#nAboP

Rok temu razem z moim chłopakiem byliśmy na weselu u jego kuzyna. Niestety okazało się, że przyjaciel pana młodego, Kuba, przyszedł z byłą dziewczyną mojego chłopaka, Anką. Z tego co wiem to są już dosyć długo ze sobą, ale nie przeszkadzało jej to, by flirtować z moim facetem. No po prostu na każdym kroku jakieś spojrzenia w jego stronę, lub np. jak zobaczyła, że razem tańczymy, to specjalnie wyciągała swojego faceta na parkiet i ocierała się niby "przypadkiem" o mojego chłopaka. Albo co chwila prosiła mojego chłopaka do tańca, mimo że ten jej grzecznie odmawiał. Myślałam, że mnie coś trafi, gdy dosiadła się do naszego stolika, zaczęła go zagadywać "a pamiętasz to, a pamiętasz tamto...?", przy tym obmierzając mnie wzrokiem z góry na dół.

Nadszedł moment na tzw. "oczepiny", oczywiście welon złapał kto? Anka. Następnie przyszła pora na panów. Miałam tylko nadzieję, że mój chłopak nie złapie krawata, ale niestety, akurat jak na złość złapał. Mieli razem zatańczyć do jakiejś wolnej piosenki, stwierdziłam, że nie chcę widzieć, jak mój chłopak się obściskuje w tańcu z tą rurą i postanowiłam, że wyjdę. Już byłam koło drzwi wyjściowych, jak usłyszałam głos mojego chłopaka przez mikrofon "Wiem, że to Ania złapała welon, ale ten taniec chciałbym zatańczyć z moją, mam nadzieję, przyszłą żoną. Izaaaa, gdzie idziesz, chodź tu!". Wszyscy na mnie spojrzeli, zobaczyłam, że Anka idzie w moim kierunku cała czerwona na twarzy. Zdjęła sobie welon z głowy i rzucając nim we mnie powiedziała ze złością "a weź se go, k....".

Do dziś nie mam pojęcia, czy chodziło jej o welon, czy o chłopaka. :D

#Cw0TL

Nie wiem co mam robić.

Moja dziewczyna ma dość ciekawą pasję, jeździ konno. Idzie jej to nawet całkiem nieźle, wygrywa zawody. Jednak problem polega na czymś innym. Mieszkamy razem, a praktycznie jej nie widuję. Do godziny 16 jest w swojej normalnej pracy, później od razu jedzie do koni. Tam siedzi cały dzień, je obiad, kolację i wraca na 22 położyć się spać. Ja rozumiem, że pasja, że wszystko, ale to już jest przesada. Mogłaby się wyrobić z tym o wiele szybciej, ale ona 2h te konie myje, miesza jakieś jedzenie, tu witaminy, tu na ciepło, tu na zimno, tu na nie wiadomo co. Jeździ na tych koniach, spaceruje z nimi, masuje, smaruje, chłodzi, ogrzewa. Wszystko dla tego konia musi być najlepsze, a żeby starczyło na to pieniędzy, to musi dodatkowo prowadzić treningi innym osobom. Dobra, ja rozumiem, ale mi obiad ugotowała 3 razy przez dwa lata związku, a jak kręgosłup mi siadał, to powiedziała, żebym się więcej ruszał. Za to z końmi jest zupełnie inaczej - mieliśmy romantyczny wieczór i dostała telefon, że koń się pokłada. W minutę się wyszykowała i wróciła nad ranem. Mi na tego konia w ogóle nie wolno wsiąść, bo za duży jestem podobno, a koń pół tony waży. Nie wiem, ile jeszcze tak wytrzymam.

#Hyaqd

Pracuję w jednej ze znanych sieciówek. Po ciężkich godzinach pracy cieszę się nie z tego, że w końcu mogę iść do domu i odpocząć, tylko z tego, że trzeba wymyć podłogę.
A dlaczego?
Uwielbiam zapach płynu do mycia podłóg, którego używamy, w połączeniu z brudnym mopem. Mogłabym wąchać ten zapach cały czas, używać takich perfum, płynu do kąpieli itp. Czekam całymi godzinami na ten zapach. Powąchanie samego płynu nie działa na mnie tak samo, jak w połączeniu z brudną szmatą.
Takie moje małe dziwactwo.

#spzDL

Kiedy byłam około pięcioletnią dziewczynką, postanowiłam przy użyciu kredek przyozdobić ściany mojego pokoju pięknymi rysunkami. Tak powstało wspaniałe dzieło przedstawiające księżniczkę w zamku i potwora, który próbuje ją zjeść (przynajmniej ja to tak widziałam, bo dla rodziców były to niezrozumiałe bazgroły). Pamiętam, że rodzice bardzo na mnie nakrzyczeli. Oczywiście usłyszałam, jak się na mnie zawiedli, że zniszczyłam ściany, etc.

Miało to miejsce jakoś w okolicy Świąt i akurat odwiedzała nas rodzina taty, która przyjechała z innego miasta. Tata postanowił pokazać bratu jakie ma ze mną utrapienie i jak zniszczyłam ściany w niedawno remontowanym pokoju. Wujek widząc te bohomazy, pocieszył ojca mówiąc, że na całe szczęście nie narysowałam tego świecówkami, bo ciężko byłoby to zamalować. Byłam zadowolona ze swojego dzieła i nie chciałam, aby zostało zamalowane, a on tymi słowami podsunął mi pomysł, jak je ocalić.

Gdy goście siedzieli przy kawie i cieście w salonie, ja pieczołowicie poprawiałam rysunki kredkami świecowymi.

#omgtV

Poszłam na policję i doniosłam na moją babcię. Otóż babcia wrzuca nowo narodzone szczeniaki do studni. Taka spóźniona aborcja według niej. Babcia jest alkoholiczką, więc nie ma pieniędzy na sterylizację. Gdy jakieś pieniądze trafiają jej w ręce, od razu trafiają na ladę w monopolowym. Psów nie da dotknąć, więc nie mogę ich zabrać na zabieg. Poza tym o zwierzę po sterylizacji trzeba dbać, a u niej z tym wielki problem. Nie widziałam żadnego innego skutecznego rozwiązania.
Rodzice na wieść o tym obiecali, że mnie wydziedziczą, bo to przecież normalne, a ja na policję chodzę.

Nie żałuję.

#UuADy

To był piękny, lipcowy poranek, po ciężkiej nocy spędzonej w pracy wróciłem do domu zaspany i zmęczony. Zobaczyłem górę opału, koszmar... Co prawda mieli go przywieźć za dwa dni, ale trudno, widać pospieszyli się. Czekała mnie robota. Zadzwoniłem po kumpla, przyjechał i zaczęliśmy wspólnie zrzucać całe 5 ton. Po dobrze wykonanej pracy strzeliliśmy po zasłużonym browarku i poszedłem spać.

Koło 15.00 usłyszałem krzyki i lamenty sąsiada... Okazało się, że przywieźli mu węgiel, ale ktoś go rozkradł... Co było robić, przyznałem się do pomyłki, a dwa dni później znów zrzucałem węgiel, tym razem już mój, ale do piwnicy sąsiada.

#79hEE

Pracuję jako pielęgniarz na nocnej zmianie w pogotowiu. Wczoraj przyjechał do nas młody mężczyzna, tak może ze 21 lat miał, razem ze swoją babcią. Staruszka nie wyglądała na chorą. Zachowywała się za to dość dziwnie. Rechotała, podśpiewywała sobie, a nawet uszczypnęła w tyłek mojego kolegę z dyżuru. Chłopak, który z nią przyjechał, robił wrażenie wyraźnie zażenowanego wybrykami swojej babci i co chwilę ją uciszał: „Babciu, weeeeź...”.

Początkowo myśleliśmy, że starowinka opiła się jakąś zrobiona przez siebie nalewką z kasztana czy też innej pigwy. Kiedy jednak młodzieniec z pacjentką znaleźli się w gabinecie, sprawa szybko się wyjaśniła. Otóż chłopak miał trochę marihuany i postanowił upiec z niej ciasto, które to chciał zabrać na imprezę urodzinową kumpla. Kiedy wypiek się studził, w kuchni znalazła się babcia. Skubnęła sobie kawałek wnuczkowego dzieła, a że jej zasmakowało, szybko spałaszowała pół blachy… Po godzinie zaczęła mieć wyjątkowo dobry humor, co wzbudziło pewne podejrzenia u młodzieńca. Kiedy ten zorientował się, że babcia zjadła mu pół psychoaktywnego ciasta, wrzucił nestorkę rodu do auta i czym prędzej zawiózł ja na pogotowie, bojąc się, że używka może sprawić, że biednej babuleńce za bardzo skoczy ciśnienie.

Chłopak był blady jak ściana i wyraźnie przerażony tą sytuacją. Zupełnie odwrotnie niż jego babcia, która wydawała się być wybitnie wręcz rozbawiona zajściem. Po przebadaniu jej, lekarz nie wykrył żadnych niepokojących objawów. Na wszelki jednak wypadek zostawił staruszkę na trzygodzinną obserwację, po której to babuszka bardzo zgłodniała i kazała swojemu wnuczkowi natychmiast wieźć się do… pierogarni.
Początkowo lekarz chciał dzwonić na policję, aby zgłosić przestępstwo, jednak dzięki mnie i mojemu koledze ze zmiany (temu, który został uszczypnięty w zad), udało się go nakłonić do zmiany decyzji. W ten sposób starsza pani miała bardzo udany wieczór, a młodzieniec uniknął więzienia.
Dodaj anonimowe wyznanie