To był piękny, lipcowy poranek, po ciężkiej nocy spędzonej w pracy wróciłem do domu zaspany i zmęczony. Zobaczyłem górę opału, koszmar... Co prawda mieli go przywieźć za dwa dni, ale trudno, widać pospieszyli się. Czekała mnie robota. Zadzwoniłem po kumpla, przyjechał i zaczęliśmy wspólnie zrzucać całe 5 ton. Po dobrze wykonanej pracy strzeliliśmy po zasłużonym browarku i poszedłem spać.
Koło 15.00 usłyszałem krzyki i lamenty sąsiada... Okazało się, że przywieźli mu węgiel, ale ktoś go rozkradł... Co było robić, przyznałem się do pomyłki, a dwa dni później znów zrzucałem węgiel, tym razem już mój, ale do piwnicy sąsiada.
Dodaj anonimowe wyznanie
Zawsze mogles przyjanuszowac ;) szacunek za uczciwosc.
W jaki niby sposób? Gość który mu przywiózł węgiel pokazałby mu, gdzie go zrzucił, wydało by się to w ciągu 2 dni.
Nigdy węgla nie przerzucales. Od razu widać gdzie podrozowal węgiel, wszędzie są ślady
Wrzucalem do piwnicy, ale juz lezal przy okienku to nie trzeba bylo nosic :) na pewno bylo widac gdzie lezal. Moze by bylo trudno o powodzenie, ale moze niektorzy by probowali.
Mnie bardziej zastanawia jak koleś z ciężarówki/sasiad mógł zostawić opał bez opieki. Napewno nie byl to domek jednorodzinny , bo co by robil o 5 ton węgla od sąsiada na działce autora ? Zostaje opcja, ze dom to kamienica / szeregowiec .
Nie no, mógł być kawałek trawnika między ogrodzeniem a ulicą.
Widywałam takie miejsca.
Jeśli zrzucił na taki trawnik, gdzieś między jedną posesją a drugą a autor spodziewał się dostawy dla siebie, mógł faktycznie nie zwrócić uwagi na to, że sterta jest trochę bliżej strony sąsiada.
Jeśli jeden chciał zrzucenia węgla w takie miejsce, spora szansa, że po prostu u nich się tak robi i drugi też się umówił na takie samo rozwiązanie.
Ale mimo wszystko, jaki to brak odpowiedzialności w tym momencie.
Dla mnie tam widok kupy węgla przed bramą jest dosyć powszechny.
Ostatnio 5 dni temu, musiałam przejść trawnikiem, bo zajmowała cały chodnik. Leżała dobę spokojnie.
Raczej nikt się nie spodziewa, że ktos mu niezauważanie podwędzi 5 ton i to w dodatku bezszelestnie.
Autor miał przewagę, bo poszedł w środku dnia na pewniaka i w dodatku blisko :-)
A tak co? Żeby to zrobić szybko, musieli by podjechać wywrotką/przyczepką w kilku, a takiego zamieszania i rumoru pod chatą już ciężko nie zauważyć.
Taczką przecież by nie uciekali w razie przyłapania.
Co innego drewno. To można w nocy ciuchutko zajumac.
Osobiście z okna kamienicy u znajomej widziałam, jak " somsiad " nabiera wiadro węgla i szedł szybko do szopy. Zanim zsszlam z kolezanka na klatke i znalazlam właściciela zdążył wrócić 2 raz po kolejne wiadro
No dobra, rozumiem uczciwość. Ale dlaczego Ty wrzucałeś węgiel do jego piwnicy? Przecież równie dobrze pomyłki mogłoby nie być, Ty wrzuciłbyś swój do siebie i to samo on powinien zrobić. To niby z jakiej racji miałeś wrzucać jego węgiel (bądź co bądź wymieniony) do jego piwnicy?
A sąsiad nie mógł sam?
pewnie zrobił to w ramach przeprosin.
Za co przepraszać? Chłop przechowal z dobrego serca 5 ton węgla u siebie w piwnicy by nie ukradli, by nie zamokl. A tu jeszcze pretensje :D
intrygujące
Podpieprzyć komuś 5 ton węgla w biały dzień to jest wyczyn.