#CBdR3

Kiedy miałem 8 lat, zmarłam moja babcia, kilka miesięcy po niej odszedł dziadek.
Cała rodzina do dziś wspomina, jak bardzo przeżyłem śmierć babci i jak za nią tęskniłem, bo codziennie po szkole prosiłem mamę, aby pójść odwiedzić babcię na cmentarzu (na szczęście to 15 min spacerkiem od naszego mieszkania).

Żodyn do dziś nie wie, jaka jest prawda.

Otóż na pogrzebie dziadka usłyszałem, jak któraś z ciotek mówi, że babcia po prostu zatęskniła za dziadkiem i zabrała go do siebie.
Tak mnie przeraziło, że może i za mną zatęsknić, że postanowiłem odwiedzać ją codziennie :D
Ale łatka wrażliwca przylgnęła do mnie na zawsze :D

#jNzpP

Wstyd mi za to, że jestem głupsza od własnego dziecka.

Moja córka ma 16 lat, a zna 5 języków obcych (dwa ma w szkole), nauczyła się grać na gitarze i pianinie z samouczków, ma najlepsze oceny w klasie i startuje na olimpiadach matematycznych. W rozmowie z nią często nie znam niektórych słów i muszę później sprawdzać ich znaczenie w internecie. Unikam tych rozmów jak ognia, bo często dochodzi do nieporozumień, córka narzeka, że jej nie rozumiem i nie wie po co mi tłumaczy jakieś swoje przemyślenia czy sytuacje, które spotykają ją danego dnia.
Tracę z nią kontakt, nie jestem w stanie jej zapewnić wsparcia, rozmowy, zrozumienia.
Myślałam o tym, żeby iść na terapię rodzinną, ale wstydzę się co pomyśli o mnie ten terapeuta.
Czuję się zwyczajnie tępa przy niej. Gdyby nie to, że jest bardzo do mnie podobna z wyglądu, myślałabym, że ją w szpitalu podmienili.

#xR1YT

Wstydzę się własnej mamy. Wiem, jakie to okropne, ale chcę wyjaśnić.
Mam prawie 17 lat. Tata zmarł 3 lata temu, teraz mieszkam z 9-letnim bratem i mamą. Mama jest prawdopodobnie lekko upośledzona (nikt nigdy tego nie badał, a ona sama się na to nie zgodzi) i do bólu prosta, wolę taką myśl od tej, że jest po prostu głupia.

Kiedy żył tata, ogarniał w zasadzie wszystko, mama zajmowała się mną i Matim i mieszkaniem. Kiedy chorował, a potem umarł, pomaga nam jego brat. Wujek ma jednak swoje życie i sprawy typu rachunki muszę ogarnąć ja, na szczęście płacę przez internet (mamy rentę po tacie, pomoc z MOPS-u i moje stypendium). Zakupy robi nam wujek albo ciocia, drobne rzeczy ja kupuję.

Kasa musi być pod moim nadzorem, bo mama jest strasznie naiwna i da się naciągnąć na wszystko.
W dodatku nie potrafię jej przekonać do zadbania o siebie. Kąpie się tylko w soboty, ciuchów nie zmienia przez cały tydzień, w tym skarpetek. W ogóle ubiera się w powyciągane, stare rzeczy, tak brudne, że nie da się ich doprać (pranie w automacie robię ja albo ciocia, bo mama nie ogarnia pralki). Zamiast pójść do zwykłego fryzjera woli panią Basię z parteru, fryzjerkę amatorkę bez talentu. Kiedy ja zmieniam przepocone i brudne ubrania, i pilnuję tego u brata, słyszę, że wydziwiam. Podobnie z myciem i fryzjerem, na szczęście trochę sobie dorabiam u wujka. Lekcje z młodym też ja odrabiam, bo ortografia i matma mamę przerastają.

No i jedzenie. Jemy w kółko te same zupy, czasem naleśniki czy kotlety. Proponowałam, że sama zrobię coś innego, ale nie ma o tym mowy. Z tego powodu kilka razy potwornie się za nią wstydziliśmy. Na moje wywiadówki już nie chodzi, bo oprócz tego jak wygląda wszystko, czego nie rozumie, to dla niej wymysły, a ja całe gimnazjum musiałam słuchać przez to docinków kolegów. Najgorszą akcję zrobiła bratu w klasowe mikołajki. Nie chciała, żeby młody z całą klasą zjadł pizzę, po prostu bo nie. Milion razy błagałam, żeby odpuściła, tłumaczyłam dlaczego. Niestety wpadła do klasy Matiego z termosem rosołu, bo zamiast pizzy młody ma "pyszno zupe". Skończyło się na tym, że wrócili do domu. Potem płakała, bo brat był dla niej niegrzeczny.

Wujek chciałby nas wziąć do siebie, ale ciocia zgadza się tylko na mnie i brata. A mama sama sobie nie poradzi. Chciałabym po liceum studiować rachunkowość, ale wątpię, że to się uda. Nie mogę przecież zostawić mamy i brata, bo w najlepszym razie skończą w przytułku albo pod mostem. Nie chcę jednak też całe życie opiekować się mamą i jej pilnować.
Mimo wszystko ją kocham i nie chcę jej krzywdy. No i brata też mi szkoda.

#jELrg

Zacznijmy od tego, że mam bardzo dobrego znajomego, z którym, lekko mówiąc, nie zgadzamy się w naprawdę wielu kwestiach światopoglądowych. Jednakże zazwyczaj nam to nie przeszkadza, bo podchodzimy mimo wszystko z szacunkiem do siebie nawzajem i swoich opinii.
Na ostatnim spotkaniu dyskusja zeszła na kwestię homoseksualizmu, do której mamy również zupełnie różne podejścia.
W pewnym momencie rzuciłem, że przecież codziennie na ulicy może mijać homoseksualistów, nie mając o tym kompletnie pojęcia, bo są to ludzie tacy jak inni, tylko po prostu różniący się orientacją.
Dodałem również, że często osoby nam znajome mogą być nieheteronormatywne, tylko my sami o tym po prostu nie wiemy. Na co ów znajomy odparł, że tak nie jest w jego przypadku, bo ma niezawodny wykrywacz gejów, dzięki któremu może odsunąć od siebie takiego osobnika.

Szkoda tylko, że nie zdaje sobie sprawy, iż w jego otoczeniu znajduje się osoba będąca poza zasięgiem jego gej radaru od wielu lat, a mianowicie jestem to ja...

#TiGEe

Od dobrych dwóch lat kocham się w facecie, do którego nie potrafię zwyczajnie podejść i zrobić pierwszy krok. Dlaczego? Po pierwsze, jestem strasznie nieśmiała. Po drugie, to były mąż mojej przyjaciółki…

Rozwiedli się ponad trzy lata temu, ale mimo wszystko jest mi jakoś głupio do niego podbijać, nie wiem jak zareagowałaby przyjaciółka. Myślicie, że po takim czasie „już można” brać się za byłego partnera kumpeli?

I przede wszystkim, co radzicie: zapytać w pierwszej kolejności jej o zdanie, czy może lepiej najpierw sprawdzić, czy on w ogóle odwzajemni zainteresowanie? Jestem w kropce, dłużej tak nie mogę!

#W9ZaR

Od kilku lat (!) jeżdżę PKP na gapę. Dojeżdżam do pracy codziennie tą właśnie drogą komunikacji. Obie stacje są tuż przy dużych, głównych stacjach - pomiędzy nimi. Konduktor chodzi na tej linii po pociągu dopiero po nich w jedną i drugą stronę, bo tam się dosiada mnóstwo osób. Chyba cecha tej linii, bo na innych raczej chodzą regularnie. Gdyby nawet zmienili przyzwyczajenia, to i tak zwróciło mi się już tyle mandatów na biletach, że się nawet nie przejmę.

#AAyIE

Jestem lektorem j. angielskiego. Któregoś razu na zajęciach indywidualnych z bardzo elegancką panią poczułam, że kawa z mlekiem daje się we znaki. Jeździło mi w brzuchu z kwadrans, wstawałam, siadałam, udawałam, że coś mi spadło, byle "rozruszać" jelita i zastopować to bulgotanie. Niestety, rozruszałam za mocno, wymknął mi się cichacz, a mina słuchaczki mówiła wszystko - doleciało. I wierzcie mi, nie był to delikatny typ bąka.

#rnuQK

Ostatnio dręczą mnie dziwne sny. Śni mi się, że wracam do rodzinnego domu, a na miejscu okazuje się, że moje dwa chomiki z dzieciństwa nadal żyją. Te chomiki nigdy się nie spotkały, bo drugiego dostałam kilka miesięcy po śmierci pierwszego. W tym śnie zastaję je w zaniedbanym stanie, wygłodzone, z niesamowicie brudną klatką. Jeden z nich z głodu zaczyna wariować, odgryza sobie kończyny.

Mając 8 lat byłam nauczona odpowiedzialności i moim największym lękiem w tamtym czasie było zaniedbanie pupila. Potrafiłam wstawać w środku nocy tylko po to, by upewnić się, że dałam wieczorem zwierzątku mokry pokarm, który obowiązkowo trzeba było dostarczać codziennie (wyczytałam, że lepiej dawać chomikom soczyste warzywa i owoce niż wodę, bo to zwierzęta pustynne).

Bardzo dbałam o swoje zwierzaki, co zawsze dziwiło moich rówieśników, którzy nawet nie umieli prawidłowo trzymać ich w ręku, tak żeby nie ściskać, ani żeby chomik nie wypadł (a chomiki uwielbiają się prześlizgiwać przez dłonie).

Nie wiem, z czego wynikają te sny, nie miałam ostatnio nadzwyczaj stresującego okresu w życiu, ani nic szczególnego się nie wydarzyło, co mogłoby na to wskazywać. Niepokoi mnie to i boję się zasypiać.

#PADkl

Ostatnio na wykładzie (grupa studentów niemal 300-osobowa - i to w całości, bo na te wykłady zdecydowanie trzeba chodzić, według niektórych nawet warto) bardzo chciało mi się oddać mocz, ale niestety nie mogłam wyjść. Uznałam, że wytrzymam...

Pomyliłam się. Posikałam się.
To ja prowadziłam ten wykład.

#4KLpd

Pracuję w dużej korporacji, gdzie „dziś jesteś liderem, jutro każdy o tobie zapomina. Niech tylko powinie ci się noga, a każda hiena pomoże cię pogrążyć”.
Mój szef to przystojny, żonaty facet przed 40. Ma żonę, ale wiem, że jest z nim głównie dla kasy. Nie interesuje mnie, czy ją zostawi czy nie.
Co robię, żeby się utrzymać i dostawać premię co miesiąc?
Proste - sypiam z szefem.
On ma satysfakcję, ja dobrze płatną pracę i pewne miejsce pracy bez względu ma wyniki.
Nie mam wyrzutów sumienia.
Jestem 30-letnim facetem i nawet nie jestem gejem.
Robię to, póki przynosi mi to realne korzyści materialne. Nie mam poczucia, że kogoś krzywdzę.
Dodaj anonimowe wyznanie