę mi wpajano latami... 😕

Ponownie

@sauika
Ratownik nie może wypisać aktu zgonu, tylko lekarz.

Matylda007

Ratownik nie musi podjac czynnosci jeśli wie, że nie ma sensu. Dla mnie to był szok kiedy to uslyszalam, a czesto zaczynają reanimacje tylko ze względu na presje gapiow. Bo po coprostu innego, skoro osoba nie oddycha 20 min (bo nikt nie wzywal karetki + dojazd)? W tym wypadku to nie to samo, bo nie znali stanu poszkodowanego. Ale to tylko wtracenie około tematu

Ewel12345

Lekarz CO Najwyżej może wypisać kartę zgonu, z która należy udać się do USC, gdzie wypiszą akt zgonu

bazienka

jest triaz czyli kolejnosc pomocy, ale do ustalenia kodu czarnego (smierc) rowniez trzeba sie upewnic, a nie zalozyc

kucykpony

"Ratownik nie musi podjac czynnosci jeśli wie, że nie ma sensu." - to prawda i z tego co mi wiadomo nie ma żadnych wytycznych co do tego jak sprawdzić czy nie ma sensu podejmować się RKO. Sądzę jednak, że jak każdy człowiek ma obowiązek sprawdzić czy pacjent jest niewydolny oddechowo i krążeniowo i ewentualnie wtedy może stwierdzić, że nie ma po co przystępować do RKO.

Katherina

@kucykpony, są wytyczne na podstawie, których przydziela się poszkodowanych do poszczególnych grup w systemie START, czyli nadaje się im kolory i w zależności od koloru przystępuje się do dalszych działań, czyli KAŻDEGO należy ocenić.
Co do sensu podejmowania RKO - jeśli poszkodowany jest po dekapitacji, to widać na pierwszy rzut, że RKO nie ma sensu. W pozostałych przypadkach podejmuje się czynności ratunkowe w zależności od ilości poszkodowanych, przydzielonych im kolorów i dostępności zespołów ratownictwa. W praktyce - w wypadkach masowych, gdzie jest więcej poszkodowanych niż dostępnych sił ratownictwa podejmuje się czynności jedynie w stosunku do osób, które mają szansę przeżycia, ale podkreślę to jeszcze raz - ocenić trzeba KAŻDEGO.

Zobacz więcej odpowiedzi (2)
Tojaatonieja Odpowiedz

Ach, ale się wkurzyłam na samą noc ;(

Luizaplease Odpowiedz

Kiedyś byłam z koleżanką na podwórku i nagle ktoś ją zawołał że coś nie tak z jej babcią. Podbiegłyśmy do jej domu, akurat ratownicy wychodzili, koleżanka spytała co się stało a ratownik odpowiedział "no co, umarła" i tak po prostu poszedł dalej. Więc mogę uwierzyć w to wyznanie w sumie.

Kubson682 Odpowiedz

Też bym się wkurzył będąc w takiej sytuacji.Co to za ratownik,który nawet nie podszedł do człowieka a już zgaduje że człowiek nie żyje

eeM

Pewnie sfrustrowany, wypalony zawodowo ratownik w 600 w tym miesiącu godzinie dyżuru.... (tak, są takie "gwiazdy")

JestemCzarnymKotem Odpowiedz

Twój mąż ma ogromne szczęście, że spotkał na swojej drodze tak wspaniałą kobietę, jak Ty.

Szakalaka3220 Odpowiedz

Nie, ratownicy nie mogą wydawać aktu zgonu. Taki dokument wydaje tylko lekarz.
A co do zachowania ratowników. Nie uwierzę, że powiedzieli do rodziny w ten sposób. W ratownictwie działa system segregacji poszkodowanych w przypadku zbyt małej ilości jednostek do pomocy ratuje się tych, którzy mają większe szanse na przeżycie.

eeM

A ja uwierzę chociaż takie zachowania widziałem częściej w wykonaniu lekarzy z karetek...

Josei Odpowiedz

. Ratuje się osoby z największą szansą na przeżycie. Nie wiem jak wyglądało miejsce wypadku ale jeśli podeszli do kierowcy ciężarówki który wymagał natychmiastowej pomocy a ich było 2 to musieli podjąć czynności ratunkowe. Nie zwalnia z takiego komentarza w stosunku do męża autorki.

PatrykDH Odpowiedz

Teraz to nawet strach się autem rozpieprzyć bo ratownicy nie chcą pomagać

Lewkonja Odpowiedz

Mąż żyje dzięki tobie!

izka8520 Odpowiedz

Ale argument bez sensu, bo przecież mąż żyje. gdyby nie żył to by powiedzieli że przecież mieli rację, bo nie przeżył....

Zobacz więcej komentarzy (3)
Dodaj anonimowe wyznanie