#NKXb8
Rodzice mojej dziewczyny pracują od 30 lat w fabryce, sześć dni w tygodniu, zarabiają poniżej 2500 netto. I szczerze wierzą, że w Polsce szanuje się pracownika, a godne warunki są wtedy, kiedy jeden dzień ma się wolny.
Nie miałem pojęcia co im na to odpowiedzieć, żeby nie obrazić całego ich dorobku życiowego.
Jestem szczerze przerażony życiem w tym kraju. Z każdym kolejnym dniem mam coraz większe wrażenie, że żyję w wielkim obozie pracy, gdzie wymaganie czegokolwiek od pracodawcy jest gnojone i uznawane za lenistwo.
Wolna od handlu, ale nie usług, restauracje są np otwarte, więc gdzie tu sprawiedliwość? Dla mnie cały ten pomysł jest po prostu głupi.
Aha. Czyli np. turyści co mieliby jeść?
Aha. Czyli np. turyści nie mieliby gdzie kupić zapasów?
Nie. Oczywiście że mieli by gdzie zapasy kupić. Tylko w jaki sposób urządza to właścicieli restauracji. Na litość boska mówimy o branżach które żyją z tego że człowiek ma wolne. Nie podnoscie absurdalnych argumentów.
Na większe zakupy również trzeba poświęcić nieco czasu. :)
A wiecie, że np. takie Podlasie żyje z handlu ze wschodem. I teraz z powodu zakazu niedzielnego zamiast trzech dni, wschód ma na zakupy dwa dni. Zatem odpada jeden nocleg i sporo wyżywienia, co jest znaczące dla dostarczycieli tych usług, jeśli pomnożyć to przez ilość osób, które przyjechały by na zakupy z soboty na niedzielę, albo w piątek do niedzieli. Część osób wcale nie przyjedzie bo w piątki pracują do późna. Osobiście mnie to nie dotyczy, ale ten zakaz daje wszystkim po kieszeni. I uważam, że powinny być jakieś ulgi od tego zakazu wprowadzone dla miejscowości przygranicznych.
Bo kasjerka musi mieć wolne żeby np pójść z rodziną do kina, gdzie pani na kasie w kinie musi pracować :D
Ja w ogóle nie rozumiem idei tego pomysłu i nie widzę żadnego pozytywu wynikającego z zakazu handlu. Kasjerka chce spędzić czas - tę wolną niedzielę - z rodziną, więc jedzie (autobusem, który jest prowadzony przez motorniczego lub autem, które tankuje na stacji) z dziećmi do wesołego miasteczka, z mężem do teatru itp. (gdzie - niespodzianka! - też ktoś musi pracować), potem do restauracji (tu też pracują ludzie) i zadowolona wraca do domu. Ci wszyscy ludzie, którzy pracowali na miły dzień kasjerki też mają rodziny, z którymi chcą spędzać czas, nie rozumiem czemu sprzedawcy są teraz jakąś uprzywilejowaną grupą społeczną. Samym sprzedawcom też trudniej dostać wolne w tygodniu skoro mają wolną niedzielę, a i nie każdego ta niedziela "urządza", więc podwójna, że tak powiem, lipa. Są ludzie - np. studenci - którzy chcą pracować w weekend, a teraz odpadło im sporo miejsc zatrudnienia (Żabki czy inne Małpki są praktycznie wszędzie, na każdym rogu, zasadniczo sklepów nie brakuje, a teraz trzeba szukać w gastronomii albo w rozrywce co może - w zależności od miejsca zamieszkania - być trudniejsze).
Naprawdę, nawet teraz myślę i myślę i żaden plus zakazu handlu nie przychodzi mi do głowy. Ani dla pracowników nie jest to jakaś innowacja, która zmieni ich życie na lepsze, ani potencjalnych klientów/pozostałych ludzi to nie zadowala...
Już nie wspomnę o tym, że zakłady produkcyjne w których jest tzw czterobrygadówka też pracują w niedziele. I nie są tam produkowane jakieś rzeczy bez których przez ten jeden dzień świat by się zawalił
Ze wszystkim się zgadzam za wyjątkiem tej Żabki - oficjalnie są to placówki pocztowe i są czynne w każdą niedzielę.
Idea ideą, przede wszystkim to głupota, bo to kolejne prawo ograniczające wolność i wolny rynek. Jeśli np. mam sklep to logiczne, że otwieram go wtedy kiedy mi się ie opłaca. Jak widzę, że w nocy jest mało klientów to mi się nie opyla ponosić kosztów. A tu nagle państwo zabrania mi otwierać, bo tak. A jeśli ktoś chce mieć wolne niedziele to niech znajdzie pracę od pon do pt. Proste.
Jestem studentką i pracuję. I dla mnie te wolne niedziele są wybawieniem, mam pewność, że bede miala choć pol weekendu wolnego, może na relaks, ale głównie na naukę, w końcu caly dzien A nie tylko wieczory. Jasne, jak siedzę w domu to mam czasem mysl, że o ja, ale głupio ze sklepy zamknięte i nie mogę zrobić zakupow, ale za to nie muszę spędzać całego weekendu w pracy i męczyć się, bo nie mam czasu dla siebie, albo nie wyrabiam z nauką i muszę siedzieć cały tydzień po nocach.
Pracuję w niedzielę (na szczęście branża turystyczna jest ustawowym wyjątkiem) i jestem szczęśliwa z tego powodu, bo studiując dziennie mogę zarobić głównie w weekend (i niektóre popołudnia). Gdyby odebrano mi tę możliwość, to straciłabym jakąś 1/3 pensji i prawdopodobnie nie mogłabym utrzymywać się na studiach. Oczywiście fajnie jest mieć od czasu do czasu wolne, ale... w niedzielę zakupów nie zrobię, żadnej sprawy w urzędzie nie załatwię, jesiennych ubrań też nie mam gdzie kupić, bo wszystko pozamykane. Zdecydowanie wolę przepracować niedzielę i poświecić na te sprawy jakiś inny dzień.
Szczerze, zatrudniajac sie w handlu chyba ludzie doskonale zdawali sobie sprawe ze specyfiki pracy i dni w jakie beda musieli pracowac wiec nie rozumiem tego lamentu? Widzialy galy co braly, jak sie nie podoba to zmien prace. Ja pracuje od pon do pt po 8 h, wolne weekendy, ale cos za cos, zeby cos zalatwic musze sie urywac z pracy albo brac wolne. Ci co pracowali w handlu mieli wolne w tygodniu i bez problemu wiele spraw w ten dzien mozna zalatwic. Dla mnie ten przepis to bzdura, naszego spoleczenstwa nie stac na niedziele niehandlowe.
@wergil mów mi dalej o wysokich pensjach nauczycieli gdy za goły etat nauczyciel dyplomowany z 30letnim stażem dostaje nawet nie 2500 na rękę za użeranie się z cudzymi, rozpieszczonymi bachorami którym wszystko wolno, a nauczycielowi nic 😂
Jest takie przekleństwo "obyś cudze dzieci uczył" nie bez powodu.
Nawet nie zaczynaj tematu dodatków, bo te są wysokie tylko w warszawce. W mniejszych miastach/wsiach (a tam też są szkoły i dzieci które trzeba uczyć!) nauczyciel z dodatkami i nadgodzinami za etat może te 2700 na rękę wyciągnie. Może. Zależy ile nadgodzin robi.
Szkoda, że nauczyciel nauczycielowi wilkiem, bo gdyby zrobili ogólnopolski strajk i ludzie musieliby wziąć wolne w pracy (a w dłuższej perspektywie się zwolnić) by zająć się własnymi dziećmi to zaczeliby doceniać pracę nauczyciela. Nie mówiąc już o tym, że sami musieliby dzieci uczyć WSZYSTKICH przedmiotów.
Do tych wszystkich psioczacych na wolne niedzielę. Po ok pół roku od wprowadzenia zakazu pytano pracowników handlu czy zmiany im się podobają. Zadowolonych był więcej niż niezadowolonych. Mówicie o wolności a nie chcecie uszanować głosu większości. Ktoś powiedział że jak się pracownikom nie podobało to mogli iść do innej pracy. To tylko pół prawdy. Mogli też lobbowac za zmianami w prawie i to właśnie zrobili. Mało tego macie taką samą możliwość.
Ktoś powiedział że to bez sensu że nie może otworzyć sklepu w niedzielę. Ależ możesz... Tylko sam stan za kasa. Czemu nie chcesz? Przecież Ci się opłaca.
Ktoś inny mówi że pracuje od
Pon do pt i żeby coś załatwić to musiał brać wolne. A to dlaczego niby musiał brać wolne? To miejsca w których potrzebowałes coś załatwić nie pracują w weekend??? Dlaczego nie masz pretensji do urzędników że w weekend Cie nie obsługują? Nie wiem czym się zajmujesz ale czemu nie mogę z Tobą nic załatwić w weekend? Czemu wtedy nie pracujesz? A co to za przywileje?
"Ktoś powiedział że to bez sensu że nie może otworzyć sklepu w niedzielę. Ależ możesz... Tylko sam stan za kasa. Czemu nie chcesz?"
Bo np. jestem właścicielem marketu i to nie jest możliwe żeby obsluzyla go jedna osoba?
Jako osoba pracującą w gastro, mamy jeszcze większy zapieprz w niedzielę za te same pieniądze. No serio... szacunek do pracownika
No to poproś o podwyżkę albo o to by szef zatrudnił kolejnego pracownika. Więcej roboty to znaczy więcej klientów, większa kasa itd.
No tak, bo przecież wystarczy poprosić, szef tylko czeka na takie sugestie...
Ta niedziela to głupota. Nie widać żadnych plusów, a ludzie z umysłem ameby zadowoleni bo pracować nie muszą. Co z tego, że inni robią od rana do nocy na nogach np. w McDonald's. Głupota i tyle
Wiem, że to był tylko przykład, ale to, co się wyprawia w McDonaldzie w te niehandlowe niedziele, to jest jakiś kosmos... Zawsze w weekendy jest duży ruch, ale jest wtedy więcej pracowników i generalnie każdy jest przygotowany, że będzie więcej roboty. W te zasrane niedziele jest taki zapieprz, że robisz jakieś 15 rzeczy na raz, a zamówień i tak ci przybywa, zamiast ubywać. I jeszcze ci ludzie, którzy są oburzeni, że czekali ponad 10min na hamburgera. Bo przecież te 30 zamówień, które musieliśmy ogarnąć, żeby to jego w ogóle zobaczyć, powinniśmy wydać w 3 minuty...
Najlepszym rozwiązaniem problemu byłaby uatawa, która sprawia że WSZYSCY mają mieć dwie wolne niedziele w miesiącu.
Teraz jeszcze chcą, aby pracodawca nie płacił pracownikom za nadgodziny. Niby ma to być potem wypłacane, ale tylko w kilku przypadkach, ale o rewaloryzacji już jakoś nasz rząd nic nie wspomniał, bo pewnie nie pomyśleli.
O widzę minusy od pisiorów :P
Czekaj, co? Wyrabiam tygodniowo około 50 godzin, a mam mieć płacone za 40?
Ideą niedzieli bez handlu jest to, by ludzie zamiast na zakupy poszli do kościoła i nabijali kabzę klechom.
Jeżeli ktoś pracuje na pełny etat, to ma 160 lub 168 godzin pracy miesięcznie, czyli przy zmianach 8 godzinnych ma 2 dni wolnego w tygodniu. Jeżeli ktoś chce spędzić te dni z rodziną to przecież można się dogadać z pracodawcą, by mieć wolne w jakiś określony dzień i niekoniecznie to musi być niedziela. Nie rozumiem dlaczego niektórzy pracują w jakiejś firmie kilka lat, narzekają na zbyt niską pensję, atmosferę w pracy, zbyt dużo godzin itd. i nie robią nic by to zmienić. "Janusze biznesu" wyzyskują swoich pracowników dla tego, bo ci na to pozwalają i może jak ich biznesy zaczną padać, bo nikt nie będzie chciał u nich pracować coś się zmieni, ale niestety ludzi którzy wolą się męczyć i narzekać nie brakuje. Mamy obecnie rynek pracy pracownika, jeżeli ktoś jest niezadowolony z pracy, to niech szuka sobie lepszej. Rozumiem, że niektórzy wolą stabilizację, że boją nowego, nie chcą ryzykować, boją się że nie dadzą rady w nowej pracy, czy że po okresie próbnym pracodawca ich nie przyjmie i zostaną bez niczego, albo w nowej pracy będzie jeszcze gorzej, ale czasem warto podjąć ryzyko.
"Ideą niedzieli bez handlu jest to, by ludzie zamiast na zakupy poszli do kościoła i nabijali kabzę klechom. "
Znasz kogoś, kto zaczął chodzić do kościoła że względu na to, że sklepy są zamknięte? Serio pytam, w moim otoczeniu ci co wcześniej chodzili, chodzą nadal, ci co nie chodzili, nadal nie chodzą. Myślałam, że chodzenie do kościoła to kwestia światopoglądu, nie tego, czy sklep jest otwarty, czy zamknięty.
Do kolejnej osoby, której nie spodoba się moje pytanie: co Wam konkretnie nie pasuje? Pytanie jest na temat i serio jestem ciekawa odpowiedzi - może mi to ktoś wyjaśnić, zamiast (albo oprócz) dawania strzałki w dół?
Jakby co uważam niedziele wolne od handlu za totalnie poroniony pomysł, wady przeważają nad (wątpliwymi) zaletami, ale też nie wiem, jak kogoś miałoby to zachęcić do pójścia do kościoła.
Więc...?
Wyjaśniam:
A dlaczego nie np. sobota? Dlaczego dniem wolnym od handlu ma być niedziela a nie inny dzień? Jeżeli takie zmiany nie miały by podtekstu religijnego to zakaz handlu mógł by obowiązywać w każdy inny dzień tygodnia.
Etat 1/1 przy zmianach 8 godzinnych to wychodzi 2 dni wolne w tygodniu i wcale nie muszą to być sobota i niedziela. Pracuje w firmie, gdzie nie ma czegoś takiego jak wolna sobota, czy niedziela i nie wiem dlaczego jedna grupa zawodowa ma mieć wolne, dezorganizując życie tym co muszą pracować w ten dzień.
Uzytkownik404, zwróć uwagę na to, że wolne od handlu niedziele to także udogodnienie dla tych sprzedawców, którzy są wierzący. Więc pewnie nie tyle chodzi o klientów, co o pracowników. W moim mieście (nie mówię, że to reguła, jednak zauważyłam w okolicy taką właściwość), że kasjerkami są często kobiety 40+, należą zatem do pokolenia, które jest przywiązane do tradycji coniedzielnych mszy.
Jose, dziękuję za odpowiedź.
Moja wyszła trochę przydługawa, dlatego dodaję punkty:
1. Dlaczego musiało paść na niedzielę
2. Dlaczego obecnie to uzasadnienie jest błędne (i nie ma tu żadnej sprzeczności;)
3. Dlaczego moim zdaniem cała afera wcale nie pomaga kościołowi
1. Po pierwsze w żadnym razie nie będę twierdzić, że ta zmiana nie ma podtekstu religijnego. Religia w kulturze naszego kraju zawsze miała spore znaczenie -to jest fakt, niezależny od moich czy Twoich przekonań. Nasi przodkowie przez większość czasu istnienia Polski mieli jeden dzień wolny od pracy- niedzielę, a ten wybór oczywiście wynikał z ogromnej roli jaką wtedy odgrywała w życiu praktycznie całego społeczeństwa religia. Niedziela była jedynym dniem wolnym aż do lat 70 XX w, kiedy stopniowo zaczęto wprowadzać wolną sobotę. Ślady tego są wciąż widoczne- jeśli spojrzysz na godziny otwarcia sklepów i wielu obiektów usługowych, to zauważysz, że w większości przypadków najdłużej da otwarte w dniach pn-pt, w sobotę nieco krócej, w niedzielę tak samo, jeszcze krócej, albo wcale.
Tyle o tym, dlaczego dniem wybranym na "uszczęśliwienie" nas wolnym jest niedziela.
2. Zgadzam się, że obecnie, w czasach gdy większość ludzi pracuje w trybie zupełnie niezależnym od dni tygodnia, narzucanie konkretnego dnia wolnego dla jednej wybranej grupy zawodowej może mieć tylko negatywne konsekwencje. Moim zdaniem uderzają one nie tylko w ich klientów, którzy tego dnia chcieliby zrobić zakupy (a nieraz nie mają innej możliwości) ale także w samych "przymusowo wolnych" - ponieważ dezorganizują ich pracę.
3. Narzucanie komukolwiek czegokolwiek, w tym jak ma sobie organizować pracę, wydaje mi się kiepskim sposobem na zyskanie popularności i ocieplenie wizerunku... Wydaje mi się, że większość komentarzy tutaj potwierdza tę tezę;)
Dlatego myślę, że te niehandlowe niedziele mają większą szansę aby ludzi odwrócić od Kościoła, niż przyciągnąć do niego.
Niosek, rzeczywiście wśród kasjerów w zauważalną grupę stanowią kobiety w wieku 40+, jednak wg moich obserwacji dotyczy to przede wszystkim małych sklepów. W marketach zatrudnia sie dużo młodszych osób obojga płci, a w centrach handlowych (gdzie jest po kilkadziesiąt sklepów razem i w każdym po kilku-kilkunastu sprzedawców) dominują osoby bardzo młode- zwłaszcza studenci. Im często praca w niedzielę pasuje bardziej, niż w inne dni (zwłaszcza jeśli są na studiach dziennych i do dyspozycji mają wieczory i weekendy).
Podsumowując: wydaje mi się, że niedzielny komfort grupy 40+ letnich katolickich kasjerek nie rekompensuje niedzielnego dyskomfortu reszty społeczeństwa...
Dlaczego jedynym argumentem zwolenników niedziel niehandlowych jest "bo na zachodzie tak majo i jest dobrze a Polaki cebulaki to muszo narzekać"?
Zapraszam do Londynu, tutaj tak bardzo szanuje sie prawa pracownika, ze az chce sie zyc...
Nie wiem co masz za pracę ale ja robię na lotnisku i tak się sklada, że szanują tutaj pracownika. Pracuję 4 dni. 4 dni wolne. 33 dni urlopu. 1600 co miesiąc plus około 4k na rok bonusu przed wakacjami. Z moim szefostwem super atmosfera. Jak ma się z czymś problem można z nimi rozmawiać jak z kumplami. I jest to moja 4 praca w Anglii i jakoś uważam że dużo lepiej tutaj traktuje się ludzi niż w Polsce.
Musisz mieć naprawdę kiepską pracę. Swego czasu żyłam w Anglii, pracowałam 4 na 4 - czyli 4 dni w pracy, 4 wolne. Możliwość przyjścia extra, możliwość pracy na nocce (tu bonus: dodatkowe £20 za samo przyjście na noc). Holiday w wymiarze 3 dni za każdy przepracowany miesiąc, tax niewielki zabierany. Jedyny wymóg to znajomość języka, bo bez tego to jakoś mnie nie dziwi, że warunki kiepskie. Ja zarabiałam ok. 1600-1800 na miesiąc, a pracowałam tam około 6 lat temu, gdzie aktualne stawki są dużo lepsze.
Tak jakby na zachodzie bardziej szanowali pracowników..