#spzDL
Miało to miejsce jakoś w okolicy Świąt i akurat odwiedzała nas rodzina taty, która przyjechała z innego miasta. Tata postanowił pokazać bratu jakie ma ze mną utrapienie i jak zniszczyłam ściany w niedawno remontowanym pokoju. Wujek widząc te bohomazy, pocieszył ojca mówiąc, że na całe szczęście nie narysowałam tego świecówkami, bo ciężko byłoby to zamalować. Byłam zadowolona ze swojego dzieła i nie chciałam, aby zostało zamalowane, a on tymi słowami podsunął mi pomysł, jak je ocalić.
Gdy goście siedzieli przy kawie i cieście w salonie, ja pieczołowicie poprawiałam rysunki kredkami świecowymi.
Moja mama wymyśliła na to sposób- pomalowała mi ściany na biało i pozwoliła po nich dowolnie malować, ale pod warunkiem , że innych scian nie ruszę, a jak taka zabawa już mi się permanentnie znudziła, pomalowała pokój na zielono i już. I jak tak dalej o tym myślę to to był naprawdę dobry pomysł.
Brawa dla mamy, tworzenie nieograniczonej przestrzeni. Fajnie, że tak to załatwiła
Ja tak mam do tej pory XD
Raz niechcący podczas malowania pochlapałem lekko ścianę, potem dostałem chwilowego zwarcia mózgu i zamiast to zmyć pomyślałem, że "wygląda trochę jak kucyk". Skończyło się na tym, że na ścianie pojawiło się wielkie, brzydkie, pomarańczowe konisko. Na szczęście mama zamiast krzyczeć to powiedziała, że mogę na niej już malować ;)
Anonimowe powinny zmienić nazwę na Historie mojego dzieciństwa. Jakiś wysyp od pewnego czasu historii tego typu...
@milA00 Albo wyznania z Brawo "Bo w czasie sikania piecze, Anonimowi, pomóżcie"
Wciąż lepsze niz ciągła depresja i nieudane związki
Lubie takie przypominają mi ten beztroski czas dzieciństwa....
Przynajmniej nie o kupie
Wszystkie ściany w pokoju mojego dziecka są pełne jego radosnej twórczości. Malowanie po ścianach jest bardzo rozwijające. Ja maluje z synem i uważam to za świetną zabawę. Ponadto to jego pokój więc jeśli chce go udekorować po swojemu to super. Polecam wszystkim rodzicom .
Można też kupić białe, cienkie płyty gipsowe i wyznaczyć nimi całkiem spory obszar do rysowania i malowania farbkami. Łatwo to potem usunąć, a frajda taka sama ;)
Ani to ładne, ani fajne. Bazgroły na ścianach wyglądają paskudnie. Jak w jakiejś melinie.
Chyba, że dziecko nie maluje ukradkiem kredką, tylko mu pozwalasz to robić, więc może normalnie farbkami itp. Wtedy nie powinno być meliniasto.
Dziękuję za rady, ale na całe szczęście mieszkanie jest moje i to ja decyduje co i jak. Farby są takie, że na spokojnie mogę z nich usunąć wszystko i nie muszę odmalowywac pokoju więc spoko. Chociaż w sumie, nawet jakbym musiała to w końcu kto mi zabroni😂 Dziękuję za porównanie mojego mieszkania do meliny, nawet nie wiedziałam, że jakieś duszyczki się tam przewinęły niepostrzeżenie😍
Miło się mieszka w takiej ruderze? Zawsze mnie ciekawiło
Jako dzieciak miałam kawałek ściany do malowania:)
Rozumiem, że niektórzy chcą idealnego życia z katalogu Ikea, ja tam też kiedyś dzieciakom strzele kawałek ściany do malowania, wolę żeby się rozwijały i miały fajne dzieciństwo niż piękne, idealne pokoiki w których nie będą się bawić bo jeszcze zaburza zakładany ład.
Może i jestem głupi ale co jest bardziej rozwijającego w malowaniu po ścianie niż po kartce?!
Tak, całkiem miło się mieszka w takiej ruderze ❤️ Co jest rozwijającego?Myślę, że warto pogadać z psychologiem dziecięcym i już będziesz miał wszystko pięknie i dokładnie wyjaśnione.
@Xanx - rozwijamy zasięg ręki i ruchliwość stawu barkowego.
Majer, o tym nawet nie pomyślałam. Fajnie się dowiedzieć czegoś nowego.
"Pamiętam, że rodzice bardzo na mnie nakrzyczeli."
Szczerze? Nie rozumiem takich reakcji.
Gdyby zostały uszkodzone ściany w salonie, kuchni, łazience itd to okej, wszystko się zgadza. Ale autorka zniszczyła ściany we własnym pokoju, a do tego powinna mieć prawo.
We wlasnym domu tak, a w domu rodzicow to moze niekoniecznie :)
Kurcze to ja jestem jakaś nienormalna. Młody w swoim pokoju ma na ścianach farbę tablicową i zestaw kredy, rozumiem kiedyś takich farb nie było. Ale jak go w wieku 2 lat poniosło (a matka nie przypilnowała) i kredkami porysowal w 3 miejscach ściany w korytarzu, to 2 zmyłam, a największy "obraz" zostawiłam. Bez krzyków, bez "zawiodłam się", a rysunek jest tam już 3 lata...
Zawsze jak trafiam gdzieś na tego typu historię, w sensie na temat "dziecko pomalowało ściany/ meble", to zastanawiam się ile to dziecko mogło mieć lat. Aż w końcu trafiłam, jest tu info, że lat około pięć. I teraz zachodzę w głowę: czy to ja inaczej sobie wizualizuję inteligencję dziecka w tym wieku, czy może to konkretnie tutaj był jakiś problem z komunikacją? Bo jakoś dziwne mi się wydaje, że dzieciak w tym wieku nie wie, że nie należy rysować po rzeczach innych niż wyznaczone do tego, np. papier czy cokolwiek do tego celu dostał. Ale z drugiej strony - może tylko mi się tak wydaje?
Kiedyś przy usłyszeniu podobnej historii zapytałam się o to rodziców i odpowiedzieli, że była tylko jedna taka sytuacja, jak narysowałam coś na dolnej części starego, małego stolika w swoim pokoju, wpełzając pod niego z kredkami xD I to było jak miałam 2 lata z kawałkiem, bo rysunek był czymś na kształt głowonoga (dużo rysowałam od zawsze i szybko się uczyłam, więc wiek się musi zgadzać). Tak samo było z moją siostrą, która była 100x bardziej "niegrzecznym", trudnym do upilnowania, szybko nudzącym się dzieckiem - nigdy nic poważnie nie zniszczyła w taki sposób (nawet niechcący, nie wiedząc że tak nie można, więc tym bardziej z premedytacją).
Także ten... powstaje pytanie-zagadka: czy rodzice, którzy po takim incydencie krzyczą na dzieci... powiedzieli im wcześniej, że to zabronione? XD