#VkX7M

Kilka miesięcy temu przypałętał się do nas kotek - chudzinka. Bardzo zachłannie i długo pił wodę, zjadał przekąski do ostatniego kawałka, wylizując mikę do czysta - istna bidulka!


Zostawialiśmy z mężem dla niego na tarasie kocyk, na którym przesypiał każdą noc i pół dnia (w przerwach pomiędzy polowaniami).
Z czasem kocyk zamieniliśmy na specjalne, ciepłe łóżeczko, kupiliśmy miseczki, zapobiegające zespołowi zmęczonego wąsa oraz zabawki - słowem, załatwiliśmy mu warunki domowe i coraz rzadziej nas opuszczał.
Po kilku dniach zauważyłam, że ma na nodze sporą ranę, z której spływała krew. Ponieważ kotek jest dzikusem i nie pozwala się głaskać, a tym bardziej podnosić, musieliśmy pożyczyć od znajomych klatkę. Klatka była ogromna (dla psów), więc zwróciliśmy uwagę sąsiadów, paradując z nią przez osiedle.
Weterynarz zrobił kilka zastrzyków, zajął się raną, dał nam drogie lekarstwo i spytał, czy chcemy wstrzyknąć czip (po uprzednim upewnieniu się, że kot nie ma właściciela). Odmówiliśmy, stwierdzając, że kupimy mu obrożę.
Wróciliśmy do domu, postanawiając, że wciąż będziemy trzymać kotka na tarasie.
Założyliśmy mu piękną obrożę, niestety za luźno, bo zgubił ją na drugi dzień.

Po kilku miesiącach wyjeżdżaliśmy na wakacje, więc poszłam do jednego z sąsiadów spytać, czy mógłby dokarmiać naszego kotka.
Zdziwił się: "Nie wiedziałem, że macie kota. Jak wygląda?". Ja: "Ten bury, w prążki, jak tygrys". Na to sąsiad: "A to nie jest przypadkiem kot Wincenta?".

Okazało się, że uprowadziliśmy czyjegoś kota. Wyobraźcie sobie zdziwienie właściciela, kiedy jego kot wrócił do domu z obrożą i bandażem na nodze... Do tego ktoś na pewno widział nas niosących tego kota w klatce.

Do dziś nie wiemy, kim jest Wincent i mamy nadzieję, że jakimś cudem Wincent nie dowie się, że to my uprowadziliśmy jego pupila.

PS. Kotka przestaliśmy dokarmiać, ale łóżeczko i woda zostały, bo wciąż czasem nas odwiedza. Do dziś cieszę się, że nie zdecydowaliśmy się na czip z naszym adresem!
Kotkot Odpowiedz

Nie pomysleliscie, ze burych kotów w prążki jest dużo? Albo sąsiad mógł się pomylić bo wiele osób uważa, że wszystkie koty to ta sama rasa i tak samo wygladaja no kot to kot i tyle. Jak kotek byl chudzinką i był głodny to jest szansa, że nie miał właściciela

Legendka Odpowiedz

Koty same sobie wybieraja wlascicieli i czasem chocby nie wiem jak sie starac to zostana lub odejda. Mialam kiedys kotke, byla sliczna, po dwoch latach okocila mlode. Zostawilam sobie jedno, a reszta byla zamowiona. Gdy kocia corka podrosla, kocia mamusia sie wyprowadzila do sasiadow. Po kilku latach wrocila, ale nie zostala na dlugo bo jej corka i wnuczka przeszkadzaly. Natomiast jakis czas pozniej kotka od innych sasiadow wprowadxila sie do nas, a konkretniej do pokoju mojej corki. I tak zostala. Wsrod innych sasiadow tez slyszalam historie kocich przeprowadzek.

asienaebaam

Kot wybiera sobie miejsce a nie właściciela. Właściciel jest dla niego "przy okazji" :)

Serwatka31

Mam wrażenie, że coraz więcej ludzi zamiast rozumieć jakiś temat, bierze najmniej dokładnie przybliżenie (często uczone np. w szkole) i na jego podstawie stara się rozważać wymagające znajomości szczegółów przypadki.
Przykłady? Osoba, która nie wieży, że ktoś mógł się zarazić HIVem podczas pobierania krwi, bo na ulotce informacyjnej było napisane, że tak się nie da, tylko od seksu i narkotyków. A prawda w tym przypadku była taka, że w szpitalu ktoś pomylił igłę do wyrzucenia z nową, właśnie otwartą.
Inny przykład: ktoś nie wiedzący, że z seksu waginalnego podczas którego nie doszło do wytrysku można mieć dziecko. Bo osoba ta wie, że zachodzi się w ciążę od plemników, a więc od spermy, a nie wie, że mogą być w preejakulacie.

I mam wrażenie, że dokładnie tak samo jest z ludzmi, którzy nie wierzą w relację człowieka z kotem słyszeli całe życie, że pies się przywiązuje a kot nie.
Podczas, gdy prawda jest taka, że pies przywiązuje się mocno bo jego przodkowie żywili się większymi od siebie zwierzętami, więc musiał dobrze współpracować ze stadem, a kot żywi się mniejszymi, więc nie miał powodów do tworzenia stad (a wręcz powody do izolacji) ALE nie odbiera mu to możliwości lubienia bądź nie innego kota/człowieka, chociażby tak, jak lubi jedną zabawkę/legowisko/miejsce bardziej niż inne.

asienaebaam

Serwatka31, Mam wrażenie, że coraz wiecej osób reaguje agresją w nieadekwatnych sytuacjach. Jeśli chodzi o koty, mówię z własnego doświadczenia. Koty były w moim domu "od zawsze", mielismy kilka. Wszystkie bardzo przywiązane, łaziły za nami, spały z nami, leżały na kolanach. Do czasu jak musieliśmy sie przeprowadzić, kot który był aktualnie, zwariował. Wracał do starego domu i płakał. Przewoziliśmy go a on znowu wracał itd. Aż w końcu zaginął.

Serwatka31

Mam jeszcze wrażenie, że coraz więcej ludzi ma gigantyczne kompleksy i odbiera bez powodu rzeczy jako atak na siebie. Takie zupełnie luźne, zupełnie niezwiązane z rozmową przemyślenie.

SmutnyZenskiKot

A wystarczyło kotkę wykastrować i nie puszczać samopas. :(
Mój kot jest do mnie tak przywiązany, że na wakacje jeździłam z nim, bo dla niego lepsza była zmiana miejsca niż brak mnie.

Serwatka31

No i co by to dało? Że zwierzę byłoby nieszczęśliwe, a właściciel zadowolony? Świetne rozwiązanie.
(A kastrowanie to dobry pomysł).

FioletowyAligator Odpowiedz

Ktoś mi wytłumaczy co to "zespół zmęczonego wąsa"?

Powolutku

Dyskomfort, który kot odczuwa kiedy jest zmuszony jeść że zbyt małej lub zbyt głębokiej miseczki. Podrażnia sobie wtedy wibrysy, co może powodować stres a nawet jakieś skórne problemy.

Peters Odpowiedz

W każdym bądź razie chcieliście jak najlepiej dla kotka. Może postarajcie się poszukać właściciela Wincenta i wyjaśnić sytuację.

WildDiamond Odpowiedz

Skoro ten Wincent nie zabezpieczył kota to jemu powinno być głupio, a nie wam

Olusza Odpowiedz

Widocznie sąsiad nie za bardzo się kotem interesował, skoro pozwalał mu chodzić głodnym i poranionym. Gdyby kot miałby się dobrze w domu, to by wracał tam, a nie do Was.

sihill Odpowiedz

Taki apel: NIGDY nie zakladajcie kotom obroży, chyba że to specjalna, samorozpinająca się. Zwłaszcza kotom wychodzącym (czego ogólnie nie popieram), bo taki kot łażąc gdzieś po krzakach, wskakując na drzewa czy płoty może się najzwyczajniej w świecie na tej obroży powiesić.
A już tym bardziej obroży z dzwoneczkiem, bo to już zwyczajne okrucieństwo.

Dodaj anonimowe wyznanie