Od niedawna mieszkam sobie w domku na wsi, którym opiekuję się w czasie nieobecności mojej cioci. To, stara, drewniana, klimatyczna chata z takim pięknym piecem kaflowym i zarośniętym ogródkiem. Ten dom ma ponad 150 lat i wpisany jest na listę zabytków, a moja ciocia odziedziczyła go po swoich rodzicach, którzy z kolei dostali go od jej dziadków.
Pierwsze noce w moim tymczasowym lokum były dla mnie - wychowanego w betonowym więzieniu mieszczucha - wspaniałe. Głównie ogrzewałam się przy piecu, piłam herbatę z imbirem i czytałam stare, zakurzone książki z ciocinej szafki.
Dziś odwiedziła mnie sąsiadka. Bardzo miła staruszka. Pogadałyśmy chwilę, a na koniec poprosiła, żebym kładła mojego synka wcześniej spać, bo młody całymi wieczorami stoi w oknie na górze i gapi się przed siebie. „Wiesz...” - zaśmiała się - „Ja akurat mam okno naprzeciw i tak trochę czuję się nieswojo, gdy on tam ciągle stoi i patrzy się jak zaklęty. Przeraża mnie to”. Następnie pożegnała się i poszła do siebie.
Kiedy zamknęłam za nią drzwi, momentalnie osunęłam się na ziemię i skuliwszy się w pozycję embrionalną, zaczęłam telepać się ze strachu. Nie mam dziecka, jestem tu sama, boję się... Siedzę teraz w przedsionku. Od dwóch godzin czekam, aż przyjedzie tu mój brat i zabierze mnie do mojego betonowego więzienia w mieście...
Jako mała dziewczynka byłam strasznie zboczona i strasznie lubiłam oglądać siusiaki kolegów.
Co w tym anonimowego?
Kiedyś w przedszkolu zrobiłam jednemu ''loda''.
Mam nadzieję, że on tego nie pamięta.
Sytuacja miała miejsce wczoraj wieczorem i dotyczy tzw. "Belferskiej grypy".
Z wykształcenia z zawodu jestem nauczycielem Królowej Nauk. Nie będę pisać jak wygląda praca nauczyciela - nie o tym jest historia.
Mam w rodzinie kuzynkę, która posiada dwójkę dzieci. Jedno z nich w wieku szkolnym, rozpieszczone do granic możliwości, średnio radzące sobie z nauką. Kuzynka również do wybitnych nie należy więc często jestem proszona o pomoc w odrobieniu zadania czy wytłumaczenia bieżącego materiału. Nigdy nie było z tym problemu - aż do wczoraj.
Po sprawdzeniu setki zeszytów, kartkówek i sprawdzianów postanowiłam odmóżdżyć się chwilkę i pobuszować w internecie. Po zalogowaniu się na najpopularniejszy portal społecznościowy wyskoczyła mi ciekawa dyskusja jaką moja kuzynka przeprowadzała pod jednym z artykułów. Z komentarzy dowiedziałam się, że nauczyciele to c*je, p*zdy, matoły, debile i nieroby. Pisała, że jej biedny syn jest szczuty w szkole i nauczyciele zamiast mu pomóc to ciągle wymagają od niego więcej. Nie ukrywajmy - w 2 klasie podstawówki dziecko ma problem z każdym możliwym przedmiotem. Zadań nie będzie odrabiał bo NIE. Nie chce mu się i celowo wyrywa kartki z zeszytu, przy próbie zmuszenia go do nauki wydziera się jakby go żywcem przypalali.
Zbliżała się godzina 20 - wtedy mniej więcej kuzynka odzywa się po pomoc przy zadaniu. Szybko porobiłam zrzuty ekranu i czekałam na wiadomość. Punkt 8 i jest! Na jej prośbę odpowiedziałam zdjęciem z jej wypowiedzą i delikatnie wytłumaczyłam żeby nie srała do własnego gniazda. Za 5 min telefon od ciotki, że tego się po mnie nie spodziewała. W tym roku święta będą ciekawe!
Ps. Dzieciak ma świetnego, cierpliwego wychowawcę - prawdziwego belfra z powołania. Skąd to wiem? Bo również mnie uczył. A mojej kuzynce życzę żeby jak najszybciej się ogarnęła i zaczęła panować nad swoim dzieckiem. Wiem, że to czytasz K. Zamiast spędzać cały dzień w internecie pomyśl nad tym, żeby zareagować już - za 5 lat będzie za późno.
Moje dziecko szykowało się do Jasełek, które były wystawiane w przedszkolu. Kiedy zapytałam małej Zuzki kim najbardziej chciałaby być podczas Jasełek, zakładałam, że odpowie: aniołkiem albo Maryją. Odparła, że najbardziej chciałaby być Jezuskiem, bo „tylko leży i nie musi nic robić”.
Tak, zdecydowanie wdała się w mamusię.
Rok 2007, wiosna, miałam niewiele ponad 12 lat. W szkole dokuczało mi kilka dziewczyn, ale jedna z nich była główną prowokatorką. To ona wymyślała nowe przezwiska i metody gnębienia. Wiedziałam, że gdyby zniknęła, moje cierpienie by zniknęło. Nieraz bałam się iść do szkoły czy płakałam po powrocie. Zgłaszałam to nauczycielom (różnym) czy próbowałam ją prosić. Moje skargi powodowały 2/3-dniowe zostawianie mnie, ale potem męczarnie wracały.
Więc wymyśliłam, że najlepszym rozwiązaniem byłoby zniknięcie dziewczyny... postanowiłam ją zabić. Tak, dobrze czytacie.
W tamtym czasie oglądałam dużo programów kryminalnych. Swój plan układałam w głowie, aby nie zostały żadne ślady. Wiedziałam, że muszę być ubrana od stóp do głów, aby nie spadł mi żaden włos z ciała. Włosy związane, żadnego żucia gumy czy plucia, smarkania. Buty najlepiej o rozmiar za małe albo za duże, aby ciężej było dopasować. Nowe lub z lumpeksu - nienoszone na moim zabłoconym podwórku, aby nie nanieść specyficznej ziemi. Telefon chciałam zostawić w szkolnej szatni, a potem po niego wrócić, aby nie zostać namierzoną przy tym samym nadajniku.
Zaplanowałam chyba każdy szczegół. Miejsce też. Co mnie odwiodło od planu? Miałam 140 cm wzrostu i ważyłam 35 kg. Moja dręczycielka miała 170 i 70 kg wagi. Nigdy nie zdołałabym przeciągnąć zwłok kilka metrów w wyznaczone miejsce. Tak więc z dnia na dzień porzuciłam ten plan.
To byłoby tyle.
Jakiś czas temu było tu wyznanie o kobietach lubiących molestować nastoletnie kobiety poprzez łapanie ich za piersi i komentowanie oraz o matce nie szanującej prywatności swoich dzieci. Moja mama łączy wszystko z tych wyznań.
Potrafię wrócić do domu, a na moim łóżku leżą rzeczy, które wyciągnęła z moich szuflad, a ona stoi w drzwiach i rozpoczyna wywód, że jeśli na przykład kupię sobie coś słodkiego to mam się podzielić, bo tak mnie wychowała (słodycze w naszym domu są zamknięte w szafce na klucz, a klucz jest chowany, bo razem z bratem mamy nadwagę. Przy czym nie przeszkadza to matce w tym, by młody dostawał jakieś batoniki, czy kanapki z nutellą do szkoły. Jeśli ja chcę kanapkę z tym kremem mogę jedynie liczyć, że zapomni schować słoik, bo mi się zwyczajnie nie należy).
Często, gdy przechodzi obok niej potrafi znienacka złapać mnie za piersi, czy tyłek i zaczyna się śmiać z mojej reakcji. Zaskoczona po prostu podskakuję wydając z siebie dziwny pisk. Nie mogę się nawet czasami spokojnie wypróżnić, bo ona musi natychmiast wziąć na przykład miotłę z naszego małego, klaustrofobicznego kibelka i muszę NATYCHMIAST otworzyć drzwi, bo inaczej skończy się to karą. Wykąpać się też często na spokojnie nie mogę. Mimo tego, że informuję, że idę się wykąpać (zamek w drzwiach jest zepsuty i nie da się go przekręcić. A nawet gdyby się udało otworzyłaby go z drugiej strony nożem) potrafi wejść do łazienki, bo ona musi się teraz uczesać, zrobić makijaż, czy cokolwiek.
Gdy zdarza mi się, że pisnę słyszę tylko, że mam stulić ryja. Jakby tego było mało potrafi wparować mi do pokoju, gdy chcę się przebrać, czy po prostu pozbyć sama ze sobą. Każda prośba, czy wzmianka o prywatności kończy się tym samym. Czyli, że "To jest mój dom i nie ma tu miejsca na twoją prywatność.
Swoją prywatność będziesz miała dopiero jak się wyprowadzisz. Na koniec oddam, że niedawno miałam 19 urodziny. I nie. Brak możliwości wyprowadzki. I jeśli ktoś zastanawia się co z ojcem... Albo nie widzi problemu albo nie jest dla niego interweniowanie. Na szczęście przynajmniej on szanuje moją prywatność...
Szedłem na film do mojej dziewczyny, kiedy dostałem od niej SMS-a. Napisała, że pomaga mamie w kuchni przed świętami i poprosiła mnie o zakup majonezu do sałatki jarzynowej. Kupiłem więc słoik wspomnianego majonezu i bohatersko dostarczyłem mojej ukochanej, zadowolony z faktu, że potrafi przygotować coś do jedzenia.
Co się okazało? Kupiłem zły - Winiary, a nie Kielecki. Moja dziewczyna stwierdziła, że nie może być z kimś o takich kubkach smakowych.
Przepraszam, była dziewczyna.
Zakochałem się w pewnej dziewczynie. Piękna, wysoka, nogi do nieba, figura idealna. Błysk w jej oczach i pełne usta sprawiały, że nie mogłem przestać o niej myśleć. No i oczywiście inteligentna, wygadana, wesoła. Ja też do najbrzydszych nie należę, dużo ćwiczę, żyję zdrowo, dbam o siebie, mam dużo ciekawego do powiedzenia. Dlatego więc już w myślach widziałem nasz ślub, dom z ogrodem i nasze śliczne dzieci. Jednak nie mogłoby być tak prosto i pięknie.
Otóż mój Anioł od 5 lat miał faceta, Adama. Kiedy mi go przedstawiła, myślałem, że to jakiś żart. Chuderlawy, pryszczaty, z czarną grzywką zasłaniającą oczy. Facet był miłośnikiem filozofii. Czasami rozmowy z nimi mnie przerastały. Oprócz tego obydwoje lubili sobie przyćpać.
Nie tolerowałem tego, ale wiedziałem, że jak Iza będzie już moja to wybije jej to z głowy. Mimo tego, że miała faceta i była z nim szczęśliwa, ja byłem zdeterminowany, żeby ten związek rozbić. Kiedy się kłócili byłem jej rękawem do wypłakania się. Kiedy trzeba było wnieść coś cięższego do domu - byłem. Kiedy Adam wyjechał, a Aniołowi zepsuł się samochód i musiała pilnie gdzieś dalej dojechać - też byłem. Nieraz pytałem czy jest z nim szczęśliwa, sugerowałem, że do siebie nie pasują, itp. Ona zawsze mówiła, że to nieprawda, że dla niej wygląd nie ma znaczenia, a grunt to dobranie charakterologiczne. Jednak ja byłem zdeterminowany.
Iza zrobiła imprezę. Było dużo ludzi, melanż był naprawdę mocny, alkohol lał się strumieniami, a parę osób również sobie przyćpało. W tym Iza i Adam. Gdzieś ok. 4 Iza źle się poczuła. Poszła się położyć. Wykorzystałem sytuację i wślizgnąłem się jej do łóżka. Ku mojej uciesze leżała nago, więc też się rozebrałem do rosołu. Nie dotknąłem jej nawet palcem, po prostu czekałem aż Adam wejdzie do pokoju i zastanie nas w dwuznacznej sytuacji. I tak się stało jakieś pół godziny później. Chłop wpadł w szał, rzucił się na mnie, później szarpał Izę. Ona półprzytomna zaczęła krzyczeć "co do chuja robię w jej łóżku" i "że to nie tak jak myśli". Ja zacząłem kręcić, że sama tego chciała, a że się naćpała to nawet nie pamięta jak się bzykaliśmy.
Adam wybiegł z domu, ona za nim. Nie uwierzył jej, zostawił ją. Ja tak umiejętnie zmanipulowałem Izę, że uwierzyła mi, że wylądowaliśmy razem w łóżku. Była niezbyt przyjaźnie do mnie nastawiona, ale zaczęła się do mnie po jakimś czasie przekonywać i powiedziała, że najwidoczniej tak miało być, ale mimo wszystko nigdy nie wybaczy sobie, że zdradziła Adama. Po paru miesiącach już jako para byliśmy na melanżu. Wypiłem o wiele za dużo i przyznałem jej się do tego co zrobiłem.
Nawet tego nie pamiętam. Iza dała mi z całej siły w twarz i wybiegła z mieszkania. Powiedziała, że mam wypierdalać z jej życia i wcale mnie to nie zdziwiło. Jestem skurwysynem.
Wiek ok. 12,13 lat. Wtedy zaczyna się poznawać swoje ciało, myśli i czyny erotyczne. U mnie było podobnie...
Właśnie w tym wieku średnio raz w tygodniu logowałam się na erotycznych stronach, "za doładowanie" włączałam kamerkę i za 5, 10, czasem nawet 30 zł robiłam sobie dobrze. Sprawiało mi to przyjemność, a i trochę zarobiłam.
Teraz, gdy mam prawie 25 lat, narzeczonego oraz dziecko, nie chcę o tym nawet myśleć.
Postanowiłam zrobić przegląd zdjęć oraz skopiować stare, rodzinne fotografie. W tym celu udałam się do dziadków i tam natrafiłam na ich ślubne zdjęcie. Chciałam je pożyczyć z myślą zrobienia kopii, ale dziadek stwierdził że nie, wstydzi się, bo ma na sobie mundur kolegi postawionego wyżej od niego rangą. Mimo to, zabrałam zdjęcie.
Powiedziałam o tym tacie, a ten stwierdził, że to był owszem, mundur oficera ale niemieckiego. I tutaj nasuwają się wątpliwości. Nigdy nie dowiedzialam się od dziadka, że podpis mojej prababci widniał na Volksliste (była to skomplikowana sytuacja bez wyjścia). Od zawsze dziadek pasjonuje się historią, opowiadał mi jak wyglądało życie po wojnie oraz w jej trakcie. Tylko nie mogę dowiedzieć się, co było na rzeczy, że nosił niemiecki mundur i to w tak ważnym dlań dniu.
Dodaj anonimowe wyznanie