#umGHe

Będzie o bajkach dla dzieci... i dla dorosłych.

Wpadasz do kolegi z pracy wieczorkiem na piwko. Jego żonka źle się czuje, więc pyta, czy nie włączymy młodej (7 lat) jakiejś bajki i nie zajrzymy od czasu do czasu. Spoko luz. Dogadujemy się z młodą, przeglądamy listę bajek do obejrzenia i nic się zbytnio jej nie podoba. Wpadamy na pomysł Króla Lwa. Nawet stwierdziliśmy, że chwilę z nią posiedzimy i... Zostaliśmy do końca.

To uczucie, gdy po raz trzeci spoglądasz w trakcie seansu na kolegę, a ten przeciera sobie oczy, a ty masz całkiem podobnie. Tak oto dwóch byków w okolicach trzydziestki wzruszyło się mniej więcej podobnie, jak 7-letnia dziewczynka. Ciekawe jest to, że jesteśmy raczej z tych ludzi, którzy się łatwo nie wzruszają. W pracy czasem musimy informować rodziny o śmierci pacjentów, babrać się we flakach, a wzruszyła nas bajka dla dzieci.

Polecam!

#BKWsj

Moja dziewczyna zawsze była „naturalna” – nie malowała się jakoś mocno, nie stroiła godzinami przed lustrem. Wkładała pierwszy lepszy t-shirt i w kwadrans była gotowa do wyjścia, nigdy nie obwarowywała łazienki i nie musiałem czekać na nią przy każdym wyjściu jak jakiś idiota.

Miesiąc temu założyła sobie konto na Instagramie. Od tamtej pory wszystko odwróciło się o 180 stopni.

To postępowało stopniowo. Najpierw po prostu pomalowała się do zdjęcia. Serduszka tak zawróciły jej w głowie, że zaczęła to robić regularnie – CODZIENNIE. Zrobiła sobie miejsce w dużym pokoju, w którym każdego dnia o tej samej porze napieprza selfiaczki. Trwa to minimum godzinę. Po wrzuceniu zdjęcia kolejną godzinę spędza w telefonie na oddawaniu polubień. Każdy posiłek fotografuje ze wszystkich stron, a w efekcie jada zimne obiady. Wydała kasę na jakiś program graficzny, dzięki któremu powiększa sobie na zdjęciach cycki i zwęża talię. Kupuje sobie jakichś followersów, czaicie – wydawać pieniądze na COŚ TAKIEGO? Stwierdziła też, że przechodzi na dietę. Zrobiła sobie sztuczne paznokcie, nosi sztuczne rzęsy, ma w planach doczepić sztuczne włosy. Już nawet nie wspominam o jej garderobie – zamieniła się w jakąś lafiryndę z teledysku. Nie poznaję jej.

Jestem… załamany. Zamiast dziewczyny mam sztuczną kukłę. Jak można w tak krótkim czasie tak bardzo zmienić się przez durny portal społecznościowy? Przysięgam, powinni tego zabronić.

#IsfGZ

Mój narzeczony wręczył mi na imieniny zestaw teflonowych łopatek do patelni. Lubię gotować, więc nawet mnie ten prezent ucieszył, jednak nie omieszkałam dodać swoich trzech groszy - że mógłby się czasem wysilić na coś bardziej romantycznego, na przykład jakiś komplement czy czułe słowo.

Odpowiedział, że „kolor teflonu podkreśla mój słodki wąsik”.

#4wzRp

Jakiś czas temu odwiedziła mnie koleżanka. Widząc powieszone na lodówce moje zdjęcia sprzed kilku lat i sprzed jakichś 20 kg zapytała, czemu wiszą w tym miejscu. Zgodnie z prawdą i nie przeczuwając niczego złego odparłam, że powiesił je tam mój ukochany, jako motywację dla mnie do zrzucenia tych nabranych przez własne lenistwo dodatkowych kilogramów. "Ale świnia!" - usłyszałam pełną oburzenia odpowiedź.

Z dalszej rozmowy wynikło, że to strasznie chamskie z jego strony, bo przecież powinnam mu się podobać bezwarunkowo i lepiej, żebym uciekała jak najszybciej od tego potwora. Na moje tłumaczenia, że nie widzę w tym nic złego usłyszałam, że to na pewno dlatego, że mam przez niego bardzo obniżoną samoocenę.

Czy to ze mną jest coś nie tak, jeśli uważam, że nie ma nic złego w powiedzeniu partnerowi "Kochanie, trochę się ostatnio zapuściłaś i trochę mi to przeszkadza, jeśli tobie też, to możemy razem nad tym popracować". Tym bardziej, że moja aktualna waga wynikła tylko i wyłącznie z mojego lenistwa, a nie z np. choroby, czy innych czynników niezależnych ode mnie.

Skoro ja mogę powiedzieć jemu, że przeszkadza mi jego bałaganiarstwo i oczekuję od niego poprawy w tej kwestii, dlaczego on nie może powiedzieć mi o czymś, co jest ważne dla niego? Czy naprawdę kobiety maja tak niskie poczucie własnej wartości, że uważają taką sugestię partnera za niewybaczalny atak na ich osobę tylko dlatego, że dotyczy wyglądu i delikatnego tematu wagi? Czy to nie jedna z fajniejszych stron związku, że można nawzajem pomagać sobie w jak największym wykorzystaniu swojego potencjału?

Koleżankę niedawno znowu spotkałam. Nieco się zdziwiła, kiedy zobaczyła mnie już o 10 kg mniejszą, i kiedy zachwycona efektami spytała jak tego dokonałam, nie przestawałam chwalić ukochanego - jak wspaniale mnie motywuje, jak chodzimy w weekendy na 10-kilometrowe spacery zakończone piknikiem ze zdrowymi przekąskami przygotowanymi przez niego, jak wspólnie gotujemy sobie obiady do pracy i wstajemy wcześniej, żeby przed pracą pomachać kettlami. Usłyszałam, że jestem głupia, że daję się tak terroryzować...

#NYixO

Byłem na minimum 30 rozmowach o pracę. Niektóre z nich trwały nawet do 50 minut, jednak zawsze przebiegały w atmosferze luźnej rozmowy. Żadnego stresu, żadnych problemów w nawiązaniu kontaktu z rozmówcą.

Aż do dzisiaj.

Siedziałem na zapleczu starego, brudnego warzywniaka.
Dookoła kręciły się typowe Grażyny trzykrotnie starsze ode mnie.
Sklep znajdował się 40 minut drogi od mojego domu (o lokalizacji w ogłoszeniu nie wspomniano).
Dowiedziałem się, że pensja ma wynieść 1700 na rękę.
Brak elastycznego grafiku.
Po czym usłyszałem pytanie "Dlaczego chce pan akurat u nas pracować?".
Zatkało mnie zupełnie, nie byłem w stanie wydusić chociaż słowa.
Siedziałem przed dłuższy moment w ciszy, po czym podziękowałem i wyszedłem.

#OqwkM

Sytuacja miała miejsce niedawno. Pierwszy raz podchodziłam do egzaminu na prawo jazdy, wiadomo, każdy kto ma prawko wie jak to wygląda - stres okropny, który kompletnie odbiera rozumu. Przynajmniej w moim przypadku.

A więc siedzę na korytarzu i czekam, aż mnie wywołają, czas mi się dłuży i nagle słyszę swoje imię, nazwisko i numer samochodu, więc wstaję, nogi jak z galarety i idę do samochodu. Za chwilę przychodzi egzaminator. Widać, że mało sympatyczny. Na jego rozkaz wsiadłam do auta. Facet nagle wyciąga do mnie rękę, więc ja ze stresu zapominając o całym świecie biorę jego rękę i zaczynam nią mocno potrząsać w geście powitania. Egzaminator gwałtownie zabrał rękę i nerwowo powiedział "dowód chciałem, a nie się witać".

Żebyście widzieli moją minę...
Dodaj anonimowe wyznanie