#idXhh

Gdy byłam mała (około 5-6 lat), zostałam w domu sama z ojcem na cały dzień. Nie wiem, gdzie wszystkich wtedy wywiało, ani dlaczego zostawili mnie z nim samą. Ojciec był pijany, pytanie, czy upił się po wyjściu wszystkich (matki i trójki starszego rodzeństwa), czy był już pijany przed ich wyjściem. W każdym razie ja siedziałam na fotelu pół dnia i oglądałam bajki, on spał na kanapie.

W pewnym momencie wstał i zdjął gacie (nic innego na sobie nie miał) i zaczął chodzić goły po pokoju. Bałam się, że coś mi zrobi, więc uciekłam do łazienki (jedyne pomieszczenie z zamkiem w drzwiach) i przesiedziałam tam dobrych kilka godzin do powrotu wszystkich.

Okazało się, że "tatuś" zwyczajnie zlał się pod siebie, więc zdjął gacie żeby je zmienić, a potem znowu poszedł spać, nie zwracając na mnie uwagi. Wywnioskowałam to z wrzasków mojej matki, ale do tej pory wstyd mi za to, że widziałam jego gołego fiuta (a wtedy byłam małą dziewczynką, serio to było dla mnie traumatyczne) i nikomu nigdy o tym nie powiedziałam.
Warto dodać, że to moje JEDYNE wspomnienie z nim przed tym, jak nas zostawił. No cóż, lepsze być nie mogło.

#GDD0G

Poszedłem do kuchni smarknąć sobie w papierowy ręcznik i zobaczyłem, że mucha mi tam jakaś lata, więc machnąłem ręką. Wiadomo, to takie machnięcie od niechcenia, przecież i tak się w ten sposób muchy nie ubije. Cóż, nie tym razem - przykleiła się do gluta, który zostawiłem na papierze.

Wynalazłem właśnie w 100% organiczny lep na muchy, będę królem życia.

#bKOoj

Cholerna nieśmiałość i wrodzone poczucie zakłopotania, kiedy chcę się odezwać... Już myślałem, że przez to nigdy nie będę miał dziewczyny, ale kiedy w końcu udało mi się wejść w pierwszy w życiu związek, to zdarzało mi się ciągle coś takiego: chciałem powiedzieć dziewczynie, że jest "bardzo miła", albo nie, może lepiej, że jest "milutka", albo nie, zasługuje na większy komplement, więc powiem jej, że gdyby wybierano, to "mogłaby być najlepszą i najmilszą osobą na świecie", albo, żeby "nie przesadzała ze słodkością, bo jeszcze trochę i będzie najmilszą osobą na świecie", ale nie, w końcu powiem jej, że jest po prostu "najmilszą osobą na świecie". Cały taki proces myślowy zajmował w mojej głowie dosłownie chwilkę, więc kiedy po ułamku sekundy otworzyłem usta, żeby to wyartykułować, to powiedziałem "wiesz co, nie przesadzaj, mogłabyś być trochę milsza...".
Wytrzymała może z 10 "komplementów" tego rodzaju.

Szukam dziewczyny. Najlepiej niesłyszącej...

#1EFhE

Przeprowadziłem się do kamienicy w centrum miasta. Jakoś drugiego dnia wróciłem ze sklepu z samochodem pełnym mebli i zobaczyłem, że moi sąsiedzi z naprzeciwka wynoszą akurat swoje meble. Podszedłem więc do nich, powiedziałem, że nazywam się tak i tak i że jestem nowy i chętnie pomogę. No i tak z pół godziny pogadaliśmy, powynosiliśmy ich meble, sprzęty, dywany, zostawiając właściwie puste mieszkanie. Potem oni pomogli mi wnieść moje meble, ładnie podziękowali i pojechali.

Kolejnego dnia przyjechali PRAWDZIWI sąsiedzi z naprzeciwka, chwilę później policja... okazało się, że pomogłem złodziejom ogołocić ich mieszkanie, kiedy byli na wyjeździe.

#ygzFR

Jeśli ktoś nie jest zainteresowany tematem księży-pedofilów, to proszę, aby dalej nie czytał tego wyznania. Proszę też mnie nie hejtować, moje wyznanie nie jest prowokacją. Wstydzę się komuś o tym powiedzieć, więc piszę tutaj.

Gdy miałem 11 lat, byłem ministrantem. W tym czasie pracował w parafii pewien wikariusz, miał może z 30 lat. Uważany był za dobrego księdza, miał bardzo dobry kontakt z ludźmi, a najbardziej to z dziećmi. Jak się pewnie domyślacie, byłem molestowany seksualnie przez tego księdza. Nikt o tym nie wiedział. Ja zdawałem sobie sprawę z tego, że coś jest nie tak, że on wyrządza mi krzywdę, ale on wmawiał mi, że to nie jest krzywda. Oszczędzę wam szczegółów. Po 2 latach pracy w naszej parafii przeniesiono go, a ja mam traumę do dzisiaj.

Minęło 7 lat. Przez ten czas miałem problemy ze sobą. Zamknąłem się w sobie. W szkole byłem outsiderem, nie miałem przyjaciół. Myślałem o samobójstwie. Bałem się chodzić do kościoła na mszę, a nawet czułem strach na lekcjach religii. Rodzice są osobami bardzo religijnymi, gdybym im powiedział, toby mi nie uwierzyli. Ja odkąd stałem się pełnoletni, czyli od niedawna, nie chodzę do kościoła, przestałem wierzyć.
Wiem, że nie wszyscy księża są pedofilami. Wiem, że Kościół to nie tylko księża. Wiem też, że powinienem komuś o tym powiedzieć z rodziny, ale nie chcę. Chciałbym o tym zapomnieć, ale nie mogę. Myślę o wizycie u psychologa, tylko wstydzę się o tym mówić. Ten ksiądz, a raczej zboczeniec w sutannie, zniszczył mi życie. Myślę, że nie tylko ja byłem jego ofiarą. Mam nadzieję, że któreś dziecko miało więcej odwagi ode mnie i powiedziało komuś dorosłemu. I że ten zwyrodnialec odpowiedział za to, co robił. Przynajmniej mam taką nadzieję.

#NKXb8

Byłem akurat u dziewczyny, obok nas siedzieli jej rodzice. Rozmowa zeszła na temat niedzieli wolnej od handlu i zacząłem z nimi dyskutować na temat tego, że uważam to za idiotyczny pomysł i ograniczenie wolności. Oni wówczas odpowiadali mi, że to przecież bardzo dobra idea i dowód na to, że w Polsce szanuje się pracownika, a poza tym jak ktokolwiek może się zgadzać na "takie warunki pracy"... Przecież niedziela powinna być wolna!

Rodzice mojej dziewczyny pracują od 30 lat w fabryce, sześć dni w tygodniu, zarabiają poniżej 2500 netto. I szczerze wierzą, że w Polsce szanuje się pracownika, a godne warunki są wtedy, kiedy jeden dzień ma się wolny.

Nie miałem pojęcia co im na to odpowiedzieć, żeby nie obrazić całego ich dorobku życiowego.

Jestem szczerze przerażony życiem w tym kraju. Z każdym kolejnym dniem mam coraz większe wrażenie, że żyję w wielkim obozie pracy, gdzie wymaganie czegokolwiek od pracodawcy jest gnojone i uznawane za lenistwo.

#VkX7M

Kilka miesięcy temu przypałętał się do nas kotek - chudzinka. Bardzo zachłannie i długo pił wodę, zjadał przekąski do ostatniego kawałka, wylizując mikę do czysta - istna bidulka!


Zostawialiśmy z mężem dla niego na tarasie kocyk, na którym przesypiał każdą noc i pół dnia (w przerwach pomiędzy polowaniami).
Z czasem kocyk zamieniliśmy na specjalne, ciepłe łóżeczko, kupiliśmy miseczki, zapobiegające zespołowi zmęczonego wąsa oraz zabawki - słowem, załatwiliśmy mu warunki domowe i coraz rzadziej nas opuszczał.
Po kilku dniach zauważyłam, że ma na nodze sporą ranę, z której spływała krew. Ponieważ kotek jest dzikusem i nie pozwala się głaskać, a tym bardziej podnosić, musieliśmy pożyczyć od znajomych klatkę. Klatka była ogromna (dla psów), więc zwróciliśmy uwagę sąsiadów, paradując z nią przez osiedle.
Weterynarz zrobił kilka zastrzyków, zajął się raną, dał nam drogie lekarstwo i spytał, czy chcemy wstrzyknąć czip (po uprzednim upewnieniu się, że kot nie ma właściciela). Odmówiliśmy, stwierdzając, że kupimy mu obrożę.
Wróciliśmy do domu, postanawiając, że wciąż będziemy trzymać kotka na tarasie.
Założyliśmy mu piękną obrożę, niestety za luźno, bo zgubił ją na drugi dzień.

Po kilku miesiącach wyjeżdżaliśmy na wakacje, więc poszłam do jednego z sąsiadów spytać, czy mógłby dokarmiać naszego kotka.
Zdziwił się: "Nie wiedziałem, że macie kota. Jak wygląda?". Ja: "Ten bury, w prążki, jak tygrys". Na to sąsiad: "A to nie jest przypadkiem kot Wincenta?".

Okazało się, że uprowadziliśmy czyjegoś kota. Wyobraźcie sobie zdziwienie właściciela, kiedy jego kot wrócił do domu z obrożą i bandażem na nodze... Do tego ktoś na pewno widział nas niosących tego kota w klatce.

Do dziś nie wiemy, kim jest Wincent i mamy nadzieję, że jakimś cudem Wincent nie dowie się, że to my uprowadziliśmy jego pupila.

PS. Kotka przestaliśmy dokarmiać, ale łóżeczko i woda zostały, bo wciąż czasem nas odwiedza. Do dziś cieszę się, że nie zdecydowaliśmy się na czip z naszym adresem!

#mT6iL

Był czas, że pracowałem i jednocześnie studiowałem zaocznie w mieście oddalonym o 70 km.

Żeby było taniej, w czasie zjazdów nocowałem u kumpla. Zresztą często zajęcia kończyły się po ostatnim autobusie powrotnym.

I to był jeden z takich dni. Wracaliśmy nocnym z zajęć, kiedy na przystanku wsiadło dwóch bandziorów z owego czasu: adasie na nogach, ortalionowe spodnie, skórzane kurtki i tona złota w formie różnych łańcuchów. W autobusie tylko ja, mój kumpel, u którego nocowałem i kierowca. Panowie podeszli i grzecznie poprosili, żebyśmy wyskoczyli z fantów.

Mój kolega sięgnął prawą ręką do lewej kieszeni (nie wiem dlaczego to nie wydało się oprychom podejrzane. Naprawdę nie wiem...), po czym ją wyprostował. Jeden z panów bezwładnie obalił się na ziemię, gdzie zaczął brudzić krwią podłogę. Kolega miał w ręku pałkę teleskopową.

Przez chwilę zapadła taka cisza, że myślałem, że silnik przestał działać i autobus stoi w miejscu. Po chwili jednak autobus naprawdę się zatrzymał na najbliższym przystanku. Kierowca otworzył drzwi, pomimo że nikogo na przystanku nie było, i grzecznie poczekał, aż pan przytomny wywlecze pana krwawiącego z autobusu, zostawiając za sobą malowniczy krwawy ślad.

Wysiedliśmy na swoim przystanku jakieś 10 minut później.

Nie słyszałem o żadnych doniesieniach w mediach o tym zdarzeniu, żadne służby nas nie szukały, nikt się nie mścił.
Dodaj anonimowe wyznanie