#98o3v

Kiedyś pewnego ranka poszłam do sklepu, gdzie okazało się, że nie było produktu, który chciałam zakupić, więc minęłam kolejkę do kasy i wyszłam ze sklepu. Dopiero w połowie drogi do domu spostrzegłam (poprawiając torebkę), że trzymam koszyk sklepowy.

Nikt po drodze nie zwrócił mi uwagi, najszybciej jak to możliwe wróciłam, wpadłam do sklepu i odłożyłam koszyk na miejsce.

#srYJl

Mam 35 lat i wszyscy moi koledzy mi zazdroszczą. Czego? Drogiego, sportowego auta, sporej willi w stolicy i uroczego domku nad morzem. Tego, że mogę kiedy zechcę latać na każdy mecz mojej ulubionej drużyny i tego, że (cytuję) „mogę kupić każdą panienkę”. Słowem, zazdroszczą mi pieniędzy i faktu, że jestem singlem.

Moi koledzy mają rodziny: żony, które narzekają na swoje fałdki oraz dzieci, którym muszą zmieniać pieluchy albo zaprowadzać je do szkoły. Nieraz przeklinają swoją codzienność, myśląc, że moje życie to sielanka. Nie mają pojęcia, że w rzeczywistości są po stokroć bogatsi ode mnie – samotnego człowieka w wielkim domu.
Dałbym wszystko za to, by mieć u swojego boku ukochaną kobietę, a gdyby urodziła mi dziecko, nosiłbym ją na rękach do końca życia! Rodzina to jedyne prawdziwe szczęście, którego nie dadzą nam żadne pieniądze. Doceniajcie swoich najbliższych, nie ma w życiu nic ważniejszego.

#UaLlk

Weszłam sobie do autobusu i zobaczyłam, że po drugiej stronie jest kilka wolnych miejsc. No to cyk, idę żwawo, ale w połowie busa, w tym zgięciu-harmonijce, mój plan zauważyły 3 gówniary gimnazjalne, które spojrzały na mnie, spojrzały po sobie, spojrzały na trzy wolne miejsca i pobiegły czym prędzej je zająć. Jak już dobiegły i rzuciły się na nie, by się w nich rozsiąść, to zbiły ze sobą triumfalne piąteczki. Tak, to było ich wielkie zwycięstwo - zajęły wolne miejsca, zanim doszła do nich ciężarna kobieta. Gratuluję.

#8nAG5

To było około 15 lat temu. Miałem kumpla, Marcina, obaj mieszkaliśmy w jednym z większych miast Polski. Marcin mieszkał w 10-piętrowym wieżowcu, co istotne - na 9. piętrze. Miał młodszego brata, Pawła, który wtedy kończył jakoś 6 lat.

Lato, ciepło na dworze, pasowało pograć w kosza, a że brakowało nam jednego, to zostałem wybrany, żeby iść spytać Marcina, czy by z nami nie zagrał. Podochodzę do klatki, dzwonię domofonem:
- Jest Marcin?
Słyszę głos Pawła:
- Jest, wchodź.
No to idę, oczywiście jak to bywało w tamtych czasach, awaria windy, trzeba było z sandała zapierniczać na 9. piętro. Po paru minutach lekko zasapany podchodzę do drzwi Marcina i pukam. Otwiera mi nasz mały mistrz.
- Jest ten Marcin?
- No jest, jest... Na basenie.

No myślałem, że młodego rozniosę...

#Gy9M6

Jak byłem chłopcem, lubiłem się bawić nietypowymi rzeczami. Wtedy akurat miałem "fazę" na magnesy... Lubiłem patrzeć, jak się "kleją" ze sobą i się potem z nimi siłować, by je oddzielić.

Pewnego razu bawiłem się owymi magnesami przed komputerem. Nie wiem do tej pory dlaczego przystawiłem owe magnesy do ekranu monitora. Ku mojemu zdziwieniu na ekranie przy magnesach pojawiały się różne kolory - czerwony, zielony, niebieski itd. Bawiło mnie to i "jeździłem" tymi magnesami po ekranie i podziwiałem kolory.

Jak skończyłem moją "zabawę" i odłożyłem magnesy, spojrzałem na ekran monitora i zamarłem... Wszystkie te kolory zostały! Miałem cały kolorowy ekran monitora. Cóż było robić... Zawołałem młodszą siostrę, dałem jej magnesy w rękę i posadziłem przed monitorem, żeby sobie pojeździła. Mała była, więc jej lanie nie groziło, mnie tak. Udało się! Co prawda tata magnesy mi skonfiskował, ale uniknąłem kar, a monitor po tygodniu zaczął normalnie działać :)

#Q1HID

Pierwsze poważne śniegi tej zimy.
Jadąc z dziewczyną wpadłem w poślizg i skończyło się na barierkach. Nie potrafiłem sobie poradzić, by choć trochę ogarnąć sprawę mechaniczną, by jakoś dowlec się do domu. Sytuacja materialna nie pozwalała zbytnio na lawety, a do domu prawie 50 km. Zimno było niesamowicie i ten padający śnieg.

Dziewczyna zaproponowała telefon do jej byłego... Szczerze mówiąc, honor nie pozwalał, ale już nie miałem sił z tym wszystkim. Zadzwoniła, poprosiła i w nocy przyjechał ze znajomym nam pomóc. Dogadaliśmy się, że zapłacimy po miesiącu, może dwóch. Chłopaki pracowali prawie dwie godziny, starałem się coś im pomagać, przytrzymać głupią latarkę w to zimno. Po skończeniu stwierdzili, że ja z dziewczyną pojadę z byłym, a kolega dojedzie naszym samochodem do domu. Moja dziewczyna była tak zmęczona tym zimnem, że aż pojawiały się łzy bezsilności. W drodze do domu facet włączył radio z letnimi hitami i zaczął śpiewać, my po chwili razem z nim. Niesamowicie poprawił nam humor, a w dodatku uratował przed długami.
Nigdy w życiu nie zrobiłbym tego co on, w szczególności gdy w tej sytuacji była zdrada. Dla mnie byłoby to poniżające.

Co najgorsze... Po ponad miesiącu mieliśmy już fundusze na oddanie za pomoc.
Pukanie do drzwi... i wiadomość, że on od ponad dwóch tygodni nie żyje.

Nigdy nie myślałem, że będę płakać za byłym swojej dziewczyny, nigdy.
Niestety świadomość, że kiedyś go wyśmiewałem w każdej możliwej sytuacji zostanie u mnie w głowie. Teraz pozostało iść raz na jakiś czas zapalić świeczkę...

#csgE9

Kiedy miałem 10 lat, ciocia zadeklarowała się, że zabierze mnie do cyrku. Wiadomo, było dużo atrakcji, a jedną z nich była wata cukrowa, po skonsumowaniu której byłem obklejony, zwłaszcza ręce i twarz. Podczas przerwy w przedstawieniu chcieliśmy wyjść na dwór, bo ciocia chciała mi umyć ręce i twarz, jednak nie było takiej możliwości, ponieważ nie można było opuścić terenu cyrku. Moja kochana ciocia zauważyła kałużę, podeszła ze mną do niej, wyciągnęła chusteczki higieniczne i obmyła mi twarz w mętnej wodzie kałuży... Ludzie nie mogli powstrzymać się ze śmiechu.
Dodaj anonimowe wyznanie