#NwY8R

Jakiś czas temu zmarł mój wujek. Na pogrzeb stawiła się cała rodzina i wielu jego znajomych. Zaraz po mszy, chwilę przed tym, jak grabarze wynieśli trumnę z kaplicy, podeszła do mnie ciocia, wdowa po świętej pamięci wujaszku. Pokazała mi komórkę, jakiegoś Samsunga o ile dobrze pamiętam i powiedziała, że to telefon zmarłego męża. Gorączkowo wytłumaczyła mi, że jest tam sporo rzeczy, które są dla niej bardzo cenne i że koniecznie, jak najszybciej musi się do nich dostać. Problem w tym, że nie dało się urządzenia odblokować, bo wujek założył hasło. Wiedząc, że jestem trochę bardziej zaznajomiony ze współczesną technologią, ciocia zapytała, czy mam pomysł, jak to ustrojstwo uruchomić. Powiedziałem jej, że nic mi nie przychodzi do głowy, mimo że doskonale wiedziałem, co muszę zrobić. Kiedy jednak zobaczyłem łzy w jej oczach, zdałem sobie sprawę, że chyba rzeczywiście bardzo zależy jej na szybkim odblokowaniu telefonu. „No, dobrze...” - mruknąłem.
Bezceremonialnie, na oczach żałobników, podszedłem do trumny, otworzyłem wieko, wyciągnąłem rękę wujka (Panie, świeć nad jego duszą…) i zanim ktokolwiek zdołał zaprotestować, przyłożyłem jego siny palec do czytnika linii papilarnych znajdującego się z tyłu komórki. Telefon odblokował się. Następnie zamknąłem trumnę i oddałem aparat cioci. Większość członków rodziny patrzyło na mnie ze zgrozą. Tylko ciotka stała teraz uśmiechnięta od ucha do ucha. Do dziś nie wiem, co takiego ten aparat skrywał, że aż tak bardzo zależało jej na tym, by go odblokować...

#lw9Ze

Nie jestem przeciwna dzieciom. Swoich nie mam, nie wiem, czy planuję, niektóre dzieciaki uważam za słodkie, inne zatłukłabym kapciem, ale generalnie mam stosunek bardzo neutralny, a nie jednoznacznie wrogi. Ostatnio wśród moich znajomych i rodziny jest wysyp ciąż i niemowlaków. Super, życzę im jak najlepiej, czasami mogę się całkiem bez wysiłku pozachwycać, gdy mi pokazują zdjęcia swoich berbeci, nie wzdycham ze zniecierpliwieniem, gdy ww. berbecie drą się bez powodu, zawsze jestem dla dzieci miła i (staram się być) wyrozumiała. Jest jednak coś, czego nie mogę zaakceptować u niektórych rodziców. Temat kupy.

Totalnie rozumiem, że rodzicowi kupa jego dziecka nie śmierdzi, to normalne. Ale byłoby miło, gdyby rodzice zdawali sobie sprawę, że dla innych temat g*…, niezależnie z jak słodkiej pupy wyszło, jest nadal obrzydliwy. Zwłaszcza przy jedzeniu... Brat i bratowa mojego męża chyba nie dopuszczają do siebie takiej ewentualności. Od paru miesięcy wręcz rodzinną tradycją na obiadach u teściowej jest moment, w którym 2-latka ogłasza, że musi zrobić kupę, w związku z czym babcia lub któreś z rodziców przynosi do jadalni nocnik i mała robi swoje, podczas gdy my siedzimy przy stole. Bączki i wszelkie inne odgłosy towarzyszące oddawaniu kału kwitowane są przez rodzinkę radosnymi śmiechami. Najważniejsze, że mała sama woła, że musi na nocnik i że chce z niego korzystać, bo przecież jak na 2 lata to ogromny sukces. A ja tkwię w tej śmierdzącej karuzeli śmiechu podczas każdej wizyty u szwagrów i teściów i próbuję nie rzygnąć...

Nie rozumiem tego, bo wbrew pozorom brat męża jest zupełnie normalnym, fajnym kolesiem, na co dzień bardzo dobrze się dogadujemy, wydaje mi się rozsądnym człowiekiem, żadna patologia, jego żona to też nie typ "polskiej madki".

Czy gdy człowiek zostaje rodzicem naprawdę tak mu się przewraca w głowie, że oczekuje od całego świata miłości do fekaliów swego dziecka?

#QnJwX

Gdy byłam w liceum, przytrafiło mi się to, czego każda dziewczyna boi się najbardziej – nieplanowana ciąża jeszcze przed osiemnastką.
Gdy dowiedziałam się, że wpadłam, byłam załamana. Chodziłam wtedy dopiero do drugiej klasy liceum i miałam 17 lat. Nie wiedziałam co zrobić, więc ukrywałam ten fakt przed rodzicami jak najdłużej. Mój „chłopak”, z którym straciłam dziewictwo na osiemnastce koleżanki, całkowicie się wypiął. Gdy powiedziałam mu o wyniku testu ciążowego, zapadł się pod ziemię. Unikał mnie, nie odpisywał, nie odbierał telefonu. Powiedział, żebym zostawiła go w spokoju. Byłam w totalnej rozsypce.

Oczywiście nie mogłam ukrywać brzucha w nieskończoność, w końcu moja mama zapytała dlaczego noszę za duże ubrania. Byłam wtedy już w czwartym miesiącu. Moi rodzice nie ukrywali zszokowania, jednak to głównie dzięki nim jakoś przetrwałam ten trudny czas. Okazali mi wsparcie i miłość, za co będę im wdzięczna do końca życia. Kontaktowali się z rodzicami ojca dziecka i wywalczyli dla nas alimenty. Całe szczęście, że dwa miesiące przed porodem ukończyłam pełnoletniość i rodzice nie musieli ubiegać się o zostanie rodziną zastępczą. Urodziłam dziewczynkę. Piękną, pulchną i różową księżniczkę.

W tym czasie mój wieloletni przyjaciel pokazał mi jak bardzo mogę na nim polegać. Był przy mnie w każdy najgorszym momencie, wspierał na duchu, pojawił się nawet na porodówce! Te kilka miesięcy pozwoliło mi pojąć, że mam przy swoim boku naprawdę wartościowego człowieka, który… wyznał mi miłość. Nie przeszkadzał mu fakt, że noszę czyjeś dziecko, chciał być przy mnie i pomóc mi w wychowaniu brzdąca. Dziś jesteśmy razem i mieszkamy w domu moich rodziców. Arek dokłada swoje finanse (zarabia i studiuje jednocześnie). Ja mogę liczyć na pomoc mojej kochanej mamy i taty, złapałam też dorywczą pracę w pizzerii, a w międzyczasie studiuję zaocznie.

I wiecie co? Nie wyobrażam sobie innego życia i biegu zdarzeń. To, co kiedyś wydawało się dla mnie koszmarem, dziś jest przepiękną prozą życia i wspaniałym obrazem do albumu wspomnień. Jestem szczęśliwa, że mam moją ukochaną córeczkę i że przejrzałam na oczy, dając szansę Arkowi. Mam największe dwie miłości mojego życia. I niczego bym nie zmieniła.

To wyznanie kieruję do wszystkich, którzy przeżywają załamanie – nie poddawajcie się. Naprawdę nigdy nie wiadomo, co przyniesie los. Nie zawsze to, czego się boimy, jest tak straszne, jak mogłoby się wydawać. I pamiętajcie, że po burzy zawsze wychodzi słońce!

#hBU0x

Mój chłopak studiuje informatykę. Ostatnio miał jakiś problem z laptopem, z którym nie mógł sobie poradzić – nie wiem o co chodziło, bo jestem w tych tematach kompletnym laikiem. Miałam serdecznie dość jego narzekań, więc podeszłam i palnęłam z całej siły w komputer.
Naprawiło się.

Czekam na zgłoszenia, z chęcią naprawię komuś komputer, wykorzystując moje zdolności informatyczne.

#M4tFM

Gdy miałam 13 lat, mój starszy brat trafił do więzienia za gwałt.
Zaczęłam się go brzydzić, nie pisałam do niego listów, gdy parę razy był na przepustce, to szłam do koleżanki albo babci, byle tylko na niego nie patrzeć.
Teraz czekają go pierwsze święta po wyjściu z więzienia, oczywiście zamierza je spędzić z naszymi rodzicami. Mnie tam nie będzie, nie jestem w stanie z nim rozmawiać, obrzydza mnie myśl, że ten zboczeniec mógłby mnie dotknąć. Rodzice oczywiście są oburzeni, że nie chcę przyjechać, że zepsuję pierwsze rodzinne święta.
Trudno.
Spędzę Wigilię z moim chłopakiem i jego rodziną.

Dla ciekawych: Nigdy nic mi nie zrobił, nie zgwałcił, nie molestował, ale to co zrobił tej biednej dziewczynie skreśliło go dla mnie jako człowieka.
Dodaj anonimowe wyznanie